Andrzej Janiak: Eros – eliksir samotności

15 maja 2012 14:380 komentarzy

Rollo May
Miłość i wola

tyt. oryg.: Love and Will
tłum.: Helena Datner-Śpiewak i Paweł Śpiewak
Rebis, Poznań 2012

 

 

     W serii „Psychologia” ukazało się czwarte wydanie „Miłości i woli” znanego amerykańskiego psychologa nurtu egzystencjalnego Rollo Maya (1909-1994).

     W zasadzie nie powinno się omawiać kolejnych wydań tej samej książki, gdyż jest to jedynie odnotowanie sukcesu czytelniczego. Jednak od trzeciego wydania upłynęło kilka lat; wyrosło nowe pokolenie zainteresowanych tą uniwersalną problematyką.

     May reprezentował nurt badawczy zwany psychologią egzystencji (egzystencjalną). Istotą tego kierunku było całościowe, holistyczne spojrzenie na jednostkę i jej wewnętrzne psychiczne mechanizmy zachowania integralności.

     O ile wczesna psychoanaliza nadwartościowała seksualność jako nieuświadomioną przyczynę wielu zachowań, a później   frommowska jej wersja zajęła się bezwiednym usymbolizowaniem zbiorowych zachowań, o tyle psychologia egzystencji, nawiązująca również do behawioryzmu, pragnęła wyrazić mentalną równowagę człowieka albo też dążenia do osiągnięcia takiej równowagi.

     Wewnętrzne powodzenie, sukces mierzony trwaniem, względnie trwała homeostaza to kluczowe punkty wyjścia do analizy nie tyle zachowań, co  indywidualnej odrębności związanej z gatunkową wspólnotą. Psychologia egzystencji jest, więc, głębsza, bardziej filozoficzna, skłaniająca się do refleksji.  A jednocześnie nie za bardzo oddalona od codziennego życia, stąd refleksja na pozornie banalny temat miłości. Filozofowie zostawili po sobie wiele bon-motów  na temat miłości, kobiet, hetero i homoseksualizmu. Trudno jednak byłoby w tej powodzi słów doszukać się skoncentrowanej refleksji.

      May postanowił połączyć wolę z miłością i przyjrzeć się jak funkcjonują oba pojęcia oraz zjawiska przez nie wyrażane. Termin „wola” kojarzy nam się z główną pracą Artura Schopenhauera (1788-1860) „Świat jako wola i przedstawienie”. Ten gdański romantyk stworzył wiele aforyzmów traktujących o miłości. Jednak to nie on jest prekursorem analizy relacji zachodzących między miłością a (wolną) wolą. Ale właśnie humanista psycholog Rollo May, który przedstawia problem w bardzo specyficznym ujęciu, niewątpliwie pochodzenia psychoanalitycznego. W olbrzymim skrócie podejście takie nazwaliśmy imionami greckich bogów: Erosa i Thanatosa. Miłość przeciwstawiona śmierci, czy miłość jako „lekarstwo na śmierć”. Ze szczegółowych analiz – bardzo dogłębnych, dociekliwością przypominających rozważania fenomenologów, wynika, że i jedno, i drugie. Zaczyna się ciekawie; rozważaniami na temat, jaką rolę pełni miłość w życiu współczesnego człowieka. Jak przystało na analityka zerowy punkt wyjścia stanowi  kartezjańska zasada opisu aktualnej sytuacji kiedy to: „stare mity i symbole, które były dla nas punktami oparcia zniknęły, szerzy się lęk, lgniemy do siebie, starając się przekonać, że to, co czujemy jest miłością. „Nie pragniemy niczego, obawiając się, że wybór kogoś lub czegoś pociągnie za sobą utratę kogoś lub czegoś innego, a jesteśmy zbyt słabi na podjęcie takie ryzyka.” (s. 7).

     Przedstawiając obecną sytuację, kiedy to „miłość sama dla siebie stała się problemem wymagającym rozwiązań, a wszelkie rozważania o wolnej woli zniknęły, zastąpione terapią, pozwalającą ludziom na zachowania dobrej samooceny, May głównie bazuje na greckim pojęciu daimoniona (=demona). Sposób, w jaki to czyni, niewątpliwie, stanowi osnowę interesujących dociekań. Przy okazji napotykamy na wiele pobocznych i trafnych sformułowań. Np. takie ujęcie związku pomiędzy sztuką a nerwicą: „ W sztuce i nerwicy zawarte jest przewidywanie. Ponieważ sztuka jest komunikatem wydobywającym się z poziomów nieświadomości, daje nam obraz człowieka dostępny tym tylko członkom społeczeństwa, który za sprawą swojej wrażliwej świadomości żyją na granicy obecnego społeczeństwa, jedną nogą wkraczając w przyszłość ) – (s. 17).

     Trudno tu oprzeć się refleksji, że dziś już nikt nie wyciąga podobnych wniosków z refleksji na temat artystycznej wrażliwości. A sama sztuka w okresie „postnowoczesnym” zaczęła być lekceważona, co można przypisać dehumanizującej roli techniki.

     Jedno ze swoich warszawskich seminariów Leszek Kołakowski nazwał: „Krytycy rozumu technologicznego” niewątpliwie takim  poważnym krytykiem był psycholog Rollo May.

Andrzej Janiak

Tags:

Zostaw odpowiedź