Elżbieta Lipińska: Jak pożenić Pike’a z Castanedą, wysłać bohatera na poszukiwania żywego Boga i uniknąć kiczu.

15 kwietnia 2012 14:490 komentarzy

Philip. K. Dick
Transmigracja Timothy’ego Archera
tyt. oryg.: The Transmigration of Timothy Archer
tłum. Lech Jęczmyk
Rebis, Poznań 2012

      Wybaczcie, że kolejny raz zaczynam od siebie, ale przecież to czytelnik jest filtrem, przez który przepływa/przeciska się utwór literacki, i ile by się autor nie nastarał, czytelnik zawsze czyta po swojemu.

      A więc wiele lat temu wybrałam się do sanatorium, ale zamiast spędzać tam czas w sposób powszechnie przyjęty i akceptowany, odkryłam bibliotekę. Niezwykle bogatą i w dodatku nietypową. Od tego dnia poruszałam się wyłącznie na trasie: pokój – stołówka – zabiegi i z powrotem, wzbudzając osłupienie i irytację współlokatorki, w której uciechach nie chciałam uczestniczyć. Samo to, że w ciągu trzech tygodni przeczytałam 9 książek, nie byłoby jeszcze takie dziwne i ciekawe, ale w tych 9-ciu było chyba z 5 książek Dicka. To było moje życiowe odkrycie. Przedtem o nim nie słyszałam; zdumionym proponuję przypomnienie sobie realiów lat 70-80-tych.

      Połknęłam „Człowieka z wysokiego zamku”, „Słoneczną loterię”, „Ubika” i parę innych. I nieodwracalnie wsiąkłam w świat Dicka, mimo że groziło to destabilizacją psychiczną.

      Ale dość o historii. Po niesamowitym wrażeniu, które z czasem wywarł na mnie „Valis” sądziłam, że nic nowego już mnie ze strony Dicka nie spotka. A teraz leży przede mną jego ostatnia powieść – „Transmigracja Timothy’ego Archera”. Jak pisze tłumacz, „książka przepełniona śmiercią, a przez to wielce stosowna na ostatnią powieść”. Dodaje: „Problem w tym, że pięćdziesięciotrzyletni Dick nie chorował i nie miał podstaw, żeby się spodziewać rychłej śmierci. Stało się tak, że jego organizm – a to obejmuje również jego nadczułą psychikę – podyktował mu na zakończenie życia powieść o śmierci uwieńczoną znalezieniem świętego Graala. Bo biskup Archer wyrusza na ostatnią wyprawę w poszukiwaniu mądrości, a znajduje śmierć oraz współczucie bodhisattwy, czyli miłość”.

      Może właśnie dlatego nie jest to w istocie powieść o śmierci, mimo, że jej tam pełno, ale o życiu i o poszukiwaniach, namiętnych poszukiwaniach wiary, rozczarowaniach, nowych ekscytacjach, rozczarowaniach i kolejnych poszukiwaniach. Bowiem biskup Archer nie traci wiary, choć kolejne ścieżki okazują się ślepymi zaułkami.

      Narratorką  tej opowieści jest synowa Archera, Angel (której imię nie wydaje się wybrane przypadkowo), w jakiś trudny do sprecyzowania sposób zafascynowana biskupem. Jednak nie odgrywa ona w tej powieści jedynie roli narratorki; to jej działania doprowadzają bowiem do radykalnej zmiany w życiu Archera, gdy poznaje on i wiąże się z przyjaciółką Angel. Zmiany, która zapoczątkuje lawinę. Gdy ta przejdzie, zostawi po sobie dramaty, utratę ludzi i uczuć w zamian za zyskanie nowych, trudnych do jednoznacznego zaszufladkowania odczuć i całkowitego przewartościowania w sferze wiary. Ale nie jej utraty.

      Dość na tym, coś trzeba zostawić czytelnikowi. Zresztą opowiedzenie treści książki Dicka to raczej karkołomne przedsięwzięcie, bo nie na wprost rozumianej intrydze jej wartość się zasadza.

      Mimo że ostatnia wyprawa Timothy’ego Archera kończy się tragicznie, a on sam nie odnajduje ani Boga, ani odpowiedzi na żadne z pytań, obserwowanie jego przemiany jest procesem fascynującym, do którego Was namawiam.

Elżbieta Lipińska

Tags:

Zostaw odpowiedź