Jolanta Sztejka: Ludzie listy piszą… (czasem)

16 października 2011 14:531 komentarz

     Choć, wielu czytających ten tekst zacznie się zastanawiać, kiedy ostatni raz napisali do kogoś własnoręcznie list… albo takowy otrzymali – to jednak spieszę ogłosić, że ludzie listy piszą… Jednak.
Takie bardzo prawdziwe, prawdziwym długopisem, na prawdziwej kartce papieru… własnoręcznie. I choć w mojej skrzynce to naprawdę rzadkość, to mam to szczęście, że jeszcze mi się przydarza kolorowa koperta w kwiatki, kotki czy inny motyw, zaplątana między bezduszne komputerowe rachunki. I choć czasem, szczególnie jesienią – za sprawą częstych opadów deszczu zamazują się długopisowe literki – taki list nic a nic nie traci na wartości.

     Od zawsze cenię papier (ekolodzy pewnie podniosą bunt), a z roku na rok coraz bardziej zaczynam doceniać tekst pisany własnoręcznie. W czasach iście komputerowych liter, czy to oglądając receptę wypisaną (chociaż teraz bardziej odpowiednie słowo to wystawioną, bo jaka ona tam wypisana) czy omiatając wzrok na półkach z cenami –  można zapomnieć jak wygląda tekst ręcznie pisany.

     Spędzając urlop w stolicy polskich Tatr, jak zwykle posłałam w świat kilkanaście widokówek z pozdrowieniami. Siedząc na zboczu Gubałówki delektowałam się wychodzącym po solidnej ulewie słońcem i wypisując swoje pozdrowienia, z przerażeniem odkrywałam, że coraz trudniej o ładne, proste i zgrabne literki. Po krótkiej analizie musiałam przyznać, że nie licząc kilku listów rocznie, okazjonalnie wysyłanych kartek z życzeniami i napadów natchnienia, które czasem zapisuję w formie wierszy – nie mam zbyt wielu okazji, by ćwiczyć swój charakter pisma.

     Kilka lat temu, podczas Bydgoskiego Trójkąta Literackiego w bibliotece miejskiej otwarto wystawę pt. ”Rękopisy bydgoskich pisarzy”. Przyznam, że ta ekspozycja wywarła na mnie ogromne wrażenie. Aż strach pomyśleć, jakie emocje mogłaby budzić za kilkanaście lat.

     Szczęśliwie moje kartki udało się opatrzyć w miarę równym pismem udałam się więc na pocztę w celu zakupienia znaczków.

     I tu już mi mina zrzedła. W urzędzie pocztowym na Krupówkach zamontowano tzw. kolejkomat. Przyszłam z jasnym celem zakupienia znaczków, więc wieść jakobym była trzydziestaktóraś lekko mnie spłoszyła. Pomyślałam, że w zasadzie mogę trochę poczekać, w międzyczasie zajrzę do przewodnika i zaplanuję sobie trasę wędrówki na kolejny dzień.

     Nie mierzyłam czasu. Wycieczki też nie zaplanowałam. Cały czas rozpraszało mnie *bimbam* kolejny numerek, *bimbam* kolejny numerek… Nikt nie podchodzi, pani w okienku uśmiecha się uprzejmie i *bimbam* kolejny numerek, nikogo, *bimbam* kolejny

     Kolejkomaty nie kojarzą mi się dobrze, szczególnie po doświadczeniach w wydziale paszportowym kilka lat temu. Pocztowy moim zdaniem też się nie sprawdził. Dlaczego? Wielu potencjalnych klientów po pobraniu biletu oraz zobaczeniu ile „dusz” jest przed nimi porzucało bilecik i wymaszerowywało z urzędu, co tylko napędzało sztuczną kolejkę i płoszyło klientów kolejnych. Na Krupówkach nie inaczej. Za to miałam okazję dowiedzieć się, jaki jest powód, że inni kartek nie wysyłają. Przemiły pan, wydaje mi się, że chyba ze Śląska (pozdrawiam) patrząc na mój plik widokówek zapytał uprzejmie, czy krzyżówki wysyłam. Równie uprzejmie wyjaśniłam, że wysyłam pozdrowienia rodzinie, przyjaciołom, że sama też otrzymuje, że wtedy tak miło jest… Okazało się, że Pan nie wysyła, bo… Pan nie wie, co napisać. Bo wszystko wydaje się banalne. Bo z drugiej strony nawet jak na jedną kartkę się coś wymyśli, to jakoś głupio wszystkim pisać to samo.

/il. M. Zięba/

     Oho! Szybki rachunek sumienia. Nie jestem aż taka kreatywna, by na każdej z kilkunastu kartek napisać zupełnie, co innego, ale jednak nie powielałam jednego tekstu. To zastanawiające, że potrafimy wymieniać się smsami tak naprawdę pozbawionymi treści, a napisanie kilku zdań na kartce pocztowej sprawia nam trudność.
Dobrze, że wokół mnie nie żyją sami analfabeci i mam nadzieję, że nie tak prędko pochowam swoją skrzynkę na listy.

     9-go października obchodziliśmy Światowy Dzień Poczty i Światowy Dzień Znaczka Pocztowego. 18 października jest dniem Poczty Polskiej. Dlatego listonoszom życzę, by nie nazywano ich listogubami, jednocześnie dziękując, że dostarczają mi bez względu na aurę wiele dobrych wieści. A że poczta to nie tylko listonosze – pozostałym pracownikom Poczty Polskiej życzę, by mimo trwającego procesu zwolnień grupowych hasło „Jestem ważny dla Poczty Polskiej”*** nie pozostawało puste.

Jolanta Sztejka

– – – – – – – –

*** – z Kodeksu Pracownika Poczty Polskiej –  „Pamiętając o chlubnych tradycjach w ponad czterechsetletniej historii Poczty Polskiej, chcemy pielęgnować najlepsze wzorce postępowania polskich Pocztowców.

Jesteśmy przekonani o konieczności ugruntowania trwałych wartości koniecznych do pełnienia służby publicznej i sprostania oczekiwaniom klientów.

Naszą przyszłością są nowe wyzwania i potrzeba utrzymania przewagi konkurencyjnej na wolnym rynku usług pocztowych. Wiemy również, że aby temu sprostać, konieczny jest osobisty rozwój każdego Pocztowca.

Dlatego też Kodeks ten – zbiór wartości i zasad sprzyjających umocnieniu wspólnoty Pracowników Poczty Polskiej oraz pozycji przedsiębiorstwa – wszystkim nam dedykujemy…

Tags:

1 Komentarz

  • 😀 hehe no ja nie pamiętam kiedy ostatni list pisałem… choć mam otrzymanych na prawdę dużo! Pamiętam taką jedną koleżankę, która miała tyle problemów ze sobą i z otoczeniem, pisała zawsze piórem, które po drodze do mnie się rozmazywało bo pryskała swoimi perfumami, a jesień była bezlitosna 😀

Zostaw odpowiedź