Krzysztof Kolasiński: By sprostać wyzwaniu…

15 czerwca 2012 15:010 komentarzy

Buddy Levy
Rzeka ciemności
tyt. oryg.: River of Darkness
tłum.: Mariusz Ferek
Rebis, Poznań 2012

      Zawsze zastanawiałem się, jak wiele granic własnych i naturalnych, należy przekroczyć, aby odkryć coś nowego, przebyć nieznane, dotknąć tajemnicy. Historia ludzkości obfituje w wiele, zarówno wzniosłych, jak i takich co bynajmniej nie napawają dumą, zdarzeń, wypraw, zmagań tak z przeciwnościami naturalnymi, jak i tymi, których autorem jest człowiek. Małość istoty ludzkiej wobec ogromu i siły natury jest wprost przerażająca. Tym więcej szacunku i podziwu budzą osoby potrafiące rzucić wyzwanie czasowi i zdającej sie pochłaniać je rzeczywistości. Pisano o tym wielekroć… Któż nie czytał znakomitej książki „Pokażcie mi testament Adama!”

   „Rzeka ciemności” Buddy’ego Levyego (autora świetnego skądinąd Konkwistadora”) jest zapisem podobnych zmagań. Główny bohater tejże Amazońskiej Odysei – Francesco Orellana – zapisał się złotymi zgłoskami na kartach, zarówno historii jak i wielkich odkryć geograficznych. Jako pierwszemu ( jemu i jego ludziom) udało się przebyć Amazonkę od źródeł po ujście, borykając się nie tylko z siłami przyrody, ale i  „mając na głowie” wojownicze (w większości plemiona Indian)), nie zapominając o politycznych wrogach (Pizarro). Opisany tu, co prawda tylko szkicowo, ogrom Amazonki i królestwa, które tak jak w owych czasach, jak i teraz nie poddaje się człowiekowi, jest doprawdy zniewalający. Zgadzam się tu z autorem, który twierdzi, że gdyby Hiszpanie wiedzieli co przyjdzie im pokonać, zawróciliby na starcie.

     Levy’emu rzetelnie udało się połączyć prace i historyka, i podróżnika. Elegancko wydany tego efekt czyta sie doskonale i doprawdy trudno oderwać się od lektury. Liczne odwołania do zachowanych dokumentów ( dzienniki księdza i korespondencja Orellany), dają solidną dawkę wiedzy historycznej, natomiast w sferze psychologicznej autor pozwala już sobie na pewną swobodę, interpretując zachowania grupki Hiszpanów, a także Indian. Moim zdaniem czyni to jak najbardziej przekonująco i fachowo, pozostawiając jednocześnie czytelnikowi miejsce na własne przemyślenia. Ciekawie jest też przeprowadzona analiza „legendarnych i mitycznych” fragmentów podróży, a dotyczy to przede wszystkim spotkania z Amazonkami, jak i odnajdywania wśród Indian „naturalizowanych” przez nich Hiszpanów.

     Obiektywizm prac historycznych to skomplikowana i budząca wiele kontrowersji kwestia. Levy sprytnie się tu zachował, lecz w niebudzący sprzeciwów sposób. Już na wstępie zauważył, iż jego praca ma na celu przedstawienie jedynie niesamowitej podróży będącej wynikiem podbojów Hiszpańskich, a ocena moralna pewnych działań konkwistadorów to już zupełnie inny rozdział i temat na osobną publikację. Dzięki temu nie musimy umniejszać dokonań Orellany, mając ogląd na wątpliwą „dobroć” Hiszpanów. Choć i tak, jak na tamte czasy, wydaje mi się, iż ekspedycja była wyjątkowo pokojowa i nastawiona bardziej na poznanie, niż zdobycie. Czy było powodowane to brakiem środków i rozsądną kalkulacją? Pozostawiam to czytelnikowi do własnego osądu. Podkreślę jednak, że nawet takie postawienie sprawy nie umniejsza wielkości wyczynu, jakim z pewnością było przebycie największej rzeki świata, bez żadnej mapy, kompasu, jedzenia i znajomości, choćby w zarysach, ogromu przedsięwzięcia.

     Czy Amazonki obcinały jedną pierś, aby lepiej strzelać z łuku? Czym mogą być tajemnicze złote miasta?  Jak długo można jeść jednego tapira? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdziemy w tym, jakże rozbudowanym i skrupulatnym, „przewodniku” po czasie i głównej arterii zielonych płuc świata.

Krzysztof Kolasiński

Tags:

Zostaw odpowiedź