ZygŻet: Doktor Jazz ale nie kompozytor

9 stycznia 2011 18:140 komentarzy

Emilia Batura
Komeda. Księżycowy chłopiec
Rebis , Poznań, Listopad 2010

 

Książkę Emilii Batury śmiało można (i trzeba) polecić miłośnikom jazzu oraz dobrej literatury biograficznej. Autorka z równą werwą i klasą przybliża czytelnikowi życiorys Krzysztofa Komedy-Trzcińskiego oraz złotą (w sporej części katakumbową) erę polskiego jazzu. Nie jest to relacja „sucha”, ale też nie przemoknięta wodą bijącą ze źródła środowiskowych plotek. Nie oznacza to oczywiście, że brakuje tu anegdoty – wręcz przeciwnie. Nic tu jednak podczas lektury nie przywodzi na myśl tabloidalnego stylu, nie spotka się tej samej natury treści. Autorka wprawdzie zagląda w życie państwa Komedów-Trzcińskich, ale nie przez dziurkę od klucza, lecz przez lekko uchylone drzwi zza których sączy się niepowtarzalna muzyka prawdziwego ojca dziecka pewnej Rosemary.

     Wiele w tej książce o nieco zapomnianej Zofii Komedowej, bez której prawdopodobnie talent artysty nie mógłby się tak rozwinąć, jak to miało miejsce. Dość burzliwe stosunki Zofii Komedowej z rodzicami artysty przedstawia Batura w sposób wyważony, obiektywnie, starając się poznać i zrozumieć intencje oraz ograniczenia obu stron. Nie inaczej autorka pisze środowisku polskich jazzmanów, o przyjaźni Komedy z Polańskim, o rzekomej winie Hłaski, który do końca życia obwiniał się za wypadek króla polskiego jazzu, a także żenujących postępkach paru osób, kiedy Komeda już umierał. Choćby o bossach PAGART-u, którzy, jakże elegancko, akurat wtedy przypomnieli sobie, że artysta jest im winien parę „państwowych” dolarów.

     „Księżycowy chłopak” to znakomita biografia Krzysztofa Komedy-Trzcińskiego, opowieść o tym, kim był i jak się nim stawał. E. Batura napisała też o tym, kim był ale się nim nie został. I nie mam na myśli tego, iż artysta ukończył studia medyczne i wielkie były jego szanse na karierę w tej dziedzinie. Kim był ale nie został – sformułowanie to na pierwszy rzut oka nie zawiera sensu, ale też nie posiadał go (na wszystkie możliwe rzuty) werdykt Związku Kompozytorów Polskich, który dwukrotnie odmówił artyście przyjęcia w swoje szeregi. Co sprzeczne z polskimi obyczajami – związek nie zmienił zdania nawet wówczas, gdy wielki jazzman, jednocześnie wybitny twórca muzyki filmowej (a chyba najlepszy był to jej okres w historii kina) wyjechał za granicę, ani też wtedy, gdy umarł. Może i lepiej. I bez tej legitymacji do dzisiaj kompozycje Komedy słuchane są na całym świecie. W odróżnieniu od…

Tags:

Zostaw odpowiedź