Rojewski: Dziwne skutki braku słońca cz.1

16 kwietnia 2011 16:562 komentarze

Rozpoczynamy dzisiaj w Netkulturze cykl poświęcony specyficznym obszarom skandynawskiego przemysłu muzycznego. Od dzisiaj mniej lub bardziej regularnie pojawiać się będą u nas sylwetki wykonawców o których być może nie słyszeliście, ale jesteśmy pewni, ze po ich usłyszeniu nigdy już o nich nie zapomnicie. Nie jesteśmy niestety w stanie objaśnić istoty i genezy zjawisk muzycznych o których będziemy pisać ponieważ brak nam kompetencji z dziedziny psychologii  nie tylko społecznej, jednakże nasza nieśmiała hipoteza robocza bierze pod uwagę chroniczny brak promieni słonecznych w północnych obszarach naszego globu. Dodając do tego niskie temperatury oraz środki jakimi ludzkość od wieków sobie z nimi radziła, myślimy, że rysuje się nam chociaż częściowe wyjaśnienie muzycznych fenomenów z nordyckich okolic. Aczkolwiek może nam się tylko tak wydawać, gdyż równie dobrze może chodzić o sprawy zupełnie niewyjaśnialne. Tak jak niewyjaśnialny racjonalnie zdaje się być fenomen EILERTA PILARMA.

Eilert Pilarm, a właściwie Eilert Dahlberg, urodził się 4-go kwietnia 1953r. w szwedzkiej miejscowości Anundsjo. Imał się różnych zawodów, był m. in. rolnikiem, robotnikiem leśnym, kamieniarzem, pracownikiem papierni, ale przede wszystkim ukochał muzykę KRÓLA.

Zaczęło się od tłumaczenia piosenek Presleya i debiutu scenicznego w roku 1992. Punktem zwrotnym w życiu Pilarma okazało się nagranie własnym sumptem w tymże roku 1992 kasety magnetofonowej z własnymi interpretacjami przebojów Elvisa, pod znamiennym tytułem Elvis I, którą następnie rozprowadzał pocztą i na coraz częstszych koncertach. Po sukcesie pierwszego albumu pojawiły się kolejne kasety Pilarma – Elvis II (1993) i Elvis III (1994). Rosnąca popularność i rzesza fanów sprawiły, że Eilert Pilarm podpisał kontrakt producencki z koncernem MCA czego efektem było wydanie CD-singla „Jailhouse Rock” (1995) i wreszcie albumu Greatest Hits (1996).

Do końca maja 1996r. album ten sprzedał się w ilości 8000 egzemplarzy i zajął dziesiąte miejsce w rankingu Bonver /najlepiej sprzedające się płyty na stacjach benzynowych w Szwecji/ obok takich gwiazd jak Celine Dion /miejsce 8./ czy Tina Turner /miejsce 4./. Album zwrócił również uwagę legendarnego Johna Peel’a, który w jednym z brytyjskich magazynów muzycznych uznał płytę Pilarma za jedną ze swoich ulubionych w roku 1996 pisząc przy tym „Nie mogę rozgryźć czy jest on /Pilarm/ tak genialny, czy po prostu tak niewiarygodnie głupi, że nie wie co robi”. Po krótkim okresie przerwy w karierze  pojawia się w 1998r. album „Eilert is back”. Pasmo sukcesów trwa dalej.

Pilarm zaczyna być zapraszany do programów telewizyjnych i radiowych, drużyny softballu są nazywane na jego cześć,  rozpoczyna karierę międzynarodową koncertując nie tylko w Szwecji, ale i Danii i Norwegii, a jego płyty trafiają do tamtejszych sklepów.  W 1999r. występuje w brytyjskiej telewizji odbierając nagrodę dla „Najlepszego Szwedzkiego Elvisa Stulecia” i myślę, że to, iż nagrodę przyznało mu pasmo śniadaniowe Channel 4 nie powinno tej nagrody deprecjonować. W 2000r. pojawia się kolejny album Pilarma „Live In Stockholm”, a w 2001r. płyta Eilerts Jul /Eilert’s Christmas/, która przynosi Pilarmowi sukces w postaci systematycznego pojawiania się na listach najgorszych coverów w historii. Ostatni album „Eilert forever” ukazał się w 2003r. W tym też roku według zebranych przeze mnie informacji wielki Szwedzki Elvis zakończył karierę. Przeszedł jednak do legendy /żywej/ tak jak do legendy przeszła reklamówka firmy KELDA nakręcona z jego udziałem.

 Jak to możliwe,  że jako Elvis może odnieść tej skali sukces człowiek, który /bardzo/ nie gra jak Elvis, nie śpiewa /bardzo, bardzo/ jak Elvis i /bardzo, bardzo, bardzo/ nie wygląda jak Elvis. A przecież wylansował się na długo wcześniej niż Jola Rutowicz i inne gwiazdki medialnego pobigbrotherowego przełomu /ja dowiedziałem się o nim kilka lat temu nie byle skąd bo z audycji Wojciecha Manna w Trójce/. Przed czasem ekspansji internetu, przed przekroczeniem przez telewizję granic za którymi gawiedź rzuca się już instynktownie na każdego dziwaka, który robi coś gorzej od niej. To „gwiazda” czasów i okolic w których śmiech jeszcze nie był okrucieństwem. Przyjmijmy więc /jako gawiedź netkulturowa/ Pilarma ciepło jak prawdziwego outsidera i pośmiejmy się z niego życzliwie. Tam gdzie nie świeci słońce ludzie rozgrzewają się zgrywą i ogrzewają serca marzeniami nie wywołując pogardy. O tym będzie właśnie nasz rozpoczynający się niniejszym artykułem cykl.

W 1996r. Pilarm spełnił swoje marzenie odwiedzając legendarne Graceland. Myślę, że spodobał się prawdziwemu Królowi i założę się, że jeśli Elvis jest tam na górze, musi Eilertowi nieźle pomagać.

I może to jest najlepsze tego wszystkiego wyjaśnienie.

Rojewski

Teledyski – youtube.com
Korzystałem również z materiałów zamieszczonych na stronie oficjalnej Eilerta Pilarma i na fanowskiej stronie prowadzonej przez Pera Gunnara Erikssona.

http://www.pergunnareriksson.se/eilert.html
http://eilertpilarm.to/

Tags:

2 komentarze

  • Chroniczny brak promieni słonecznych to chyba właściwe wyjaśnienie zjawiska.

  • z pewnością. Tym bardziej że istnieją tego typu i stylu zespoły lapońskie. Jeden z nich być może będzie miał trasę po Polsce, ale to się jeszcze okaże

Zostaw odpowiedź