Jarosław Kolasiński: Bohaterscy partacze?

6 stycznia 2011 05:020 komentarzy

Ian Kershaw
Walkiria. Historia zamachu na Hitlera
tyt. oryg.: Luck of the Devil. The Story of Operation Valkyrie
tłum.: Robert Bartołd
Rebis, Poznań 2009

 

 

  Lektura znakomita, co dziwić nie może, jako że Ian Kershaw to nader solidny i bodaj najciekawszy z wydawanych dziś u nas specjalistów dziejów nazizmu. Tym razem zajmuje się nieudanym przewrotem wojskowym, którego elementem był zamach na Hitlera dokonany przez von Stauffenberga. Brytyjczyk analizuje dzieje antyhitlerowskiego oporu wojskowych, polityczne zróżnicowanie tego środowiska przedstawiając w całym jego skomplikowaniu, nie zapominając o konieczności podkreślenia na czym w istocie ów opór (czy jak wolą niektórzy: „opór”) polegał.

          Kershaw znakomicie rekonstruuje rodowód początkowej prohitlerowskiej euforii wojskowych, w podobnym stylu lokalizuje źródła późniejszej dezaprobaty. W tym drugim przypadku za decydujące uznaje klęski militarno-polityczne: najpierw tę spodziewaną (1938), potem faktycznie poniesioną w 1944. W nich upatruje detonatora antyhitlerowskiej działalności (części) wojskowych. Kershaw w przekonujący sposób odróżnia (częsty) oficerski sprzeciw wobec rujnującego Niemcy nazizmu od (występującego w ilościach śladowych) oporu wobec tego, co III Rzesza wyrządzała w tym samym czasie innym nacjom.

     Nakreślone piórem brytyjskiego historyka portrety dramatis personae to nie hagiografia nawet w przypadku tzw. Kręgu z Krzyżowej. Spiskowcy (może z wyjątkiem von Tresckova) nie są tu rycerzami bez skazy i zmazy, lecz realnie działającymi aktorami spektaklu będącego połączeniem dramatu (osobistego poświęcenia oficerów, pewności potwornej śmierci w razie nie powodzenia, nieuchronności odrzucenia przez pamięć narodu, gdyby się powiodło) z groteską (politycznej niemożności, braku zdecydowania i, jak na zawodowców, kiepskiej organizacji). Bohaterscy partacze? Na to wygląda.

     Równie wartościowa jak pierwsza (esej Kershawa), jest część druga tomu – czyli zbiór tekstów źródłowych tyczących planu „Walkiria”: wewnętrzne dokumenty spiskowców, dotyczący ich działań raport SS, depesze, przemówienia, fragmenty dokumentacji sądowej, listy pożegnalne skazanych. Czyta się to z mieszanymi uczuciami i wciąż powraca pytanie, co – w razie powodzenia „Walkirii” – byśmy (my, Polacy) zyskali, poza skróceniem (prawdopodobnie na niektórych tylko frontach, o ile w ogóle) wojny. Lektura panu pokojowego Goerdelera daje wiele do myślenia: autor zdaje się nie zauważać sprzeczności pomiędzy tym, że Niemcy z kretesem przegrywają wywołaną przez się wojnę (a przecież właśnie to pchnęło go ku opozycji!) a formułowanymi mrzonkami geopolitycznymi. Goerdeler chce dyskutować z Francją o statusie Lotaryngii i Alzacji (sic!), roi o granicy zatwierdzonej w Monachium w roku 1938, w kwestii Tyrolu idzie dalej niż Hitler, Polsce „oferuje” dostęp do morza poprzez sfederowanie z Litwą. Z tego i podobnych dokumentów zdaje się wyłaniać (gdyby pucz się udał) ponury hipotetyczny obraz Polski bez ziem wschodnich, ale także bez rekompensujących tę stratę terenów Śląska i Pomorza. Refleksja taka wywoływać musi spory dyskomfort, ale to już nie wina autora znakomitej książki.

Jarosław Kolasiński

Tags:

Zostaw odpowiedź