Damian Kozik: Rzymski legion atakuje!

16 października 2011 14:440 komentarzy

John Stack
„Kapitan Rzymu”
Tłum. Marta Dziurosz
Rebis, Poznań 2011

     „Kapitan Rzymu” to drugi tom cyklu „Władcy mórz”. Głównym bohaterem książki jest Grek Attyk, kapitan rzymskiego okrętu Aquilla, który sprzeciwiając się rozkazom mściwego trybuna wpada w poważne kłopoty, których rozwiązanie nie będzie wcale łatwe.

     Akcja toczy się głównie na szlakach morskich w okolicach Rzymu i Sycylii. Zaprawiony w bojach Attyk wraz ze swoim doświadczonym w rzemiośle bitew morskich Lucjuszem wyruszają na szlak statkiem Aqiulla. Statek był triremą, starogrecką łodzią o napędzie żaglowo – wiosłowym. Ówcześnie był to już przestarzały model, który zastępowały kilka razy większe kwinkweremy. Statki różniły się przede wszystkim prędkością gdyż trirema byłą trzyrzędowcem, zaś kwinkwerema była pięciorzędowcem. Warto wspomnieć, że rzędy te oznaczają ilość niewolników na jednym wiośle. Statki wojskowe były głównie zasilane wiosłami, żagle używane były sporadycznie. Podczas bitwy główną taktyką było taranowanie przeciwnika, Rzymianie mieli przewagę dzięki tak zwanemu krukowi – prostemu pomostowi abordażowemu na dziobie statku, z którego załoga przedostawała się na statek wroga. Tego niestety sam autor nie wspomniał i musiałem się posilić fachową lekturą na temat starożytnego Rzymu. Attyk dowodząc podczas bitwy pod Myle (Mylae na Sycylii) sprzeciwił się przebywającemu na statku trybunowi Warronowi, który był synem jednego z wpływowych ludzi w Rzymie, związanego z polityką. Doprowadziło to do cichej wojny między owymi panami, a wiadomo jak takie konflikty w starożytnym Rzymie się kończyły. Najczęściej był to sabotaż prowadzący do śmierci przeciwnika. Trzeba podkreślić, że naród rzymski nie traktował greków jako równych sobie. Bohater „Kapitana Rzymu” kochał siostrę swojego przyjaciela Lucjusza, co nie było do końca zrozumiałe przez jej brata, gdyż był grekiem.(nie bardzo wiem, kto był tym grekiem)  Walka przeplatała się z wątkami miłosnymi i politycznymi, a sam koniec książki jest jak najbardziej nieoczekiwany.

     Przejdźmy do technicznej strony prezentowanej książki, gdyż z pewnością wątek techniczny książki będzie bardziej interesujący od jej opisu. „Kapitan Rzymu” to z pewnością coś magicznego, jest tu tyle potu, śmierci, krwi, moczu, alkoholu, rozpusty i brutalnego życia jakie serwuje starożytność. Nie można ominąć najważniejszej kwestii tego dzieła, jaką jest przeplatanie się wątków. Myślę, że  wielu osobom czytających tę książkę taka myśl się napatoczy. Z jednej strony jest wszystko ułożone jak należy, z drugiej strony trzeba uważać, żeby się nie pogubić. Może chodzi o to, by przeczytać tę książkę co najmniej dwa razy? Bo gdy z wątku w kongresie Rzymskim nagle kończy się werset i Attyk wdycha morską bryzę na pokładzie statku, to nagle zaczynam się zastanawiać czy kartki się skleiły, a może jednak tak brutalnie wykonano tę książkę. Oczywiście nie jestem na „nie” gdyż po kilku rozdziałach można się przyzwyczaić do tych nagłych przeskoków, najbardziej w bitwie morskiej, gdzie przeskok między galerą rzymską, a punicką jest po prostu fenomenalny. Warto też, najpierw dowiedzieć się trochę więcej na temat starożytnego Rzymu, a przede wszystkim na temat bitew morskich. Do nieprzejrzystych mogę jeszcze zaliczyć samych bohaterów książki, bo są oni przedstawiani jako kilkuczłonowe osoby np. Lucjusz Manliusz Wulso Longus czy Hamilkar i Hannon. Zaletą książki jest z pewnością jej historyczna część, gdyż nawiązuje ona do bitwy pod Eknomos na Sycylii, która ma miano największej starożytnej bitwy morskiej, która rozegrała w 256 p.n.e. podczas I wojny punickiej. Choć autor podkreśla, iż dla pewnych plastycznych powodów musiał pozmieniać i nagiąć niedowiedzioną prawdę, choć myślę, że nadaje to większego smaku tej publikacji.

     „Kapitan Rzymu” z pewnością może zasługiwać na miano bestsellera, tak jak jego poprzednia, pierwsza odsłona „Okręt Rzymu”. Widać, że John Stack przemyślał wiele wątków, aby utrzymać napięcie i po cichu zagrzewać do walki głównego bohatera, który na pewno zasługuje nie tylko na oklaski, ale na podziw za determinację, której brakuje współczesnym ludziom i to może być coś, co wpłynie pozytywnie na czytelnika a także zachęci go do przeczytania poprzedniej części i zaostrzy apetyt na kolejną, trzecią część spod pióra Johna Stacka.

Damian Kozik

Tags:

Zostaw odpowiedź