Lidia Kołodziejska: Aria dla kastrata

19 czerwca 2011 22:010 komentarzy

Anne Rice
„Krzyk w niebiosa”
Tyt. oryg.: „Cry to Haeven”
Tłum. Agnieszka Rzepa
Rebis,  Poznań 2011

 

Anne Rice do tej pory znałam jako autorkę horrorów. Najbardziej znanym cyklem powieściowym tej autorki są „Kroniki wampirów”. Powieść „Wywiad z wampirem” została z powodzeniem  zekranizowana .”Krzyk w niebiosa” przenosi nas do osiemnastowiecznej Italii. Bohaterem powieści jest młody wenecki patrycjusz, który na skutek splotu tragicznych wydarzeń oraz skomplikowanej intrygi rodzinnej staje się… kastratem. Jego darem, ale i przekleństwem jest wspaniały głos. Dalsze losy bohatera są zdeterminowane zarówno przez nieszczęsną „operację” jak i  nacisk rodziny. Tonio Treschi nie ma wielkiego wyboru. Jego życie zostaje podporządkowane z jednej strony muzyce, która jest jego wielką miłością, z drugiej zaś żądzy zemsty na prześladowcach. Te dwie rzeczy trzymają go przy życiu. Stopniowo godzi się ze swoim losem, chociaż nie przestaje uważać się za dziwadło.

Kastraci – kim właściwie byli ? Wszystkiemu winien był papieski zakaz, który obowiązywał od 1588 do 1793 i zabraniał kobietom publicznych występów. W związku z rozwojem opery stało się jasne, że ktoś musi przejąć ich rolę. Mimo, że oficjalnie kościół potępiał kastrację nie przeszkadzało to, że w słynnym chórze Kaplicy Sykstyńskiej występowali z powodzeniem kastraci. Każdego roku dokonywano w Italii ok. 4 tys. takich operacji. Chłopcy najczęściej pochodzili z ubogich rodzin, które po prostu ich sprzedawały pozbawionym skrupułów łowcom talentów. Dalsze ich losy często były żałosne. Tylko niewielu z nich robiło karierę. Reszta często kończyła jako prostytutki. Ci nieliczni obdarzeni wyjątkowym głosem robili karierę porównywalną z dzisiejszymi gwiazdami  rocka. Uwielbiani prze tłumy, noszeni na rękach , opływali w bogactwa i zaszczyty. Najwięksi kompozytorzy pisali dla nich muzykę, która pozwalała w pełni zabłysnąć ich wspaniałym głosom. Dysponowali niebywałą skalą, nieosiągalną ani dla męskiego, ani dla kobiecego głosu. Wąska krtań umożliwiała śpiew sopranowy a olbrzymia pojemność klatki piersiowej dawała siłę i  możliwości śpiewu w najniższych rejestrach nieosiągalnych dla kobiecego głosu. Jedno jest pewne – nigdy tego nie usłyszymy. Wprawdzie ostatniego znanego kastrata Aleksandro Moreschi nagrano w 1902 i 1904 roku, ale niedoskonałe nagrania nie oddają prawdy o jego głosie. Nie był też już młody i powoli tracił głos. W „Farinellim” próbowano dokonać próby przybliżenia nam piękna śpiewu kastratów przez zmiksowanie głosu kobiecego i męskiego kontratenora. Czy się udała? Nie wiadomo.

Anne Rice udało się natomiast barwnie i zmysłowo opisać piękno świata muzyki i sztuki,  ludzi podporządkowanych jedynej idei – jak olśnić publiczność zgromadzoną na widowni. A trzeba przyznać, że publika waliła tłumnie na premiery. Nasz bohater Tonio Treschi  świetnie odnajduje się w tym świecie. Uwodzi zarówno mężczyzn jak i kobiety, jak Orfeusz czaruje swym anielskim głosem. Autorka nie szczędzi czytelnikowi  opisów miłości zarówno męsko – damskiej, jak i męsko – męskiej, ba Tonio uwodzi nawet pewnego kardynała. Niestety tam gdzie wchodzi w grę miłość, a nie seks – autorka nie uchroniła się od popadnięcia w banał i melodramat. To jedno z moich zastrzeżeń, drugie to lekkie przegadanie, mnożenie kwiecistych opisów bogatych wnętrz, ogrodów, sal balowych. Dla cierpliwego czytelnika nagrodą będzie opis zemsty bohatera na swoich prześladowcach. Czy się udała i w jaki sposób  – tego nie powiem. Trzeba to przeczytać. Dużym plusem powieści jest dość mało znany temat i wnikliwie studia autorki na temat życia i obyczajów w ówczesnej Italii.

Reasumując, mimo pewnych zastrzeżeń  książka jest godna polecenia. Na koniec, aby lepiej poznać przedmiot  tej opowieści, warto posłuchać płyty „Sacrificio” Cecylii Bartoli, oraz nagrań wspaniałego młodego śpiewaka Phillipe Jaroussky’ego.

Fascynująca zagadka związana z brzmieniem głosu kastratów jest wciąż niepokojąco aktualna. Ma to ścisły związek z rozwojem technik wykonawczych nurtu stylowych wykonań muzyki dawnej.  Kto wie, kogo jeszcze usłyszymy?

 

Lidia Kołodziejska

Tags:

Zostaw odpowiedź