Rafał Klan: Allen ostateczny

19 marca 2011 17:570 komentarzy

Woody Allen
Woody Allen na scenie
tyt. oryg.: „Selected plays”
tłum.: Piotr Cholewa, Bogdan Baran, Jacek Łaszcz
Rebis, Poznań 2011

     Być może to sprawy tak nieprofesjonalne jak nastrój podczas lektury czy może wiosna, która waha się za oknem, nie zdradzając jednoznacznie czy jest wiosną czy jeszcze za wcześnie przesądzać o jej istnieniu, sprawiają, że pięć sztuk Woody Allena w tomie ,,Allen na scenie” niekoniecznie wydają się lekką, zabawną, ironiczną i na koniec surrealistyczną lekturą.

     Wiadomo, co naturalnie pojawia się z tyłu głowy, kiedy ktoś obeznany z filmami Woody Allena podchodzi do jego tekstów dramaturgicznych: błyskotliwe żonglowanie cytatami z klasyków, obdzierania tychże klasyków z tajemnicy, inteligentny humor, rzeczywiste postacie wplątane w fikcyjne realia lub fikcyjne postacie pojawiające się w historycznym kontekście. O wszystkim tym wiem, jestem przygotowany na dawkę dobrych tekstów i kiedy już zabieram się do lektury, świat stworzony przez Allena w pięciu sztukach wydanych przez wydawnictwo Rebis rozpada się jak przysłowiowy zamek z kart. Nieustannie podważany przez autora, korygowany, wplatający kolejne suplementy do tekstu, który za chwilę jak w przypadku Boga zatraca swoją strukturę dramatyczną, zaciera granicę między widownią, która okazuje się fikcyjna, autorem, który został wymyślony przez innego pisarza, a rola, którą odgrywa, zaczyna powoli kurczyć się do bardzo wąskiego zestawu gestów i myśli. 

     Owszem, śmiało można  czytać teksty Allena przez pryzmat postmodernistycznej zabawy z konwencją, strukturą tekstu, wyrywaniem jej korzeni i rozrzucaniem ich na wszystkie strony świata, żeby potem bezlitośnie przyglądać się jak na nowo próbują się te rozrzucone elementy  poskładać i stworzyć jeszcze raz. Ot, nieustanna zabawa kpiarza. Ale wbrew pozorom zabawą tego nazwać nie można, ponieważ obraz jaki się nieustannie wyłania w przytoczonym już Bogu lub Śmierci – najdłuższych sztukach książki – jest wynikiem fundamentalnych pytań nie tylko o samą strukturę fabuły, tekstu, ale przede wszystkim o tak trywialny i nieskomplikowany podmiot jakim jest człowiek. I to on podlega w Allenowskiej opowieści nieustannym modyfikacjom. Niczego nie jest pewien i nie wie dokąd zmierza, nic nie jest raz na zawsze ustalone. Każda reguła podlega negocjacjom i to co wczoraj wydawało się wieczne, dzisiaj jest doraźne i spychane na margines.

     Allen nie rozśmiesza ani nie bawi czytelnika erudycją, na końcu której czytelnik zostaje onieśmielony lub zapobiegliwie zdolny do odszukania w bibliotece dramatów Sofoklesa, Szekspira lub biografii Lincolna, żeby tylko znaleźć odpowiedni kontekst i umieścić poszczególne sztuki w szerszym, kulturowym krajobrazie. Bynajmniej. „Allen na scenie” jest jak najbardziej książką serio, erudycja autora nie jest na pokaz ani na sprzedaż, konfrontuje czytelnika być może z surrealnym, ale dramatycznym rozpadem świata, jego fundamentów, człowieka i próbuje sobie z tym radzić na swój, Allenowski sposób.

     No, chyba, że jest akurat odwrotnie i odbiór treści poszczególnych sztuk jest wynikiem chwilowego nastroju autora recenzji. Nawet jeżeli tak jest, to nie zmienia faktu, że autor recenzji w każdej chwili może wycofać się z raz wyartykułowanej kwestii, odpowiednio ją zmodyfikować, przetworzyć i napisać wszystko od nowa. Może, nie musi, trudno powiedzieć.

 

Rafał Klan

Tags:

Zostaw odpowiedź