Z-M-P: Protest do kosza

15 grudnia 2011 14:210 komentarzy

PROTEST DO KOSZA

czyli run and gun[1] pod bram(k)ą UW

 

    Pisząc w numerze dziewiątym Netkultury o fenomenie rodzimych oburzonych, H. Gaszek z lubością i niemałym znawstwem używa metafory koszykarskiego zagrania pick and roll. Sugeruje przy tym, że gdy owo zagranie przenieść z parkietu na grząski grunt stosunków społecznych w RP, pozycję „rollowanego” obrońcy zajmujemy (ekhem, ekhem) my, młodzi, zaś w roli „rollującego” centra występuje np. Duży Format. Przyznam szczerze, że jestem gorącym zwolennikiem pick and rolli. Co więcej, stawiać dodatkowej zasłony [2] Dużemu Formatowi nie zamierzam. Ba, skłonny byłbym zalecić autorom przytaczanej przez kol. Gaszka słodko-moralizatorskiej opowiastki kilka treningów w zakresie rollowania, albowiem ich występ wywołałby salwy śmiechu nie tylko w NBA, czy Eurolidze, ale nawet wśród klepiących pomarańczową piłkę po asfalcie dzieciaków. Niemniej, wydaje mi się, iż do opisania rodzimych oburzonych znacznie lepiej pasuje zupełnie inny termin zapożyczony z zaoceanicznych parkietów.

     W połowie poprzedniej dekady drużyna Phoenix Suns wypracowała niezwykle efektowną taktykę, opartą na ciągłym ataku prowadzonym z pełną intensywnością w maksymalnym tempie. Ów hiperofensywny, radosny styl gry został ochrzczony przez komentatorów run and gun. Jak ulał pasuje do słonecznej, kowbojskiej Arizony i nieskomplikowanego stylu życia wyrażonego zasadą „najpierw strzelaj, potem zadawaj pytania”. Nic więc dziwnego, że szalejące po całym parkiecie, kończące każdą akcję w maksimum siedem sekund i zdobywające mnóstwo punktów Słońca podbiły serca publiczności. Niestety, świętego Graala wszystkich koszykarzy NBA, czyli mistrzowskich pierścieni, zdobyć się nie udało. Dlaczego? Cóż, offense sells tickets, defense wins championships­[3]– ta przypisywana trenerowi „Bear” Bryantowi maksyma powstała, co prawda, na potrzeby amerykańskiej wersji futbolu, sprawdza się jednak tak samo dobrze w przypadku wszystkich gier zespołowych.

     A także, jak się okazuje, zbiorowych (no, w miarę) protestów. Ruch Oburzonych swoje bilety sprzedał. O jego istnieniu i działalności dowiedziała się cała Polska (a pewnie pół Europy i kwinta świata na dokładkę). Rodzimi Indignados[5] zyskali też sobie wielu fanów, trzymających kciuki za ich powodzenie i głośno opowiadających się za ich postulatami. Nieźle, jak na akcję zorganizowaną przez paru licealistów. Dodajmy: akcję pokojową, pozbawioną w założeniach koronowania nauczycieli kubłami na śmieci i innych podobnych atrakcji. Choć z drugiej strony, mało to dziwne. Gdy ktoś wybiega (dobrze: wychodzi) i strzela na oślep (całe szczęście, że w tym przypadku tylko ze słów), zazwyczaj zyskuje poklask i uznanie tłumu. Szkoda jednak, że to w zasadzie by było na tyle. Trudno nawet przypuszczać, aby Oburzonym udało się powtórzyć wyczyn graczy z Phoenix (Słońca dotarły do finału Konferencji), czyli – przekładając z koszykarskiego na nasze – osiągnąć jakikolwiek trwały i wymierny efekt. Bo…

     No właśnie – defensywa. Przeniesione na polski grunt postulaty Indignados nie bronią się wcale (mniejsza w tej chwili o to, jak bronią się na gruncie hiszpańskim). Już sam fakt prostego skopiowania żądań Hiszpanów (przy jednoczesnym „wytłumaczeniu” publice, że PP i PSOE [6] to jak PO i PiS) wygląda jak próba rozegrania „podwójnej krótkiej [7]” na koszykarskim boisku. W siatkówce takie zagranie ma niewątpliwie swój sens i urok. Ale w baskecie? Nie ta piłka, nie te linie, nawet siatki dwie małe zamiast jednej dużej… Jeszcze bardziej pokracznie – głównie ze względu na swój tematyczny rozrzut – prezentuje się dwadzieścia jeden oryginalnych (?) postulatów Oburzonych. Nie znalazł się jeszcze taki mag basketu, który byłby w stanie objaśnić, jak jednocześnie rzucić za trzy i zapakować piłkę z góry do kosza. A póki się nie znalazł, powszechnie wiadomo, że próba połączenia obu zagrań musi się dla atakującego skończyć bliskim – i bolesnym! – kontaktem z parkietem. Tymczasem niepomni tej prostej prawdy Oburzeni próbują na raz ustrzelić tyle celów, że łapanie dwóch srok za ogon wydaje się przy ich działaniach dziecinną igraszką. Dla przykładu: piernik do wiatraka ma mąkę. A co ma kryzys – rzekomy (?) impuls piętnastopaździernikowych manifestacji na całym świecie – do parytetów na listach wyborczych i/albo związków partnerskich? Hola, hola! Toż to nawet Steve Nash [8] nie jest (i nigdy nie był) w stanie jednocześnie wykonać no look passa na skrzydło, minąć zwodem rywala i jeszcze oddać hand-offem[9] piłki koledze z drużyny…

rys. Magdalena Jemielity

     Zszedłszy z koszykarskiego parkietu, przechodzi kol. Gaszek w świat bajek, zupełnie słusznie – jak już pisałem – umiejscawiając tam właśnie historyjkę z Dużego Formatu. Niestety, postulaty Oburzonych dałoby się właściwie ustawić na tej samej półce. W bajce byłby dobry król-ojciec, który spacerując po miejskich uliczkach natknąłby się – och, najzupełniej przypadkiem! –  na zbiorowisko swych młodych, dzielnych, odważnych i szlachetnych (choć biednych) poddanych. Wspaniały władca, przez długie lata odcięty od vox populi przez złego rządcę, wsłuchałby się w ów głos z pełną troski uwagą. A następnie nakazałby w te pędy zdekapitować rządcę (wraz z kardynałem – dla towarzystwa) i uwolnić tony złota, do tej pory bezproduktywnie zalegające w królewskim skarbcu. Teraz ten drogocenny kruszec popłynąłby szerokim strumieniem finansując wszystkie te darmowe żłobki, przedszkola, drugie studia etc., a także m.in. pozwalając obywatelom Królestwa cieszyć się wysoką emeryturą. W tzw. międzyczasie najbardziej Oburzony pojąłby jeszcze księżniczkę za połowicę (rzecz jasna, w związku partnerskim) i wszyscy żyliby długo i szczęśliwie.

     „Długo” czyli tak mniej więcej do napisów końcowych, bo o tym, czy po doszczętnym wypatroszeniu skarbca nadal byłoby „szczęśliwie”, bajka raczej nas nie poinformuje. Zresztą, po co od razu tak daleko wybiegać w przyszłość? Pierwszy, ewidentnie podstawowy problem polega na tym, że nie mamy króla (Hiszpanie jakiegoś mają, ale czy on dobry i czy posiada złego rządcę, pełen skarbiec i córkę na wydaniu – należy powątpiewać). W związku z czym, prawdopodobieństwo monarszej przechadzki czysto przypadkowo zbieżnej w czasie i przestrzeni z manifestacją Oburzonych jest – zgódźmy się – cokolwiek znikome. Owszem, można się pozbyć złego rządcy i kardynała. Ba, da się ich nawet dekapitować w ilościach hurtowych. Aby jednak takie akurat działania miały nas przybliżać do realizacji piętnastopaździernikowych postulatów, musielibyśmy chyba wprowadzić do bajki krasnoludki. Albo dziada z babą. O, tak. Ich na pewno by brakowało.

     I tak oto doszliśmy do skarbca. Skarbiec – uff! – jest. Tyle, że zamiast ton złota, pęcznieje w nim deficyt. Skok przez płot, na który ochoczo powołują się Oburzeni, wprowadził nas był na drogę gospodarki rynkowej. A w gospodarce rynkowej to już tak jest zrobione, że zanim się coś ze skarbca wyjmie, trzeba najpierw doń wkładać (i to, niestety, niekoniecznie pieniądze ze sprzedanego mieszkania). Celów, na które należy wyjmować, Oburzeni przedstawiają całe mnóstwo. Szkoda tylko, że pomysłów na to, skąd brać, by włożyć, jakoś w ich postulatach mniej.

     Szkoda, bo – odkładając piłkę i bajkę na bok – istnieje w naszej kochanej Rzplitej spore zapotrzebowanie na oddolny ruch prospołeczny. Tyle, że, jak mi się zdaje, dobrze byłoby, gdyby ów ruch opierał się nie tylko (i, z całym szacunkiem, nie przede wszystkim) na bananowej młodzieży w wersji digitally remastered, która sobie poprotestuje (no bo jak to tak, żeby tylko u nas było spokojnie!), a potem w poczuciu dobrze spełnionego obywatelskiego obowiązku uda się na capuccino z donutem.

 Z-M-P

– – – – – – – – – – – –
[1] run and gun (ang.) – dosłownie: „biegaj i strzelaj”. Przepraszam kol. Jolę Sztejkę (patrz „Polacy nie gęsi?”, Netkultura nr 9), ale sportowa polszczyzna jest, niestety, dosyć uboga i nie ma w niej odpowiedników dla naprawdę wielu określeń i zwrotówJ

[2] zasłona – w koszykówce rodzaj zagrania ofensywnego. Z grubsza polega na zablokowaniu obrońcy drużyny przeciwnej dostępu do atakującego partnera.

[3] offense sells tickets, defense wins championships (ang.) – „atak sprzedaje bilety, obrona zdobywa mistrzostwa”.

[4] Bryant, Paul William ‘Bear’ (ur. 11go września 1913, zm. 26go stycznia 1983) – legendarny trener uczelnianego futbolu amerykańskiego, znany głównie z długoletniej pracy z drużyną University of Alabama.

[5] Indignados (hiszp.) – „oburzeni”.

[6] PSOE (Partido Socialista Obrero Espanol) i PP (Partido Popular) – dwie główne partie kończącego właśnie kadencję parlamentu hiszpańskiego.

[7] Podwójna krótka – typ ataku w piłce siatkowej, będący rozwinięciem „krótkiej”, czyli zagrania polegającego na tym, że rozgrywający wystawia piłkę do ataku środkowemu bloku na małej przestrzeni, tuż przy siatce, niejako „nad sobą”. Podwójna krótka polega na tym, że środkowy nie uderza piłki, którą atakuje inny zawodnik („wyskakujący mu zza pleców”). Prawidłowo wykonana podwójna krótka jest skuteczna w stu proc., jako że całkowicie mylony jest blokujący zawodnik przeciwnika.

[8] Nash, Steven John ‘Steve’ (ur. 7go lutego 1974) – kanadyjski (ma także obywatelstwo brytyjskie, urodził się w RPA) koszykarz występujący na poz. rozgrywającego. Gwiazda Phoenix Suns.

[9] hand-off, no look pass – wyjątkowo efektowne zagrania koszykarskie polegająca odpowiednio na „włożeniu” piłki do rąk kolegi z drużyny oraz podaniu piłki przy wzroku podającego skierowanym w zupełnie inną stronę.

Tags:

Zostaw odpowiedź