Elżbieta Lipińska: Rozmowa z kaloryferem

15 marca 2012 14:120 komentarzy

Michel Houellebecq
Mapa i terytorium
tyt. oryg.: La carte et le territoire
przeł. Beata Geppert
W.A.B., Warszawa 2011

      Kiedy niedawno świat obiegła wiadomość, że Michel Houellebecq zaginął, czytelnicy ostatniej jego książki mogli czuć się naprawdę zaniepokojeni, bowiem w tej książce pisarz sam siebie zamordował. Houellebecq jednak w końcu się znalazł, po prostu zapomniał o planowanym spotkaniu.

     Pierwszą jego powieścią, którą przeczytałam, była „Możliwość wyspy”. Zrobiła na mnie wielkie wrażenie, m.in. jako próba przewidzenia zmian technologicznych, cywili­zacyj­nych, czy psychologicznych, którym może podlegać człowiek. No i – co tu kryć – zawsze lubiłam fantastykę, choć wiem, że tzw. pisarze głównego nurtu rzadko i niechętnie przyznają się do związków z nią. Dalsze lektury tego elementu nie zawierały, wszystkie jednak łączył szereg elementów wspólnych: zafiksowanie, nierzadko obsesyjne, jak w „Cząstkach elementarnych”, na seksie, przerażająca samotność i smutek ich bohaterów. Oczywiście spuentowanie w ten sposób twórczości Houellebecqa byłoby niedopuszczalnym uproszczeniem, recenzja ta nie ma jednak na celu jej analizy, a powyższe odniesienia mają być jedynie kontrapunktem do tego, czym różni się najnowsza jego powieść od poprzednich.

     „Mapa i terytorium”, ostatnia książka Michela Houellebecqa, która doczekała się już Nagrody Goncourtów, jest bowiem od nich zasadniczo odmienna, choć także w niej odnajdziemy samot­ność i smutek. Zarówno główny bohater, Jed Martin, jak i „Michel Houellebecq”, fikcyjny, choć z pewnością mający wiele wspólnego z autorem, bohater tej fabuły, są samotnikami, nie dążą do kontaktu z innymi ludźmi ponad absolutną konieczność czy obowiązek (jak Jed w stosunku do ojca). Obaj odnieśli sukces, ale ten sukces niewiele zmienił w ich życiu; na dobrą sprawę nie umieją nawet zrobić użytku z zarobionych pieniędzy ponad przeciętną miarę. O niczym nie marzą, niczego nie oczekują, nie kusi ich ani seks ani sława. Przez większą część czasu po prostu trwają.

      Mogłoby się wydawać, że taka książka musi być nudna. Dla zwolenników powieści akcji z pewnością. Jednak mnie znacznie bliższy jest houellebecqowski chłodny, ironiczny opis współczesnego świata, a świata środowisk artystycznych w szczególności, od nieco efekciarskiego (choć nie da się ukryć – wciągającego) stylu jego poprzednich powieści. Poza tym on po prostu dobrze pisze.

     Na początku Jed Martin, jako debiutant, staje się znany fotografując „metalowe wytwory pracy ludzkiej”, bezosobowe, a uznane przez krytyków za hołd dla tej pracy; wkrótce potem odnosi olbrzymi sukces fotografując mapy, a zyskawszy sławę i pieniądze, porzuca fotografię, po czym powraca do zainteresowań z dzieciństwa i wczesnej młodości, czyli malarstwa (element szybkiego znudzenia i porzucania jest zresztą dla niego charakterystyczny, tak samo porzuca kobietę, a później – ponownie – malarstwo). Wstęp do katalogu wystawy jego obrazów ma napisać światowej sławy pisarz, „Michel Houellebecq”, mizantrop, człowiek zaniedbany, zbyt dużo pijący i niechętny niemal wszystkiemu. Może te cechy zbliżają go do Jeda, który zamiast do ludzi woli mówić do kaloryfera, i powodują, że między artystami zawiązuje się nić sympatii. Kilka lat później pisarz zostaje brutalnie zamordowany, a Jed decyduje się pomóc w wyjaśnieniu zbrodni.

      Co dalej, dowiecie się sami czytając tę niespieszną, a jednak (a może właśnie dlatego?) wartą uwagi powieść. Która wbrew wszystkiemu, co napisałam wyżej, wcale nie jest smutna, a momentami bywa śmieszna, np. kiedy powieściowy Houellebecq na przyjęciu wygłasza tekst:

Chciałbym być artystą,
Ze świata nędzę zmyć
Zostać anarchistą,
I jak milioner żyć!

albo we fragmencie: „Obrócił zaintrygowany wzrok w stronę Jeda, zanim przechwyciła go znana z tabloidów aktorka porno, która właśnie opublikowała książkę ze swoimi rozmowami z tybetańskim mnichem”.
Miłej lektury.

Elżbieta Lipińska

Tags:

Zostaw odpowiedź