<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Netkultura.pl</title>
	<atom:link href="http://www.netkultura.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.netkultura.pl</link>
	<description>Internetowy Magazyn Autorów</description>
	<lastBuildDate>Fri, 18 May 2012 13:36:29 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.2</generator>
		<item>
		<title>Numer 5 (15) &#8211; Oregano</title>
		<link>http://www.netkultura.pl/15953/numer-5-15-oregano/</link>
		<comments>http://www.netkultura.pl/15953/numer-5-15-oregano/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 13:15:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Z-M-P</dc:creator>
				<category><![CDATA[Wstępniak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.netkultura.pl/?p=15953</guid>
		<description><![CDATA[Oregano to taka przyprawa, która nadaje się w zasadzie do wszystkiego. Za nami już majówka, a wraz z nią erupcje obżarstwa – najprzeróżniejsze grille, ogniska, rauty, poczęstunki. Niejedno zatem czytelnicze podniebienie wciąż pewnie pamięta, jak to cudowne ziele wspaniale ubogaca smak różnorakich mięs. Albo serów. Ale czy zdawaliście sobie Państwo sprawę, że oregano idealnie pasuje do… lodów? Nie, absolutnie nie zwariowałem. Niewiele jest na tym podłym świecie lepszych rzeczy, niż sorbet z truskawek i cytryn delikatnie posypany oregano. A jak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_15954" class="wp-caption alignleft" style="width: 222px"><a href="http://www.netkultura.pl/15953/numer-5-15-oregano/oregano_netkultura2/" rel="attachment wp-att-15954"><img class="size-medium wp-image-15954" title="oregano_netkultura2" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/oregano_netkultura2-212x300.jpg" alt="" width="212" height="300" /></a><p class="wp-caption-text">/rys. Magdalena Jemielity/</p></div>
<p style="text-align: justify;">Oregano to taka przyprawa, która nadaje się w zasadzie do wszystkiego. Za nami już majówka, a wraz z nią erupcje obżarstwa – najprzeróżniejsze grille, ogniska, rauty, poczęstunki. Niejedno zatem czytelnicze podniebienie wciąż pewnie pamięta, jak to cudowne ziele wspaniale ubogaca smak różnorakich mięs. Albo serów. Ale czy zdawaliście sobie Państwo sprawę, że oregano idealnie pasuje do… lodów? Nie, absolutnie nie zwariowałem. Niewiele jest na tym podłym świecie lepszych rzeczy, niż sorbet z truskawek i cytryn delikatnie posypany oregano. A jak już się człowiek naje, można – choć oczywiście nikogo nie namawiamy – dodać szczyptę rzeczonej przyprawy do wiśniowego tytoniu i rozkoszować się ciepłym, majowym popołudniem.</p>
<p style="text-align: justify;">Ta różnorodność sprawia, iż oregano jest niezastąpionym składnikiem w netkulturowej kuchni. Boć to i netkultura, z czym by jej nie ugryźć – zawsze smaczna. I – choć niby znana – zawsze zaskakująca.</p>
<p style="text-align: justify;">W maju na początek (niech to będzie nowa, świecka tradycja) książkowy i filmowy zawrót głowy. A w nim ciut ekonomii, ciut psychologii, szczypta – całkiem świeżej – historii, filozofii, tajemnicy i dwa łyki erotyki. A także kino dla spóźnialskich, nietykalnych i mało wybrednych – dla każdego coś miłego.</p>
<p style="text-align: justify;">Poczytawszy i pooglądawszy możemy iść w Świat szeroki. A tam niezmordowany <strong>Janusz St. Andrasz</strong> odkrywa przed nami tajemnice miasta, gdzie wino, kobiety i śpiew, a także koronowane głowy i szpiedzy.</p>
<p style="text-align: justify;">Następnie wracamy do siebie, do Kraju, gdzie ponownie spacerujemy z <strong>Rafałem Klanem</strong> po rondzie bez nazwy. Potem z <strong>Jolą Sztejką</strong> pod rękę idziemy (wężykiem, wężykiem!) po bułkę do osiedlowego spożywczaka.</p>
<p style="text-align: justify;">Posypujemy tę bułkę oregano i…</p>
<p style="text-align: justify;">…na razie powstrzymujemy się od konsumpcji, aby przypadkiem chrzęstem szczęk nie spłoszyć zwierza. Jakiego zwierza? Ano tego ze zdjęć <strong>Marcina Nawrockiego</strong>. Zwyczajowo kapitalny wywiad <strong>Ani Kolasińskiej</strong> ukazuje nam artystę sympatycznego, skromnego, a przy tym pewnego swego talentu. I nie bez kozery! Mili Państwo, gdybym ja umiał tak opisywać przyrodę, jak Marcin ją fotografuje, stać by mnie było na czterdziestohektarowe pole, które obsiałbym… no przecież.</p>
<p style="text-align: justify;">Gdyby komuś ogrom wrażeń wizualnych wywołanych naszym najnowszym portfolio nie starczył, zapraszamy do czwartej części <strong>Jana Gryki</strong> opowieści o sztuce i zapoznania się z twórczością <strong>Michała Stachyry</strong>. Potem specjalność zakładu, czyli kolejne odcinki <strong>filmozagadki</strong> i <strong>Życia Kulturalnego Dzikich</strong> (proszę mocno trzymać się podłokietników!). Wreszcie – czas na nasze gwiazdy.</p>
<p style="text-align: justify;">Najpierw <strong>Justyna A. Sikorska</strong> prezentuje postać <em>Dziwnej Emilki</em>. Przyznać muszę, że czekaliśmy na tę pracę z utęsknieniem, albowiem jest to postać, która świetnie <em>skleiłaby się</em> mentalnie z większą częścią naszej redakcji. Z piszącym te słowa na czele.</p>
<p style="text-align: justify;">Teraz możemy zamknąć oczy, aby nie zaczęły nam pląsać i wsłuchać się w twórczość <strong>Branforda Marsalisa</strong> i <strong>Macieja Fortuny</strong>. <strong>GRAżyna Studzińska-Cavour</strong> jednego słuchała nad Odrą, drugiego z płyty. Jak wrażenia? O tym w dwóch kapitalnych materiałach.</p>
<p style="text-align: justify;">A teraz z niekłamaną radością chciałbym przedstawić Państwu debiutującą na naszych łamach osobę, którą – tak artystycznie, jak i osobiście – mam zaszczyt znać i przyjemność lubić. Bo <strong>Mirka Szychowiak </strong>jest jak miesięczny zapas oregano. Albo, jak kto woli, paczka cukierków. A że na dzień dobry opowiada nam o sweterku wydzierganym przez dość intrygujący muzyczny alians, nic tylko czytać. I słuchać.</p>
<p style="text-align: justify;">Zaszczyt znać i przyjemność lubić mam także, rzecz jasna, swego redakcyjnego kolegę, <strong>Jacka Rojewskiego</strong>. I również z niekłamaną radością chciałbym państwu zaprezentować Jackowe dwukrotne spotkanie z Cholonkiem. <em>Dobrego Pana Boga z gliny</em> widział Roj tak na kartach książki, jak i na teatralnych deskach (choć via telewizor). A co z tych spotkań wyniósł? Zapraszam do lektury.</p>
<p style="text-align: justify;">Uff, wszystko? No, prawie. Na deser moja własna twórczość okołosportowa. <strong>Euro</strong> już naprawdę tuż, zatem nasz cykl przygotowujący do Mistrzostw Starego Kontynentu należy zamknąć. Otwórzmy za to szafę i wyciągnijmy z niej kreację. Na bal.</p>
<p style="text-align: justify;">O, widzicie Państwo? Moja bułka. Jak to: jaka bułka? Z oregano, ta, którą kupiłem sobie w osiedlowym spożywczaku. Numer piętnasty Netkultury dostarcza tak silnych wrażeń, że dobrze jest po lekturze nieco się posilić. Jak to w maju.</p>
<p style="text-align: justify;">A co to ma wszystko wspólnego z majem? Nic. W pierwotnej wersji ten tekst miał nosić tytuł „Majeranek”. No ale gdzie majeranek, a gdzie oregano?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.netkultura.pl/15953/numer-5-15-oregano/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Rafał Klan: Miasto podskórne albo rondo bez nazwy &#8211; cz. 2</title>
		<link>http://www.netkultura.pl/15647/rafal-klan-miasto-podskorne-albo-rondo-bez-nazwy-cz-2/</link>
		<comments>http://www.netkultura.pl/15647/rafal-klan-miasto-podskorne-albo-rondo-bez-nazwy-cz-2/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 13:14:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Yarre</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kraj]]></category>
		<category><![CDATA[POLECANE]]></category>
		<category><![CDATA[Społeczeństwo, kultura, kraj]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał Klan]]></category>
		<category><![CDATA[Wschowa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.netkultura.pl/?p=15647</guid>
		<description><![CDATA[cz. 1 tekstu &#8211; &#62; tutaj       Poza oficjalnymi rozwiązaniami w sprawie nadania imienia ronda, funkcjonują w obiegu plotki, komentarze w sieci, szkice artykułów, same artykuły, które przenoszą nas w zupełnie inny wymiar dyskusji. Gdyby przyjąć, globalnie, że cała prawda o konkretnych wydarzeniach rozgrywa się przy stole zarzuconym białym obrusem, nie byłoby tematu. Ale tak nie jest. Sprawdza się tutaj stara freudowska zasada: podświadomość nie zna takich pojęć jak poprawność, oficjalność, ład i porządek. To świadomość stanowi ocenzurowaną formę społecznych [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><em>cz. 1 tekstu &#8211; &gt;</em> <strong><a href="http://www.netkultura.pl/15029/rafal-klan-miasto-podskorne-albo-rondo-bez-nazwy-cz-1/" target="_blank">tutaj</a></strong></p>
<p style="text-align: justify;">      Poza oficjalnymi rozwiązaniami w sprawie nadania imienia ronda, funkcjonują w obiegu plotki, komentarze w sieci, szkice artykułów, same artykuły, które przenoszą nas w zupełnie inny wymiar dyskusji. Gdyby przyjąć, globalnie, że cała prawda o konkretnych wydarzeniach rozgrywa się przy stole zarzuconym białym obrusem, nie byłoby tematu. Ale tak nie jest. Sprawdza się tutaj stara freudowska zasada: podświadomość nie zna takich pojęć jak poprawność, oficjalność, ład i porządek. To świadomość stanowi ocenzurowaną formę społecznych popędów, fobii i lęków.</p>
<div id="attachment_15660" class="wp-caption alignleft" style="width: 370px"><a href="http://www.netkultura.pl/15647/rafal-klan-miasto-podskorne-albo-rondo-bez-nazwy-cz-2/rondo-imienia-ronda/" rel="attachment wp-att-15660"><img class=" wp-image-15660 " title="rondo imienia ronda" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/rondo-imienia-ronda-400x464.jpg" alt="" width="360" height="418" /></a><p class="wp-caption-text">/rys. Michał Zięba/</p></div>
<p style="text-align: justify;">    Świadomość miasta wyraża się w decyzjach, które są do zaakceptowania przez wszystkich. Miałkie, niewywołujące kłopotów, sporów ani niebudzące żadnej głębszej refleksji. Dyskusja nad nazwą ronda przebiega wszędzie mniej więcej tak samo – albo wywołuje awanturę, albo spolegliwość. W zależności od tematu, któremu próbuje się nadać odpowiednią rangę. Oficjalność w takich sytuacjach najczęściej przybiera postać polityczną – wymijającą, kluczącą między tym, co właściwe, a niewłaściwe. Już sam sposób budowania dystansu wobec proponowanej nazwy ronda imienia Bronisława Geremka musi budzić podejrzenie, że poza oficjalnym stanowiskiem kryje się świadomość całej masy komplikujących rzeczywistość odniesień, które &#8211; gdyby je wziąć pod uwagę i wynieść z ukrycia – stworzyłyby przestrzeń do dyskusji, której nie sposób przewidzieć.  Więc z jednej strony oficjalna i demokratycznie wybrani reprezentanci miejscowej społeczności wykluczają z oficjalnego obiegu sporną tematykę, z drugiej strony umacniają i podkręcają to, co niewypowiedziane. Zostawiają w tzw. obiegu nieoficjalnym całą masę spekulacji. Zamiast je przeciąć, pozorują stan niewiedzy lub maskowania. Póki kontrowersje pielęgnuje się gdzieś na przedmieściach miast, póty oficjalnie nie są problemem miasta. W razie czego gasić się będzie pożar gdzieś w ciemnym zaułku. Ale nie na  rynku, nie w centrum.</p>
<p style="text-align: justify;">      Ale nawet gdyby przyjąć, że spontaniczna propozycja mieszkańców upomnienia się o Geremka nie jest wynikiem podskórnego życia miasta, to już komentarze, pojawiające się w sieci, stanowią dowód porzucenia oficjalnej retoryki na rzecz artykułowania tego co przemilczane. I to one właśnie decydują o oficjalnej wersji zdarzeń. Nic innego. Wykluczone z obiegu, dopominają się ujawnienia. Dzięki Internetowi dochodzą do głosu. Innymi słowy, gdyby przyjąć założenia freudowskie – artykuły na temat imienia ronda są emanacją świadomości, komentarze pod artykułami wyrażają już czystą, niekontrolowaną podświadomość.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Wstydliwym śladem dominacji politycznej poprawności po roku 1989 jest nadanie Bronisławowi Geremkowi tytułu Honorowego Obywatela Wschowy – </em>piszą w 2007 roku przyjaciele miasta (1).</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Myślę ze Geremkowi w ogóle nie zależało na Polsce to Żyd,  który tego nie ukrywał</em> (2 – kom. 25)</p>
<p style="text-align: justify;"><em>W swoich zagranicznych wystąpieniach wsławił się formułowaniem opinii de facto szkalujących Polskę, kładąc nacisk na rzekome szerzenie się w naszym kraju antysemityzmu, nacjonalizmu oraz populizmu</em> (3, kom.  8 )</p>
<p style="text-align: justify;">Albo najnowszy fragment tekstu Aleksandra Macewicza i komentarze pod nim: <em>Jeszcze raz pytam włodarzy Wschowy</em><em> czy Geremek zasługuje na upamiętnienie? Kto tego nie chce i dlaczego? Kto jest hamulcowym? Czyżby władze obawiały się, że stracą swój elektorat? Czy światły wschowski ludek tego nie kupi? A może czym innym się kierują? A może Geremkowi zrobiono wielkie świństwo? Czy Żyd to nadal określenie pejoratywne?(4)</em></p>
<p style="text-align: justify;">      Rond w mieście od tego czasu wybudowano kilka. Radni uznali, że najlepiej przyjąć nazwy kierunkowe i problem z głowy. Nieistotne wydają się nazwy, jakie rondom czy ulicom tacy lub inni rajcy miejscy nadadzą.  Ale kiedy już pojawiają się sygnały, które ostrzegają o punktach zapalnych w publicznej przestrzeni, nawet, jeżeli to obszar miasteczka, wtedy okazuje się, że można ten element życia publicznego wykorzystać do ujawnienia tego, co wyparte. W jednej z ostatnich rozmów na ten temat radny, reprezentujący środowisko lewicowe w mieście, przyznał, że od tego jest reprezentacja mieszkańców, aby ewentualne punkty zapalne dostrzegać z daleka i umiejętnie je omijać. Tak jak wszystko co oficjalne, wypowiedź radnego jest kolejnym dowodem istnienia  na to, że czasami oficjalne decyzje miasta wywodzą się z obscenicznych, niekontrolowanych fantazji, które ujawnią się za każdym razem, jeżeli tylko będą prawdziwym, nieocenzurowanym źródłem lokalnych fobii.</p>
<p style="text-align: justify;">Rafał Klan</p>
<ol style="text-align: justify;">
<li><a href="http://idzpodprad.pl/archiwum-2.php?idg=618&amp;tyt=KAMIENNE%20TABLICE">http://idzpodprad.pl/archiwum-2.php?idg=618&amp;tyt=KAMIENNE%20TABLICE</a></li>
<li><a href="http://elka.pl/content/view/28406/82/">http://elka.pl/content/view/28406/82/</a></li>
<li><a href="http://elka.pl/content/view/28406/82/">http://elka.pl/content/view/28406/82/</a></li>
<li></li>
</ol>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.bezkresu.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=251:co-z-t-wschow&amp;catid=23:w-powiecie&amp;Itemid=45">http://www.bezkresu.pl/index.php?option=com_content&amp;view=article&amp;id=251:co-z-t-wschow&amp;catid=23:w-powiecie&amp;Itemid=45</a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.netkultura.pl/15647/rafal-klan-miasto-podskorne-albo-rondo-bez-nazwy-cz-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Portfolio miesiąca: Marcin Nawrocki</title>
		<link>http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/</link>
		<comments>http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 13:13:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Yarre</dc:creator>
				<category><![CDATA[FOTO]]></category>
		<category><![CDATA[Obraz i Dźwięk]]></category>
		<category><![CDATA[POLECANE]]></category>
		<category><![CDATA[Portfolio miesiąca]]></category>
		<category><![CDATA[Anna Kolasińska. fotografia]]></category>
		<category><![CDATA[Marcin Nawrocki]]></category>
		<category><![CDATA[portfolio]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.netkultura.pl/?p=15452</guid>
		<description><![CDATA[&#160; Marcin Nawrocki &#8211; urodził się 21 września 1976 roku. Z wykształcenia jest informatykiem mieszkającym w Kutnie. Fotografią przyrodniczą zajmuje się od 12 lat, kiedy to po raz pierwszy wyszedł z aparatem o poranku, by uchwycić wschód słońca. Od tego czasu każdą wolną chwilę spędza na łonie przyrody szukając ciekawych tematów fotograficznych. W każdym swoim obrazie stara się uchwycić to, czego inni nie potrafią dostrzec.  Marcin Nawrocki należy do Związku Polskich Fotografów Przyrody. Na swoim koncie posiada wiele wyróżnień i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_15453" class="wp-caption alignleft" style="width: 520px"><a href="http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/mn/" rel="attachment wp-att-15453"><img class=" wp-image-15453   " title="mn" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/mn.jpg" alt="" width="510" height="336" /></a><p class="wp-caption-text">Marcin Nawrocki</p></div>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><em></em><strong><span style="color: #339966;">Marcin Nawrocki</span></strong> &#8211; urodził się 21 września 1976 roku. Z wykształcenia jest informatykiem mieszkającym w Kutnie. Fotografią przyrodniczą zajmuje się od 12 lat, kiedy to po raz pierwszy wyszedł z aparatem o poranku, by uchwycić wschód słońca. Od tego czasu każdą wolną chwilę spędza na łonie przyrody szukając ciekawych tematów fotograficznych. W każdym swoim obrazie stara się uchwycić to, czego inni nie potrafią dostrzec.  Marcin Nawrocki należy do Związku Polskich Fotografów Przyrody. Na swoim koncie posiada wiele wyróżnień i nagród zdobytych w konkursach krajowych jak i zagranicznych. Ponadto wiele z jego zdjęć doczekało się publikacji w albumach i w prasie o tematyce przyrodniczej. Od dwóch lat prowadzi profesjonalne warsztaty fotografii przyrodniczej. Więcej informacji o autorze i jego fotografiach można znaleźć na stronie internetowej <a href="http://www.fotolens.pl/">www.fotolens.pl</a> oraz <a href="http://www.warsztatyprzyrodnicze.pl/">www.warsztatyprzyrodnicze.pl</a></p>
<p>&nbsp;</p>
<div id="attachment_15644" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/cz_74_74_3133/" rel="attachment wp-att-15644"><img class="size-full wp-image-15644" title="cz_74_74_3133" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/cz_74_74_3133.jpg" alt="" width="655" height="437" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. Marcin Nawrocki/</p></div>
<h2 style="text-align: center;">&#8222;Fotografia przyrodnicza, to zabawa w Indian&#8221;</h2>
<p style="text-align: center;"><span style="color: #339966;"><strong><span style="color: #ffffff;">.</span><br />
</strong><span style="color: #000000;">z<span style="color: #339966;"><strong> Marcinem Nawrockim</strong></span></span></span> dla <strong>Netkultury</strong> rozmawia <strong>Anna Kolasińska</strong></p>
<p><strong> </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Anna Kolasińska:</strong><strong> Od ładnych paru lat kręcę się w fotograficznym świecie. Patrzę, podziwiam, uczę się, mam swoich faworytów. W dziedzinie świata zwierząt na pierwszym miejscu znajduje się Marcin Nawrocki. W tej opinii nie jestem odosobniona, delikatnie mówiąc. Ciężko pracowałeś na tak wysoką pozycję wśród „łowców zwierząt”. Jak zaczęła się twoja droga  do gwiazd?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>Marcin Nawrocki: </strong>Droga do gwiazd to brzmi bardzo dumnie /<em>śmiech</em>/. Nie czuję się na pewno numerem jeden wśród fotografów. Znam kilku, którzy są bardziej doświadczeni i lepsi ode mnie. A swoją miłość do przyrody wyniosłem z domu rodzinnego. Mój dziadek pokazał mi świat przyrody a wujek malujący obrazy uwrażliwił mój młody umysł na właściwe postrzeganie świata. Po wielu latach bez życia bez przyrody wróciła ona do mnie wraz z zakupem aparatu. I tak od 12 lat próbuję pokazywać to, co jest piękne w świecie przyrody. Na początku były to zdjęcia krajobrazu, flory i owadów &#8211; teraz najczęściej sięgam po aparat żeby wykonać zdjęcie zwierzętom.</p>
<div id="attachment_15482" class="wp-caption alignleft" style="width: 661px"><a href="http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/mn-5/" rel="attachment wp-att-15482"><img class=" wp-image-15482 " title="mn (5)" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/mn-5.jpg" alt="" width="651" height="424" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. Marcin Nawrocki/</p></div>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK: </strong><strong> Z fotografowaniem dzikiej zwierzyny wiążą się stereotypy. Niemal każdy myśli zaraz o egzotycznych, pełnych niebezpieczeństw wyprawach do Afryki, o safari, upale, robalach czy scenach mrożących krew w żyłach. A wystarczy pojechać w okolice Kutna&#8230;</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Afryka i jej klimaty w ogóle mnie nie pociągają. Jeżeli miałbym możliwość wyboru jakiegoś miejsca na świecie, które chciałbym odwiedzić, na pewno byłby to kraj o zdecydowanie chłodniejszym i surowszym klimacie. Kutno, w którym mieszkam nie jest może wymarzonym miejscem dla fotografa przyrody, ale mam tu w okolicy parę „miejscówek”, które chętnie odwiedzam i tam fotografuję. Od jakiegoś czasu dużo podróżuję, by powiększać i urozmaicać zbiór zdjęć jaki posiadam. Mogę śmiało powiedzieć że przejechałem Polskę kilkakrotnie w wzdłuż i wszerz.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK: </strong><strong> Domowa kura zbyt nudna i dlatego dziki zwierz? To wymaga sporej wiedzy o drapieżnikach i ich ofiarach. Studiujesz literaturę fachową?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Dla mnie fotografia przyrody, to zdjęcia dzikiej przyrody. A domowa kura… No cóż, jeżeli ktoś ma ochotę niech ją fotografuje /<em>śmiech</em>/ Tak naprawdę, to wolę poznawać zachowania zwierząt podczas przebywania z nimi. Żadna nawet najmądrzejsza książka nie pozwoli nam zdobyć tyle doświadczenia ile możemy zdobyć przebywając w terenie. „Kolekcjonując” kolejne gatunki wcześniej staram się poznać ich zachowanie i miejsca ewentualnego występowania. Reszta &#8211; tak naprawdę zależy już od szczęścia. Czasami jest tak, że uda mi się zrobić dobre zdjęcie dnia pierwszego, czasami tak, że dziesiątego. Często bywa i tak, że nie udaje mi się zrobić żadnego zdjęcia i dany temat przenoszę na kolejny rok.</p>
<div id="attachment_15478" class="wp-caption alignleft" style="width: 661px"><a href="http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/mn-1/" rel="attachment wp-att-15478"><img class=" wp-image-15478 " title="mn (1)" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/mn-1.jpg" alt="" width="651" height="424" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. Marcin Nawrocki/</p></div>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK:  </strong><strong> Wiedza, czujność, cierpliwość  - to istotne elementy potencjalnego sukcesu. Zdobycia  dobrego ujęcia. Jeszcze należy dodać szczyptę wyobraźni, refleks, mnóstwo szczęścia. Ile – w przybliżeniu &#8211; zdjęć wykonujesz podczas kilkudniowej wyprawy „na łowy” a ile uznajesz za wystarczająco dobre? Przyjmijmy, że miałeś wyjątkowo udany plener, jak więc wyglądają te proporcje?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Nie przeliczam nigdy w ten sposób moich wypraw i plenerów. Fotografia cyfrowa pomaga mi w tym, że mogę wykonać tych zdjęć całą masę. Tylko po co? Wychowałem się na fotografii analogowej i jednak pomimo zapasu miejsca na karcie staram się oszczędzać migawkę w swoim aparacie. Często bywa tak że przez kilka dni wykonuję kilka zdjęć, z których to jedno chociaż powinno być dobre. Czasami robię tych zdjęć zdecydowanie więcej, mam wtedy większy wybór ujęć i ciekawych kadrów. Wszystko jest wypadkową ilości czasu spędzonego w terenie, cierpliwości, szczęścia i refleksu. Nie można też zapomnieć o doświadczeniu, które zdobywam na każdej wyprawie, robiąc każde kolejne zdjęcie.</p>
<div id="attachment_15484" class="wp-caption alignleft" style="width: 661px"><a href="http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/mn-7/" rel="attachment wp-att-15484"><img class=" wp-image-15484 " title="mn (7)" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/mn-7.jpg" alt="" width="651" height="424" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. Marcin Nawrocki/</p></div>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK:  </strong><strong>Porozmawiajmy o sprzęcie. Lornetki, telekonwertery, teleobiektywy, mocny statyw – to podstawa, by odwzorować obrazy o doskonałej jakości. Chyba nie przesadzam?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Sprzęt to temat na oddzielny wywiad &#8211; ale tak w kilku słowach. Profesjonalny sprzęt pomaga w wykonywaniu zdjęć, ale to  nie on robi zdjęcia. To nie on wstanie za ciebie czasami o drugiej w nocy, to nie on przejdzie w ciągu roku setki kilometrów w poszukiwaniu ciekawych miejsc. Mój sprzęt, to aparat z długim teleobiektywem do tego oczywiście stabilny statyw z porządną głowicą. Gdzieś w samochodzie zawsze leży też lornetka. Do tego dochodzi cała masa przydatnych akcesoria jak karimaty, siatki maskujące, namioty, gumowce, spodniobuty i tym podobne sprzęty. Jak to mówił świętej pamięci Artur Tabor doskonały fotograf przyrody – „fotografia przyrodnicza to zabawa w Indian”. Nie pozostaje mi nic innego jak podpisać się po tym dwoma rękoma.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK: </strong><strong> Nie każdy może, ot tak, sforsować „drzwi do lasu”. Kto i komu wydaje zezwolenia na fotografowanie zwierząt w ich naturalnym środowisku, parkach, rezerwatach? Jakich szczególnych reguł należy tam przestrzegać? Kim trzeba być, by w ogóle myśleć o podobnym zezwoleniu?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Las i łąki to miejsce gdzie możemy spotkać różne osoby. Najczęściej są to myśliwi i leśnicy lub po prostu właściciele tego terenu. Warto z tymi ludźmi żyć w zgodzie a często nawet współpracować. Bo czasami ich pomoc może się okazać bardzo przydatna. Jeżeli chodzi o fotografowanie w parkach narodowych i rezerwatach, to potrzebne są pozwolenia Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska lub władz danego parku. W tworzeniu pism do takich instytucji na pewno pomaga dorobek fotograficzny oraz właściwe umotywowanie takiej prośby. Wydaje mi się jednak, że jest tyle miejsc pięknych i ciekawych poza rezerwatami, iż każdy znajdzie dla siebie coś intrygującego. Wystarczy poszukać.</p>
<div id="attachment_15485" class="wp-caption alignleft" style="width: 661px"><a href="http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/mn-8/" rel="attachment wp-att-15485"><img class=" wp-image-15485 " title="mn (8)" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/mn-8.jpg" alt="" width="651" height="424" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. Marcin Nawrocki/</p></div>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK: </strong><strong> Mówimy o fotografii „z podchodu” lub „z zasiadki”. Która z form wydaje się być trudniejsza i którą wolisz? Skradać się za zwierzęciem czy poczekać, aż przyjdzie do Ciebie?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Obie lubię i obie stosuję. Obie też wymagają od nas sporo pracy. Trudniejsza wydaje mi się jednak fotografia „z podchodu”. Szczególnie kiedy obiektem fotografowania ma być ssak o doskonałym węchu, wzroku i słuchu. Wtedy taka fotografia staje się sporym wyzwaniem. Każdy fałszywy ruch, krok może spowodować, że zwierze nas zwietrzy lub zobaczy. Fotografia „z zasiadki” wymaga od nas doskonale rozpracowanego terenu. Tylko wtedy ma ona sens, bo musimy dobrze wiedzieć w jakim miejscu postawić namiot lub czatownię.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK: </strong><strong> Jakie kryjówki są Ci szczególnie bliskie? Czy obok stałej czatowni korzystasz z pomysłów na budowanie własnej, przenośnej?</strong><strong></strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Szczególnie bliskim mi miejscem jest moja zimowa czatownia na bielika. Spędzam tam w zimę masę czasu. Od 6 lat dokarmiam tam bieliki i je fotografuję. Od dwóch lat udostępniam też tę czatownię swoim gościom z kraju i zagranicy. Za przenośną czatownię może czasami posłużyć karimata i kawałek siatki maskującej. Wszystko zależy od wyobraźni fotografa oraz od tego, co fotografujemy. Każde zwierzę inaczej się zachowuje, każde ma inną tolerancję na obecność człowieka.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK: </strong><strong> Pora roku ma kolosalne znaczenie w fotografowaniu zwierząt. Która jest dla ciebie szczególnie atrakcyjna, a która najtrudniejsza? Czy zimowe mrozy o świcie nie prowadzą do hibernacji fotografa? Nie bardzo potrafię wyobrazić sobie kilkugodzinne oczekiwanie na orły. Nawet w najlepszym ekwipunku i herbatą z prądem&#8230;</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Każda pora roku ma swój urok i każdą lubię. Wiosna, to czas przelotów ptaków, budzenia się przyrody do życia po zimie. Lato, to może taki najmniej fotograficzny miesiąc. Ale to jednak czas ptasiej i zwierzęcej młodzieży. Jesień natomiast, to czas mgieł, delikatnego światła. Czas rykowisk, bekowisk i zlotowisk żurawi. Zima zaś, to czas ptaków drapieżnych i wielu godzin spędzanych w czatowni. Kilkugodzinne czatowanie zimą, to kwestia przyzwyczajenia. Herbata jak najbardziej, ale bez prądu. Duża i komfortowa czatownia na czas zimy może się stać dla każdego drugim domem.</p>
<div id="attachment_15483" class="wp-caption alignleft" style="width: 661px"><a href="http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/mn-6/" rel="attachment wp-att-15483"><img class=" wp-image-15483 " title="mn (6)" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/mn-6.jpg" alt="" width="651" height="424" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. Marcin Nawrocki/</p></div>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK: </strong><strong> Charakterystyczna cechą Twoich obrazów są piękne, mgliste krajobrazy czy magiczne światło. Jesteś romantykiem czy też nie możesz.. spać? (</strong><em>śmiech</em><strong>)</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Jestem romantykiem, który nie może spać /<em>śmiech</em>/. Kwintesencją fotografii przyrodniczej jest magiczne światło. To światło, to czasami chwila pomiędzy nocą a dniem. To ten moment kiedy wszystko wkoło wygląda magicznie i wtedy powstaje większość moich zdjęć. Trzeba być wtedy w tym właśnie właściwym miejscu. Na to jedno, jedyne magiczne zdjęcie musi złożyć się wiele czynników. Musi być w tym zdjęciu jakaś tajemnica coś co nas zachwyci.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK: </strong><strong> Jak wtopić się umiejętnie w pejzaż i stać się naprawdę niewidocznym dla zwierząt? Jak powinien się maskować fotograf? Zmysły zwierząt potrafią wyczuć, usłyszeć, zobaczyć&#8230; </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Jest kilka sposobów na to. W terenie trzeba być po prostu cichym i uważnym. Jak to mawia mój znajomy leśnik „Już jeden człowiek w lesie, to tłok”. Żeby zamaskować się w terenie czasami wystarczy usiąść gdzieś i być cicho. Obserwować nasłuchiwać i czekać. Godzinę, dwie czasami pół dnia. Ważne jest, żeby to fotograf pierwszy zobaczył zwierza i wtedy się do niego zaczął skradać. Jeżeli zwierzyna zobaczy nas pierwsza nie będziemy mieli z nią szans.</p>
<div id="attachment_15480" class="wp-caption alignleft" style="width: 661px"><a href="http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/mn-3/" rel="attachment wp-att-15480"><img class=" wp-image-15480 " title="mn (3)" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/mn-3.jpg" alt="" width="651" height="424" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. Marcin Nawrocki/</p></div>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK: </strong><strong> Czy jakakolwiek wyprawa zapadła Ci szczególnie w pamięć? Masz asa w rękawie w postaci dramatycznej historii?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Każda wyprawa jest inna i każda ma coś w sobie. Czasami dobre zdjęcia czasami tylko nie wykorzystane szanse. Mam nadzieję że jeszcze wiele tych udanych wypraw przede mną. W tym roku podczas wiosny poruszając się w moim ulubionym lesie naszła mnie locha, stałem wyraźnie na jej drodze. Zacząłem robić zdjęcia a ona się zbliżała. Kiedy obiektyw przestał mi „ostrzyć” (4,5 metra) tak naprawdę poczułem, że locha może za chwilkę na mnie ruszyć. I ruszyła… mijając mnie dosłownie o włos. Na szczęście takie sytuacje nie zdarzają się często. Większość zwierząt ucieka na widok człowieka lub na głos migawki.</p>
<div id="attachment_15481" class="wp-caption alignleft" style="width: 661px"><a href="http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/mn-4/" rel="attachment wp-att-15481"><img class=" wp-image-15481 " title="mn (4)" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/mn-4.jpg" alt="" width="651" height="424" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. Marcin Nawrocki/</p></div>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK:  </strong><strong> A najśmieszniejsza sytuacja?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Kiedyś siedząc w jesieni zamaskowany w lesie zobaczyłem kobietę zbierającą grzyby. Wyraźnie zbliżała się w moim kierunku. Byłem pewien, że mnie widzi. Kiedy podeszła na jakieś 10 metrów. Powiedziałem tylko  - dzień dobry. Wrzask i krzyk tej kobiety był nie do opisania. Uciekła w pośpiechu! Nawet nie dała mi szansy na to, żeby jej wytłumaczyć, że te słowa wypowiedział do niej człowiek. Może myślała, że odezwało się do niej drzewo albo jeden z podgrzybków, które zbierała? /<em>śmiech</em>/</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK: </strong><strong>Zbierając grzyby, będę odtąd uważać na zaczajonych fotografów /</strong><em>śmiech</em><strong>/.<br />
Po wyczerpującej pracy w terenie następuje etap opracowania fotografii w programie graficznym. Jak daleko można ingerować w zarejestrowany na karcie obraz?</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Ingerować pewnie można bardzo. Ja tego nie robię. Staram się, by moje zdjęcia wyglądały tak jak je rejestrowałem w terenie. Nie stosuję jakiś photoshopowych fajerwerków. Prosta obróbka wywołania zdjęcia z rawa i przerobienia na plik jpg.<strong> </strong>Jest to konieczne w dobie fotografii cyfrowej. To swojego rodzaju zabawa w ciemni, kiedy możemy zobaczyć efekty naszej pracy.</p>
<div id="attachment_15479" class="wp-caption alignleft" style="width: 661px"><a href="http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/mn-2/" rel="attachment wp-att-15479"><img class=" wp-image-15479 " title="mn (2)" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/mn-2.jpg" alt="" width="651" height="424" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. Marcin Nawrocki/</p></div>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK: </strong><strong> Masz ogrom sukcesów wydawniczych, wystawienniczych na koncie. Wygrałeś też wiele prestiżowych konkursów. Celowo nie wymieniam, tak długa byłaby to lista. Zresztą wystarczy wpisać twoje nazwisko w wyszukiwarkę internetową, znajdziemy odpowiedzi. Czy te sukcesy nie przewróciły Marcinowi w głowie? /</strong><em>śmiech</em><strong>/</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MN: </strong>Sukcesy, nagrody, wystawy &#8211; to na pewno coś miłego ale na pewno nie jest to coś, co mogłoby przewrócić mi w głowie. Robię to, co kocham i dzielę się tym z ludźmi. Każdy taki mały sukces &#8211; ale czasami i porażki  - motywują mnie do jeszcze cięższej pracy. Daleki jestem od tego, żeby popadać w samozachwyt. Ciągle pracuję nad sobą i nad tym, żeby mój warsztat fotograficzny był jeszcze lepszy. Może kiedyś uda mi się zrobić to jedno zdjęcie, które okaże się perfekcyjne.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>AK: Hm… Trudno mi sobie wyobrazić to perfekcyjne zdjęcie, skoro obrazy ilustrujące ten wywiad (a także zamieszczone w galerii na Flickrze) &#8211; perfekcyjne według ciebie nie są. /</strong><em>śmiech</em><strong>/. Dziękuję za rozmowę.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><em>rozmawiała Anna Kolasińska</em></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;">.</span></p>
<p style="text-align: justify;"><strong><span style="color: #0000ff;"><span style="color: #ff6600;">Gorąco zapraszamy naszych czytelników do odwiedzenia</span>  <a href="http://www.flickr.com/photos/59635989@N03/sets/72157629720106014/" target="_blank">netkulturowej galerii</a></span></strong><span style="color: #008000;"><strong><span style="color: #0000ff;">, <span style="color: #ff6600;">w której można podziwiać inne, równie znakomite fotografie</span></span></strong> <strong>Marcina Nawrockiego</strong>!</span></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>- – &#8211; – &#8211; – &#8211; – &#8211; – &#8211; – &#8211; </strong></p>
<p style="text-align: justify;"><em>Wszystkie zdjęcia stanowią własność Autora i umieszczane są na stronie Netkultury.pl na zasadzie licencji niewyłącznej. ©MarcinNawrocki2012. Wszelkie prawa zastrzeżone.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.netkultura.pl/15452/portfolio-miesiaca-marcin-nawrocki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jacek Rojewski: Kiedy się tak nad wszystkim zastanowić to fajnie jest! &#8211; &#8222;Cholonek&#8221; w Teatrze Korez</title>
		<link>http://www.netkultura.pl/15936/jacek-rojewski-kiedy-sie-tak-nad-wszystkim-zastanowic-to-fajnie-jest-cholonek-w-teatrze-korez/</link>
		<comments>http://www.netkultura.pl/15936/jacek-rojewski-kiedy-sie-tak-nad-wszystkim-zastanowic-to-fajnie-jest-cholonek-w-teatrze-korez/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 13:10:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Roj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>
		<category><![CDATA[Obraz i Dźwięk]]></category>
		<category><![CDATA[POLECANE]]></category>
		<category><![CDATA[Cholonek]]></category>
		<category><![CDATA[Rojewski]]></category>
		<category><![CDATA[scena]]></category>
		<category><![CDATA[teatr]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.netkultura.pl/?p=15936</guid>
		<description><![CDATA[Tytułowy cytat z niejakiego Zająca, cwaniaka i specjalisty od zdobywania zasiłku chorobowego przy pomocy palca i pasa transmisyjnego, jednej z wielu postaci zaludniających karty powieści Janoscha &#8222;Cholonek czyli dobry Pan Bóg z gliny&#8221;, pasuje jak ulał do jej teatralnej adaptacji z Teatru &#8222;Korez&#8221; w Katowicach. Bo fajnie jest, jak się nad tym wszystkim zastanowić to jest nawet tak fajnie, że nie ma się nad czym zastanawiać. Trzeba po prostu obejrzeć, zachwycić się i dłuuuugo klaskać. Ale po kolei. Z mojego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://www.netkultura.pl/15936/jacek-rojewski-kiedy-sie-tak-nad-wszystkim-zastanowic-to-fajnie-jest-cholonek-w-teatrze-korez/cholonek1/" rel="attachment wp-att-15940"><img class="aligncenter  wp-image-15940" title="cholonek1" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/cholonek1-400x668.jpg" alt="" width="280" height="468" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Tytułowy cytat z niejakiego Zająca, cwaniaka i specjalisty od zdobywania zasiłku chorobowego przy pomocy palca i pasa transmisyjnego, jednej z wielu postaci zaludniających karty powieści Janoscha &#8222;Cholonek czyli dobry Pan Bóg z gliny&#8221;, pasuje jak ulał do jej teatralnej adaptacji z Teatru &#8222;Korez&#8221; w Katowicach.</p>
<p style="text-align: justify;">Bo fajnie jest, jak się nad tym wszystkim zastanowić to jest nawet tak fajnie, że nie ma się nad czym zastanawiać. Trzeba po prostu obejrzeć, zachwycić się i dłuuuugo klaskać. Ale po kolei.</p>
<p style="text-align: justify;">Z mojego rodzinnego Szczecina na Śląsk daleko, a pociągi jadą coraz dłużej. Jak już nawet jakiś pociąg ze mną w środku na ten Śląsk dojedzie, to ciężko z rodziną czy znajomymi o kulturze pogadać, bo oni tylko CHOLONEK, CHOLONEK, CHOLONEK! i KOREZ, KOREZ, KOREZ!</p>
<p style="text-align: justify;">I nic dziwnego, publiczność spektaklu &#8222;Cholonek&#8221;, granego w Korezie od 2004r. idzie już w tysiące, a pewnie drugie tyle pechowców czeka w kolejce po bilety. Niestety, mimo, że &#8222;Cholonka&#8221; zachwalano mi już od premiery, nie udało mi się dystansu dzielącego gród Gryfa od wygodnego korezowego fotela pokonać. Towarzyszył mi jednak od lat teatralny newsletter, więc mogę powiedzieć, że żyję nieco życiem /a raczej w nie zerkam/ Korezu już od ośmiu lat. I chwalę to sobie bo Korez to instytucja marketingowo wyjątkowa, a wyjątkowość tę czyni niezwykle ciepły i przyjazny kontakt z widzem.  Kolejne zapowiedzi premier cholonkowych witać mogłem jednak jedynie zgrzytaniem zębów bo niestety bariera odległości okazywała się wobec licznych życiowych obowiązków nieprzekraczalna.</p>
<p style="text-align: justify;">I nagle niespodzianka! Zapowiedź emisji przedstawienia w TVP Kultura. Po obdzwonieniu wszelkich możliwych przyjaciół i krewnych, ponownej lekturze książki Janoscha i zaryglowaniu drzwi i okien przed wszelkimi osobnikami mogącymi mi zaburzyć kontemplację, usiadłem w wyczekiwaniu w fotelu. Nie dawało mi spokoju pytanie jak też udało się dokonać Robertowi Talarczykowi rzeczy wydawałoby się niemożliwej, upchania na scenicznych deskach dziesiątek postaci z książki i odtworzenia ich niesamowitych perypetii. Nie ukrywam, że miałem co do tego pewne obawy. Bo też świat cholonkowy musiał podlegać jakimś ograniczeniom. Nie na darmo skapitulował przed bogactwem powieści Janoscha Kazimierz Kutz /z szacunku dla dzieła/, stąd pewnie jej ekranizacja nigdy nie powstanie.</p>
<p style="text-align: justify;">Robert Talarczyk z kłopotu nadmiaru wybrnął bardzo sprawnie. Ograniczył liczbę postaci spektaklu do Pana i Pani Świętek, Michci, Tekli, Stanika i Detleva. W ich usta włożył większość najsmakowitszych opowieści i anegdot książki, wzbogacając ich jednocześnie o cząstki innych jej bohaterów. Wymagało to zapewne dużej odwagi, a na pewno piekielnej sprawności. I choć bez drobnych strat się nie obyło to całość każdy miłośnik prozy Janoscha powita z ukontentowaniem. Wychwycił bowiem Talarczyk wszystko to co w powieści najsmaczniejsze, nie pominął zaś większości tego co ważne.</p>
<p style="text-align: justify;">W  wyznaczonych przez niego ramach doskonale poruszają się aktorzy. Powiedzieć, że spektakl jest dobrze zagrany to zdecydowanie za mało. To co zdecydowanie Talarczyk wniósł do spektaklu jako wartość dodaną to to, że postaci mówią /w odróżnieniu od języka powieści, gdzie Janosch /tłumacz?/ gwarę tylko wplata/ cały czas piękną śląską gwarą. Wystrojeni w tradycyjne stroje i doskonale dobrani aktorzy bez trudu ożywiają powieściowych bohaterów.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.netkultura.pl/15936/jacek-rojewski-kiedy-sie-tak-nad-wszystkim-zastanowic-to-fajnie-jest-cholonek-w-teatrze-korez/chol2/" rel="attachment wp-att-15948"><img class="aligncenter size-large wp-image-15948" title="chol2" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/chol2-400x277.jpg" alt="" width="400" height="277" /></a></p>
<p style="text-align: justify;">Trudno tu naprawdę kogoś wyróżnić. Świetna jest Grażyna Bułka jako Świętkowa. Mirosław Najnert jako Świętek jest należycie flegmatyczny i dostojny. Barbara Lubos-Święs jest bardzo dobrą Michcią. Na dwóch różnych biegunach natomiast postawiłbym role Dariusz Stacha /Detlev/ Izabeli Malik/Tekla/. Nie, nie, niechodzi tu o bieguny jakości. Obie role są doskonale zagrane, natomiast jeśli w ogóle coś w tym spektaklu zakłócało mój entuzjazm to rozpisanie postaci Detleva przez adaptatora. W tej postaci u Talarczyka ukryty jest bowiem nie tylko perwersyjny oryginał z kart powieści. Wymuskany, przesadnie elegancki, słynący z zamiłowania do robienia paniom lewatywy Detlev, to postać u Janoscha złowróżbna, fałszywa i podła, ale swoje demony skrywająca. Skrywająca je dosłownie i pod maską ogłady, manier i oczytania. W adaptacji Talarczyka Detlev/Stach musi jeszcze pomieścić w sobie prymitywnego nazistę Pelkę i uosabiać większość z hitlerowskiego zła z kart powieści. To sprawia, że staje się postacią już do reszty karykaturalną, przerysowaną podwójnie i w związku z tym równie intensywnie graną. Stach radzi sobie z tym bardzo dobrze, ale wobec pamięci o pierwowzorze literackim wypada to wszystko dla mnie nieco zbyt ekspresyjnie. Natomiast to co w spektaklu urzekło mnie szczególnie to rola Izabeli Malik jako Tekli. Tekla  jest zawadiacka, czupurna,  jej kreacją udało się trafić w janoschowy oryginał najcelniej.</p>
<p style="text-align: justify;">Czasami twórcy spektaklu rozwijają brawurowo niektóre wątki powieści, z najczęściej znakomitym efektem &#8211; np. fantastyczny monolog Świętka o wanzkach. Umiejętnie też zachowują równowagę pomiędzy komizmem a tragizmem. Publiczność to wybucha śmiechem przy kolejnych anegdotach to cichnie w momentach groźnych czy tragicznych. Przykładem może być świetnie rozpisany i zagrany tragiczny wątek Gryzoka i jego żony.  Z drugiej strony opowieści najbardziej pikantne i przaśne są podane ze smakiem. Oj, odróżniają w Korezie śmiech od rechotu, odróżniają. Umieją też wygrywać niuanse &#8211; pojawiający się nagle u Stanika hitlerowski wąsik pokazuje tak samo dobrze szalejącą grozę historii jak pokazywałyby ją bardziej monumentalne rekwizyty.</p>
<p style="text-align: justify;">Udało się oddać to co świetnie widać u Janoscha.</p>
<p style="text-align: justify;">Zło ma zwykłą ludzką twarz, mieści się w milionach świństw i przywar, które w sprzyjających warunkach zamieniają się w zbrodnie. Dwie okazje po temu widać w oknie z którego przez część spektaklu wyziera swastyka i Hitler, by w finale ustąpić ogromnej twarzy Stalina. Ten doskonały chwyt scenograficzny odbieram  jako metaforę Historii zaglądającej z zewnątrz do hermetycznego świata  śląskich familoków.</p>
<p style="text-align: justify;">Stanik siedząc na walizkach przed wyjazdem do Niemiec mówi &#8211; &#8222;my tak zawsze już bydymy jedna noga tu  druga tam&#8221;, &#8222;ni Niemcy ni Polaki&#8221; &#8211; dodaje Michcia. I nie chodzi w tej scenie o śląską legendę, a ludzką kondycję, mającą swoje blaski i cienie, o tragiczny /jak w tragedii greckiej/ stan bezradności wobec historii. Akurat w tym miejscu na ziemi jakim jest Górny Śląsk, szczególnym miejscu.</p>
<p style="text-align: justify;">Pokazuje to scena śmierci Świętka i lakoniczny ale przejmujący finał.</p>
<p style="text-align: justify;">Siedzący jako zadbani /z wyglądu już zasiedziali od lat/ &#8222;Niemcy&#8221; Stanik z Michcią rozmawiają o śnie jaki miał Stanik, śnie pełnym obrazów z dawnego świata.</p>
<p style="text-align: justify;">&#8222;<strong>U nas</strong>, ja, <strong>u nas</strong> to by wiedzieli co taki sen znaczy&#8221; kończy spektakl Michcia.</p>
<p style="text-align: justify;">Można powiedzieć, że choć w tej śląskiej ziemi janoschowego wszechświata różna glina, a potu, krwi i łez było w niej pod dostatkiem, to każdy /dobry czy zły/ z niej wyrwany usycha, bo  przecież był jej cząstką.</p>
<p style="text-align: center;">Teatr Korez w Katowicach<br />
&#8222;Cholonek&#8221;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Reżyseria</strong></p>
<p style="text-align: center;">Mirosław Najnert<br />
Robert Talarczyk</p>
<p style="text-align: center;"><strong>Obsada:</strong></p>
<p style="text-align: center;"><em>Świętkowa</em></p>
<p style="text-align: center;">Grażyna Bułka</p>
<p style="text-align: center;"><em>Tekla</em></p>
<p style="text-align: center;">Izabela Malik</p>
<p style="text-align: center;"><em>Michcia</em></p>
<p style="text-align: center;">Barbara Lubos-Święs</p>
<p style="text-align: center;">Świętek</p>
<p style="text-align: center;">Mirosław Najnert</p>
<p style="text-align: center;"><em>Detlev</em></p>
<p style="text-align: center;">Dariusz Stach</p>
<p style="text-align: center;"><em>Stanik Cholonek</em></p>
<p style="text-align: center;">Robert Talarczyk</p>
<p style="text-align: justify;">Zamieszczone zdjęcia pochodzą ze strony Teatru Korez &#8211; www.korez.art.pl</p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.netkultura.pl/15936/jacek-rojewski-kiedy-sie-tak-nad-wszystkim-zastanowic-to-fajnie-jest-cholonek-w-teatrze-korez/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Michał Zięba: Życie kulturalne dzikich &#8211; odc. 14</title>
		<link>http://www.netkultura.pl/15657/michal-zieba-zycie-kulturalne-dzikich-odc-14/</link>
		<comments>http://www.netkultura.pl/15657/michal-zieba-zycie-kulturalne-dzikich-odc-14/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 13:10:30 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Yarre</dc:creator>
				<category><![CDATA[Komiks]]></category>
		<category><![CDATA[Obraz i Dźwięk]]></category>
		<category><![CDATA[komiks]]></category>
		<category><![CDATA[Michał Zięba]]></category>
		<category><![CDATA[Życie kulturalne dzikich]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.netkultura.pl/?p=15657</guid>
		<description><![CDATA[]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_15659" class="wp-caption alignleft" style="width: 520px"><a href="http://www.netkultura.pl/15657/michal-zieba-zycie-kulturalne-dzikich-odc-14/korczak/" rel="attachment wp-att-15659"><img class="wp-image-15659    " title="korczak" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/korczak.jpg" alt="" width="510" height="331" /></a><p class="wp-caption-text">/rys. Michał Zięba/</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.netkultura.pl/15657/michal-zieba-zycie-kulturalne-dzikich-odc-14/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>GRAżyna Studzińska-Cavour: Branford Marsalis nad Odrą</title>
		<link>http://www.netkultura.pl/15639/grazyna-studzinska-cavour-branford-marsalis-nad-odra/</link>
		<comments>http://www.netkultura.pl/15639/grazyna-studzinska-cavour-branford-marsalis-nad-odra/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 13:09:03 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Yarre</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dźwięki]]></category>
		<category><![CDATA[Obraz i Dźwięk]]></category>
		<category><![CDATA[Branford Marsalis]]></category>
		<category><![CDATA[jazz]]></category>
		<category><![CDATA[Jazz nad Odrą]]></category>
		<category><![CDATA[Studzińska-Cavour]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.netkultura.pl/?p=15639</guid>
		<description><![CDATA[Koncert „Branford Marsalis Quartet” &#160; w ramach 48. Festiwalu Jazz nad Odrą 21 kwietnia 2012, Wrocław.     Loża komentatorów zamknięta. Zaszczytne miejsce obok Pawła Brodowskiego puste, pamiątkowe zdjęcia z jazzowego atelier fotograficznego Łukasza Gawrońskiego wykadrowane, łzy wzruszenia otarte. Całusy pożegnalne porozdawane… Czterdziesty ósmy festiwal Jazz nad Odrą, dnia dwudziestego drugiego o dwudziestej drugiej godzinie uważam za zakończony. I dobrze! Dawno się tak intensywnie nie nasłuchałam, a tylko dwa dni byłam przecież!       Wiozę teraz do domu sprasowany pakiet emocji, a [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><iframe src="http://www.youtube.com/embed/Td0hIVOVXOI" frameborder="0" width="521" height="294"></iframe></p>
<h2 style="text-align: center;"><strong><br />
Koncert „Branford Marsalis Quartet”</strong></h2>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: center;"><strong>w ramach 48. Festiwalu Jazz nad Odrą<br />
21 kwietnia 2012, Wrocław.</strong></p>
<p style="text-align: justify;"><strong>    </strong>Loża komentatorów zamknięta. Zaszczytne miejsce obok Pawła Brodowskiego puste, pamiątkowe zdjęcia z jazzowego atelier fotograficznego Łukasza Gawrońskiego wykadrowane, łzy wzruszenia otarte. Całusy pożegnalne porozdawane… Czterdziesty ósmy festiwal Jazz nad Odrą, dnia dwudziestego drugiego o dwudziestej drugiej godzinie uważam za zakończony. I dobrze! Dawno się tak intensywnie nie nasłuchałam, a tylko dwa dni byłam przecież!</p>
<div id="attachment_15764" class="wp-caption alignleft" style="width: 410px"><a href="http://www.netkultura.pl/15639/grazyna-studzinska-cavour-branford-marsalis-nad-odra/gra-2/" rel="attachment wp-att-15764"><img class="size-large wp-image-15764" title="Gra 2" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Gra-2-400x299.jpg" alt="" width="400" height="299" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. GRAżyna Studzińska-Cavour/</p></div>
<p style="text-align: justify;">      Wiozę teraz do domu sprasowany pakiet emocji, a po drodze na gaz naciska zamiast mnie Harley B. z solowej płyty Ścierańskiego (wiem, wiem, że to nie motor, tylko bas, ale skojarzenie samo się prosi).</p>
<p style="text-align: justify;">     W sobotę, dwudziestego pierwszego kwietnia wszystko zaczęło się od skarpetek. Czarnych. Potem napięcie rosło. Bez zbędnych słów prezentacji Tomasz Tłuczkiewicz zapowiedział po prostu: Branford Marsalis 4tet! A na scenie pojawili się, wraz z liderem: Joey Calderazzo (piano), Eric Revis (bass) i Justin Faulkner (drums).</p>
<p style="text-align: justify;">     Panowie od razu przeszli do rzeczy porywając nas w dźwiękowe zawirowania materiałem z najnowszego albumu <em>Four MFs Playin’ Tunes</em>.</p>
<p style="text-align: justify;">       Pierwszym, bardzo szybkim, energicznym utworem <em>The Mighty Sword</em>  natychmiast wbito nas w Impartowskie fotele. Tak już zostało do końca koncertu. Temat jak z Chicka Corea, przywodził na myśl <em>La Fiestę</em>. Choć rytmika wewnątrz taktów była raczej skomplikowana, grę odmierzał równy, czytelny puls. Niesamowite skupienie, podziwu godna współpraca sceniczna, wirtuozeria&#8230; Słowa nie były potrzebne – mówiła muzyka. Oszczędna gra Branforda i sposób, w jaki wycofywał się po każdym solo, żeby wyraźnie zaznaczyć, że jest liderem, dla którego ważny jest przede wszystkim zespół, świadczyły o niezaprzeczalnej  klasie artysty. Piękne, długie solo Calderazzo w utworze <em>Maestra</em> podparte zostało duchem basu o delikatnym, subtelnym, miękkim dźwięku. Coda Marsalisa zabrzmiała na tak długim wydechu, że normalnemu człowiekowi zabrakłoby pary już wpół drogi.</p>
<div id="attachment_15762" class="wp-caption alignleft" style="width: 410px"><a href="http://www.netkultura.pl/15639/grazyna-studzinska-cavour-branford-marsalis-nad-odra/marsalis-2-dariusz-natkowski/" rel="attachment wp-att-15762"><img class="size-large wp-image-15762" title="Marsalis 2 Dariusz Natkowski" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Marsalis-2-Dariusz-Natkowski-400x600.jpg" alt="" width="400" height="600" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. Dariusz Natkowski/</p></div>
<p style="text-align: justify;">     Zmiana nastroju – utwór <em>Teo</em>, w bardzo skocznym tempie, grą bębnów stylizowany na Mambo. Walking bas i swingująca miotełkami perkusja. Objawieniem był tu Justin Faulkner, który do składu dołączył niedawno. Naśladował na przykład wyraźnie słyszalny tętent konia, przechodzący ze stępa w kłus, a z kłusa w galop. <em>Whiplash </em>jak z bicza trzasł. Zdjęcia mi nie wyszły, bo cały rząd „chodził”, tupał, stukał i wymachiwał rękami. Eric Revis podśpiewywał sobie „pom pom” i „pam titi ti da dum”, a ja obserwowałam jak znamienite grono basistów po moich obu stronach, Paweł Brodowski z lewej, a Wojtek Pulcyn z prawej, przeżywało na wdechu jego cudowne solo czy też uderzenia drzewcem smyczka po strunach, tak, jakby sami stali na scenie.</p>
<p style="text-align: justify;">     W tle pobrzmiewała inspiracja Gershwinem, wielka orkiestra stroiła instrumenty w proscenium by wydobyć spokojne, melodyjne frazy polifonicznego fortepianu czy też hipnotyzującego głosu saksofonowego zaklinacza węży. Sopran brzmiał jak klarnet. Perkusja podkreślała baśniowy nastrój, w tło cicho wkradał się orientalny mrok…</p>
<p style="text-align: justify;">      Scenografia z rozpostartych żagli płynnie wyprowadziła kwartet na coraz szersze wody. Dryfowaliśmy i my. Raz flauta w kompozycji Calderazzo <em>As Summer into Autumn Slips</em>, raz szkwał w <em>Endymion</em>. Fortepianowe przebiegniki, morze się burzy, wiatr dmie, czteromasztowiec pruje fale. My, na pokładzie, jakby nigdy nic, jak nowojorscy, żydowscy emigranci, tańczymy foxtrota w <em>Treat it gentle</em>. Skrzypek przygrywa nam z dachu, choć skrzypiec w składzie nie przewidziano… I choć pot spływa już strumieniami z utrudzonej załogi, pod osłoną nocy zawijamy do upragnionego portu…</p>
<div id="attachment_15765" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15639/grazyna-studzinska-cavour-branford-marsalis-nad-odra/marsalis-1-dariusz-natkowski/" rel="attachment wp-att-15765"><img class="size-full wp-image-15765" title="Marsalis 1 Dariusz Natkowski" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Marsalis-1-Dariusz-Natkowski.jpg" alt="" width="655" height="437" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. Dariusz Natkowski/</p></div>
<p style="text-align: justify;">     A Marsalis, jak to Marsalis – prawdziwy kapitan-gentleman, bardzo skąpymi środkami wyrazu, bez gwiazdorstwa opanował pokład od pierwszego do ostatniego dźwięku. Jak powiedział mi Joey Calderazzo w ubiegłorocznym wywiadzie dla Jazz Forum „Nasza muzyczna relacja polega na tym, że ja wiem, co się Branfordowi podoba. I robię, co mogę, żeby wypełnić jego wizję. Jest bowiem jedna rzecz, którą Branford potrafi wspaniale: otóż on potrafi grać pięknie. I to nie podlega dyskusji. Nie można zaprzeczyć, że jego muzyka jest piękna. I to mi się podoba. Branford kocha muzykę klasyczną i dlatego są na płycie kawałki, które się „same grają”. I mimo, że płytę poznałam wcześniej, muszę przyznać, że wersja live dystansuje ją w przedbiegach. Dopiero na koncercie widać było, że to muzyka, która potrafi rozgrzać publiczność jak kominek opalany dębiną. Do czerwoności.</p>
<p style="text-align: justify;">     Wyklaskany w standing ovation bis był ukłonem w kierunku tych słuchaczy, dla których program koncertu był odrobinę zbyt trudny. Popłynął standard Irvinga Berlina <em>Cheek to Cheek, </em>a ja poczułam<em>… „Heaven… I’m in heaven”.</em></p>
<p style="text-align: justify;"><em> </em></p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #0000ff;"><em>Dziękuję organizatorom 48. Festiwalu Jazz nad Odrą, szczególnie Agnieszce Perlik i Wojciechowi Cencnerowi za perfekcyjne podejście do festiwalowych wydarzeń, niezapomnianą atmosferę i pełen profesjonalizm. Dziękuję również Jackowi Pankowi za konsultację tekstu.</em></span><br />
<span style="color: #ffffff;">.</span></p>
<p style="text-align: justify;">Grażyna Studzińska-Cavour</p>
<div id="attachment_15763" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15639/grazyna-studzinska-cavour-branford-marsalis-nad-odra/48-jno-gra/" rel="attachment wp-att-15763"><img class="size-full wp-image-15763" title="48 JnO Gra" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/48-JnO-Gra.jpg" alt="" width="655" height="491" /></a><p class="wp-caption-text">/fot. GRAżyna Studzińska-Cavour/</p></div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.netkultura.pl/15639/grazyna-studzinska-cavour-branford-marsalis-nad-odra/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jan Gryka: Michał Stachyra &#8211; wcielenia</title>
		<link>http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/</link>
		<comments>http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 13:08:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Yarre</dc:creator>
				<category><![CDATA[Obraz i Dźwięk]]></category>
		<category><![CDATA[Sztuki wizualne]]></category>
		<category><![CDATA[Galeria Biała]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Gryka]]></category>
		<category><![CDATA[malarstwo]]></category>
		<category><![CDATA[Michał Stachyra]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.netkultura.pl/?p=15278</guid>
		<description><![CDATA[Jana Gryki opowiastki o sztuce (4)* &#160; L Jan Gryka Jan Gryka Michał Stachyra &#8211; wcielenia      W nawiązaniu do opowiastki o sztuce nr 2 i  fragmentu, w którym opisuję sytuację w związku z odkryciem mojego wykutego napisu w ścianie Galerii Białej. Otóż w tym samym miejscu, na tej samej ścianie w 2004 roku Michał Stachyra powołał swoją niezwykłą realizację malarską, której to już nikt nie odkryje, gdyż była już odkryciem, choć zmistyfikowanym odkryciem właśnie. &#160;      Michał Stachyra tzw. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h1>Jana Gryki opowiastki o sztuce (4)*</h1>
<p>&nbsp;</p>
<div id="attachment_15554" class="wp-caption alignleft" style="width: 520px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/konica-minolta-digital-camera/" rel="attachment wp-att-15554"><img class=" wp-image-15554   " title="KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.0-1-Artyści_do_wynajęcia-poczatek-może.jpg" alt="" width="510" height="335" /></a><p class="wp-caption-text">Artyści do wynajęcia</p></div>
<h2 style="text-align: justify;"><span style="color: #ffffff;">L</span></h2>
<h2><span style="color: #ffffff;">Jan Gryka</span><br />
Jan Gryka<br />
Michał Stachyra &#8211; wcielenia</h2>
<div id="attachment_15563" class="wp-caption alignleft" style="width: 234px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/sony-dsc-23/" rel="attachment wp-att-15563"><img class=" wp-image-15563  " title="SONY DSC" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.0-2-Artyści-do-wynajęcia-400x531.jpg" alt="" width="224" height="298" /></a><p class="wp-caption-text">Artyści do wynajęcia</p></div>
<p style="text-align: justify;"><em>     W nawiązaniu do opowiastki o sztuce nr 2 i  fragmentu, w którym opisuję sytuację w związku z odkryciem mojego wykutego napisu w ścianie Galerii Białej. Otóż w tym samym miejscu, na tej samej ścianie w 2004 roku Michał Stachyra powołał swoją niezwykłą realizację malarską, której to już nikt nie odkryje, gdyż była już odkryciem, choć zmistyfikowanym odkryciem właśnie.</em></p>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;"><span style="color: #339966;"><strong>     Michał Stachyra </strong></span>tzw. funkcjonowanie w sztuce rozpoczął bardzo spektakularnie od wystawy <em>Odkrycie fresku</em> w 2004 roku w Galerii Białej w Lublinie, gdzie wcielił się w postać „fińskiego doktora archeologii” i wymyślił następującą intrygę: W<strong> </strong>czasie remontu Galerii Białej, odkryto niespodziewanie ślady fresku na głównej ścianie w pomieszczeniu, gdzie zwykle są robione wystawy. Odkrycia dokonał znany fiński badacz, historyk sztuki i konserwator, którego nazwisko zostało ujawnione w dniu 5 listopada 2004 roku o godz. 18.00. Wtedy też nastąpiło uroczyste udostępnienie odnalezionego fresku dla publiczności.<br />
<span style="color: #ffffff;">.</span></p>
<div id="attachment_15574" class="wp-caption alignleft" style="width: 661px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/olympus-digital-camera-32/" rel="attachment wp-att-15574"><img class=" wp-image-15574  " title="OLYMPUS DIGITAL CAMERA" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.1-Odkrycie-fresku-Galeria-Biała-2004.jpg" alt="" width="651" height="487" /></a><p class="wp-caption-text">il. 1 - Odkrycie fresku - Galeria Biała, 2004</p></div>
<p style="text-align: justify;">     To sensacyjne odkrycie, prowadzone w tajemnicy i przy zachowaniu specjalnych środków ostrożności wprowadziło sporo zamieszania w kręgi lubelskich konserwatorów i koneserów sztuki. Budynek, w którym mieści się obecnie Centrum Kultury, w przeszłości był klasztorem. Pełnił też funkcje szpitala wojskowego. Znalezisko zlikwidowało tzw. kolejną „białą plamę”, odsłaniając historię tego miejsca sprzed 70 lat.</p>
<div id="attachment_15585" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/olympus-digital-camera-33/" rel="attachment wp-att-15585"><img class="size-full wp-image-15585" title="OLYMPUS DIGITAL CAMERA" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.2-Odkrycie-fresku-Galeria-Biała-2004.jpg" alt="" width="655" height="491" /></a><p class="wp-caption-text">il. 2 - Odkrycie fresku - Galeria Biała, 2004.</p></div>
<p style="text-align: justify;"> Na otwarciu wystawy firma ochroniarska bardzo skrupulatnie sprawdzała wszystkie wchodzące osoby oraz wnoszone rzeczy, robiła to tak solidnie, że przedostanie się przez kordon do galerii było rodzajem niezwykłego szczęścia. Tu gości przyjmował fiński konserwator i porozumiewał się tylko po angielsku. Zresztą, tak mocno zmienił swoją fizjonomię, że nie rozpoznawały go nawet osoby znajome. Sam fresk robił wrażenie odkrytego fresku. Był odgrodzony od publiczności i pilnowany przez dwóch ochroniarzy. Wiele osób zresztą uwierzyło w jego autentyczność. Został wykonany przez Michała Stachyrę jako odkrycie na podstawie fotografii z gazety, na której aktorzy odgrywają scenę ze sztuki: <em>„Lot nad kukułczym gniazdem”</em>. Na następną wystawę fresk został zamalowany, a w czasie aktualnego remontu  nie został odkryty &#8211; i bezpowrotnie już zniknął. W tym wypadku jednak nie oprotestowujemy tego faktu, gdyż realizacja tak właśnie została pomyślana. Natomiast wątki, które pojawiły się w opowiastce nr(3), czyli fakt uciekania artystów do innych miast potwierdza właśnie Michał Stachyra, który wyemigrował do Warszawy. I to nie jest jednostkowy przypadek, jest ich znacznie więcej &#8211; może i z tego jakąś opowiastkę da się kiedyś sklecić?</p>
<div id="attachment_15590" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/olympus-digital-camera-34/" rel="attachment wp-att-15590"><img class="size-full wp-image-15590" title="OLYMPUS DIGITAL CAMERA" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.3-Pielgrzymka-przez-sztukę-2005.jpg" alt="" width="655" height="491" /></a><p class="wp-caption-text">il. 3 - Pielgrzymka przez sztukę, 2005</p></div>
<p style="text-align: justify;">      Kolejne realizacje Michała Stachyry wiązały się zwykle ze zmianą jego tożsamości. Jego projekty stawały się  rozbudowanymi procesami przetwarzającymi się w realne zdarzenia a ich efekty są niewątpliwymi artefaktami będącymi misternymi konstrukcjami post-wizualnymi, uwikłanymi w szereg okoliczności, które pojawiają się jakby niechcący. Stachyra eksploruje różne role społeczne. Poprzez nie właśnie, jako reprezentacje ogólniejszych zjawisk, uruchamia wydarzenia, które powracają w społeczną przestrzeń międzyludzką zwykle powodując rozchodzącą się falę domniemań, przypuszczeń i niejednoznacznych interpretacji. Sam artysta delikatnie i płynnie przechodzi z jednej postaci w drugą, nie robiąc nikomu najmniejszej krzywdy. Jedynie wysyła delikatne fluidy, które niewidocznie i bezzapachowo rozchodzą się w przestrzeni&#8230;</p>
<div id="attachment_15593" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/olympus-digital-camera-35/" rel="attachment wp-att-15593"><img class="size-full wp-image-15593" title="OLYMPUS DIGITAL CAMERA" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.4-Pielgrzymka_przez_sztukę_2005.jpg" alt="" width="655" height="491" /></a><p class="wp-caption-text">il. 4 - Pielgrzymka przez sztukę, 2005</p></div>
<p style="text-align: justify;">      Stachyra przeistoczył się dotychczas w fińskiego archeologa, uczestnika wyborów na najprzystojniejszego studenta Lublina, człowieka-pająka, polityka w wyborach samorządowych w Niemczech, kuratora sztuki organizującego „Pielgrzymkę przez sztukę”, robotnika sztuki, członka Związku Artystów Plastyków, cywilnego anty-terrorystę i malarza akwarelistę, który pojechał na artystyczną misję do Iraku, a wspólnie z Katarzyną Cichoń założył firmę artystyczną ARTYŚCI DO WYNAJĘCIA oraz założył Poradnię psychologiczną dla artystów.</p>
<div id="attachment_15594" class="wp-caption aligncenter" style="width: 475px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/rys-5-poradnia-psychologiczna-dla-artystow/" rel="attachment wp-att-15594"><img class="size-full wp-image-15594" title="Rys.5 Poradnia psychologiczna dla artystów" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.5-Poradnia-psychologiczna-dla-artystów.jpg" alt="" width="465" height="650" /></a><p class="wp-caption-text">il. 5 - Poradnia psychologiczna dla artystów</p></div>
<p style="text-align: justify;">      Za każdym razem artysta, przyjmując określoną społeczną rolę, próbuje z nią się utożsamić. Dostosowuje swoje ciało, wygląd, sposób bycia oraz nastawienie psychiczne do tej nowej roli. Poziom identyfikacji z kolejną nową postacią wydaje się pełny i wiarygodny. I choć wszystkie akcje mają odmienny, zwykle ironiczny i autoironiczny podtekst to niewątpliwie stają się one wydarzeniami wymagającymi osobnych omówień. Konteksty, które im towarzyszą zdecydowanie wzmacniają pierwotne artystyczne intencje. Pojawia się coś w rodzaju odzewu, reakcji – zwykle negatywnej, która natychmiast uzmysławia nam wartość tych realizacji.</p>
<div id="attachment_15597" class="wp-caption aligncenter" style="width: 475px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/rys-6-poradnia-psychologiczna-dla-artystow/" rel="attachment wp-att-15597"><img class="size-full wp-image-15597" title="Rys.6 Poradnia psychologiczna dla artystów" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.6-Poradnia-psychologiczna-dla-artystów.jpg" alt="" width="465" height="650" /></a><p class="wp-caption-text">il. 6 - Poradnia psychologiczna dla artystów</p></div>
<p style="text-align: justify;">      Tak też było z finałem projektu MISJA OBRONA w Galerii Białej, w grudniu 2006, podczas której Stachyra przedstawił zarówno film MORO jak też dokumentację ukazującą historię projektu.</p>
<div id="attachment_15600" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/rys-7-pogrzeb-saddama-galeria-zacheta/" rel="attachment wp-att-15600"><img class="size-full wp-image-15600" title="Rys.7 Pogrzeb Saddama, Galeria Zachęta" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.7-Pogrzeb-Saddama-Galeria-Zachęta.jpg" alt="" width="655" height="524" /></a><p class="wp-caption-text">il. 7 - Pogrzeb Saddama, Galeria Zachęta</p></div>
<p style="text-align: justify;">      Na otwarciu wystawy zamiast Stachyry pojawił się jego wspólnik z Iraku, który zastąpił go, gdyż artysta wyruszył na kolejną artystyczną misję – misję specjalną – jako malarz akwarelista udał się do Bagdadu, aby tam na miejscu szerzyć, za pomocą malowanych akwareli, najwyższe idee sztuki.</p>
<div id="attachment_15601" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/rys-8-pogrzeb-saddama-galeria-zacheta/" rel="attachment wp-att-15601"><img class="size-full wp-image-15601" title="Rys.8 Pogrzeb Saddama, Galeria Zachęta" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.8-Pogrzeb-Saddama-Galeria-Zachęta.jpg" alt="" width="655" height="524" /></a><p class="wp-caption-text">il.8 - Pogrzeb Saddama, Galeria Zachęta</p></div>
<p style="text-align: justify;">      To doświadczenie doprowadziło do kolejnego projektu, którego finałem był jego udział w wystawie „Spojrzenia” w Galerii Zachęta, gdzie postanowił urządzić katolicki pogrzeb dla Saddama Husajna a następnie na wystawie Remont Generalny (2008) w Galerii Białej na podstawie internetowych zdjęć odtworzył miejsce jego kaźni.</p>
<div id="attachment_15602" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/sony-dsc-24/" rel="attachment wp-att-15602"><img class="size-full wp-image-15602" title="SONY DSC" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.9-Miejsce-kaźni-Saddama-Galeria-Biała-2008.jpg" alt="" width="655" height="439" /></a><p class="wp-caption-text">il. 9 - Miejsce kaźni Saddama, Galeria Biała, 2008</p></div>
<p style="text-align: justify;">     Realizacje Michała Stachyry nie są obojętne, od razu stają się czytelne i coraz bardziej nasycają się różnorodnymi znaczeniami. Są to wyjątkowe i bardzo aktywne przedsięwzięcia w aktualnie kształtującej się sztuce. Stachyra jest świadomy uwikłań, wobec których staje, ale w perfekcyjny sposób potrafi je wykorzystać i nadać im artystyczne brzmienie.</p>
<p style="text-align: justify;"><strong>MORO<br />
</strong></p>
<div id="attachment_15605" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/rys-10-moro-2006/" rel="attachment wp-att-15605"><img class="size-full wp-image-15605" title="Rys.10 Moro 2006" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.10-Moro-2006.jpg" alt="" width="655" height="476" /></a><p class="wp-caption-text">il. 10 - Moro, 2006</p></div>
<p style="text-align: justify;">      W roku akademickim 2005/2006 Michał Stachyra złożył na ręce Dziekana Wydziału Artystycznego UMCS w Lublinie swój projekt dyplomu artystycznego. Miała to być ogromna realizacja publiczna, polegająca na pomalowaniu całej elewacji budynku Wydziału Artystycznego we wzór MORO. Intencjonalnie miał być to gest chroniący Wydział przed wszelkim zagrożeniem również terrorystycznym. Autor uznał, że budynek, w którym setki osób zajmują się na co dzień sztuką, należy chronić za wszelką cenę, gdyż jest to wartość sama w sobie.  Starania rozpoczął dość wcześnie, gdyż musieliśmy uzyskać wszelkie zgody i pozwolenia oraz sponsora na realizację przedsięwzięcia. Sprawa nabrała biegu, uzyskaliśmy pisemną zgodę od projektanta budynku oraz przychylność działu inwestycji UMCS. Nagle okazało się, że proces utknął na podstawowym poziomie. Pani Dziekan nie wyraziła zgody i nie poparła projektu. Odwołaliśmy się do nadrzędnej i ostatecznej instancji, czyli Rektora UMCS. Niestety, nie zmienił on decyzji Pani Dziekan. Michał rozpoczął więc proces ubiegania się o taką możliwość w inny sposób. Przychodził na zajęcia w białej koszulce z napisem: <em>Ta koszulka jest w MORO</em>. Przed wejściem do budynku, tam gdzie zwykle jest tablica z nazwą instytucji, umieścił czerwoną urzędową tablicę: Ten budynek jest w MORO. Rozpoczął zbieranie podpisów pod petycją popierającą jego projekt. Po kilku zaledwie dniach okazało się, że wszyscy studenci i ponad 99 procent pracowników popierają ten projekt. Petycja została przekazana do Rektora UMCS, ale to również nic nie dało. Te negatywne doświadczenia dały asumpt do powstania innej wersji jego dyplomu. Film wideo, w którym Michał przeprowadza wywiad ze swoim dziadkiem, oficerem wojskowym w stanie spoczynku, na temat funkcji i znaczenia MORO w czasie wojny i pokoju. Jednocześnie autor rozpoczął przygotowania do obrony dyplomu stając się zawodowym wojskowym. W ciągu pół roku przeszedł szkolenia na wszelkich kursach:  samoobrony, pomocy medycznej, strzelania itd. Dyplomu bronił jako żołnierz w polowym mundurze MORO i go obronił.</p>
<p style="text-align: justify;">     Istnieje jedynie projekt tej pracy jako wydruk. Konsekwencją tych działań była właśnie wystawa w grudniu 2006 w Galerii Białej „Misja obrona”, podczas której Stachyra przedstawił film <em>Moro</em> i dokumentację ukazującą historię projektu.</p>
<div id="attachment_15606" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/rys-11-moro-2006/" rel="attachment wp-att-15606"><img class="size-full wp-image-15606" title="Rys.11 Moro 2006" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.11-Moro-2006.jpg" alt="" width="655" height="524" /></a><p class="wp-caption-text">il. 11 - Moro, 2006</p></div>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;">      Jako Michał Stachyra, artysta w roku 2004 wykonał  studium z natury: billboardu ze znaną piosenkarką reklamującą „Cisowiankę”. Ten wątek na tyle mu się spodobał, że sam próbował wpisać się w to medium jako „człowiek pająk”. Na kilkadziesiąt sekund przykleił się do pustego billboardu. Klej nie wytrzymał i autor zsunął się na trawnik. Na szczęście akcja odbywała się na niskiej wysokości i udało mu się wyjść z tego bez większych obrażeń. Policja nie interweniowała, zaś przechodnie niczego nie zauważyli.</p>
<div id="attachment_15607" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/rys-12-studium-z-natury-2004/" rel="attachment wp-att-15607"><img class="size-full wp-image-15607" title="Rys.12 Studium z natury 2004" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.12-Studium-z-natury-2004.jpg" alt="" width="655" height="524" /></a><p class="wp-caption-text">il. 12 - Studium z natury, 2004</p></div>
<div id="attachment_15608" class="wp-caption alignleft" style="width: 178px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/rys-13-number-one-kadr-z-filmu-2005/" rel="attachment wp-att-15608"><img class=" wp-image-15608  " title="Rys.13 Number one - kadr z filmu 2005" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.13-Number-one-kadr-z-filmu-2005-300x240.jpg" alt="" width="168" height="134" /></a><p class="wp-caption-text">il. 13 - Number one - kadr z filmu, 2005</p></div>
<p style="text-align: justify;">       Kolejny projekt Stachyry w roku 2005 dotyczył specyficznych wątków kulturowych, które odnoszą się do kategorii niegdyś związanych ze sztuką, a obecnie występujących na wyborach „Miss” lub „Mistera”. Są to sytuacje niezwykle powabne i w wielu wypadkach sygnują „piękno” jako takie, zwykle na jeden rok. Po tym czasie kategorie piękna są odnawiane i podlegają weryfikacji. Nieco inaczej jak w sztuce &#8211; mistrzowie renesansu jak do tej pory takiej weryfikacji nie podlegają.</p>
<p>Michał zgłosił się na jeden z takich konkursów. Ponieważ kandydatów zgłosiło się jedynie dziesięciu, I etap zaliczył bez trudu. Potem pojawiły się trudności, gdyż wszyscy musieli uczestniczyć we wszelkich przygotowaniach, w tym: w spotkaniach z wizażystą, próbach  scenicznych, zajęciach na siłowni, umiejętności depilacji całego ciała czy zbudowania trzech zdań w języku polskim itp.</p>
<div id="attachment_15613" class="wp-caption alignleft" style="width: 178px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/rys-14-number-one-kadr-z-filmu-2005/" rel="attachment wp-att-15613"><img class=" wp-image-15613  " title="Rys.14 Number one - kadr z filmu 2005" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.14-Number-one-kadr-z-filmu-2005-300x240.jpg" alt="" width="168" height="134" /></a><p class="wp-caption-text">il.14 - Number one - kadr z filmu, 2005</p></div>
<p style="text-align: justify;">     Po wielu trudach udało mu się dobrnąć do finału i w dodatku nikt się nie zorientował, że jest to ironiczny, ośmieszający ideę konkursu &#8211; projekt artystyczny. Michał został wybrany pierwszym vice &#8211; misterem i miał dużą szansę na odkrycie dalszych kulisów związanych z ustanawianiem kategorii piękna jako wartości transcendentnej. Film wideo <em>„Number one”</em> jest dowodem w sprawie i jednoczesnym prześmiewczym pastiszem kultury masowej i mechanizmów, które jej towarzyszą.</p>
<p>Na wystawie <em>„Nova Biała”</em> (Galeria Biała, 2005) Michał zrealizował fresk na ten temat, używając swojego ikonograficznego pierwowzoru.</p>
<div id="attachment_15623" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/olympus-digital-camera-36/" rel="attachment wp-att-15623"><img class="size-full wp-image-15623" title="OLYMPUS DIGITAL CAMERA" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.15-Nova_Biała_2005.jpg" alt="" width="655" height="491" /></a><p class="wp-caption-text">il. 15 - Nova Biała, 2005</p></div>
<p>&nbsp;</p>
<div id="attachment_15622" class="wp-caption aligncenter" style="width: 410px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/minolta-dsc/" rel="attachment wp-att-15622"><img class="size-large wp-image-15622" title="Minolta DSC" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.16-Nova_Biała_2005-400x533.jpg" alt="" width="400" height="533" /></a><p class="wp-caption-text">il.16 - Nova Biała, 2005</p></div>
<p style="text-align: justify;">      Akt męski odwrócony lekko tyłem nieomylnie przywodzi na myśl akty kobiece od renesansu poczynając. Ponieważ był to fresk dość zniszczony, umiejscowienie go w historycznym czasie stawało się problematyczne. Dlatego też powstał obraz olejny przedstawiający Michała w identycznej pozie, oprawiony w złote ramy miał sugestywnie zaświadczać o ideale męskiego ciała w dzisiejszych realiach.</p>
<div id="attachment_15626" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/sony-dsc-25/" rel="attachment wp-att-15626"><img class="size-full wp-image-15626" title="SONY DSC" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.17-Number-one-obraz-olejny-2005.jpg" alt="" width="655" height="575" /></a><p class="wp-caption-text">il. 17 - Number one - obraz olejny, 2005</p></div>
<p style="text-align: justify;">      W Galerii Kordegarda w Warszawie w roku 2006 Stachyra zrealizował ogromny fresk na czołowej  ścianie. Był to monumentalny <em>„Portret Konny”</em> korespondujący z istniejącym przedstawieniem portretu konnego Księcia Józefa Poniatowskiego naprzeciwko Galerii. Na koniu zamiast Księcia siedział Robert Kuśmirowski, który zaprosił Stachyrę na tę wystawę i artysta złożył mu specjalny hołd dziękczynny. Jednakże sens tego malowidła jako odkrytego fresku pojawił się w sposób przewrotny. Artysta od momentu ujawnienia fresku, czyli na otwarciu wystawy, wcielił się w postać pracownika remontowo-budowlanego, który pijąc piwo i paląc papierosy niespiesznie zamalowywał go do końca wystawy z rusztowań, które specjalnie zostały zbudowane i zabezpieczone zieloną siatką.</p>
<div id="attachment_15627" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/olympus-digital-camera-37/" rel="attachment wp-att-15627"><img class="size-full wp-image-15627" title="OLYMPUS DIGITAL CAMERA" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.18-Artysta-w-roli-robotnika-Gleria-Kordegarda-2006.jpg" alt="" width="655" height="491" /></a><p class="wp-caption-text">il.18 - Artysta w roli robotnika, Galeria Kordegarda, 2006</p></div>
<p style="text-align: justify;">      Ten naturalny stan Michała Stachyry, polegający na wcielaniu się w różne postacie, przedstawicieli różnych zawodów i zmieniającego na daną okoliczność nazwisko, wygląd, język i sposób zachowania staje się aktywnym procesem dopasowania do otoczenia.</p>
<div id="attachment_15630" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/olympus-digital-camera-38/" rel="attachment wp-att-15630"><img class="size-full wp-image-15630" title="OLYMPUS DIGITAL CAMERA" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.19-KunstMirOfSky-Galeria-Kordegarda-2006.jpg" alt="" width="655" height="491" /></a><p class="wp-caption-text">il.19 - KunstMirOfSky, Galeria Kordegarda, 2006</p></div>
<p style="text-align: justify;">    Kolejna jego mutacja zmierzała do nazwania mechanizmów funkcjonujących w polskiej rzeczywistości. Zwykle większe znaczenie mają te sytuacje, które stają się odkryciem czy odnalezieniem czegoś co ma swoją historię i współcześni nie biorą za to odpowiedzialności. Zamalowanie „artystycznego dzieła” przez tzw. „robotnika” jest zatem przeniesieniem znaczeń, które jak się wydaje obowiązują w naszym społecznym życiu wobec aktualnej sztuki – patrz opowiastki o Tarasewiczu i Tarkawianie.</p>
<div id="attachment_15631" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/olympus-digital-camera-39/" rel="attachment wp-att-15631"><img class="size-full wp-image-15631" title="OLYMPUS DIGITAL CAMERA" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Rys.20-Fresk_na_ulicy_Kowalskiej-Lublin-2007.jpg" alt="" width="655" height="491" /></a><p class="wp-caption-text">il.20 - Fresk na ulicy Kowalskiej, Lublin 2007</p></div>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;">      W roku 2007 Michał Stachyra wykonał na ulicy Kowalskiej w Lublinie fresk w stylu Mistrza Andrzeja z Kaplicy św. Trójcy opowiadający o historii Lublina do czasów współczesnych. Nie jest opisany i nie funkcjonuje w przewodnikach turystycznych. Turyści, którzy przypadkiem trafiają w to miejsce, ze zdziwieniem się przyglądają i robią pamiątkowe fotki, że niby przy gotyckim fresku. Po odkryciu współczesnych elementów tam funkcjonujących tym bardziej robią sobie fotki…</p>
<p>Ostatnie wcielenie to św. Sebastian jak na załączonym obrazku poniżej.</p>
<div id="attachment_15632" class="wp-caption alignleft" style="width: 665px"><a href="http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/sw-sebastian/" rel="attachment wp-att-15632"><img class="size-full wp-image-15632" title="sw sebastian" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/sw-sebastian.jpg" alt="" width="655" height="1092" /></a><p class="wp-caption-text">św. Sebastian</p></div>
<p>&nbsp;</p>
<p style="text-align: justify;">A  niedługo niespodzianka w Galerii Białej czyli CUD W BIAŁEJ pod nadzorem Michała Stachyry!!!</p>
<p>Jan Gryka</p>
<p>- – &#8211; – &#8211; – &#8211; – &#8211; – &#8211; – &#8211; -<br />
<span style="color: #339966;">*Inne nasze publikacje pióra <strong>„Jana Gryki opowiastki o sztuce”</strong>:<em><br />
</em></span><br />
<span style="color: #339966;">- „<strong>Zenek</strong>„  [rzecz o Iłarionie Daniluku]- -&gt;</span> <strong><a href="../7977/jan-gryka-zenek/" target="_blank">tutaj</a></strong><em><br />
</em><span style="color: #339966;">- Opowiastka (1) – „<strong>Nenufary w tapczanie</strong>„ –&gt;</span><strong><a href="../9549/jan-gryka-zenek-2-nenufary-w-tapczanie/" target="_blank"> tutaj</a></strong><em><br />
</em><span style="color: #339966;">- Opowiastka (2) – „<strong>Leon Tarasewicz, malarz z Walił</strong>„</span> –&gt; <strong><a href="../10384/jan-gryka-leon-tarasewicz-malarz-z-walil/" target="_blank">tutaj</a></strong><em><br />
</em><span style="color: #339966;">- Opowiastka (3) -  <strong>&#8222;Mariusz Tarkawian: urwane części ciała</strong>&#8222;</span> -&gt;<strong><span style="color: #0000ff;"> <a href="http://www.netkultura.pl/11451/jan-gryka-mariusz-tarkawian-urwane-czesci-ciala/" target="_blank"><span style="color: #0000ff;">tutaj</span></a></span></strong><em><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.netkultura.pl/15278/jan-gryka-michal-stachyra-wcielenia/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Janusz St. Andrasz: Królowie i szpiedzy na portugalskiej Rivierze, czyli Estoril jakiego nie znacie.</title>
		<link>http://www.netkultura.pl/15923/janusz-st-andrasz-krolowie-i-szpiedzy-na-portugalskiej-rivierze-czyli-estoril-jakiego-nie-znacie/</link>
		<comments>http://www.netkultura.pl/15923/janusz-st-andrasz-krolowie-i-szpiedzy-na-portugalskiej-rivierze-czyli-estoril-jakiego-nie-znacie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 13:08:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Roj</dc:creator>
				<category><![CDATA[Świat]]></category>
		<category><![CDATA[Janusz Andrasz]]></category>
		<category><![CDATA[Portugalia]]></category>
		<category><![CDATA[świat]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.netkultura.pl/?p=15923</guid>
		<description><![CDATA[Piękne miejsca, plaże, przepych kurortów, koronowane głowy, fascynujące historia. Dzisiaj dzięki Januszowi Andraszowi powracamy do nie wszystkim znanej historii Estoril. Co wspólnego może mieć James Bond z obecnym królem Hiszpanii czy Ignacym Janem Paderewskim? Aby poznać odpowiedź na to pytanie, należy udać się na sam kraniec Europy&#8230; Historia Estoril, portugalskiego kurortu położonego nieopodal Lizbony jest doskonałym materiałem na fascynujący film fabularny, opowiadający o czasach drugiej wojny światowej, kiedy to Portugalia była jednym z nielicznych europejskich państw zachowujących neutralność. Fakt ten [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><em>Piękne miejsca, plaże, przepych kurortów, koronowane głowy, fascynujące historia. Dzisiaj dzięki Januszowi Andraszowi powracamy do nie wszystkim znanej historii Estoril.</em></p>
<p style="text-align: justify;">Co wspólnego może mieć James Bond z obecnym królem Hiszpanii czy Ignacym Janem Paderewskim? Aby poznać odpowiedź na to pytanie, należy udać się na sam kraniec Europy&#8230;</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.netkultura.pl/15923/janusz-st-andrasz-krolowie-i-szpiedzy-na-portugalskiej-rivierze-czyli-estoril-jakiego-nie-znacie/img_3200a/" rel="attachment wp-att-15924"><img class="aligncenter size-full wp-image-15924" title="IMG_3200a" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_3200a.jpg" alt="" width="400" height="300" /></a></p>
<p>Historia Estoril, portugalskiego kurortu położonego nieopodal Lizbony jest doskonałym materiałem na fascynujący film fabularny, opowiadający o czasach drugiej wojny światowej, kiedy to Portugalia była jednym z nielicznych europejskich państw zachowujących neutralność. Fakt ten spowodowany był z pewnością wieloma różnymi czynnikami, spośród których można wymienić m.in. przebiegłość i wyrachowanie polityczne rządzącego wówczas żelazną ręką, dyktatora <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ant%C3%B3nio_de_Oliveira_Salazar" target="_blank">António de Oliveira Salazar</a>.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie opowiedział się on po żadnej ze stron ówczesnego konfliktu, pozostając wierny paktowi o nieagresji i pomocy zawartej pomiędzy Portugalią i Anglią w &#8230;1377 r. To dzięki niemu Anglicy pomogli Portugalczykom wydobyć się z politycznego chaosu, jaki zapanował w Portugalii po wygaśnięciu panującej dotąd <a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Ferdynand_I_Burgundzki" target="_blank">dynastii burgundzkiej</a>. Przyszli jej z pomocą również po inwazji Napoleona w 1807 r. Neutralność Portugalii podczas II wojny światowej była więc kontynuacją tego, chyba najstarszego, politycznego paktu w Europie.</p>
<p>Ten jednak, kto sądziłby iż Salazar w wyraźny sposób sprzyjał tylko jednej ze stron, myliłby się bardzo. Wolfram, cenny surowiec, niezbędny w przemyśle zbrojeniowym, a występujący na północy Portugalii, sprzedawał zarówno aliantom, jak i nazistom. Tym pierwszym udostępnił także lotnisko na Wyspach Azorskich, zaś tajnym służbom Hitlera pozwolił na ich całkowicie bezkarne działanie na terenie całego państwa portugalskiego.</p>
<p>W takim oto czasie w Estoril, nadmorskim kurorcie będącym przed wojną jednym z ulubionych miejsc wypoczynku europejskiej arystokracji, miał miejsce pasjonujący spektakl. W tutejszych hotelach, m.in. w Hotel Palácio, ścierali się ze sobą m.in. agenci niemieckiej Abwehry ze swoimi brytyjskimi odpowiednikami z MI6.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.netkultura.pl/15923/janusz-st-andrasz-krolowie-i-szpiedzy-na-portugalskiej-rivierze-czyli-estoril-jakiego-nie-znacie/img_2556/" rel="attachment wp-att-15929"><img class="aligncenter size-full wp-image-15929" title="IMG_2556" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_2556.jpg" alt="" width="300" height="400" /></a><br />
W pozornej atmosferze zabawy i blichtru, w pobliskim kasynie w Estoril rozgrywały się pomiędzy nimi prawdziwe podjazdowe wojny. To właśnie tutaj z niemieckimi agentami grał (i niestety przegrywał&#8230;) szpieg Jej Królewskiej Mości, <span style="color: #0000ff;">Ian Fleming.</span> I to najprawdopodobniej właśnie tutaj narodził się pomysł napisania przygód Jamesa Bonda. Pierwsza z z całego cyklu nosiła tytuł &#8222;Casino Royal&#8221;, czyli Królewskie Kasyno. Trudno o bardziej adekwatną nazwę dla miejsca, w którym bywała arystokracja całej Europy, łącznie z królewskimi rodzinami (o których za chwilę).</p>
<p>Wyborną zabawę bywalcom kasyna zapewniała m.in. fenomenalna piosenkarka i tancerka Josephine Baker. Rozrywka, której dostarczały jej występy, była jednak tylko przykrywką dla tajnych informacji, przemycanych w partyturach jej piosenek. Wiadomości zapisane sympatycznym atramentem w tychże partyturach przewoziła z Maroka, będącego wówczas pod protektoratem francuskiego państwa Vichy, do Lizbony. Pomagała w ten sposób w komunikacji rodzącego się właśnie francuskiego ruchu oporu generała de Gaulle&#8217;a z wywiadem brytyjskim. Ślad po jej pobytach w Lizbonie dostrzec można m.in. w istniejącej do dzisiaj restauracji &#8222;Primaveira&#8221; na Bairro Alto. Wśród wielu fotografii sław, które odwiedziły to miejsce, jest również zdjęcie przedstawiające samą Josephinę Baker&#8230;</p>
<p>Aby uświadomić sobie strategiczne położenie Portugalii w tym czasie, trzeba pamiętać, iż kraj ten położony jest przecież na zachodniej rubieży Europy. Z portu w Lizbonie prowadziła najprostsza droga dla wielu uciekinierów, zwłaszcza pochodzenia żydowskiego, ale nie tylko, do kraju wymarzonej wolności &#8211; USA.</p>
<p>Klimat tamtych lat doskonale oddaje w swojej powieści &#8222;Noc w Lizbonie&#8221; Erich Maria Remarque. W sugestywny sposób odmalował on dantejskie sceny potajemnych rozmów i negocjacji umęczonych hitlerowskim terrorem ludzi, dobijających targów odnośnie swojej ucieczki z gorejącego europejskiego kontynentu.<br />
Warto także sięgnąć po powieść &#8222;Śmierć w Lizbonie&#8221; autorstwa Roberta Wilsona. Umiejętnie połączone są w niej wątki współcześnie rozgrywającej się zbrodni z mającą z nimi bezpośredni związek historią dotyczącą handlu wspomnianym już wolframem w czasie II wojny światowej.</p>
<p>Do Lizbony i Estoril pierwsi uciekinierzy przybywali zresztą już przed wybuchem II wojny światowej. Przewinęły się tutaj takie postaci jak: kompozytor Bela Bartok, malarze &#8211; Marc Chagall i Max Ernst. W hotelu Atlântico w Estoril w grudniu 1940 r., przed swoim odjazdem do Ameryki, mieszkali m.in. słynny reżyser Jean Renoir oraz autor &#8222;Małego Księcia&#8221;, Antoine de Saint-Exupéry. Ten ostatni przyrównał siebie i tysiące innych uciekinierów, zatrzymujących się w Estoril w drodze do Ameryki do <em>&#8222;(&#8230;) zoo, w którym zamknięci jesteśmy niczym zwierzęta z gatunku zagrożonego wyginięciem&#8221;</em>.<br />
Wcześniej zajrzał tu także dramaturg i pisarz Stefan Zweig. Tymczasowo pomieszkujący w Estoril i Lizbonie, w oczekiwaniu na amerykańską wizę do Brazylii, w której zresztą kilka miesięcy później zakończył swoje życie. Na portugalską &#8222;Rivierę&#8221; zajrzał także tuż przed II wojną światową prekursor psychoanalizy, Zygmunt Freud.</p>
<p>Jednym z polskich akcentów w Estoril, była  wizyta Ignacego Jana Paderewskiego jesienią 1940 roku. Spędził on kilkanaście dni w Portugalii przed swoim wyjazdem do USA, gdzie w ciągu ostatnich miesięcy swojego życia (zmarł w czerwcu 1941 r.) w imieniu polskiego rządu na uchodźctwie, starał się o pomoc rządu USA.</p>
<p>Inna fascynująca opowieść dotyczy działających w Estoril i Lizbonie byłego wiceministra spraw zagranicznych, Jana Szembeka oraz tajemniczej postaci pułkownika Jana Kowalewskiego, będącego w centrum wydarzeń związanych m.in. z tajemnicą Enigmy&#8230; Podobnie zresztą, jak i Ludomira Danielewicza, jednego z konstruktorów tej maszyny szyfrującej.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie jest to więc jeszcze nasze ostatnie spotkanie z Estoril.</p>
<p style="text-align: justify;">Janusz St. Andrasz.</p>
<p style="text-align: justify;"><em>Od Redakcji: Pasje Pana Janusza, w których dzięki jego Netkulturowym publikacjom możemy uczestniczyć przybierają od lat formy nie tylko wirtualne. Portugalska festa zawitała tym razem do Warszawy na ul. Hożą. Chcielibyśmy powiedzieć, że tam byliśmy i portugalskie wina piliśmy, ale niestety odległość od stolicy nie była tu naszym sprzymierzeńcem. Rekompensujemy to sobie za pośrednictwem internetu, blogu Luzomania i fotorelacji z tego jak widać niezwykle udanego spotkania. Na zdjęciach widać m. in. Pana Janusza w swoim kulinarnym żywiole. A my mamy kolejny raz wrażenie jakby Portugalia była nieco bliżej.</em></p>
<p style="text-align: justify;"><em></em> <a href="http://janusz-st-andrasz.blogspot.com/2012/04/portugalska-festa-na-hozej.html" target="_blank">Portugalska festa na Hożej</a>         <a href="http://www.facebook.com/media/set/?set=a.339534386113625.74318.233997660000632&amp;type=1" target="_blank"> Fotorelacja ze spotkania</a></p>
<p style="text-align: justify;">&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8212;&#8211;</p>
<p style="text-align: justify;">Janusz St. Andrasz – człowiek wielu zainteresowań i pasji, globtroter, publicysta, smakosz, meloman i bloger. Do Portugalii przyjechał na dwa tygodnie i pozostał tam… prawie dziesięć lat. Jest autorem pierwszego polskiego przewodnika po Lizbonie, publikował m.in. w miesięczniku „Podróże”, czasopismach „Maleman”, „L’eclat”, „Ugotuj to”, opowiadając fascynująco o Portugalii od jej historii po kuchnię i muzykę. Prowadzi blog <a href="http://janusz-st-andrasz.blogspot.com/" target="_blank">Luzomania</a>, w którym niniejszy tekst miał swoją premierę i który Czytelnikom Netkultury nieustająco polecamy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.netkultura.pl/15923/janusz-st-andrasz-krolowie-i-szpiedzy-na-portugalskiej-rivierze-czyli-estoril-jakiego-nie-znacie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Jolanta Sztejka: Slalomem po bułkę</title>
		<link>http://www.netkultura.pl/15792/jolanta-sztejka-slalomem-po-bulke/</link>
		<comments>http://www.netkultura.pl/15792/jolanta-sztejka-slalomem-po-bulke/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 13:07:53 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Yarre</dc:creator>
				<category><![CDATA[Kraj]]></category>
		<category><![CDATA[alkohol]]></category>
		<category><![CDATA[felieton]]></category>
		<category><![CDATA[Jolanta Sztejka]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.netkultura.pl/?p=15792</guid>
		<description><![CDATA[     Drzewa pokryły się kwiatami, pachną bzy a więc wiosna pełną parą. Za niektórymi z nas tzw. długi weekend majowy, za niektórymi nawet najdłuższy w tym roku, a tym samym pierwsze majówki, pachnące smakołyki z grilla i niejedno chłodzone piwko w cieniu drzew.      Wszakże pogoda zmienną jest, jednak niejedną butelkę już się tej wiosny wypiło. Bez zbędnego rozważania gdzie, dlaczego, jak… a jedynie za ile? Zaciekawiona opowieściami znanej mi osobiście sprzedawczyni sklepu monopolowego zamyśliłam się nad kwestią sprzedaży alkoholu. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><strong></strong>     Drzewa pokryły się kwiatami, pachną bzy a więc wiosna pełną parą. Za niektórymi z nas tzw. długi weekend majowy, za niektórymi nawet najdłuższy w tym roku, a tym samym pierwsze majówki, pachnące smakołyki z grilla i niejedno chłodzone piwko w cieniu drzew.</p>
<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.netkultura.pl/15792/jolanta-sztejka-slalomem-po-bulke/alko/" rel="attachment wp-att-15849"><img class="alignleft size-full wp-image-15849" title="alko" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/alko.jpg" alt="" width="216" height="411" /></a>     Wszakże pogoda zmienną jest, jednak niejedną butelkę już się tej wiosny wypiło. Bez zbędnego rozważania gdzie, dlaczego, jak… a jedynie za ile? Zaciekawiona opowieściami znanej mi osobiście sprzedawczyni sklepu monopolowego zamyśliłam się nad kwestią sprzedaży alkoholu. Kiedy 10 lat temu wprowadzałam się na nowe osiedle był tu zaledwie jeden sklep spożywczy. Zastanawiałam się wtedy, w jakim celu właściciel fatygował się i drzwi wejściowe przeniósł w drugi koniec sklepu. Jak się okazuje uzyskanie zgody na sprzedaż napojów wyskokowych nie należy do spraw prostych. A że biznes rządzi się swoimi prawami, to chcąc czy nie chcąc jest o co powalczyć.</p>
<p style="text-align: justify;">      Ustawa o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi określa wszelkie prawne kwestie związane z zezwoleniami na sprzedaż hurtową i detaliczną alkoholu i opłatami za takowe. Natomiast w kompetencji rad gmin/miast leży określenie ilości punktów sprzedaży jak również usytuowanie tych punktów. I tak w jednej z uchwał rady dużego miasta określono, że miejsce sprzedaży napojów alkoholowych nie może być usytuowane w odległości mniejszej niż 70 metrów od żłobków, przedszkoli, szkół i podobnych placówkę oświatowych, miejsc kultu religijnego, cmentarzy, placówek działających w zakresie profilaktyki i leczenia alkoholizmu a także placów zabaw dla dzieci. Przy czym odległość ta mierzona jest „najbliższą drogą komunikacyjną oznaczoną dla ruchu pieszego”. Cokolwiek to znaczy.</p>
<p style="text-align: justify;">     Więc jeśli mieszkacie państwo w mieście X, a w Waszym sklepie wielobranżowym możecie kupić zarówno mydło i powidło, a sklep ten sprzedaje alkohol, to teraz już będziecie państwo wiedzieć, w jakim celu idąc rano po świeżutkie bułki dla swoich pociech musicie pokonywać drogę slalomem, pośród wielkich donic z wyschniętymi pelargoniami. Widocznie właściciel sklepu chcąc uzyskać koncesję na alkohol zmuszony został do wydłużenia drogi. I zapewne w tym celu właściciel sklepu na moim osiedlu musiał przenieść wejście kilka metrów dalej od kościoła. Na szczęście Polak kreatywny jest, Polak potrafi. Jak nie doniczki, to nowy trawnik, szerszy chodnik albo jakiś inny tor przeszkód.</p>
<p style="text-align: justify;">      Co ciekawe inna rada, innego dużego miasta określiła, że: „nie dopuszcza się usytuowania miejsc stałej sprzedaży i podawania napojów alkoholowych: <strong>w najbliższej okolicy</strong>: placówek szkolnych, wychowawczych i opiekuńczych dla dzieci i młodzieży (…)” itd. Państwa zdaniem, co może oznaczać zwrot „w najbliższej okolicy”?</p>
<p style="text-align: justify;">     To, na co zwróciła mi uwagę znajoma sprzedawczyni- koncesję łatwo stracić. Wystarczy, że pan Jasiu czy Stasiu kupujący u nas regularnie tanie wino, piwo czy cokolwiek, zaśnie przed sklepem, albo zbyt długo bądź zbyt głośno będzie dyskutował o czymkolwiek, popijając swój ulubiony napój, a jak już się zdenerwuje i przeklnie, to niech go… Wystarczy wtedy kilka telefonów mieszkających w pobliżu sąsiadów i jesteśmy na najlepszej drodze do utraty zezwolenia.</p>
<p style="text-align: justify;">     Długo się zastanawiałam. Szkoła w pobliżu- ok., ale żłobek? Tu chyba prawodawca działa od razu profilaktycznie. Zapewne chodzi o to, by rodziców w drodze po pociechy nie kusiło, bo jednak przykład idzie z góry. Zastanawia mnie inny manewr. Zezwolenia wydawane są na okres 12 miesięcy. Może się zdarzyć, że w tym czasie obok sobie ktoś wymarzył żłobek lub przedszkole, wtedy możemy być pewni &#8211; nowej koncesji już nie dostaniemy.</p>
<p style="text-align: justify;">      Kwestie sprzedaży alkoholu, jak i miejsc czy to sprzedaży czy spożycia rodzą często długie dyskusje, które chwilowo zmieniają tor na kwestie klauzuli sumienia, na które wkrótce mogą powoływać się aptekarze sprzedający środki antykoncepcyjne. O ile &#8211; jak się jedynie domyślam- procent zysków ze sprzedaży napojów alkoholowych jest wprost proporcjonalny do wysokości zawartych w nich procentów, o tyle zastanawia mnie (trudno gdziekolwiek takie dane znaleźć) jaki procent zysku aptekarzy może stanowić sprzedaż środków antykoncepcyjnych. Nie mnie oceniać. Ale tak sobie myślę, że w każdym zawodzie można znaleźć coś, co jest niezgodne z przekonaniami któregoś z pracowników, może im również dajmy szansę odmowy wykonania polecenia służbowego. Gdybym była szefem takiej małej apteki, zatrudniała powiedzmy dwie osoby, które zgodnie ze swoim sumieniem odmawiałyby sprzedaży takich specyfików, to obawiam się, że po jakimś czasie mogłabym mieć problem z utrzymaniem apteki. Zwolnić takich pracowników nie można, bo byłby to zamach na ichnie wolności. A gdybym trafiła do szpitala, nocą i potrzebowałabym transfuzji krwi i lekarz zgodnie ze swoją wolnością sumienia odmówiłby jej wykonania? Strach się bać.</p>
<p style="text-align: justify;">A więc na zdrowie!</p>
<p style="text-align: justify;">Jolanta Sztejka</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.netkultura.pl/15792/jolanta-sztejka-slalomem-po-bulke/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mirka Szychowiak: Sweterek bez cekinów</title>
		<link>http://www.netkultura.pl/15937/mirka-szychowiak-sweterek-bez-cekinow/</link>
		<comments>http://www.netkultura.pl/15937/mirka-szychowiak-sweterek-bez-cekinow/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 May 2012 13:05:45 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Z-M-P</dc:creator>
				<category><![CDATA[Dźwięki]]></category>
		<category><![CDATA[Obraz i Dźwięk]]></category>
		<category><![CDATA[POLECANE]]></category>
		<category><![CDATA[Andrzej Wawrzyniak]]></category>
		<category><![CDATA[Michał Wiśniewski]]></category>
		<category><![CDATA[Mirka Szychowiak]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.netkultura.pl/?p=15937</guid>
		<description><![CDATA[Andrzej Wawrzyniak, Michał Wiśniewski SWETEREK EMI Music Poland, 2012 Po raz kolejny zakładam słuchawki i słucham tej płyty. Daleka jestem od łączenia okoliczności życiowych z artystą. Nie uprawiam sztuki “collagu” – nie używam do stworzenia własnego obrazu: cekinów, złotek, dziur w spodniach, dziur w nosie, malinowego owłosienia czy pomarańczowych trampek i kolekcji kolczyków, dla których obywatel Wiśniewski Michał dał się gęsto podziurawić na twarzy (a może i gdzie indziej). Żeby jednak osłabić zaskoczenie, które spowodowała płyta “Sweterek” – odrobiłam grzecznie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify;"><a href="http://www.netkultura.pl/15937/mirka-szychowiak-sweterek-bez-cekinow/sweterek-okladka-3/" rel="attachment wp-att-15939"><img class="alignleft size-full wp-image-15939" title="Sweterek Okladka 3" src="http://www.netkultura.pl/wp-content/uploads/2012/05/Sweterek-Okladka-3.jpg" alt="" width="300" height="300" /></a>Andrzej Wawrzyniak, Michał Wiśniewski</p>
<p style="text-align: justify;">SWETEREK</p>
<p style="text-align: justify;">EMI Music Poland, 2012</p>
<p style="text-align: justify;">Po raz kolejny zakładam słuchawki i słucham tej płyty. Daleka jestem od łączenia okoliczności życiowych z artystą. Nie uprawiam sztuki “collagu” – nie używam do stworzenia własnego obrazu: cekinów, złotek, dziur w spodniach, dziur w nosie, malinowego owłosienia czy pomarańczowych trampek i kolekcji kolczyków, dla których obywatel Wiśniewski Michał dał się gęsto podziurawić na twarzy (a może i gdzie indziej).</p>
<p style="text-align: justify;">Żeby jednak osłabić zaskoczenie, które spowodowała płyta “Sweterek” – odrobiłam grzecznie lekcje i odsłuchałam największe przeboje zespołu “Ich Troje”, bo pomyślałam sobie – nie znasz, nigdy nie słuchałaś, poza przypadkami, kiedy w radiu czy telewizji wpadłaś na jakąś zwrotę czy refren. Zaskoczenie zostało, więcej – jest większe. “Sweterek” jest w pewnym sensie – cenną kolekcją. Mam na myśli nie tylko teksty, ale i piękną muzykę, aranżację. No i dochodzi do tego jeszcze obywatel Wiśniewski Michał oraz artysta, którego jestem fanką od momentu, gdy wyjął z auta gitarę i zaczarował mnie  i innych – w moim mało eleganckim ogrodzie w Księżycach – Andrzej Wawrzyniak.</p>
<p style="text-align: justify;">Ponieważ Andrzeja znałam dobrze (mam na myśli śpiewanie), a Michała śladowo – posłuchałam jego dawnych piosenek i taką mam oto refleksję: myślę, że piosenki “przedsweterkowe”, to były takie przedsięwzięcia, gdzie głos artysty, jego barwa, wszystkie w nim drzazgi i  chroboty – nie odgrywały pierwszoplanowej roli – piosenkom towarzyszyła zwykle bogata sceneria, zwykle był to rodzaj przedstawienia, Wiśniewski z zespołem odgrywał sztukę &#8211; piosenka kojarzyła się słuchaczom czy widzom z pełnym kolorów  i ognia obrazem. “Sweterek” w tej kwestii ma mniej do powiedzenia (zobaczenia), nie wymaga oprawy, wielkiej sceny i świateł, bo ‘Sweterek” ma skarby głęboko ukryte i dobrze się stało, że Wiśniewski  zmierzył się z piosenkami “nieuzbrojony”. W tych okolicznościach nic wreszcie nie zasłaniało ciekawego głosu. Inną sprawą są teksty.</p>
<p style="text-align: justify;">Nie będę pisać  o moim wierszu (z muzyką A. Wawrzyniaka), zaśpiewanym przez Michała, bo to na płycie zaledwie incydent  i po prostu nie wypada (poza tym, że fajnie to wykroił), ale mam na myśli inne teksty – Andrzeja Wawrzyniaka, Tadeusza Zawadowskiego czy – mojego ulubionego poety z gór – Wiesława Musiałowskiego. Okazuje się, że to, CO  się śpiewa, stanowi w dużej mierze – o wartości piosenki. ’Sweterek” – to kolekcja świetnych, mądrych tekstów, którym Andrzej Wawrzyniak dodał znakomitą świetną muzykę, a Dariusz Wawrzyniak miał spory udział w aranżacji piosenek, nie mówiąc o tym, że wspólnie z Andrzejem wygrali wszystkie piosenki w “Sweterku”.</p>
<p style="text-align: justify;">W związku z tym Michał Wiśniewski nie miał innego wyjścia – musiał dobrze zaśpiewać. Mądrze i prawdziwie. O tym, że projektu nie spalił, można się przekonać, słuchając po kolei każdej piosenki. Prawdy w nich zawarte wyśpiewał bardzo wiarygodnie, bez zadęcia, a jednak przejmująco. Dobrze się stało, że Wiśniewski zechciał się zmierzyć z piosenką poetycką, a Andrzej dał się namówić na współpracę przy “Sweterku”. Mam nadzieję, że nastąpił jakiś przełom i zapowiadane kolejne poetyckie projekty – okażą się ważne  i równe udane. Czego Michałowi Wśniewskiemu i Andrzejowi Wwrzyniakowi  oraz zespołowi – życzę. Myślę, że znowu (kiedyś to były piosenki!) przyszedł czas, by piosenka przestała wprawiać w ruch tylko nasze ciała; powinna, tak jak kiedyś – zostawiać w nas inne ślady: wrażenia, frazy, które będziemy wciąż przypominać, wzruszenia. Być taką małą podręczną książeczką, po którą wciąż będziemy sięgać.</p>
<p style="text-align: right;">Mirka Szychowiak</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.netkultura.pl/15937/mirka-szychowiak-sweterek-bez-cekinow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

