Jarosław Kolasiński: I matura, i chęć szczera…

19 czerwca 2011 22:020 komentarzy

Bartosz Kruszyński
Kariery oficerów w II Rzeczypospolitej

Rebis, Poznań 2011

Mocno niesłusznie słowo „kariera” w odniesieniu do II RP kojarzy się z Nikodemem Dyzmą. Oczywiście, wielu w tamtych czasach było protoplastów bohatera Dołęgi-Mostowicza, ale nie samym Dyzmą ówczesna Polska stała. Podobnie też polska armia międzywojnia, to nie było zbiorowisko Waredów i Ulanickich. Nie oznacza to, że takich nie brakło, szczególnie u tzw. góry, ale w znakomitej większości polski korpus oficerski reprezentował sobą należyty poziom. Można się o tym przekonać między innymi poprzez lekturę świetnej książki Bartosza Kruszyńskiego. Z tego samego źródła dowie się też czytelnik, iż niekoniecznie tylko ptasiego mleka polskim oficerom przed wrześniem brakowało. Opinia, iż ich status materialny był wysoki, to mit oparty na niesłusznych uogólnieniach z drugiej połowy lat trzydziestych, kiedy to faktycznie żaden oficer nie chodził już głodny (co wcześniej się zdarzało wcale nie rzadko), mógł też mieszkać gdzie indziej, niż w koszarach. Sprawom bytowym kadry oficerskiej autor poświęca (i słusznie) szczególnie wiele uwagi, obalając „przy okazji” wiele krążących mitów.

Książka B. Kruszyńskiego jest rozwinięciem pracy doktorskiej autora, lecz trzeba podkreślić, że owo „rozwinięcie” wykonano na tyle sprawnie, że powstała lektura zarówno dla pasjonatów wojskowości, jak i dla zainteresowanych głównie obyczajowością przeszłych czasów. Na „lekkość” książki zasadniczo wpłynęło sięgnięcie do pamiętników z epoki, które autor cytuje obszernie, co pozwala zarówno na poznanie samych faktów i zdarzeń, jak i ich oceny piórem zainteresowanych. Można oczywiście się spierać, czy wobec częstego korzystania ze (smakowitych literacko) wspomnień Romeyki nie byłoby lepiej równie pełną garścią zaczerpnąć też od Kuropieski. Wspomnienia obu wymienionych bywały wprawdzie określane jako bałamutne, ale tyczyło to innych opisywanych sfer niż obyczajowe. Dla chcącego poznać mentalność korpusu oficerskiego WP doby międzywojnia, wspomnienia Romeyki, Kuropieski (i innych) cytowane w „Karierach…” stanowią istną kopalnię wiedzy. Wiedzy tym wartościowszej, że przez autora książki zweryfikowaną. Również kiedy zajmuje się plagą pojedynków oraz alkoholizmem oficerów. A trzeba podkreślić, że np. szczerość w tej kwestii Kuropieski jest wręcz przerażająca, kiedy ganiąc szerzący się pośród jego umundurowanych kolegów wódczany nałóg, prawie jednocześnie relacjonuje swą podróż pociągiem, podczas której wypija litra wódki. Ile wypijali ci przez niego potępiani?

B. Kruszyński bardzo obszernie i ciekawie opisuje trudny proces spajania trzech (ściślej – czterech) „nacji” oficerów WP. Nie brak tu smakowitych anegdot opisujących komizm zderzenia trzech postzaborczych mentalności odzianych w jeden (w przybliżeniu – jeden) polski mundur. Charakterystyka różnic (zdawać by się mogło nie do przezwyciężenia) pomiędzy oficerami pochodzącymi z armii carskiej, cesarsko-królewskiej oraz (w stopniu dużo mniejszym) z kaiserowskiej – dokonana przez Kruszyńskiego jest wielce wartościowa i pouczająca, tym bardziej, że nie staje on po żadnej ze stron. Również i tej legionowej, co dzisiaj rzadkie. Analizując personalno-pochodzeniową ewolucję korpusu oficerskiego II RP, autor uczciwie ukazuje jego „legionizację” po roku 1926 podkreślając, że wprawdzie zaraz po zamachu Piłsudski stawiał na zgodę w wojsku, to jednak w miarę upływu czasu „nowa miotła” zamiatała coraz skuteczniej. Takie podejście do problemu pozornie nie wygląda na rewelacyjne, ale kiedy zerknąć do innych publikacji na ten temat, częstokroć mamy do czynienia z kuriozum polegającym na tym, że faworyzowanie legionistów wcale nie było ponoć tak wielkie, tyle że we wrześniu 1939 jakoś dziwnie się składa, iż znakomita większość wysokich stanowisk w armii jest obsadzona „legunami”. Lektura książki Kruszyńskiego podobnego dyskomfortu poznawczego czytelnikowi nie funduje – autor tłumaczy i pokazuje, jak do tego doszło.

Nie inaczej jest w kwestii przeobrażeń esprit de corps środowiska przedwrześniowych oficerów. Droga od gorącego serca ochotnika roku 1918 do członka kasty uprzywilejowanych społecznie końca lat trzydziestych jest w „Karierach…” ukazana rzeczowo, w oparciu o źródła różnej proweniencji, ze wskazaniem też wszelkich „zawirowań po drodze”. Podobnie udowodnione jest, że zarówno osławiona „chęć szczera” jak i matura (jej brak, lub tez jednak dyplom wyższej uczelni) mogła wówczas zrobić z delikwenta oficera. Oficera, który aniołem ewentualnie tylko bywał, ale w licznych przypadkach okazywał się właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Tych niewłaściwych armii udawało się pozbywać w miarę skutecznie. Również i przy okazji weryfikacji proweniencji politycznej – bo i to ich oblicze autor ukazuje. I jest to jeden z wielu powodów, dla których książkę Bartosza Kruszyńskiego gorąco polecam nie tylko pasjonatom ściśle w tytule określonej problematyki.

Jarosław Kolasiński

Tags:

Zostaw odpowiedź