Joanna Kołodziejska: Stare sztuczki

19 czerwca 2011 22:130 komentarzy

Current 93
„Honeysuckle/Aeons”
Wyd. Coptic Cat, 2011

Nowa płyta Current 93 nie zaskakuje. Jest to jednak w tym przypadku niewątpliwym plusem. Fani, którzy znają większość bogatego dorobku zespołu (ponad 30 krążków), nie będą zawiedzeni. David Tibet, mózg zespołu, na początku działalności (1982 r.) udzielał się w industrialnej grupie Psychic Tv (której rozpad zaowocował również wyłonieniem się grupy Coil). W takim też stylu nagrywał pierwsze płyty w macierzystej formacji. Przełom nastąpił ok. 1987 roku, wraz z wydaniem krążka „Imperium”, gdzie Tibet deklamował m.in. teksty z Biblii. Była to spora zmiana, gdyż wcześniej inspirował się np. Aleisterem Crowleyem i wszelkiej maści okultyzmem. Muzycznie natomiast, skłonił się wtedy ku folkowym dźwiękom, i akustycznym klimatom. Od tego momentu zespół wkroczył na nowe tory, zaś zainteresowanie mistyką chrześcijańską Tibeta trwa nieprzerwanie do dziś. Efektem tego była poprzednia płyta zespołu „Black Ships Ate the Sky”. Mamy tam to co zwykle: pieśni o niebie, piekle i apokalipsie. Wszystko to wymieszanie z elektroniką, akustycznym gitarami i melorecytacjami wokalisty. Trzeba tutaj dodać, iż jego głos jest dość osobliwy, i odbiera się go na zasadzie, jakby rzekł filozof – albo/albo.

David Tibet

Wspomniana wyżej płyta okazała się  sporym sukcesem. Dość zaskakująca to sprawa, gdyż zespół takie krążki nagrywał przez ostatnich 20 lat. Mogła na to wpłynąć fala zainteresowania tzw. Freak folkiem, który za sprawą Anthony & The Johnsons (z którym zresztą Tibet współpracował), czy Cocorosie, wypłynął ku szerszej publiczności. Folk stał się modny, a bardziej ambitna młodzież zaczęła zasłuchiwać się w harfach i przyśpiewkach. Czy trafi do nich nowa płyta Current 93? „Honeysuckle/Aeons” nie jest z pewnością tak przebojowa jak jej poprzedniczka, lecz nie można jej odmówić specyficznego(!)uroku. Utwory są monotonne (choć to akurat żadna nowość), i tylko kilka zapada w pamięć po pierwszym przesłuchaniu. Są to m.in.”Persimmon”, gdzie w tle słychać tylko delikatne dźwięki fortepianu i damską wokalizę. Kolejny utwór, który zwraca uwagę, to z pewnością „Cuckoo” – transowy rytm bębnów i złowieszcze deklamacje wokalisty przywodzą na myśl jakiś magiczny obrzęd, piosenka ma jednak wyraźnie spokojny, wyciszony nastrój. W „Sunflower” słyszymy organy i bardzo żywiołowy śpiew (?) Tibeta. Płytę kończy niemal ambientowy „Queendom”. Jest to z pewnością rzecz dla fanów, nowicjusze przyciągnięci poprzednim krążkiem mogą poczuć się rozczarowani i znudzeni. Nie jest to zapewne najwybitniejsze nagranie zespołu. Warto jednak się z nim zapoznać, zwłaszcza jeśli ktoś wybiera się na tegoroczny Off festiwal. Zespół bowiem zainauguruje imprezę swoim koncertem specjalnym, 4 sierpnia w Górnośląskim Centrum Kultury. Poprzedni koncert grupy w Polsce odbył się w 2008 roku w ramach festiwalu Energia Dźwięku we Wrocławiu. Zespół zaprezentował się zjawiskowo, klimat podkreślało miejsce występu – kościół (Marii Magdaleny). Był to przepiękny koncert, ze wspaniałymi, zmienionymi aranżacjami utworów. Warto sprawdzić, czy i tym razem David Tibet zaczaruje polską publiczność.

 

Joanna Kołodziejska

Tags:

Zostaw odpowiedź