Aleksandra Kunkiewicz: Z notatek tłumacza (4) – Nasi wracają do domu…

11 maja 2011 14:110 komentarzy

W wiadomych latach następował upadek NRD, runął mur berliński, ale żołnierze radzieccy jeszcze stacjonowali na terenie NRD. Powoli zbierali się do domu, a tak im dobrze było… Czasem trzeba było spakować spory majątek i jak go pomieścić w samochodzie. Dla bezpieczeństwa wracano w 3-4 samochody po dwie osoby w każdym. Byle jak najszybciej przejechać granicę niemiecko-polską. W Polsce było już zdecydowanie lepiej. Bezpieczniej. Prawie jak w domu. I jak mawiają niektórzy „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica”. Tak więc kolejna grupa cywilów opuszczała garnizon radziecki. Samochody zapakowane po brzegi z pakunkami na dachu  i w drogę.

Pilnie wezwano mnie w nocy na przesłuchanie świadków i zmuszona byłam pojechać do Inowrocławia. Radiowóz zjawił się pod moją klatką schodową, a ja cała zwarta i gotowa wsiadłam do niego, nie znając orientacyjnej nawet godziny powrotu. Nie wiedziałam kogo trzeba przesłuchać, w jakiej sprawie, ile osób. Na miejscu okazało się, że sprawa będzie dłuższa.

Rosjanie wracali czterema samochodami. W każdym po dwóch kierowców, sześciu mężczyzn i dwie kobiety. Pod wieczór dojechali do Inowrocławia, zobaczyli straż miejską i poprosili o pomoc. Zostali skierowani do najbliższej Komendy Policji i tam opowiedzieli swoją historię.

Droga była prosta, pogoda dobra, a ruch raczej niewielki. Kilka razy ktoś ich wyminął, ale specjalnie nie zwracali na to uwagi. Dopiero kiedy to samo białe audi minęło ich trzeci czy czwarty raz, kierowca pierwszego samochodu kolumny rosyjskiej przekazał wiadomość kolegom przez komórkę. Wszyscy zwarli się szczelniej, ponieważ zauważyli w aucie na niemieckiej rejestracji, że wewnątrz siedzi kilka osób o wschodnich rysach. Audi wyprzedziło ich kolejny raz kiedy wszyscy zbliżyli się do lasu. Mężczyźni wysiedli, a właściwie niemalże w biegu wyskoczyli z audi i wycelowali dwa pistolety i jednego kałasznikowa w stronę ziomków. Ten z kałasznikowem wsiadł do pierwszego samochodu, a kierowca został zmuszony do skrętu w prawo w leśny dukt. Następni musieli zrobić to samo. Kolumnę zamknęło audi. Odjechali w głąb lasu i zatrzymali się na jakiejś polance. Wszystkim osobom podano niepełne butelki wódki ze środkami nasennymi. Pod groźbą broni Rosjanie musieli wypić alkohol z gwinta. W tym czasie jedna osoba trzymała na muszce grupkę Rosjan, pozostali opróżniali samochody z cenniejszych rzeczy. Była to wysokiej klasy broń myśliwska plus zezwolenie na wywóz sztuk 6. Odzież skórzana płaszcze i kurtki, garnitury i kostiumy, markowe buty, dobre alkohole. Każdy z Rosjan wywoził swoją odprawę w markach oraz oszczędności, nie mniej niż 5 tysięcy marek lub dolarów. Terroryści szybko uwinęli się z robotą i  odjechali w kierunku niemieckiej granicy. Wówczas przypomniano sobie, że rzeczywiście to auto towarzyszyło im od samego Frankfurtu. Miało dość dużą rysę na prawych drzwiach od strony pasażera. Numeru rejestracyjnego audi nikt nie pamiętał, był zresztą zachlapany błotem.

Wszyscy zaczęli się ratować. Wypili kawę i herbatę, ile kto mógł aby spowodować wymioty i pozbyć się alkoholu, a przede wszystkim, środka nasennego. Ponad dwie godziny dochodzili do siebie. Biegali, gimnastykowali się. Mężczyźni pozostali w samych koszulach, spodniach i skarpetkach. Kobiety oszczędzono. Kiedy policzono straty, spisano je na kartce i wszyscy postanowili dojechać do pierwszego miasta, którym okazał się Inowrocław. Policja kolejno przesłuchiwała w mojej obecności wszystkie osoby i spisywano protokoły. Relacje każdej osoby były jednakowe. Dokładnie opisali sam incydent, jak również ekipę terrorystów. Był jeden Ukrainiec, jeden skośnooki chyba Uzbek, Białorusin i Rosjanin. Po przesłuchaniu nasza policja wykazała się gościnnością. Wszyscy  zostaliśmy zaproszeni do barku na komendzie i tam poczęstowano nas bigosem z białą kiełbasą, były bułki, kawa i herbata do wyboru. Komuś zostały jakieś ukryte pieniądze, a więc nastąpiła szybka wymiana w kantorze, zakup butów i benzyny, a już zbliżała się godzina 18 i wszystko  powoli zamykano. Pożegnaliśmy się. Od Inowrocławia Rosjanie podzielili się na dwie grupy. Dwa samochody udawały się na Białystok w kierunku przejścia w Kuźnicy Białostockiej i dalej na Grodno, druga ekipa skierowała się na przejście Terespol – Brześć. Było mi ich autentycznie żal.

/rys. Katarzyna Rymarz/

Minął rok, może dwa. Tym razem prokuratura w Mogilnie porosiła mnie o udział w tłumaczeniu. Pojechałam, ale na wstępie zapytałam czy w Mogilnie nie ma tłumacza? Okazało się, że na protokołach z Inowrocławia widniała moja pieczątka, więc znam sprawę i powinnam kontynuować swoją pracę. Do przesłuchania była cała ekipa terrorystów granicznych. Od kilku lat uprawiali ten proceder. Nikt nie miał czasu zająć się rysą na drzwiach samochodu „służbowego”, ponieważ każdy z nich miał własnego nowiutkiego mercedesa klasy S. I to właśnie ta rysa, ten drobny szczegół doprowadziła do odszukaniu sprawców. I znowu przesłuchanie na policji, w prokuraturze i podczas rozprawy. Wyrok 10 lat pozbawienia wolności i odsiadka w Polsce w zakładzie penitencjarnym o zaostrzonym rygorze w Rawiczu.

Po kilku latach wszyscy panowie wystąpili do swoich konsulatów o zabranie ich do kraju. Tym razem tłumaczyłam wszystkie akta „w drugą stronę” dla prokuratur stołecznych każdej republiki. Była to jedyna tak długa sprawa. Czy poszkodowani odzyskali utracony majątek, nic mi o tym nie wiadomo. Ja natomiast poczułam się milionerem, ponieważ na ówczesne czasy zarobiłam ponad sześć milionów.

 

Aleksandra Kunkiewicz

Tags:

Zostaw odpowiedź