Inka Walkowiak: Miewamy różne „ja”

16 kwietnia 2011 16:520 komentarzy

Siri Hustvedt
Amerykańskie smutki
tyt. oryg. The Sorrows of an American
tłum. Wojsław Brydak
Rebis, Poznań 2011

     Najbardziej emocjonalnie odbieramy te historie, w których pisarz sięga do swoich wspomnień, doświadczeń i mocno ociera się o rzeczywistość. Siri Hustvedt taką właśnie powieść nam zafundowała.

     Zagadkowa sprawa z notatką odnalezioną po śmierci ojca przez rodzeństwo, psychiatrę Erika Davidsena i zajmującą się filozofią Ingę, służy tylko wzbudzeniu czytelniczego zaciekawienia.

     W swej części faktograficznej jest to opowieść o rodzinie, jej korzeniach sięgających drugiej połowy XIX w.,  kiedy to bieda norweskich imigrantów była przyczyną gruźlicy i śmierci ich kolejnych dzieci. Autorka, poprzez pamiętniki ojca Erika i Ingi, opowiada także o czasach wielkiego kryzysu lat 30. XX w. przedstawiając jednocześnie aktualne (Ameryka po 11 września) perypetie życiowe tych dwojga bohaterów oraz licznych związanych z nimi osób. I w tym wszystkim udaje jej się czytelnika nie znudzić.

     Hustedt podjęła próbę oceny kondycji społeczeństwa, które mimo wielu dziesięcioleci przeobrażeń wciąż nie potrafi przywyknąć do nowych warunków  po oderwaniu się od klasycznych struktur rodzinnych i religii.  Bohaterowie powieści to jednostki osamotnione, mężczyźni – single oraz kobiety – matki wychowujące dzieci bez udziału ich ojców. Zawieszenie bohaterek pomiędzy byłym mężem czy partnerem, a obecnym, w otoczeniu potencjalnych kochanków, pogłębia ich frustrację. Samotność związana z utratą kogoś bliskiego dotyczy przeważającej grupy bohaterów  powieści,  jest więc, zapewne, jednym z tytułowych amerykańskich smutków.

     Jednak spośród wszystkich amerykańskich smutków najtragiczniejszym zdaje się być niemożność ocenienia prawdy w drugim człowieku. W różnych etapach swego małżeństwa zarówno Inga jak i jej matka doznają chwil „niepoznawania”. Bliski im człowiek okazuje się kimś obcym, nieznanym, innym od wcześniejszych wyobrażeń. Tworząc bogatą gamę postaci, posiłkując się filozofią,  psychiatrią, psychoanalizą oraz sytuacjami artystycznymi, jakich podejmuje się powieściowy artysta fotograf, stara się Hustvedt pokazać złożoność psychiki i natury ludzkiej, którą trudno ująć w ramy jednej osobowości. Mimo iż poszukujemy w sobie jednej osoby, miewamy różne „ja”. Kierkegaardowskie połączenie Uwodziciela i Etyka, dwa głosy wewnętrzne, mogą – zdaniem Hustvedt – przybierać formę „licznych skłóconych głosów”. „Max to było kilku ludzi. Miał setki masek, wszystkie postaci powieściowe, a także własną codzienność”-  mówi Inga o swoim nieżyjącym mężu, pisarzu i filmowcu. W innym miejscu powieści, sam na sam z mężem, zastanawia się: „Która to ja? Który ty?” Podobne odczucia wyrażają zagubieni pacjenci Erika oraz detektyw-amator Burton.

     Siri Hustvedt opowiada swą historię płynnie. Mimo nieoczekiwanych zwrotów akcji narracja jest spokojna, pozbawiona emocji. Przybliżając sylwetki bohaterów skupia się na drobiazgach, opowiada obrazami. Jej opowieść to świetny materiał na scenariusz filmowy. Jest tylko jedno „ale”. Tego, co Siri Hustvedt usiłuje pokazać w człowieku, żaden obraz  nie odda tak dobrze jak słowo.

     Na wyróżnienie zasługuje też estetyka wydania. Dzięki pani Lucynie Talejko-Kwiatkowskiej, która zaprojektowała okładkę, jak i opracowała graficznie serię „Salamandra” z prawdziwą przyjemnością sięgamy po tę książkę.

Inka Walkowiak

Tags:

Zostaw odpowiedź