Mirek Sójkiewicz: Obywatele na stadion!

20 września 2011 10:496 komentarzy

     Chociaż rzecz nie do końca dotyczy sportu, przytoczony poniżej, a zakrawający na felieton, list czytelnika – publikujemy w dziale sportowym.

Redakcja

 

Mirek Sójkiewicz – Czytelnik

 

Obywatele na stadion im. arcyks. Ferdynanda

„No to zabili nam Ferdynanda – rzekła gosposia panu Szwejkowi […].
– Którego Ferdynanda, pani Müllerová? – spytał, nie przestając masować kolana – ja znam […] Ferdynanda Kokoškę, co zbiera psie gówienka.”*

Niezwykłe widowisko. Niesamowita walka, wielka sympatia dla Tomka Adamka, który nie uległ łatwo obrońcy tytułu! Gratulacje dla zwycięzcy. To wszystko działo się na oczach kilkudziesięciu tysięcy widzów na wspaniałym stadionie we Wrocławiu, ale także przed wielomilionową publicznością przed telewizorami na całym świecie. Warto było! Dobrej nocy. – napisał na Facebooku prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz o godz. 1.03.

Niezwykłe korkowisko zachodniej części miasta, niesamowita decyzja rozegrania meczu na stadionie pozbawionym parkingu, wielka sympatia dla pomysłodawcy, który nie uległ pokusie pamiętania o tym, że stadion nie powinien nokautować okolicy! Wyrazy współczucia dla pokonanych mieszkańców Kozanowa, Leśnicy, Os. Kosmonautów, Pilczyc, Maślic etc. To wszystko działo się na oczach i uszach dziesiątków tysięcy mieszkańców tych osiedli, którzy do świtu nie mieli szans zasnąć, a wcześniej wrócić czy dojechać do pracy, że o parkowaniu pod domami strach wspominać. Warto było! Dobrej nocy panie prezydencie, ale nie tej ostatniej, jakiejś przyszłej, kiedy już pan się w pobliże stadionu przeprowadzi.” – po chwili strzyknął jadem internauta-malkontent. Po kilku godzinach wpis wykasował, pewnie zawstydzony swym, jak to mówią, puszczeniem bąka w eleganckim towarzystwie. Zrozumiał też chyba, iż tak być musi: jedni obywatele do senatu, a drudzy pieszo do domu. Bo stadion…

     Wbrew pozorom praską wymianę zdań z roku 1914 wiele łączy z wrocławską „rozmową” na Facebooku A.D. 2011. Oba dialogi obrazują, jak bardzo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Cierpiący na reumatyzm Józef Szwejk siedział w pościeli i ogląd sytuacji miał ograniczony – nie wiedział, co się dzieje dokoła. Jego gospodyni, pani Müllerová, choć niemłoda i zdrowia szwankującego mogła jednak opuszczać swą czynszową wieżę z kości słoniowej, stąd jej większa od Szwejkowej wiedza o tym, co na świecie słychać. Prezydentowi Dutkiewiczowi coś najwidoczniej przeszkodziło pójść w ślady pani Müllerovej, więc swoją wypowiedzią nieomal dołączył do Szwejka mylącego arcyks. Ferdynanda ze zbieraczem psich gówienek.

     Słowo nieomal pojawia się tu zasadnie, jako że ciężko uwierzyć, iż prezydent Wrocławia nie dostrzegł różnicy pomiędzy parkowaniem tysięcy samochodów na przeznaczonym do tego stadionowym parkingu a zawaleniem nimi osiedlowych uliczek i parkingów. Trudno także sądzić, że twierdząc, iż impreza była udana nie zdawał sobie sprawy ze skazania mieszkających i pracujących w zachodniej części miasta na katorgę w korkach wywołanych przeznaczeniem arcyważnych dla zachodniej części miasta ulicach na parkingi. W odróżnieniu od niektórych z nich pan Rafał Dutkiewicz nie musiał zapewne zostawić samochodu w pracy, bo i tak nie było sensu wracać nim do domu z uwagi na brak miejsc parkingowych.

     Oczywiście, zawsze można było zrezygnować z jazdy własnymi czterema kółkami na rzecz komunikacji publicznej, która – trzeba przyznać – pracowała pełną parą. I wielu poszło tym tropem. Śmiało można przypuszczać, że tłok w tramwajach spowodowali również i ci złośliwie wciąż mieszkający na Kozanowie, Osiedlu Kosmonautów, Pilczycach etc. Łatwo ich zresztą dawało się odróżnić, jako że nie byli na biało-czerwono odziani, a przede wszystkim w większości byli odrażająco trzeźwi. Nie da się tego powiedzieć o arcylicznych „Jasiach Sześciopakach”, którzy w stanie wskazującym na rosnącą niezdolność do dalszego spożywania alkoholu samą swą liczbą, odorem, słownictwem oraz nieskrępowaną  niekonwencjonalnością zachowań skutecznie zachęcali tubylców do spacerów na świeżym powietrzu. Nie było to łatwe z uwagi na to, że „Jasiów” nie brakowało i na chodnikach, ale w końcu nikt przed ostatnimi lokalnymi wyborami nie kłamał, że we Wrocławiu  będzie łatwo. Skoro już o trosce wielkich o maluczkich mowa, to należy z całą mocą podkreślić, iż  z pokliczkowej wypowiedzi pana prezydenta na szczególną uwagę zasługują życzenia dobrej nocy, które – i za to wypada podziękować – złożył w dobrej wierze. A wiara zaś, jak wiemy, góry przenosi.

     I musi to być prawda, gdyż góry śmieci (ściślej puszek po piwie oraz butelek w różnych stadiach rozbicia) pomiędzy kresem walki Adamek vs. Klitschko (tak na plakatach) a świtem ktoś musiał gdzieś przenieść. Zniknęły, a przecież jeszcze około godziny dwudziestej przystanki były zawalone tak, że trudno było przejść (przystanek „Balonowa”). A jednak zdołano posprzątać! Nad ranem w niedzielę bajzel nieopodal wiat MPK nie był jakiś szczególnie porażający. Ot, taki, jak to u nas zwykle po sobotniej nocy: góra 5-6 flaszek i ledwie ze dwie rozbite. No, góra trzy. O walce bokserskiej przypominać mogły już jedynie tu i tam dogorywające „zewłoki” co zagorzalszych kibiców. Ale to też nie rewelacja, barwy tylko tym razem inne – narodowe.

     Tak to bywa, że dobrej nocy nie życzy się urbis et orbis, a selektywnie. Kogo na Facebooku chciał ukołysać do snu prezydent Dutkiewicz? Być może tych, którzy jeszcze o 3.37 (czyli 2,5h od złożenia życzeń) mogli pod oknem usłyszeć: „Adamek nic się nie staaaaało! Nic się k…a nie staaaało!” W takiej sytuacji bez udziału prezydenta usnąć było nie sposób, więc życzenia przydały się i to bardzo. Warto podkreślić że cytowanym pieśniarzom nikt nie przeszkadzał –  do ekscesów z udziałem policji nie doszło. I za to również warto podziękować, jako że ukołysać do snu policję, to nie jest zadanie łatwe.

     Reasumując, należy (co czyni Gazeta Dolnośląska), przyznać z całą odpowiedzialnością, iż Wrocław odniósł wielki sukces. Organizacyjny. Kto miał wygrać (bądźmy realistami) ten wygrał, kto miał nie kapitulować bez walki, białej flagi nie wywiesił (gratulacje). Komu miał się spodobać nowy stadion, to się (jak niżej podpisanemu również) spodobał. Kto zaś miał na imprezie zarobić, ten zarobił, a komu miała ona wyjść bokiem, to i wyszła. Martwić może jedno – skoro sukcesem okrzyczano paraliż sporej części miasta, podeptanie prawa do święto spokoju regularnie płacących czynsze i podatki, swobodę parkowania pod domem oraz  utrudnianie czworonogom załatwiania elementarnych potrzeb na zawalonych samochodami trawnikach, to niestety może się już nie powtórzyć. On. Ten sukces. Przynajmniej nie na premierową skalę. Ot, choćby za tydzień, kiedy zapieje George Michel.

     To przykre (?), ale gwiazdor ten ma u nas prawdopodobnie mniej nieco fanów od Tomasza Adamka, a już z pewnością nie aż tak wielu takich, którzy po stosownym urżnięciu się, nie będą pamiętać koncertu ani podróży nań tramwajem. Trudno. Pocieszać w tej smutnej sytuacji musi to tylko, że VIP-y jak zwykle bez trudu dojadą na miejsce korzystając z ulic zamkniętych dla reszty chętnych. Wypada też mieć nadzieję, że i w tym przypadku vipowskie konwoje pilotować będzie rzadko oglądana w tych okolicach straż miejska. Oby w tym samym czasie i policja stanęła na wysokości zadania, unikając pokusy „zbłądzenia” między bloki będących stadionowym zapleczem osiedli. Tu raczej można być optymistą, jako że unika tego na co dzień i znakomicie jej się to udaje, szczególnie po zmroku.

     A sukces? Prawdziwy sukces będzie wtedy, kiedy wrocławscy Wielcy – zazdrośni o oferowane mieszkańcom zachodu miasta atrakcje – przeprowadzą się w okolice stadionu. Dopiero wówczas będą mieli szansę pełnego skonsumowania owoców swej koncepcyjnej mordęgi. A okazji będzie co niemiara – toć co drugi ligowy mecz „Śląsk” właśnie tutaj będzie rozgrywał. A że drużyna ta może się pochwalić szeroko ze szczególnego esprit de corps znanymi w kraju oraz zagranicą fanami – nie warto tracić najmniejszej nawet okazji na bliski z nimi kontakt. Czy to w tramwaju, czy to na podwórku, czy w Parku Zachodnim, w którym jest jeszcze czasem trochę wolnego miejsca na puste butelki. I wcale tak dalej być nie musi. Tutaj. Niedaleko stadionu im. arcyks. Ferdynanda.

Mirek Sójkiewicz – czytelnik

– – – – – – – –
* – dialog ten, niedokładnie zacytowany przez czytelnika, poprawiliśmy w zgodzie z wersją podaną przez Antoniego Kroha w jego nowym tłumaczeniu arcydzieła Jarosława Haška wydanym przez „Znak” w 2009 r. Przywołaną przez Szwejka postać drugiego znanego mu Fredynanda, który będąc służącym u pewnego drogisty omyłkowo wypił flaszkę smarowidła do włosów pominięto, jako niepozostającą w bezpośrednim związku z tematyką nadesłanego do nas listu.

Tags:

6 komentarzy

  • no a jak było przy Dżordżu Majkelu? Tak samo czy lepiej/gorzej?

    • z innej strony jak bardzo adamek jest nie ekologiczny . cóż to musiała być za emisja spalin !

      • W kwestii emisji spalin, jak mieszkający tuz nad stadionowym (jak się okazało, bo wcześniej wyglądał na osiedlowy) parkingiem -potwierdzam. Jeszcze nad ranem trzeba było zamknąc okna, zeby się nie podusić.

    • Przy majkelu, szanowny panie Horrendum(witam serdeczie!) było lepiej. Hehehe – publika wiekowo bardziej zaawansowana, trzeźwiejsza no i o 1/3 mniej jej było, co jak na porażającą popularnośc Majkela (we wszechświecie całym) budzic musi zdziwienie. Najciekawsze jednak było to, że u mnie na osiedlu nie było słychac koncertu, a przy adamku wyraźnie słyszałem co mówi spiker i kiedy Kliczko się poślizgnął. Zupełnie tego nie rozumiem.
      Wczoraj jakies porąbane ciężaróki, czy coś – nie zauważyłem problemów, omijając ryk „hej śląąąąąąąsk! hej śląąąąąąsk…” o 3 rano, ale to akurat jest u nas norma conocna. Po pierwszym meczu wks na nowym stadionie donisę czym prędzej o atrakcjch, których się tu wszyscy spodziewamy, szukając zawczasu miejsc parkingowych daleko stąd.

  • Obywatel Sójkiewicz, przepraszam, pan Sójkiewicz, słuszny głos przedstawił. Obrazek smutny, aczkolwiek barwny i swoiście klimatyczny. Gdyby „wrocławscy Wielcy” osobiście klimat i atmosferę poczuli, może następne „owoce ich koncepcyjnej mordęgi” byłyby smaczne i dla zwykłych mieszkańców. To jednak tylko, zdaje się, pobożne życzenia.

Zostaw odpowiedź