Z-M-P: Między atomem, a kropidłem

19 czerwca 2011 22:5161 komentarzy
/fot. Michał Zięba/

Człowiek wierzący bywa w naszym kraju niczym ten góral spod samiućkik Tater. Wie, gdzie jego korzenie i wcale się ich nie wstydzi. Wręcz przeciwnie. Całkiem nieźle mu się mieszka w Poroninie, wierchy, turnie i hale odwiedza często i z lubością, a czasem, od święta, może nawet wcisnąć na siebie te przykuse kalesony i fikuśny kapilinder. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie jego pobratymcy, których rozwściecza do białości, gdy nasz bohater – znużony nieco Szpiglasowym i Orlą Percią – rad by skoczyć sobie w Gorce, czy Pieniny. Ba, czasem wybrałby się, tak dla relaksu, gdzieś na płaskie, może nad sam Bałtyk nawet. Ale wtedy to już musowo wypisaliby go z rodziny. Z kolei ceprom z nizin wydaje się, że on w tych kalesonach i kapilindrze paraduje dwadzieścia cztery na siedem, zupełnie […]

Czytaj więcej ›

Jacek Rojewski: No to kończymy, bo gorąco się robi. Czyli jak prawie dałem się ponieść. Cz.1

Jacek Rojewski: No to kończymy, bo gorąco się robi. Czyli jak prawie dałem się ponieść. Cz.1

Szczecin to moje ukochane, rodzinne miasto. I miasto dziwne. Zbyt małe by pewne jego ułomności uszły w tłoku, zbyt duże by można było je łatwo i szybko zlikwidować. Miasto absurdów i aspiracji, paradoksów i szans. Miasto z dnia na dzień brzydnące ale i otwarte, z pogrążającymi się w marazmie ale sympatycznymi i mającymi poczucie humoru ludźmi. Miasto zieleni choć metaforycznie bez korzeni, z mieszczanami którzy albo już nie szukają niczego albo rozpaczliwie szukają odrobiny dumy i własnej lokalnej tożsamości. A przede wszystkim miasto zdumiewającej antypromocji, chaosu, bałaganu i nietrafionych reklamowych pomysłów. Szczecin jest fantastycznym poligonem doświadczalnym dla młodocianych fizyków. Można im fantastycznie pokazać jak maleńka, maciupeńka igiełka może rozwalić ogroooooooooooooomny, w mozole pompowany balon. Mieliśmy i mamy w Szczecinie wiele udanych przedsięwzięć, były momenty, jak choćby finał regat Tall Ship […]

Czytaj więcej ›

Joanna Kołodziejska: Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

/importowano z http://filozofy.blox.pl/resource/41_Zawod_filozof_blog.png/

Polska studentem stoi. Niestety, ten powszechnie znany fakt napawa optymizmem jedynie samych zainteresowanych. Oczywiście do czasu, a konkretnie do momentu opuszczenie murów szacownej placówki. Wtedy to bohater tej opowieści, czyli średnio wyedukowany (najczęściej), lecz zadowolony z siebie młody człowiek (to zależy ile razy powtarzał rok, ale powiedzmy, że młody) odkrywa, że nie jest zwykłym absolwentem. Jest bezrobotnym absolwentem. Zewsząd co prawda kuszą jakże intratne propozycje stażów, jednak za tą zgrabną nazwą kryje się  zwykle wolontariat, czyli ulubiona forma wyzysku pracowników. Szukamy więc dalej. Handel! To ok. 80% rynku pracy, według najnowszych informacji ekonomistów. Im „dziwniejszy” kierunek skończyliśmy, tym większa szansa kariery w owym sektorze. Co ma bowiem robić filozof, czy filolog jakiś tam (pani, tej nazwy to się nawet nie da zapamiętać..)? Owszem, zawsze może pofilozofować, ale wiadomo, że to […]

Czytaj więcej ›

Weredyk Klinker: Jeden procent ale na co?

Weredyk Klinker: Jeden procent ale na co?

Kocham polską kulturę, chcę konsumować polską kulturę, może nawet w jakimś maleńkim stopniu, choćby przez publikacje w Netkulturze, ją tworzę. Dlatego też na wieść o podpisaniu Paktu dla Kultury ogarnęła mnie euforia. 1% na kulturę! Jak rozumiem jeden procent wydatków budżetu. I to nie licząc środków europejskich i samorządowych. Ileż to pieniędzy! Wydatki budżetowe  w 2010r. wynosiły ok. 300 miliardów złotych. Nawet przy cięciach wydatków w budżecie uchwalanym w tym roku mówimy o kwocie bliskiej 3 miliardów złotych. Nie da się ukryć, że robi to wrażenie. A jeśli dodamy do tego fakt, że u nas wydatki na kulturę rosną gdy gdzie indziej w Europie są bezlitośnie obcinane /np. w Wlk. Brytanii cięcia budżetowe sięgały 25%/. Brzmi nieźle. Na stronie Obywateli Kultury możemy przeczytać: „14 maja o godzinie 12.00 w Muzeum […]

Czytaj więcej ›

Jarosław Kolasiński: Kuracja gazem

/ilustr. Magdalena Skiba/

Na urzędowstręt nagminny cierpię od niepamiętnych czasów. Nie, nie zaraziłem się od nikogo – to schorzenie nabyte w trakcie lektury wiadomej powieści Tadeusza Brezy, parę lat później dodatkowo zainfekował mnie Franz Kafka, aż wreszcie do gry weszła autopsja – to zadecydowało. Już pierwsza moja wizyta w urzędzie zaowocowała traumą, jako że kartę rowerową wystawiono mi na Mirosława. Wielokrotne próby naprawienia sytuacji niczego nie dały, co popchnęło mnie na drogę przestępstwa – za pomocą żyletki oraz pióra „zenith” wróciłem do prawdziwych personaliów. Wyliczanie kolejnych (i wciąż trwających) potyczek z rodzimą biurokracją zanudziłoby nawet w sztok pijanego koalę, więc sobie daruję. Od jedenastu lat pocieszało mnie jedno – z gromady wpędzających mnie w chorobę urzędników mam z głowy „gazowych”. W zajmowanym przeze mnie (wraz z rodziną) mieszkaniu funkcjonuje się bez gazu. Swoisty […]

Czytaj więcej ›

Bastelki: Bieg przez płotki (żeby było o sporcie…)

/il. Katarzyna Rymarz/

W dzieciństwie imponowały mi niezwykle dwie silne osobowości: dziad wędrowny i wiedźma. O wiedźmie mówiłam już chyba albo opowiem przy sposobności, dziś – w aspekcie nurtujących mnie  zagadnień – chcę spojrzeć wnikliwie na dziada. Wędrujący od wsi do wsi, podpierający się laską , odziany w sfatygowany kożuch – choć czasem burkiem poszczuty, jednak gdzieś strawę dostał, za co w podzięce siadał w cieple chaty i gawiedzi oczy na świat otwierał. Wiatr wył okrutnie i straszliwie za wymalowanym przez mróz oknem, a dziad snuł opowieści niczym sam Vasco da Gama albo i Krzysztof Kolumb wracający z wieloletniej podróży (i nieważne czy lądowej, czy morskiej). Tak przedstawiły mi dziada bajki i baśnie, a potem wystąpił w szkolnej czytance, gdzie jako niezdatny już do roboty darmozjad (w  przeciwieństwie do kołyszącej dzieciska babuli) wygnany […]

Czytaj więcej ›

Jolanta Sztejka: Listonosz na pożarcie

/rys. Michał Zięba/

Pan Kaziu jest listonoszem od kilkunastu lat. Kocha swoją pracę i za nic w świecie nie chciałby innej. Jednak od pewnego czasu żona pana Kazia wyraźnie nalega, by poszukał nowej pracy. Dlaczego? Mogłoby się wydawać, że mąż, który ma wymarzoną pracę, taką, którą lubi i która spełnia jego oczekiwania to jeden kłopot dla żony mniej… Mąż bowiem wraca z pracy szczęśliwy i zadowolony. Ale nic bardziej mylnego. Pan Kaziu swój zawód – owszem – kocha, ale na drodze do jego szczęścia stają zwierzęta domowe. Szczególnie psy. Psy różnej maści, które wściekle ujadają, gdy usłyszą dzwonek lub pukanie do drzwi. Natura psa nakazuje mu bronić nade wszystko otoczenia, więc trudno mu się dziwić, że przez niedomknięte drzwi, między łydkami swego pana zamierza pokazać listonoszowi swoje uzębienie. Na nic wtedy zapewnienia właściciela: […]

Czytaj więcej ›

Jarosław Kolasiński: Kultura jest najważniejsza i ch…!

Jarosław Kolasiński: Kultura jest najważniejsza i ch…!

     Nigdy niecienki, polski katalog najważniejszości wciąż pęcznieje. Najważniejszość Polski jako takiej, całej, zostawmy centrali, przejdźmy w regiony. Na Śląsku Górnym najważniejsza jest śląskość, na Dolnym natomiast kultura, a ściślej biorąc – zwycięskość Wrocławia w walce o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury roku 2016. Tak przynajmniej należy wnosić z listu, jaki rozesłał do ziomków prezydent Dutkiewicz. A jeszcze całkiem niedawno najważniejsza dlań była polsko-dwudziestopierwszowieczność. Na szczęście to już przeszłość – by konsekwentnie trzymać się „ości” w końcówkach rzeczowników.      Jako się rzekło – walka o kulturalną eurostołeczność’2016 trwa, a że nie odpadła z rozgrywki Warszawa (już posiadana stołeczność, oczywiście jej nie wystarcza), wynik jest sprawą otwartą. Tym bardziej cieszy ostry zryw władz miejskich do boju. Na ulicznych latarniach zawisły wielobarwne płachty promujące miasto w mieście, a miejscowy główny twórca kultury – […]

Czytaj więcej ›

Marek Rezler: Czy Wielkopolanie umieli konspirować? – cz. 2

Marek Rezler: Czy Wielkopolanie umieli konspirować? – cz. 2

CZY  WIELKOPOLANIE  UMIELI  KONSPIROWAĆ? cz. 2* – Od „Sokoła” aż po dziś   Lata poprzedzające wybuch I wojny światowej i powstanie wielkopolskie, dość jasno określiły zakres polskiego konspirowania w zaborze pruskim. Inaczej, czasem nawet całkowicie różnie, wyglądało to na Pomorzu i na Górnym Śląsku. Skoncentrujmy się jednak na realiach wielkopolskich. Po upadku powstania styczniowego w Poznańskiem działało wiele różnych polskich organizacji środowiskowych, zawodowych, religijnych. Żadna z nich jednak nie ograniczała swej działalności do pracy ściśle kierunkowej, statutowej. Prawie każda prowadziła dodatkową pracę towarzyską i społeczną, która utrwalała nie tylko więzi międzyludzkie, ale i umacniała świadomość narodową. Dodajmy, że dokładnie to samo robili Niemcy w swoich organizacjach; często zresztą występowało   tu niemal lustrzane odbicie poszczególnych organizacji niemieckich i polskich. Zaostrzenie kursu ze strony niemieckiej natychmiast owocowało uaktywnieniem narodowym środowisk polskich. Z […]

Czytaj więcej ›

Michał Zięba: Życie kulturalne dzikich – odc. 5

Michał Zięba: Życie kulturalne dzikich – odc. 5

                                    POLECAMY!                                  

Czytaj więcej ›