Joanna Kołodziejska: Pozostałym życzę smacznego!

19 czerwca 2011 11:410 komentarzy

Gillian McKeith                                    
„Dieta Boot Camp”
Rebis, Poznań, 2011  

 

     Wszystkich zachęconych perspektywą odchudzania w szybkim tempie, pragnę na wstępie rozczarować. Tytuł bowiem jest mylący. Nie jest to typowa książka o dietach. Autorka skupia się bardziej na zdrowym odżywianiu i psychicznej higienie, której posiadanie, jest w tym przypadku konieczne. Nie znajdziemy tu magicznych recept, czy nierealnych obietnic. Gillian McKeith wie, jak trudne wyzwania stawia przed czytelnikami. Dlatego chyba tak duży nacisk kładzie na emocjonalną stronę przedsięwzięcia. Zaleca m.in. spisanie „intencji”, testy, które pokażą jakim zdrowiem się cieszymy (fizycznym i psychicznym), a także szereg porad związanych ze stylem życia. Są one nieco uproszczone, np. by mieć więcej energii – zwiększ ilość snu, by czuć się pięknym – mów sobie, że taki właśnie jesteś. Hm…

      Nie jest to książka dla rozchwianych emocjonalnie grubasów, którzy swoich problemów nie zniwelują spisywaniem afirmacji, czy nawet medytacją. Jak wiadomo, to zajadanie stresów jest główną przyczyną nadwagi. Dla kogo w takim razie jest ta książka? Mój profil idealnego odbiorcy, to: bardzo mało jedząca osoba o silnych skłonnościach do samokontroli i obsesji na punkcie swojego (jakże cennego!) zdrowia. Tylko tacy osobnicy będą w stanie przetrwać ten „obóz dla rekrutów”, jak go pieszczotliwie nazywa autorka. Pozostała część ludzkości (czyli jakieś 99%) woli jednak wypić rano kawę (tutaj zakazana) i zjeść obiad, którego głównym składnikiem nie są kiełki (najlepiej własnoręcznie wyhodowane). Osiem herbat ziołowych dziennie też może stanowić problem, natomiast tony fasoli, które zaleca autorka, skazałyby nas na towarzyską banicję. Może to nawet grozić rozwodem.

     Osoby, które są w stanie przetrwać ten rodzaj diety, zazwyczaj już są szczupłe, więc takie książki służą być może do utwierdzania się w przekonaniu o własnym heroizmie i dzielności. Polecam więc głównie ascetom, a także osobom, które poważnie (a nawet bardzo poważnie) traktują swoje zdrowie i związek emocjonalny z jedzeniem. Pozostałym życzę smacznego!

 

Joanna Kołodziejska

Tags:

Zostaw odpowiedź