Aleksandra Kunkiewicz: Z notatek tłumacza (3) – No to zabawiliśmy się…

16 kwietnia 2011 16:585 komentarzy

      Sobota, 6 rano. Telefon namolnie dzwoni, a ja już z góry przewiduję, że znowu wzywają mnie na tłumaczenie. Jak zwykle w trybie pilnym. Dyżurny oficer pyta czy można na mnie liczyć, ale godzina tłumaczenia nie jest jeszcze ustalona. Mam być w pogotowiu. No, dobrze. Siedzę w domu, nie wychodzę nawet po zakupy, bo mogą w każdej chwili zadzwonić. Czekam, wreszcie ok. 16 dzwonię na komisariat i pytam co z tym tłumaczeniem, zapomniano o mnie? – Nie, może pani spokojnie spać, tłumaczenie będzie od rana w niedzielę. Cała sobota czekania, a tu perspektywa niedzielnej pracy. No trudno. Jedyna pociecha – za tryb awaryjny płacą podwójnie. Przynajmniej na tym wygrywam.

      Niedziela. Jest godzina 10 rano, podjeżdża radiowóz, ja pakuje się i o dziwo jedziemy na komendę wojewódzką, bardzo blisko mojego domu. Mimo wszystko ilekroć wchodzę do tego miejsca mam gęsią skórkę. Nigdy nie wiadomo co mnie czeka. W sekretariacie spotykam kolegę – tłumacza języka niemieckiego.

– Nie wiesz co mamy na tapecie? – pytam.
– Fajna sprawa. Całą noc spędziłem w hotelu na przesłuchaniu Niemców.

     Prowadzą nas do pokoju, przedstawiają mi dwóch Niemców, z których jeden okazuje się być Polakiem. Drugi taki wielkogabarytowy, buźka czerwoniutka ze złości, klnie po niemiecku na polskie obyczaje.

Ale po kolei.

      Za szybą do pokoju wprowadzają kilka kobiet, następnie dwie z nich upchnięto do środka. Nas nie widać, one stoją w jednym szeregu, policjantka wydaje polecenia i ustawia pozy. Ze zdziwieniem spostrzegam dwie moje studentki. Jak się potem okazało, zostały zaproszone na… okazanie. Sześć pań stoi w różnych pozach. Pada pytanie do Helmuta.

– Czy rozpoznaje pan tę kobietę, która pana okradła.
– Tak – pada zdecydowana odpowiedź.
– Po czym pan ją rozpoznaje?
– Po butach. I włosy miała rozpuszczone. Wczoraj były lokowane.
– Proszę rozpuścić włosy – pada polecenie.
– Nie ponimaju.

     Tu ja wkraczam do akcji. Każde pytanie zadawane jest w języku polskim. Tłumacz tłumaczy na niemiecki, a następnie na polski odpowiedź Helmuta. Policjant zapisuje do protokołu. Potem to samo po rosyjsku. Następnie wprowadzają kolejną dziewczynę i wszystko przebiega jak poprzednio. Ta druga ma charakterystyczny znak – wytatuowaną różyczkę na… pupie.

– Proszę się odwrócić i zdjąć majtki.

     Ale numer! Pierwszy raz coś takiego odbywa się na moich oczach. Helmut potwierdza, że widział tę różyczkę chyba 15 godzin temu. Koniec okazania. Rozchodzimy się po pokojach. Kolega idzie z Niemcami, ja z Ukrainkami. Każda osoba przesłuchiwana jest oddzielnie. Znowu to samo – pytanie –  odpowiedź – tłumaczenie – przekazywanie do protokołu. Zdanie po zdaniu. – Czy pani zrozumiała? Da. Po wielogodzinnym przesłuchaniu obie Ukrainki nie chcą podpisać protokołu. Dodajemy więc „odmówiła podpisania protokołu” i po bólu. Następnie 2 samochodami jedziemy na pogotowie w celu zbadania czy obie panie są zdrowe. Jasne, że są. Czy paniom coś dolega – pyta lekarz. Tak, chce nam się spać. Obie mają po 21, 22 lata. Śliczne i zgrabne, ba, nawet eleganckie. Potem jedziemy do prokuratury. Znowu pytanie – odpowiedź – tłumaczenie. Znowu odmowa podpisu. Rozprawa w trybie pilnym – wyrok – 6 lat więzienia. Jest godzina 22.00

     Jak do tego doszło? Otóż panowie – biznesmeni z Niemiec przyjechali do Polski w interesach. Wszystko załatwili w przeciągu trzech dni i nie spiesząc się do domu postanowili jeszcze się zabawić. W hotelu o to nie jest trudno. Jeden pan z drugim panem zaproponowali towarzystwo ślicznych Ukrainek. Panie zjawiły się niebawem i zostały zaproszone na kolację. Po sutej kolacji zakrapianej alkoholem panowie rozdzielili się, każdy wziął panienkę i udali się na pokoje. Tam zaproponowano im sowite wynagrodzenie za 1)… 2)… 3)… numery. Okay, okay! Niama pytań – potwierdziły panienki. Panowie zaproponowali wspólną kąpiel pod prysznicem. Tu panienki wykazały się inicjatywą, każda wróciła na chwilkę do pokoju i znowu pod prysznic. W małej przerwie zdążyły dosypać do brendy środki nasenne. Pieszczot prawie nie było, bowiem panowie pospali się jak mopsy. Pierwszy ok. 2 w nocy obudził się Helmut i skonstatował, że brak mu (jak twierdził) ok. 5 tys. EUR, 3 tys. $, kart kredytowych, złotego zegarka, złotego sygnetu z brylancikami i złotego … zęba. Jak ona zdjęła ten ząb do dziś pozostaje dla mnie zagadką. Helmut w gaciach poleciał do pokoju kolegi, ale i ten był goły jak święty turecki, tylko że na mniejsze kwoty i nie miał złotych precjozów. A dziewczyny wsiąkły jak kamień w wodę.

/rys. Katarzyna Rymarz/

     Obaj panowie zawiadomili recepcję, ta policję i zaczęło się. To dlatego nie było wiadomo kiedy odbędzie się to przesłuchanie. Panienki wzięły nogi za pas i ciupasem pognały na zieloną Ukrainę. Nasza policja powiadomiła wszystkie przejścia graniczne i na węch ustalono, że mogą przekraczać granicę w… przejściu dla pieszych. Trop okazał się całkiem poprawny. Samolot, którym policja udała się na wybrane przejście graniczne czekał w Rzeszowie, panowie po cywilnemu wraz ze Strażą Graniczną wypatrywali dziewczyn. Zjawiły się w nocy. Tam już na nie czekano i wróciły na miejsce przestępstwa szybciej, niż się spodziewały, w niecałą godzinę. Co było dalej już wiemy.

     Pieniądze w minimalnej części zostały odzyskane, znalazł się sygnet, nawet złoty ząb. Brakowało paszportów i kart kredytowych. Te szybko zostały zablokowane.

     Helmut – przykładny ojciec rodziny, ojciec czwórki dzieci, na długo zapamięta okoliczności robienia biznesu w Polsce, natomiast nie utracił wiary w polskie organa sprawiedliwości. Na koniec wyraził skruchę i gorącą prośbę, aby nie informować prasy. Ten incydent mógłby zaszkodzić jego wizerunkowi.

Nasz rodak nie miał takich wyrzutów.

Aleksandra Kunkiewicz

Tags:

5 komentarzy

  • Bardzo zabawna opowieść. Panienkom gratuluję i jakoś wewnętrznie czuję, że spotkała je niezasłużona kara;)

    • Bardzo dziękuję, Madziu.Mnie też się wydawało, że kara jest bardzo wysoka, ale w porównaniu z butą, cwaniactwem,przebiegłością i zachowaniem się owych panienek uważam, że sąd wymierzył im stosowną karę. Inną kwestią jest ekspresowe tempo. Jakże przepraszano owego Helmuta czy jak mu tam było na imię, że na terytorium naszego kraju spotkał go tak przykry incydent.

  • Ja to bym je nawet nagrodził.
    Jak bardzo może być głupi chłop w delegacji?
    Pojedzie w delegację, do hotelu najczęściej. Czasem są to SPA.
    O ho ho! Jak już wyjechałem, to wszystko mogę! I zapoznać też mogę!

    To potem takie są efekty.
    A nie, nie. Przepraszam.
    On jest mądrym człowiekiem, zarządza ludźmi, człowieczkami takimi, co tam gdzieś robią robotę.
    Więc on może. Przyjechać do hotelu, tam zapoznać i tak dalej…

    Ja, to bym tych właśnie głupich chłopów wsadził do więzienia.
    No przecież, chyba troszkę rozumu trzeba w tej główce mieć?
    N’est ce pas?

Zostaw odpowiedź do Hufnagiel