Posty otagowane: "sport"

Jacek Roj: Oooooo szach mat! Oooooo szach mat! Czyli o sztuce kibicowania.

22 stycznia 2014 20:050 komentarzy
Jacek Roj: Oooooo szach mat! Oooooo szach mat! Czyli o sztuce kibicowania.

Panu Redaktorowi PB za facebookową inspirację…            Nie tak dawno napotkałem cytat, który funkcjonując jako internetowy mem, wzbudził moje niepomierne zdumienie. Pochodzi on z internetowego fanzinu kibiców Hutnika Kraków „Tylko Hutnik” i opisuje sytuację w kontekście powszechnie rozumianych kibolskich fascynacji – nietypową. „Podczas ostatnich wakacji (1998) kibole Hutnika Kraków pokazując swój fanatyzm i przywiązanie do swojego klubu postanowili pojechać do Rzeszowa na wyjazdowy mecz swoich… brydżystów sportowych. Było ich 8 osób, ale niestety nie zostali wpuszczeni na salę, bo jak się okazało gra się „bez publiki”. Hutnicy zastanawiają się jak wyglądałby doping i czy byli miejscowi. Uważają także, że fajną sprawą byłoby pokazać się od strony pirotechnicznej na lidze brydżowej albo pochuliganić np. przerywając mecz brydżowy przez wywrócenie stołu do gry, itd. Jak się więc okazuje pomysłowość […]

Czytaj więcej ›

Z-M-P: Dziwna jesienna euforia

22 grudnia 2012 18:070 komentarzy
Z-M-P: Dziwna jesienna euforia

Jesień powszechnie kojarzy się ze smutkiem. Za oknem plucha, na niebie ciężkie chmury, na chodniku obrzydliwa breja. Dzień coraz krótszy, a wspomnienia letnich szaleństw z każdą chwilą bardziej odległe. No i jeszcze ten początek listopada zatopiony w zadumie o przemijaniu i zwiastujący nieubłaganą zimę (tak rzeczywistą, jak i metaforyczną). Nic więc dziwnego, że omawianą porą roku mało kto myśli o przyjemnościach. Wręcz przeciwnie, jesienne obniżenie nastroju doczekało się nawet uznania za oficjalną jednostkę chorobową. Wielu twierdzi, że polski futbol stoi na głowie. Jeśli chodzi o zmiany kalendarzowe należałoby przyznać im rację, bowiem jesień przyniosła rodzimej kopanej gigantyczny zastrzyk optymizmu. I w sumie też nic dziwnego. Summer okazało się co prawda długie, ale na szczęście nie endless. 26go października wykpiwany, wyszydzany, do cna skompromitowany Grzegorz Lato oficjalnie opuścił stanowisko prezesa PZPN. […]

Czytaj więcej ›

Z-M-P: Okno szeroko zamknięte

22 sierpnia 2012 16:480 komentarzy
Z-M-P: Okno szeroko zamknięte

Podobnie jak w wielu innych dziedzinach życia, w klubowym futbolu wakacje to sezon ogórkowy. Owszem, gdzieś tam grają drużyny narodowe, często na poziomie Mistrzostw Świata, czy czempionatów kontynentalnych, na które z tego, czy innego klubu ubyło po paru piłkarzy. Jednakowoż większość futbolistów albo jeszcze byczy się na urlopach, albo już szlifuje formę tak, aby w decydujących momentach nie „spuchnąć” kondycyjnie, ani nie pogubić się w nakreślonej przez trenera taktyce. Sęk w tym, że do tych decydujących momentów został jeszcze szmat czasu. Owszem, w naszym kulawym piłkarsko kraju lipiec i sierpień to czas niezgrabnych podrygów w europejskich pucharach. W paru innych miejscach, gdzie gra się systemem wiosna-jesień, sezon rozkręcił się już na dobre i niedługo wejdzie w swą kulminacyjną fazę. Jednak w czołowych ligach Europy poważne rozstrzygnięcia zapadną dopiero późną wiosną. […]

Czytaj więcej ›

Adam Muszkieta: Mourinho – anatomia zwycięzcy czy szumowiny?

21 sierpnia 2012 13:561 komentarz
Adam Muszkieta: Mourinho – anatomia zwycięzcy czy szumowiny?

„Mourinho. Anatomia zwycięzcy.” Patrick Barclay Dom Wydawniczy Rebis 2012r. Na wstępie Na wstępie, żeby być szczerym, bo za szczerość ponoć ludzi się szanuje, muszę przyznać się do pewnego braku obiektywizmu (który zdaniem jednych i tak jest tylko utopijną mrzonką). Otóż od 1992 roku, kiedy to przez dziurkę od klucza oglądałem, jak Barcelona zdobywa swój pierwszy Puchar Europy, jestem kibicem Blaugrany. Początkowo, myślałem że będzie ciekawie, gdy o książce Patricka Barclay’a: Mourinho – anatomia zwycięzcy poduma sympatyk Barcy. Choć obawiałem się też, że może jednak okażę się zbyt stronniczy. Jednakże Patrick Barclay sprawił, że taki dylemat był zupełnie niepotrzebny Książkę otrzymałem jeszcze przed Euro 2012, ale przeczytałem ją dopiero teraz, tuż przed klubowym sezonem 2012/2013. Nie wiem, jak drodzy czytelnicy, ale ja już zaczynam czuć pragnienie oglądania kolejnej rywalizacji Madrytu z […]

Czytaj więcej ›

Z-M-P: Kawior z wiadra i olimpijski niepokój, czyli refleksje polondyńskie.

Z-M-P: Kawior z wiadra i olimpijski niepokój, czyli refleksje polondyńskie.

Kawior z wiadra. Luty 1994. Trwają właśnie Igrzyska w Lillehammer. „Jeździliśmy dziś na łyżwach ponad trzy godziny, masz jeszcze siłę gapić się na to samo w telewizji?” zapytał z niedowierzaniem mój tata. „Tak” odparłem spokojnie. „Lodowisko niedługo stopnieje, a Olimpiada się skończy. Muszę się nachapać”. Następnego dnia ojciec był wielce ciekaw od kiedy to mianowicie interesuje mnie biathlon. Wyraził też wątpliwości w kwestii moich szans na uprawianie tego sportu, jako że wielogodzinne wpatrywanie się w ekran musowo popsuje mi wzrok. Zakończone właśnie Igrzyska w Londynie oglądałem w ilościach homeopatycznych. Głównie starty Polaków, acz i to bez specjalnego zaangażowania. I nie, wcale nie chodzi o to, że na letniej Olimpiadzie hokeja na lodzie, ani biathlonu nie uświadczysz. Rzecz też nie – co wydawałoby się prostym wytłumaczeniem – w mojej metryce. Owszem, […]

Czytaj więcej ›

MiKasa: Decymator Włodzimierz

15 lutego 2012 11:450 komentarzy
MiKasa: Decymator Włodzimierz

       Z lekcji anatomii wiadomo, że wyżej nerek podskoczyć się nie da. Skoki zaś, jako dyscyplina sportowa jednoznacznie kojarzyć się u nas muszą z Adamem Małyszem, albo redaktorem Szaranowiczem. No właśnie, z kim bardziej, z kim przede wszystkim?       W tej sprawie zdania są podzielone. Statystyczny kibic obstawia Małysza, a redaktor – jak się zdaje – tradycyjnie stawia na samego siebie. Słusznie, mimo iż pozornie brzmi to absurdalnie. Skoro jednak Szaranowicz Miklasowi usiłował wyrwać palmę (zaiste) pierwszeństwa w stosowaniu apelu „Leć, Adam, leć”, to nie powinno dziwić, że za jakiś czas okaże się, iż ptaszek z Wisły komentował, a skakał orzeł z Woronicza. Pierwsze jaskółki tej zaskakującej metamorfozy już fruwają, mimo mrozów. I tu przyda się czytelnikowi elementarna wiedza o starożytnym Rzymie, niekoniecznie wszakże czerpana akurat z „Quo Vadis”.       […]

Czytaj więcej ›

MiKasa: Czy Anastasi nas obraził?

19 czerwca 2011 22:003 komentarzy
Czy kastrując ligę, nadal będzie się można spodziewać tłumów na meczach reprezentacji? /fot. JK/

Siadając na tron selekcjonera naszej siatkarskiej kadry narodowej mężczyzn Andrea Anastasi z pewnością wiedział, iż mebel to mocno chybotliwy. Lekceważąc fakt ten, choć się jeszcze dobrze się nie rozsiadł, to już się naraził. Stwierdził w jednym z wywiadów, iż Polacy to drugi rzut światowej siatkówki. Do pierwszego zaliczył Brazylijczyków i Rosjan, mając na myśli obfitość talentów w obu tych krajach. Oczywiście nie sposób się z nim nie zgodzić, ale pozostaje wątpliwość – dlaczego Włoch nie podkreślił, iż PlusLiga jest prawie najlepsza na świecie, a polska myśl szkoleniowa w zasadzie nie ma sobie równych. Jeśli chodzi o tę drugą kwestię, to zapewne Włoch nie chciał się zapętlić koncepcyjnie – skoro Polacy najlepsi, to czemu od tylu lat obcokrajowcy tremują kadrę i jeszcze dziwnie się to zbiega z sukcesami odniesionymi po wieloletniej […]

Czytaj więcej ›

Z-M-P: Puchar naprawdę Sześciu Narodów

18 maja 2011 10:230 komentarzy
Z-M-P: Puchar naprawdę Sześciu Narodów

Zaczęło się z przytupem. I to takim solidnym. 5go lutego 2000 reprezentacja Włoch w rugby pokonała na Stadio Flaminio w Rzymie Szkocję 34-20. Był to pierwszy mecz Azzurrich w nieoficjalnych mistrzostwach Europy, a zarazem początek nowej ery w tych rozgrywkach – Six Nations. Wcześniej turniej nazywał się Home Nations i uczestniczyły w nim wyłącznie drużyny brytyjskie (Anglia, Walia, Szkocja oraz reprezentacja wyspy – wyspy, nie Republiki! – Irlandii), do których z czasem doszlusowała Francja, co spowodowało zmianę nazwy na Five Nations. Włączeniu Italii do tego elitarnego grona towarzyszyły spore kontrowersje, które dodatkowo przybrały na sile, gdy okazało się, że ów inauguracyjny triumf Włochów (dodajmy: nad ówczesnym obrońcą tytułu!) to były miłe złego początki. Azzurri przegrali wszystkie pozostałe cztery spotkania Six Nations 2000, z czego trzy naprawdę dotkliwie. Kompletem porażek zakończyły […]

Czytaj więcej ›

Z-M-P: Nieee no, gdzie tam!

16 kwietnia 2011 17:070 komentarzy
/rys. Michał Zięba/

      Nieee no, gdzie tam! czyli Ileż to się trzeba napsuć, żeby wreszcie było dobrze!        W meczu piłkarskiej reprezentacji Polski podobno klasowy napastnik, grający na co dzień w klasowym (tu już bez „podobno”) klubie, wpada z piłką w pole karne rywala, mija obrońcę i… strzela? Nieee no, gdzie tam. Próbuje jeszcze minąć bramkarza, minąć sznurowadło własnego lewego buta, minąć ducha prababki selekcjonera przeciwników… Aż wreszcie nadbiega dwóch kolejnych obrońców i tak właśnie mija szansa na zdobycie gola. Jedna z sześciu, jaką ów napastnik miał podczas dwóch ostatnich meczów Biało-Czerwonych. Nie wykorzystał żadnej.      Kto jest temu winien? Napastnik? Nieee no, gdzie tam. Mowa przecież o Robercie Lewandowskim, zawodniku samej Borussii Dortmund, wschodzącej gwieździe naszego futbolu, której wręcz nie wypada wypominać takich pierdół, jak czasowa niezdolność do […]

Czytaj więcej ›

z-m-p: Związki błogosławione

20 lutego 2011 10:2111 komentarzy
z-m-p: Związki błogosławione

     Gwoli wyjaśnienia ewentualnych nieporozumień, autor pragnie zaznaczyć, iż – choć sam jest człowiekiem małej wiary – pisząc ten tekst absolutnie nie miał na celu obrazy niczyich uczuć religijnych, ani jakichkolwiek innych.   1.Ubodzy w duchu        W drugiej połowie lat 90-tych pomarańczową piłkę klepał po asfalcie każdy. Transmisje w publicznej telewizji w połączeniu z podbijającym głośniki zaoceanicznym hip hopem wykreowały modę na NBA. Każdy chciał być Jordanem, Barkleyem, Rodmanem, O’Nealem, kim tam jeszcze. Wkrótce potem reprezentanci Polski zaliczyli niezły występ na Mistrzostwach Europy i do grona podwórkowych bohaterów dołączyli Wójcik, Zieliński i reszta. Wrocławski Śląsk rozbijał się po Eurolidze, rozgrywki o krajowe laury elektryzowały tłumy. Dodajmy dla porządku, że futbol – bezsprzecznie najpopularniejsza dyscyplina sportu w RP – kojarzył się podówczas z jednej strony z nigdy nie trzeźwiejącymi […]

Czytaj więcej ›