Wywiady Netkultury: Rafał Karcz – Dla mnie sztuka jest zabawą w chowanego ze śmiercią…

15 lutego 2012 11:498 komentarzy

Rafał Karcz /fot. Anna Legutko/

Rafał Karcz
Absolwent Wydziału Historii Sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Wydziału Form Przemysłowych krakowskiej ASP. Malarz i fotografik eksperymentujący z mediami oraz technikami, opisujący szeroko rozumianą przestrzeń miejską, oscylujący na pograniczu undergroundu i kultury masowej. Twórca niezależny, który nie wchodzi w „układy” i „układziki” w świecie sztuki. Sam wydeptuje własną ścieżkę i miejscami ją poszerza. Czasem naprawdę minimalnym nakładem środków, choć maksymalnym nakładem pomysłów. Swoje prace wystawia w galeriach zachodniej Europy i Stanów Zjednoczonych.

.
.
Z Rafałem Karczem dla Netkultury rozmawia Magdalena Łukasik

.
Magdalena Łukasik: Z zaciekawieniem przyglądam się Twoim pracom. Są takie inne, takie świeże. Gdzie na co dzień poszukujesz inspiracji?

Rafał Karcz: W sobie, w głowie, w jaźni… Tak najkrócej. Poza tym muzyka, rock garażowy, teledyski na YouTube, jakieś przebitki i strzępy obrazów. To gdzieś zostaje.

MŁ: Chcesz przez to powiedzieć, że ciągnie Cię do tej czarnej strony sztuki?

RK: Ciągnie mnie na pewno w stronę psychodelii i niejasności: w obrazie, symbolice tzw. niezdefiniowanie, także stylistyczne, coś brudnego, jakieś odrzuty i śmieci w powszechnym mniemaniu.

Z serii I WANNA KILL CINDY SHERMAN 1

MŁ: Jesteś buntownikiem z wyboru, czy może robisz to w imię sztuki?

RK: Kiedyś byłem większym [śmiech]… Nie wiszę na ministerialnych klamkach, nie korzystam ze stypendiów, jestem independent w tym sensie, że mogę w sztuce robić to, na co mam ochotę.

MŁ: Nie uważasz, że przez to więcej tracisz niż zyskujesz? Nie od dziś wiadomo, iż rynek artystyczny rządzi się swoimi prawami…

RK: Możliwe, ale nie chcę się totalnie „zeszmacić” i sprzedać, poza tym nikt mi nie będzie robił łaski. Mam kontakty z wieloma osobami znającymi się na sztuce i godnymi pełnego zaufania, jak Krzysztof Jurecki z Łodzi czy też Małgorzata Błaszczyk z galerii Strefa A w Krakowie. To się dla mnie liczy i pomaga w pracy.

MŁ: Co takiego dostrzegli w Twoich pracach, czego zabrakło tym ze strefy B?

RK: Może jakieś piękno zaklęte w brzydocie? Dokładnie nie wiem.

MŁ: Domyślam się, że nie są to jedyni ludzie, którzy docenili to co robisz. Twoje prace były wielokrotnie wystawiane w Niemczech, Stanach Zjednoczonych, a także w Hiszpanii i Szwajcarii…

RK: Kuratorzy i galerzyści… W sumie, gdyby zliczyć, to zdecydowanie więcej wystaw było za granicą niż w Polsce. A w Krakowie póki co – żadnej, pierwsza ma odbyć się w kwietniu.

Z serii I WANNA KILL CINDY SHERMAN 2

MŁ: Jakie targają Tobą emocje na nieśmiałe otwarcie się przed Tobą Krakowa?

RK: Żadne. Myślę tylko o koncepcji – chyba pół na pół: malarstwo i fotografia. Tytuł wstępny: „Czy dychotomia jest dobra ?”

MŁ: Skąd ten pomysł?

RK: Nie wiem, czy łączenie tych mediów wypali, czy coś się z czymś nie pożre. Stąd też tytuł pełen wątpliwości, niech widzowie to rozstrzygną.

MŁ: Czyli jednak „coś” czujesz. Niepewność.

RK: W zasadzie zawsze. To taki tzw. „motor napędowy twórczości”, jeden z kilku. Kto mówi, że jest inaczej, zapewne kłamie.

MŁ: Jeden z kilku. Czyli jest ich więcej?

RK: To też agresja u artystów, facetów. Jak sadzę: seks, adrenalina, alkohol i dragi, w szerokim tego spektrum znaczeniu.

TOUCH ME, I AM SICK

MŁ: A Ciebie co napędza do działania?

RK: Jak śpiewał Iggy Pop: „Just for life„. Jakiś apetyt na doznania i chęć obcowania z absolutem poprzez sztukę. Kur** to banał jest, ale tak się czuję, zwłaszcza jak się napiję. Poza tym chyba jakieś samcze zaznaczenie swojej obecności i rewiru.

MŁ: Alkohol jest nieodłączną częścią Twojej sztuki?

RK: Czasem tak. Nie chcę, aby to była sztuka „czysta” w sensie odbioru. Tu się znajduje ten klucz, czyli coś co jest pod podszewką, bo ja wiem, że jest; ból istnienia, a z tym się wiąże wiele spraw pobocznych, jakieś nałogi między innymi.

MŁ: A może ludzie powinni przychodzić oglądać Twoje prace w takim stanie (%), w jakim sam je tworzysz? Może wtedy nie mieliby problemu z odebraniem przekazu?

PRETTY UGLY

RK: Nie, to nie ma z tym nic wspólnego. Niech przychodzą w takim stanie w jakim chcą, byleby coś z tej wystawy dla siebie wynieśli i zapamiętali. Poza tym,nie zawsze robię coś w „takim stanie”, a ostatnio już coraz rzadziej.

MŁ: Na jakim „Tobie” najbardziej Ci zależy, abyś został zapamiętany?

RK: Niezależny, o swoistym i swobodnym stylu, ironista.

MŁ: Ironista? Do świata? Czy może do siebie samego? Czy to aby na pewno pozytywna postać?

RK: Mam sporo dystansu i autoironii. Czasem nawet cynizmu.

MŁ: Sądzisz, że to pomaga w życiu?

RK: Tak. Ironia w zdrowych dawkach oraz autoironia to moja broń.

MŁ: Kiedy jej używasz?

RK: Gdy komentuję świat, i gdy mnie ludzie nie rozumieją, tzn. intencji bądź też przesłania sztuki, lub gdy mnie ktoś wkurzy.

MŁ : Często jesteś nierozumiany przez ludzi?

RK: U mnie wszystko jest trochę chaotyczne i raczej intuicyjnie. Intelektualne gierki mogą przyjść nieco później, tzn. jakieś wygibasy znaczeniowe, ikonografia, kwestia ikonologii, doboru środków, dopasowania medium etc.

MŁ : Wymigujesz się.

RK: Paradoksalnie wcale nie tak często, przynajmniej fotografią i grafiką. Z malarstwem jest może troszkę inaczej.

MŁ: To znaczy jak?

RK: Miałem wrażenie, że jest mniej rozumiane. O tyle mnie to dziwi, że dla mnie to awers i rewers jednej monety: lewa – malarstwo i grafika, prawa – fotografia. U mnie stanowią coś jednolitego, poruszają się w podobnej tematyce, śledzą podobne obsesje i kultowe dla mnie tematy.

MŁ : To takie Twoje bliźniacze maluchy. Ale czy aby na pewno jedno nie jest ważniejsze od drugiego?

RK: Nie, teraz już nie… Choć fotografia jest – jakby to powiedzieć? – dla kogoś kto wyszedł od malarstwa i rysunku czymś dość prostym, w sensie uzdolnień manualnych. To szybkie, powtarzalne medium, tu liczy się bardziej sam koncept, a tam – wykonanie, gest, ruch ręki.

MŁ: Czy to znaczy, że… malarzom jest dużo prościej zająć się fotografią, niż osobom które nie mają o tym pojęcia?

RK: Robić zdjęcia może każdy i prawie każdy je robi; czym się tylko da. Nie jest łatwiej, po prostu jest to wejście do płytszej rzeki. Ja tak to odczułem; płytsza rzeka z mniej rwącym nurtem, bliżej jest drugi brzeg, trudniej się zagubić.

MŁ: Zaraz, zaraz… czym tak właściwie jest dla Ciebie stabilny ląd? A czym rwący nurt?

RK: Tym czym wszystko w sztuce. To wypalenie, niemoc twórcza, tematy bez rozwinięć, rozwiązań, zakończeń, puste przebiegi, gonitwa myśli, zniechęcenie, brak języka, brak tego czegoś… weny, natchnienia, przerażenie, pusta kartka, chęć zniszczenia wszystkiego co się już stworzyło. To są wiry i rwący nurt.

MŁ: A ten spokojny, drugi ląd?

RK: Dla mnie sztuka jest zabawą w chowanego ze śmiercią.

DECONTROL EP

MŁ: Być może to pytanie powinnam Ci zadać na początku, ale w takim razie, co Tobie daje  sztuka?

RK: Jest jedynym z wielu sposobów wyrażania siebie.

MŁ: Banał. Nie sądzisz, że odpowiada tak 99% artystów? Zaskocz mnie.

RK: Sztuka i tak nas oszuka, więc… kiedyś miała być środkiem na podrywanie dziewczyn, czasem to skutkuje, tzn. w niektórych środowiskach. Sztuka to wypełnienie pustki, coś poza horyzontem doczesnych zdarzeń.

MŁ: Hmmm. To taka ucieczka w inny świat?

RK: Tak, poza horyzont zdarzeń, czasem bieżących potrzeb. Eskapizm? Może, ale jednak nieco intelektualnie kontrolowany, trzymany w ryzach.

MŁ: Inny oznacza lepszy?

RK: Nie zawsze – inny oznacza inny. Czasem i tu, i tam wszystko uwiera i drażni.

MŁ: Coś jednak Cię tam ciągnie…

RK: Uwiera…

MŁ: Destrukcja Cię kręci?

RK: Tak. Destrukcje gustownego obrazu i jego dekonstrukcje, jak najbardziej; tzn. u siebie. Jednak to, nie przeszkadza mi w podziwianiu pięknych prac wokół, w tym sporo wybitnych fotografii, takich estetycznych. W końcu ja też, poniekąd, dbam o formę, być może jest to forma rozpadu, ale trzymana w ryzach metody.

COMMUNICATION BREAKDOWN

MŁ : Jakich artystów podziwiasz?

RK: Egona Schiele, Witolda Wojtkiewicza, Wojciecha Weissa, Luciana Freuda, Warhola i Floriana Sussmayra.

MŁ: Czym sobie na to zasłużyli?

RK: Sztuką, czyli sprawnością warsztatu i myślą, poza tym, poniekąd, życiem i postawą, także intelektem i pomysłem na siebie.

MŁ: Ich twórczość jest podobna do Twojej, czy jest jej kompletnym przeciwieństwem?

RK: Podobna…? Tylko ostatniego z wymienionych, z którym odczuwam największe powinowactwo … To wynika z zasobu stosowanych klisz i kodów kulturowych czy też popkulturowych, dla nas obu oczywistych.

MŁ: Hmmm… Czyli lata 60., w których się urodziłeś, wpłynęły na to w jaki sposób tworzysz swoje obrazy?

RK: Wpłynęły o tyle, że już byłem nastolatkiem jak „wybuchł” punk i dotarł z opóźnieniem do zaściankowej Polski, czyli połowa dekady lat 80. to już dość świadomy czas dla mnie był. Te pierwsze bunty …

MŁ: Pierwsze bunty? Który najbardziej Ci utkwił w pamięci?

RK: Wagary z najlepszego liceum w mieście i picie taniego wina na boisku piłkarskim, pisanie antysystemowych graffiti na korytarzach szkoły. Lata około 1984-85. Rok później pierwszy Jarocin i ta wciągająca rockowo-reggeowa ekstaza …

MŁ: Wiązały się z tym jakieś… nieprzyjemności?

RK: Nie, tzw. politycznych nigdy. Ale miałem inne, nienawidziłem się uczyć i ledwo przechodziłem z klasy do klasy. To był nobliwy profil klasyczny z łaciną i greką, no koszmar prawdziwy.

MŁ: Kto by przypuszczał… Ale jak widać, zawsze „spadałeś na cztery łapy”?

RK: Raczej nie, tzn. żyję wciąż [ śmiech ], ale sporo mnie to kosztowało, by być tu i teraz i z Tobą rozmawiać … bywało ciężko, ale żyję.

MŁ: Koszty kosztami, ale chyba teraz jesteś z siebie dumny?

RK:Nie wiem, może z kilku spraw… Są też rzeczy wstydliwe.

MŁ: A jakie jest credo życiowe artysty Karcza?

RK: Mieć oczy i uszy szeroko otwarte, by sztuka lub jej twórcy nas nie oszukali i nie „oszkapili”, jak przy A.C.T.A. Łapać istotę, a unikać banału i pustosłowia…

.
Rozmawiała Magdalena Łukasik

Luty 2012

– – – – – – – – – – – – – – – – –
zob. też – J. A. Sikorska – Słowo o kilku obrazach

Tags:

8 Komentarzy

  • jakoś bez przekonania niestety
    wywiad ciekawszy niż prace
    ale…kwestia gustu

    • hm, mnie akurat prace sie bardzo. Jako maniakowi akwareli ogólnie, a takiej, jakie tu widzę – od momentu zobaczenia – szczególnie.

  • Milka-fioletowa

    W wypowiedziach czuje się się bunt, w obrazach raczej nie, są w gruncie rzeczy bardziej dekoracyjne niż „chropawe”.
    Zachęcona powyższą publikacją, znalazłam w necie inny wywiad z Rafałem Karczem (Rozmawiała: Ewa Miszczuk), a tam info o tym, jak powstają te obrazy.
    „Poszukuję obrazów w internecie, oglądam zdjęcia internetowe, szukam tematów w stopklatkach filmów na YouTube. […] Wpisuję czasem w wyszukiwarkę hasła, które mnie interesują, na przykład: „muzyka garażowa” albo „amerykański hardcore” czy „post-hippi”Patrzę na ekran i szkicuję na kartce, na specjalnej deseczce. A potem maluję już w innym pokoju.”
    To mi zaimponowało. Czyż nie tak postępowali twórcy od zawsze? Inspiracje z rzeczywistości! Tyle, że kiedyś otaczającą rzeczywistością był krajobraz z brzozami albo aleja cyprysów; tancerki baletu, nagie modelki, burdelmama w otoczeniu dziewcząt, wykrzywione twarze kochanek, umierający starcy… Wszystko po staremu, a rzeczywistość teraz w połowie wirtualna…

    Ale jest też w tamtej rozmowie (Karcz – Miszczuk) coś, co od dawna mnie dziwi u wielu twórców – śmiało i odważnie przyznają się oni bowiem do braku zainteresowania inną twórczością niż własna: „Bardzo rzadko chodzę na wystawy, bo unikam muzeów, nudzi mnie to po prostu”. To znamienne dla naszych czasów, nie tylko w „branży” malarskiej, lecz w każdej działeczce twórczości (literackiej chociażby).

    Ja rozumiem, że twórca jest indywidualistą, ale to jeszcze nie musi znaczyć: egocentrykiem (tylkomojecentrykiem). Nie chodzić do muzeów, galerii – czyli co? Poznawać tylko kopie? Kopie kopii? Jasne, to też znak naszych czasów, ale bliżej mi do twórcy, który dotyka też innych oryginałów niż własne. Na to potrzebna jednak kasa, a to już problem na całkiem inną dyskusję.

    • Hufnagiel

      Oj, nie wydaje mi się, żeby Twórcy nie znali. Przecież Szkoły wcześniej skończyć musieli. Aby Tworzyć!
      Że teraz nie chcą oglądać? W muzeum, galerii?
      No i dobrze.
      Tylkomoimcentrykiem?
      Tak. Takim powinien być Twórca.

      Chyba obejrzał wcześniej, za młodu. Słoneczniki…
      I wziął się za swojecentryki.

  • Hufnagiel

    Pytanie mam.
    Czy te prace artystyczne to są fotografie, czy malunki (dowolną techniką) czy też co inne?
    Bo jakoś się, z wywiadu, nie dowiedziałem.

    Może z wypowiedzi wszystko wiadomo, a ja nie skumałem??
    Dżizas, …
    A na ścianę można powiesić?
    Bo one wszystkie mi się podobają, powiesił bym!

  • Fakt, z tego wywiadu jakoś nie wynika czy akwarela. Na Facebooku czy gdzieś, się mówi „tworzy w technice mieszanej na papierze, bazując na tradycyjnej akwareli”. Widać też czasem linie ołówka. A że robi i zdjęcia, to sprawa niejasna.
    Malarze myślą pewnie, że nie trzeba wyjaśniać, bo wszyscy wiedzą 😉 Ja np. znam się na zbieraniu grzybów.

  • Magdalena Łukasik (autor)

    Chciałam aby mój wywiad był inny od wszystkich. W większości z nich jest tłumaczona technika wykonywania obrazów Pana Rafała itp. Ja wolałam raczej nie iść stroną stricte zawodową. Szukałam intrygujących pytań tak – aby potem powstały z nich niecodzienne i odważne odpowiedzi.
    Za dotrwanie do końca wywiadu, dziękuje.

Zostaw odpowiedź