Wywiad Netkultury: Paweł Legawiec – Jedna nóżka bardziej

14 czerwca 2012 18:354 komentarzy

/fot. Agnieszka Rzymek/


.
.
Jedna nóżka bardziej
.


Z
Pawłem Legawcem*, jednym z animatorówKadratowa 
dla
Netkultury rozmawia Jarosław Kolasiński

 

 Jarosław Kolasiński: Czy grasz w tenisa?

Paweł Legawiec: No grywam czasami. A co, u licha, przyszło ci do głowy, żeby mnie pytać o takie rzeczy? Myślałem, że chcesz mnie zagaić na temat sztuki, fotografii, jakichś wyższych wartości… ale tenis? Fakt, lubię wielki tenis.

JK: Czyli wiesz, co to „sztundy”.

PL: Nooo, zapewne są to te robaki, które gryzą piłeczki tenisowe, jeśli dobrze odczytuję  kontekst. Wiem na pewno natomiast, kim są „sztundyści”. Ale nie rozumiem związku.

JK: Istnieje, istnieje. Ja dostrzegam go w tym, że nauka gry w tenisa oraz fotografowania, to świetny biznes. Niekoniecznie dla klienta przyjazny. Właśnie „sztundowy”. Nauczyciel postępami ucznia zainteresowany jest na tyle tylko, żeby ten nie zniechęcił się do pobierania lekcji. Czytaj – płacenia nauczycielowi.

PL: Hm. Nie wiem, na ilu warsztatach fotograficznych bywałeś…

JK: Szczerze mówiąc – na żadnych /śmiech/, to chyba widać. Słyszałem natomiast kiedyś rozmowę dwóch osobników prowadzących takie warsztaty. Byli szokująco szczerzy. Rozmawiałem też z paroma osobami zdegustowanymi warsztatami, w których brały udział. Wróćmy jednak do tego tenisa…

PL: Ale ja nie słyszałem o takich warsztatach, w których tenis brałby górę nad fotografią /śmiech/. Słyszałem natomiast, że fotografowie, którzy robią zdjęcia podczas rozgrywek Wimbledonu albo French Open bardzo dobrze się mają.

JK: Wierzę…

PL: A tak na serio, pokusa szybkiego zarobienia pieniędzy z pewnością nie omija organizatorów przeróżnych warsztatów. Niestety widać po efektach takich warsztatów, w jakim celu były one zorganizowane. Fotografia to bardzo wrażliwa działka. Tu się nie da wmówić nikomu, że jest wielkim twórcą i skasować za to honorarium. Jeśli chce się wziąć pod swoje skrzydła osobę, która chce podnosić swoje kwalifikacje techniczne i artystyczne, to należy brać za nią odpowiedzialność (czytaj: trzeba dać tyle z siebie, ile tylko można). Nie ma miejsca na blagę.

Tak się to robi w "Kadratowie" - /fot. Patryk Morzonek/

JK: Skoro taką masz opinię o fotograficznych „sztundziarzach”, to rozumiem, iż „Kadratowo”, którego jesteś jednym z animatorów, zasadniczo musi się różnić od „fotosztund”. Co wyróżnia „Kadratowo” spośród  innych warsztatów?

PL: To wbrew pozorom bardzo trudne pytanie, ponieważ istnieje w Polsce kilka doskonałych ośrodków ćwiczących fotografów i miejsca te mają bardzo duże osiągnięcia. Przez grzeczność nie będę ich wymieniał. Zatem różnić się, zwłaszcza od tych najlepszych, z których siłą rzeczy należy czerpać wzorzec, jest rzeczą niełatwą. Oczywiste jest, że aby prowadzić tego typu działania, trzeba mieć na to pomysł i dysponować silnym know-how. Nie wypada mi, przez wrodzoną skromność, opowiadać o zaletach „Kadratowa” i o tych różnicach zwłaszcza, które w oczach uczestników naszych warsztatów czy słuchaczy naszej szkoły deklasują pozostałe ośrodki. Ale też z drugiej strony, nie wypada mi nie odpowiedzieć na twoje pytanie /śmiech/.

JK: Wobec tego przypomnę ci stary dowcip o wróbelku, ale o kanarku, bo niektórzy twierdza, że to jednak o tym drugim ptaku jest. Uwaga: Czym się różni kanarek? Bo ma jedną nóżkę bardziej. Czym się różni „Kadratowo”?

PL: /Śmiech/ Myślę, że na tak sformułowane mogę spokojnie odpowiedzieć. Siądź zatem wygodnie i zrelaksuj się.

JK: Już siedzę. I to nad wyraz wygodnie. Nawet nogę na nogę udało mi się założyć.

PL: Nasze „Kadratowo” to, zdaniem wielu, nie miejsce, gdzie się człowiek uczy i ćwiczy, ale… stan umysłu. To przede wszystkim świetny zespół. To ludzie naprawdę doświadczeni, zaangażowani i niezwykle profesjonalni. To organizm, żywy organizm, którego struktura przypomina szwajcarski zegarek. Albo perpetuum mobile (czyli taka maszyna, co nigdy nie staje). Uczymy ludzi patrzeć, odczuwać, rozumieć, przetrawiać, transponować, analizować, syntetyzować i dajemy im szansę swobodnie i ze swadą techniczną wypowiadać się artystycznie. Naszą ideą jest traktować każdego indywidualnie i poważnie. W każdym z nas, bowiem, drzemie twórca.

JK: Patrzę na moje własne zdjęcia i jakoś ci nie wierzę.

PL: Cóż… /śmiech/. Ale serio: nie każdy potrafi sam tego twórcę w sobie dostrzec, albo rozwinąć. Po to jesteśmy my. Stawiamy więc na stwarzanie każdemu możliwości, aby mógł się stać świadomym twórcą. Dlatego dokładamy wszelkich starań, by każde zdjęcie powstałe na warsztatach było inne, wyjątkowe, twórcze. Z technicznych aspektów naszej pracy, które nas odróżniają od reszty, mogę wymienić pracę w małych zespołach (4-5) osobowych, dostęp do najnowocześniejszych technologii czy choćby różnorodność programową.

JK: Doszły do mnie słuchy o waszych kontaktach „warsztatowych” z VIP-ami fotografii…**

PL: Oczywiście! Nasza szkoła jest też miejscem spotkań ze światowymi twórcami fotografii przez wielkie F. Odwiedzać nas będą znakomitości tego świata. Już w październiku zaszczyci nas swą obecnością Ruslan Lobanov, który będzie prowadził warsztat i autorską sesję oraz będzie brał udział w konferencji, której tematu jeszcze nie mogę zdradzić. Po nim będziemy gościć kolejne topowe postaci. Ale o tym sza! Myślę, że to jest to, co nas najbardziej odróżnia od innych.

JK: Uff… Czyli  po prostu jedną nóżkę „Kadratowo” ma bardziej… I bardzo dobrze.

rozmawiał: Jarosław Kolasiński

– – – – – – – —  – – – –

*Nasze portfolio Pawła Legawca -> tutaj 

** – Główną bohaterką najbliższych warsztatów „Kadratowa” [06-08.07.2012] w Lanckoronie będzie Magdalena Berny, której znakomite fotografie prezentowaliśmy na naszych łamach całkiem niedawno. 

Tags:

4 Komentarzy

Zostaw odpowiedź