Jacek Gulanowski: W pięknych okolicznościach kultury

15 grudnia 2011 14:241 komentarz

Umberto Eco
Wymyślanie wrogów i inne teksty okolicznościowe
tyt. oryg.: Costruire il nemico
przekł.: Agnieszka Gołębiowska i Tomasz Kwiecień
Rebis, Poznań 2011.

.

.

    Mam spory problem z nową książką Umberto Eco. Z jednej strony dobrze się czyta, momentami naprawdę trudno się oderwać. Z drugiej – niektóre części są po prostu nudne. Co jest dość zaskakujące w przypadku tego autora. Krótko mówiąc – całość jest bardzo nierówna.

     Ale właśnie tego można się spodziewać po zbiorze okolicznościowych esejów, których wspólnym mianownikiem poza osobą autora jest jedynie właśnie ich okolicznościowy charakter.

     Umberto Eco jaki jest, każdy widzi. Lubi przedstawiać się jako bezstronny autor, który z ironicznym dystansem odnosi się do obu stron wszelakich sporów i ex cathedra wygłasza swoje podparte wieloma cytatami tezy. Ale jeśli przyjrzeć się dokładniej jego twórczości, wyraźnie widać, że Eco przynależy do dość specyficznej formacji, a mianowicie wyrasta na pograniczu włoskiej inteligencji i mieszczaństwa, a konkretnie jego świeckiego skrzydła. Ma pewne lewicowe zapędy, ale jest to niewątpliwie limmo left (czy ta nasza „lewica kawiorowa”). Być może nie jest ateistą, chyba agnostykiem, ale stara się podkreślać znaczenie chrześcijaństwa, a zwłaszcza katolicyzmu dla rozwoju kultury europejskiej, choć oczywiście nie obędzie się bez potępienia błędów i wypaczeń. Sympatyzuje z liberałami (obyczajowymi), ale już nie z libertynami. Chciałby sprawiedliwego ustroju społecznego, ale bez rewolucji. Taki jest ten Eco, jak i mieszczańska inteligencja czy inteligenckie mieszczaństwo – zdecydowanie letni, na pewno nie gorący ani zimny.

     Przejdźmy jednak do konkretów, tzn. próby krótkiego opisania zbioru tekst po tekście. Esej Wymyślanie wrogów nie tylko otwiera książkę, ale trafił także do jej tytułu. Eco porusza w nim problem tworzenia zmyślonych kozłów ofiarnych, najczęściej obcych, innych, nieznanych, następnie demonizowanych, aby doprowadzić do zwarcia szeregów – silniejszej identyfikacji z grupą w obrębie własnego narodu, partii, religii czy dowolnej innej wspólnoty. Eco jasno definiuje problem, swobodnie przytacza dowody i przykłady na poparcie swojej tezy. Jednak niezbyt to odkrywcze, co nieco już o tym napisano. Ciekawie też by było, gdyby autor wszedł na jeszcze wyższy poziom refleksji i dokonał autoanalizy swojej grupy (tzn. humanistycznej włoskiej inteligencji) albo własnej twórczości. Eco wbrew pozorom nie jest tu postronnym obserwatorem, w jego twórczości (zwłaszcza tej okolicznościowej prezentowanej w tym zbiorze) odnaleźć można sporo sugerowania zagrożeń. Wystarczy przywołać choćby Wahadło Foucaulta, w którym Eco pokazuje zagrożenie, jakie niesie irracjonalizm i ucieczka od rozumu. Poza tym klasycznym straszakiem formacji intelektualnej, z której autor się wywodzi jest oczywiście faszyzm, nadchodzący, powracający, mutujący, zakamuflowany, ukryty, jawny, tajny, post-, quasi- i neo- faszyzm. W słonecznej Italii nie jest to wcale takie zwykłe „paranoizowanie”, w końcu akurat tam faszyści już kiedyś byli u władzy i można się domyślać, że wcale wszyscy nagle nie zniknęli jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki po upadku państwa faszystowskiego. Ciekawym jednak byłoby pytanie – skoro już Eco taki temat wyciąga – jaką rolę w identyfikacji grupowej włoskiej inteligencji pełni straszenie quasi-mitologiczną hydrą faszyzmu. I idąc dalej – jaką rolę w twórczości Eco pełni nazywane/wymyślanie tych, którzy nazywają/wymyślają wrogów. Podsumowując – tekst dobry i zręcznie napisany, ale – jak dla mnie – brak w nim samobójczej konsekwencji w wyciąganiu wniosków.

     W kolejnym tekście To, co absolutne, i to, co relatywne Eco sprawia czytelnikowi mały przegląd tego, jak filozofia dotychczas rozumiała absolutność i relatywność. I tym razem tekst jest zręcznie napisany, ale dość wtórny wobec – chociażby – solidnego przeglądu podstawowych zagadnień filozoficznych. Tym, co autor faktycznie od siebie wnosi, jest kilka uwag dotyczących obecności obu narracji w publicznym dyskursie. Taka dość letnia refleksja, wyprowadzana z pozycji dostojnego, acz ironizującego, mędrca.

     Trzeci esej, Płomień jest piękny, daje krótki przegląd kulturowego znaczenia ognia. Tutaj mamy do czynienia z Eco w szczytowej formie. Nie tylko zgrabnie zestawia różne kulturowe znaczenia ognia i płomieni, ale potrafi wyciągać dość nieoczywiste wnioski. Jedynym minusem jest zakończenie eseju, w którym pojawiają się nawiązania do współczesności i prognozy na przyszłość… Eco porusza śliski temat globalnego ocieplenia i stwierdza, że przez Busha i Berlusconiego świat jest blisko ekpyrosis. To tak w temacie wymyślania wrogów. No cóż – my tu w Polsce wiemy coś na temat, bo jak wiadomo ze znanej skąd inąd książki preludium do ekpyrosis już tu mieliśmy i musimy od czasu do czasu prowadzać dzieci do kopalń, aby odpoczęły od nagromadzonych na powierzchni gazów. Mam też wrażenie, że Eco przez cały esej próbuje coś zrozumieć, a potem pokazuje, że jednak nie zrozumiał – w tradycyjnym modelu myślenia, z którego Eco czerpie analizowane zjawiska, unicestwienie świata w ogniu (ekpyrosis), a następnie jego odrodzenie (palingenesis) jest postrzegane pozytywnie, jako oczyszczenie, także tutaj rola tych, którzy mieliby przybliżać nas na do tego wydarzenia, jest co najmniej dwuznaczna.

      Kolejny tekst, Poszukiwanie skarbów, to w gruncie rzeczy krótkie ćwiczenie z katalogowania – tym razem rozsianych po Europie relikwii. Na koniec dwa akapity refleksji na temat kultu przedmiotów posiadanych przez słynne osobistości. I tyle. Gnijące przysmaki poświęcone są Pierrowi Camporesiemu i jego zamiłowaniu zarówno do kuchni jak i fizyczności oraz zmysłowości. Bardzo sugestywny, ale to w większej mierze zasługa często cytowanego Camporesiego niż Eco. W kolejnym eseju – Embriony, których nie ma w raju – Eco analizuje, jak postrzegał sprawę początku życia ludzkiego, prenatalnego okresu rozwoju człowieka a także istnienia duszy jako takiej św. Tomasz z Akwinu. Obficie cytuje przy tym Summę teologiczną i innych autorów, w kręgu których poruszał się św. Tomasz. Mówiąc krótko – teolog ten postrzegał sprawę inaczej, niż możnaby się tego spodziewać i ten esej na pewno mógłby stanowić przyczynę wielu uniesień oraz jadowitych internetowych komentarzy obu stron sporu o status ontologiczny ludzkich embrionów. Chociaż wydaje mi się, że dla osoby z gruntowną znajomością podstaw teologii pewnie to nie są żadne rewelacje. W eseju Grupa 63 czterdzieści lat później Eco próbuje podsumować (niespodzianka) dorobek Grupy 63. Ciekawa refleksja na temat włoskiej powojennej kultury. No chyba że kogoś nie interesuje włoska powojenna kultura…

     Z kolei Hugo, Hélas! Poetyka przesady to zajmujący esej o twórczości Wiktora Hugo. Eco w intrygujący sposób definiuje, na czym polega przesada, do której niejednokrotnie odwołuje się autorów oraz czemu właściwie służy. Eco udowadnia, że potrafi bronić przegranej sprawy i przekonująco tłumaczy, jak poprzez tworzenie przeładowanych szczegółami opisów czy piętrzenie zależnych od siebie wydarzeń do granic absurdu (co wielu uważa za mielizny) Hugo wywołuje u czytelnika poczucie niezwykłości i osiąga tym samym swoje pisarskie zamiary. W eseju Veline i cisza Eco opisuje, w jaki sposób informację można zataić nie poprzez jej przemilczenie, ale poprzez stworzenie odpowiedniego szumu komunikacyjnego – a więc poprzez nadmiar informacji.

     Tekst Astronomia wymyślona to najjaśniejszy punkt tego zbioru. Eco pisze o wyobrażonej geografii i astronomii i jej wpływie na kulturę i historię ludzkości. Przypomina też o bardzo ważnej sprawie – a mianowicie o wymyślaniu historii astronomii i geografii. Powołuje się przy tym na książkę, która powinna stanowić obowiązkową lekturę wszystkich, którzy na temat chcą się wypowiadać, a mianowicie Inventing the Flat Earth Jeffreya Burtona Russela. Russel opisał w niej, jak wymyślono teorię płaskiej Ziemi, a następnie przypisano ją autorom, którzy wyznawali odmienne koncepcje. Mówiąc krótko – teorie płaskiej Ziemi wcale nie była taka popularna, jak sądzimy, wcale nie wyznawano jej w Średniowieczu i wcale nie popierali jej onegdaj hierarchowie kościelni. Ale to jeden z wielu wątków w buńczucznej historii ludzi końca wieku, którzy uznali, że pozjadali wszystkie rozumy i przypisali sobie również wiele starych odkryć. Wracając do eseju Eco – jest on obroną minionych sposobów przedstawiania świata, a także ludzkiej wyobraźni, która – jak wykazuje autor – stanowi podstawę nie tylko wszelkiej kultury, ale także odkryć technicznych i geograficznych.

     Co kraj, to obyczaj to fałszywa recenzja książki złożona z trawestacji znanych przysłów i mądrości ludowych. Domyślam się, że autor musiał się przy tym świetnie bawić, a tłumacze mieli z tym kawał roboty (chyba że – cudownym zrządzeniem losu – w języku włoskim funkcjonują te same powiedzonka co w polskim), jednak całość jest raczej nużąca. W Jestem Edmund Dantés Eco analizuje zastosowanie agnicji w literaturze popularnej. Z początku jest dość ciekawie, potem niestety zaczynają się przydługie cytaty, skumulowane w próbie stworzenia kompilacyjnego nad-cytatu… Ta próba niestety autorowi się nie udała. Tylko Ulissesa nam brakowało to kompilacja cytatów na temat słynnego dzieła Jamesa Joyce’a zebranych z publikacji ukazujących się w faszystowskich Włoszech. Wygląda na to, że Eco chciał wykazać miałkość intelektualną i pustotę nowomowy faszystowskiej krytyki. W pewnym sensie mu się to udało, całość sprawia absurdalne wrażenie, jeden akapit przeczy drugiemu. Ale żonglerka cytatami to stara sztuczka – myślę, że możnaby stworzyć taką samą kompilację z przeczących sobie wzajemnie fikuśnych cytatów z recenzji i esejów stworzonych przez „demokratyczną” krytykę. Co więcej – jeśli Joyce faktycznie był twórcą dążącym do transgresji, uderzającym w mieszczańskie gusta, to taka totalna negacja ze strony faszystowskiej krytyki chyba dobrze o nim świadczy.

     Dlaczego nie można odnaleźć wyspy to kolejny mocny punkt zbioru. Podróże, kultura, topos, wymyślona geografia – już było, ale nie na przykładzie motywu wyspy. Eco kolejny raz wykazuje wielkość wyobraźni, awanturniczego ducha, który potrafi zaprowadzić człowieka nie tylko na odważne wyprawy poza schematy myślowe, ale także poza granice istniejących map. Erudycyjny i błyskotliwy esej, na dodatek Eco odwołuje się do Corto Maltese, za co od razu przyznaję mu dodatkowe punkty. Pozostaje powtórzyć za autorem – nie każdą wyspę można odnaleźć, ale chodzi o to, żeby szukać. Zbiór kończy Kilka uwag o WikiLeaks dotyczący kontrowersyjnego przedsięwzięcia Juliana Assange’a. Niektóre wątki są tutaj ciekawe – chociażby konstatacja o powiązaniu maksymalnej transparencji rządzonych z coraz większą transparencją rządzących, do której doprowadziła nowoczesna technologia. Ale na przykład już to, co Eco podaje jako groteskowy wtręt, a więc ograniczenie technologii w działaniach służb specjalnych do minimum, to szeroko dyskutowany w publikacjach związanych z działaniem tychże służb powrót do zimnowojennych technik pracy operacyjnej, umożliwiających uniknięcie cyfrowej inwigilacji. Końcowa uwaga Eco o rozwoju technologii wstecz jest bardzo chwytliwa, ale diabeł tkwi w szczegółach. Wcale nie jest tak, jak chce autor, że Internet przywrócił przywiązanie do kabla (bo co z dostępem do Internetu w oparciu o sygnał radiowy albo satelitarny), ani też nie jest tak, że płyta DVD (w odróżnieniu od kasety wideo) uniemożliwia oglądanie filmu klatka po klatce. Być może we Włoszech podróż pociągiem zabiera więcej czasu niż samolotem, ale ja akurat czytałem ten esej w polskim pociągu, więc pozwolę sobie tej tezy nie skomentować.

     Podsumowując tę próbę recenzyjnego skatalogowania okolicznościowych esejów Umberto Eco – książka jest całkiem dobra, choć na pewno nierówna. Dwa eseje są rewelacyjne, kilka dobrych, garść nużących. W publicystyce Eco drażni skłonność do czasem nieuzasadnionej erudycji, skłonność do zamieszczania przydługich cytatów, zamiłowanie do powoływania się na samego siebie, graniczące z obsesją uwagi pod adresem Berlusconiego, poza wyrastającego ponad wszelkie spory mędrca. Ale niewątpliwie jest to autor o szerokich horyzontach, solidnej wiedzy i lekkim piórze. Książka dla miłośników publicystyki z pretensjami do literatury i nauki. I na pewno dobry prezent świąteczny dla miłośników twórczości Umberto Eco. Choć raczej tych zdeklarowanych.

Jacek Gulanowski

Tags:

1 Komentarz

  • Nieźle wyłuskane wszystko, co da się poszczególnym esejom zarzucić.

    Ocen recenzję. Czy jest przydatna? Klikam – tak 😉

Zostaw odpowiedź