Jolanta Sztejka: „Cześć! Jak leci?”
,,Wszystko dobrze, dziękuję” – taka odpowiedź padła na powyższe pytanie, kiedy zadałam je przypadkiem napotkanej koleżance, której nie widziałam kilka lat. Nieprzyzwyczajona do takiej odpowiedzi… zapowietrzyłam się…
„A co u ciebie?”- padło pytanie w rewanżu. – ,,Eeee jakoś leci”- odpowiedziałam jak zwykle… ,,Jakoś? A co się dzieje?” dociekała zatroskana koleżanka…
No, właśnie – co się dzieje?
Czemu tylko jakoś? W pracy jest faktycznie jakoś, ale poza tym nie głoduję, w podartych łachmanach nie chodzę, na wakacjach nawet byłam, zdrowie – mogłoby być lepiej, ale póki siły mam pracować…
Więc właściwie jest ok.
Co ciekawe – między moim ,,jakoś leci” a koleżanki ,,wszystko dobrze” można by postawić znak równości.
Bo kolorowo u niej nie jest, dzieci trochę chorują, kredyt mieszkaniowy wraz ze wzrostem kursu franka mocno podrożał… W pracy – wiadomo, ale nie ma większych powodów do narzekań. „Póki jesteśmy zdrowi – damy radę” – ma zwyczaj powtarzać owa koleżanka.
To mnie zastanowiło.
Zrobiłam mały eksperyment. Takie badanie nastrojów wśród znajomych i rodziny. Jakie wnioski? Nasze życie jest ,,do d***”, wszystko jest do d*** Innym żyje się lepiej, bogaciej, wygodniej, tylko my mamy pod górkę, tylko nam coś nie wychodzi, inni mają wszystko – my albo nic, albo długi…
Nieliczni odpowiadają, że może być, że nie jest tragicznie, ale bywało lepiej…
No, bywało lepiej, bywało gorzej.
Wniosek jest taki, że nie doceniamy tego, co mamy, ciągle dążymy do więcej, więcej i to, z czego wcześniej się cieszyliśmy… Nowa pralka, samochód, wakacje, odeszły w zapomnienie… bo teraz chcemy nowy telewizor ale nas chwilowo nie stać.
Lubimy narzekać. Ale czy robimy coś, by swoją sytuację poprawić? Czy próbujemy coś zmienić? Mało kto z nas będzie miał willę z basenem za miastem, luksusowe auto prosto z salonu… ale czy wtedy bylibyśmy szczęśliwsi?
Z moich licznych obserwacji wynika, że zamożniejsi są bardziej samotni, z rodziną, przyjaciółmi spotykają się rzadko…
Pewnie nie raz zdarzy nam się zazdrościć znajomym, bo jednak ogromną uwagę przywiązujemy do rzeczy materialnych, ale czy naprawdę to wszystko jest nam potrzebne w życiu?
Znajomy kiedyś opowiadał o domu, w którym dostał zlecenie remontu… Lekarska willa na skraju miasta, duży zadbany ogród… piękne rośliny, bo pan doktor lubił kwiaty…
Na piętrze wielki salon… Taka sala kinowa, bez okien, odpowiednio tłumione ściany, kilka foteli kinowych, super sprzęt, ekran na całą ścianę…
Kiedy rozliczał się ze zleceniodawcą nie posiadał się z zachwytu, nie szczędził gospodarzowi pochwał… że jakie to fajne, że pewnie sport na takim ekranie to dopiero rewelacja…
Jednak pan doktor, okazało się, że choć mieszkał w tym domu już sześć lat – tylko jeden raz skorzystał z tego salonu, w ogrodzie też rzadko bywa, a poza tym po rozwodzie dom dostanie żona…
Zastanówmy się, czy naprawdę tak nam w życiu źle.
W związku z tym zróbmy ćwiczenie
Za każdym razem, gdy ktoś zapyta ,,co słychać?” Odpowiedzmy po chwili zastanowienie i zgodnie z prawdą… A nie zgodnie z naszym narodowym pesymizmem 😉
Zaczekam na wasze spostrzeżenia 😉
Jolanta Sztejka




00:14
Bogactwo jest przereklamowane;)
Bardzo proszę o taki artykuł raz na kwartał.
20:24
a ja co tydzień;)
22:22
w takim razie kolejna Nagroda Pulitzera należy do mnie 😉
a tak serio…
chyba mamy poważny problem z oceną rzeczywistości, łatwo ulegamy trendom…
czy rzeczywiście przyjemnie nam się narzeka i słucha narzekania?
przecież nie musi tak być
;D
11:27
I popatrz, Jolu, jak to jest, odezwie się ateistka – burza i huragan, odezwie się optymistka, by postawić na baczność polskich pesymistów – nawet wietrzyk nie powiał.
Następnym razem mocniej wciśnij kij w mrowisko 😉
Ja się z Twoimi tezami zgadzam, a ci narzekający zapewne nie przyglądają się sobie w lustrach :))
09:21
oj przyglądają…
tyle tylko, że oni patrzą… ale nie widzą…
ale o tym może innym razem
13:26
chyba nie wypada być zadowolonym z życia 🙂
00:18
Iiii tam! Amerykanie się nie przejmują 😉
01:01
o! i to jest dobra puenta tej historii