Maciej Piątek: Ali ACTA, czyli kto stoi za zamachem

15 lutego 2012 11:5612 komentarzy

     Tak głośno i kontrowersyjnie jak o podpisaniu z przez Polskę umowy międzynarodowej ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement)  nigdy wcześniej w naszym kraju nie było (no, może jedynie wówczas, gdy podpisywano traktaty o przystąpieniu RP do NATO czy UE).

     Na początku nie tyle sama treść ustawy wywoływała największe kontrowersje, lecz raczej sposób procedowania nad nią. Prace trwały bowiem po cichutku i bezszelestnie, z dala od „zgiełku i hałasu” mediów. Przeczuwano już wtedy prawdopodobnie, iż to, co powstaje, może nie do końca odzwierciedlać wolę i dążenia wszystkich zainteresowanych stron. I nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie pana Kima Dotcoma, ojca założyciela portalu Megaupload, dzielącymi w sieci na lewo i prawo (lecz nie za darmo) wszelkimi dobrami audiowizualnymi – przy rosnącym oburzeniu prawowitych posiadaczy praw do tychże dóbr. Ostatecznie umowę ACTA  podpisano, a dowiedzieć się o tym fakcie mogliśmy  z 43 strony komunikatu z Rady UE ds. Rybołówstwa (sic!).

     Co do treści ACTA specjaliści w tej dziedzinie byli i wciąż są podzieleni. Ci z nich, którzy reprezentują duże korporacje, mające interes w tym, by przyjąć wiadomą umowę, stali na stanowisku, iż tak naprawdę ACTA niczego nie zmienia. Bo przecież umowa ta nie może być sprzeczna z prawem krajowym w materii ochrony praw autorskich i pokrewnych. Ale może obligować i zobowiązywać – zdaniem autora i nie tylko (patrz list GIODO do ministra cyfryzacji)  – nasze służby (np. policję) do nieutrudniania wszelakich prób jej egzekwowania (jakkolwiek enigmatycznie to wyraziłem). Przyjęcie ACTA, może stać się swego rodzaju fundamentem prawnym, na bazie którego odpowiednio „umotywowani” prawnicy zbudują szereg ograniczeń i zabezpieczeń, które mogłyby limitować wolność w sieci. I o ten właśnie czynnik niepewności zdaje się w tym wszystkim chodzi. Stara zasada mówi, iż jeżeli brakuje w czyimś działaniu wyraźnego motywu lub jest on po prostu nieznany, to warto się  zastanowić, kto w wyniku takiego czy innego działania osiągnie korzyści finansowe. Na podpisaniu ACTA (czy SOPA,PIPA) zyskałyby najbardziej amerykańskie korporacje, bo to one są posiadaczami największej ilości wszelkiego rodzaju praw intelektualnych. I znowu te złe korporacje, i do tego amerykańskie. Niekoniecznie.

     Zdaniem Zbigniewa Hołdysa, jednego z nielicznych odważnych zwolenników podpisania przez Polskę ACTA, umowa ta nie jest zagrożeniem dla wolności słowa w sieci  „…w tej kwestii dla mnie gwarantem wolności słowa jest główny sygnatariusz umowy ACTA czyli Stany Zjednoczone. Pierwsza poprawka do amerykańskiej konstytucji gwarantuje wolność słowa po wsze czasy. Zabrania zmiany w tej kwestii jakąkolwiek ustawą. Myślę, że Amerykanie nie pozwoliliby sobie na przyjęcie dokumentu, który miałby ograniczać ich wolność i swobodę wypowiedzi…” koniec cytatu. Kiedyś też mi się wydawało, że Ameryka i Amerykanie (a dalej – ich korporacje) nie mogłyby zrobić tego czy owego. Przekonanie to prysło niczym banka mydlana wraz z podpisaniem przez amerykańską firmę Google, w imię miliardowych zysków, umowy z rządem Chin w sprawie współpracy, na mocy której firma ta zobowiązała się m.in. do cenzurowania internetowych treści niewygodnych dla komunistycznego reżimu (np. tych o Tybecie, czy więźniach politycznych). Po jedenastym września również amerykański senat zatwierdził szereg ustaw, które w sposób oczywisty łamały prawa podstawowe zawarte w amerykańskiej konstytucji np. Patriot Act.

     Wracając do Zbigniewa Hołdysa, stał się on celem niewybrednych ataków internetowych, wszelkiej maści frustratów i zapaleńców, którzy ostatecznie zmusili muzyka do tymczasowej banicji z sieci. Ja sam uważam tego typu obrzucanie człowieka inwektywami za chamskie i nie na miejscu. Nie zgadzam się z Zbigniewem Hołdysem, ale szanuję go za odwagę, którą niewątpliwie trzeba mieć, by mówić „tak”, gdy wszyscy mówią „nie”.

/rys. Michał Zięba/

     Negatywną opinie wobec ACTA wyraziły także takie instytucje jak m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich, Generalny Inspektor Danych Osobowych w Polsce oraz Europejski Trybunał Sprawiedliwości (orzecznictwo dotyczące belgijskiej organizacji zrzeszających twórców SABAM przeciwko dostawcy internetu a także przeciw belgijskiej firmie Scarlet). ETS stwierdził, iż ACTA może być sprzeczne z Kartą Praw Podstawowych UE.

     Swego rodzaju papierkiem lakmusowym tego jak może wyglądać ACTA lub jego „pochodne” w przyszłości, może być wyrok brytyjskiego sadu w sprawie o ekstradycję do Stanów Zjednoczonych 23-letniego studenta Richarda O’Dwyea. Richard O’Dwye stworzył stronę internetową, która przekierowywała zainteresowanych użytkowników sieci do poszukiwanych przez nich nielegalnych filmów i programów telewizyjnych. Strona, choć sama w sobie nie zawierała nielegalnych treści, pomagała w łamaniu praw i własności intelektualnych osób trzecich w rozumieniu prawodawstwa Stanów Zjednoczonych. Sam sąd przyznał, że nie ma dostatecznych dowodów, jakoby wspomniana strona O’Dwye’a łamała jakiekolwiek prawo brytyjskie, niemniej jednak sędziowie przychylili się do wniosku o ekstradycję. Brytyjczykowi grozi w Stanach 10 lat więzienia.

     Ktoś zapyta, jaki jest związek ACTA z tą ekstradycją? Ano taki, że w obu tych przypadkach pomysłodawcą jest ta sama strona, czyli Amerykanie. W obu tych przypadkach zarówno ACTA jak i umowa dwustronna o ekstradycji pomiędzy Stanami Zjednoczonymi i Zjednoczonym Królestwem z 31 marca 2003 roku (US-UK Extradition Treaty 2003), powstały w całkowicie słusznej sprawie. W przypadku ACTA jest to walka z podróbkami i kradzieżą dóbr intelektualnych a w przypadku umowy ekstradycyjnej to skuteczne narzędzie w walce ze światowym terroryzmem (szczególnie po 11 września).

     Skoro więc czystej analogii pomiędzy obydwoma tymi aktami prawnymi na tym etapie być nie może (dotyczą czego innego), warto jednak ku przestrodze przyjrzeć się sie wspomnianemu wcześniej traktatowi o ekstradycji: może tego typu działania to swego rodzaju modus operandi strony amerykańskiej. Podstawowe zarzuty brzmią dziwnie znajomo, i czasami możemy je również usłyszeć w dyskusji o ACTA. A mianowicie, prace nad treścią umowy ekstradycyjnej pomiędzy UK i US odbywały się z całkowitym pominięciem parlamentu brytyjskiego. Traktat podpisano w marcu, a trafił on do rąk brytyjskich parlamentarzystów w maju.

Kolejne zarzuty również brzmią znajomo.
– umowa ta zdejmuje ze strony amerykańskiej obowiązek wobec strony brytyjskiej przedstawienia wszystkich dostępnych dowodów złamania prawa przez osobę podlegającą procedurze ekstradycyjnej, wystarczy jedynie podejrzenie strony amerykańskiej, co do możliwości popełnienia przestępstwa przez taką osobę. Jednocześnie strona brytyjska do przeprowadzenia skutecznej ekstradycji obywatela amerykańskiego z terytorium USA musi przedstawić niezbite dowody jego winy, tak, aby została wszczęta powyższa procedura.
– umowa znosi lub ogranicza podstawowe prawo do obrony osoby podlegającej procedurze ekstradycyjnej. (Trudno bronić się siedząc w kajdankach w samolocie lecącym do USA, nie znając przy tym tak naprawdę dowodów własnej winy, mogąc jedynie domniemywać) Postanowienia tejże umowy nie mają większego wpływu na to, co dzieje się np. w Polsce. Jednak znając pragmatykę działania strony amerykańskiej, postępowanie takie mogłoby zostać uznane za modelowe.

     Omawiane wyżej wątpliwości stały się swego czasu tematem gorącej dyskusji w obu izbach parlamentu brytyjskiego po tym, jak w 2006 roku doszło do ekstradycji trzech brytyjskich bankierów podejrzanych w sprawie bankructwa firmy energetycznej ENRON (a omawiana umowa miała ułatwiać przede wszystkim ekstradycję terrorystów). Parlamentarzyści żądali wtedy zawieszenia postanowień umowy ekstradycyjnej, doszło też do głosowania w Izbie Lordów, gdzie stosunkiem głosów 218 do 116 opowiedziano się za zawieszeniem traktatu. Izba Gmin wyraziła swoje niezadowolenie w stosunku 264-4, nie pozostawiając suchej nitki na umowie (zarzucając stronie amerykańskiej forsowanie ekstradycji bez dostatecznych dowodów i przesłanek winy osoby podejrzanej). Jedynie premier Tony Blair zdawał się nie widzieć niczego złego w istniejącej umowie. Bycie największym przyjacielem USA w Europie (Polska też kandydowała to tego miana) bywa czasami bardzo kłopotliwe i odbija się głęboką czkawką (Polska poznała smak „braterstwa” z USA przy fiasku umowy offsetowej F-16, marzeniach ściętej głowy w kwestii zniesienia wiz dla Polaków oraz fatamorganowych wielomilionowych kontraktach dla polskich firm w Iraku).

     Wątpliwości w sprawie ACTA dotyczą również tzw. leków generycznych, kwestii niemniej ważnej, bo dotyczącej milionów ludzi (przede wszystkim dotykającej w Polsce osoby starsze). Inaczej mówiąc są to tańsze „zamienniki leków”. Ich cena jest niższa dlatego, iż produkujące je firmy farmaceutyczne nie prowadza własnych badan laboratoryjnych i klinicznych, a jedynie korzystają z prawa do wykorzystywania wcześniej już przebadanych substancji czynnych. Istnieje poważna groźba, iż w procesie implementacji ACTA leki te zostałyby uznane za podróbki, co w konsekwencji doprowadziłoby do znacznych podwyżek cen leków w aptekach a tym samym drenażu i tak już odchudzonych portfeli emerytów.

     Podsumowując, to dobrze, że doszło do tak szerokiej dyskusji nad umową ACTA i to na wszelkich możliwych forach. Dzięki temu wszyscy wzbogaciliśmy swoją wiedzę o sprawie, o których tak naprawdę wcześniej nie mieliśmy żadnego pojęcia. Demonstracje przeciwników podpisania ACTA zmusiły rząd polski do głębszej analizy zapisów umowy, postanowiono nie ratyfikować ACTA i poddać rzecz głębszym analizom oraz konsultacjom.

     Z całego tego zamieszania można wyciągnąć parę pozytywnych wniosków, choćby taki: – na pewno trudniej będzie w przyszłości rządowi wprowadzać na bazie ACTA jakiekolwiek rozwiązania ograniczające wolność w sieci (o ile dojdzie do ratyfikacji). O tyle trudniej, iż wśród internautów wiedza na ten temat jest teraz o niebo większa, aniżeli była jeszcze kilka tygodni temu.

     Często również zdarzało się w historii sieci, iż spontaniczne ruchy protestu mające swoje źródło na Facebooku kończyły swój żywot szybciej niż można by było przypuszczać. Tym razem dokonał się swego rodzaju przełom. Przełom ten nie ma oczywiście znamion szerokiego ruchu społecznego, bo takim być nie może, skoro kryterium przynależności do niego wyznacza internet i nowe technologie, jego zasięg zatem dotyka głównie ludzi młodych. Oni zaś nie posiadają znaczących wpływów w sferze polityki czy ekonomii. Jeszcze nie. Nie przeszkodziło to jednak kilku studentom z Wrocławia w prowadzeniu kampanii na rzecz referendum w sprawie ACTA. Do tej pory udało się młodym ludziom zebrać 250 tys. podpisów (http://referendumacta.pl/ ). Już sam ten fakt jest dużym ich sukcesem i świadczy o wzroście świadomości i aktywności prospołecznej młodego pokolenia (internautów). Chciałbym, aby protesty, które miały miejsce w ostatnim czasie w Polsce, zaszczepiły w nas  wreszcie zasadę ograniczonego zaufania do polityków i oby zasada ta stała się dla nas wszystkich normą na przyszłość, czego sobie i wszystkim czytelnikom „Netkultury” życzę.

Maciej Piątek
Halifax, UK, 05.02.2012

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Apel organizacji pozarządowych do Premiera Tuska z 16 stycznia w sprawie negocjacji ACTA i dalsze nasze działania
http://www.isoc.org.pl/201201/ACTAapel

“Piracy” student Richard O’Dwyer loses extradition case
http://www.bbc.co.uk/news/uk-england-south-yorkshire-16544335

V. Dodd, The UK businessmen trapped in Guantanamo,
http://www.guardian.co.uk/uk/2003/jul/11/alqaida.politics/print

P. Walker  ‚Piracy’ student loses US extradition battle over copyright infringement
http://www.guardian.co.uk/law/2012/jan/13/piracy-student-loses-us-extradition

US Senate consider controversial extradition treaty
http://www.dailymail.co.uk/news/article-396517/US-Senate-consider-controversial-extradition-treaty.html

New UK-US Extradition Treaty
http://www.statewatch.org/news/2003/jul/25ukus.htm

list Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych do Ministra Administracji i Cyfryzacji
http://www.giodo.gov.pl/plik/id_p/2557/j/pl

Extradition law review to consider US-UK treaty
http://www.bbc.co.uk/news/uk-11226673

The UK’s bilateral extradition treaties
http://www.publications.parliament.uk/pa/jt201012/jtselect/jtrights/156/15608.htm

E. Bendyk, ACTA w Obiegu
http://www.polityka.pl/kultura/aktualnoscikulturalne/1523743,1,kulture-ratuja-cyfrowi-piraci.read

J.Nizinkiewicz, Hołdys: ratyfikując ACTA Polska niczym nie ryzykuje
http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/holdys-ratyfikujac-acta-polska-niczym-nie-ryzykuje,2,5011348,wiadomosc.html

Tags:

12 komentarzy

  • popieram i podpisuję się pod tym co Pan napisał,

    ACTA tylko ujawniła, że w istocie chodzi o sprzeczność tzw. „własności intelektualnej” z prawem własności materialnej, czyli o fundamenty prawa… i, że to właśnie ta pseudo-własność intelektualna – prawo autorskie rodzi same patologie i dzikie zachowania, trzeba je uznać za szkodliwy relikt przeszłości, a za oczywistość uznać kopiowanie wiedzy cywilizacji, która jest własnością publiczną. Tylko trzeba wymyśleć inny, bardziej uczciwy niż ta pseudo-własność intelektualna sposób finansowania pracy artystów i autorów.

    natomiast ACTA, INDECT, SOPA, PIPIA, TPP, GMO, czy ECHELON dowodzą, że to już zmasowany atak monopoli na gospodarkę światową, i przez to na równość prawa, na swobody obywatelskie, na całą demokrację…, bo każdy monopol wyklucza swobody obywatelskie i sprzeczny jest z uczciwą konkurencję, równością prawa i z demokracją,

    to prowadzi wprost do bezprawia i neo-niewolnictwa, tzn. podziału społeczeństwa na takich co pracować nie muszą (tzw. pseudo-własność intelektualna) i na tych co będą musieli zapracować i na siebie i na tych pierwszych…

  • Maćku, wydaje mi się, że w Polsce niewiele osób ma choć za grosz zaufania do polityków. W ogóle zaufania do kogokolwiek jest niewiele. I dlatego np. prospołeczny wydźwięk protestów przeciw ACTA jest dla mnie osobiście mocno wątpliwy. Dla mnie osobiście ilość tzw. kapitału społecznego tkwiącego w polskich protestach przeciw ACTA jest znikoma.

    Natomiast bardzo zaciekawiłeś mnie losami umowy ekstradycyjnej w UK. Nie spodziewałem się, że w uznawanej za tak stabilną demokracji tak to się może odbyć.
    Dla mnie jawność legislacji i dostęp do informacji publicznej to jest aspekt afery wokół ACTA decydujący.

    • Maciej Piatek

      to prawda odnosnie braku zaufania do politykow, problemem Polski jest to ze ten brak zaufania nie przeklada sie na zadne incjatywy oddolne,spoleczne czy lokalne w takim stopniu w jakim to sie odbywa np. w UK czy w innych krajach europejskich (pewnie sie to wiaze z tym ze my w Polsce wogole nie ufamy sobie nawzajem).Dlatego tez warta odnotowania byla ta fala protestow, nawet jezeli dotyczyla waskiego grona internautow.

  • małpki zawinięte w małpki
    bosssskie

  • no to mamy przełom
    premier się wycofuje

    • Maciej Piatek

      dokonuje sie na naszych oczach calkowita zmiana rzeczywistosci w ktorej zyjemy (chodzi o role internetu) politycy po prostu tego nie ogarniaja. Kiedys dzielili ziemie pomiedzy siebie Portugalia, Hiszpania czy Anglia (czasy kolonialne). teraz nastepuje proba podzialu internetu na strefy wplywow, kto ma internet ten ma wladze.

  • Kilka rzeczy nasunęło mi się po lekturze:

    1. Gdyby istniał plebiscyt na Sieciowy Tytuł Roku, ‚Ali ACTA’ byłby moim zdecydowanym faworytem:)

    2. Słabość państwa. W dobie wciąż panującego dyskursu neoliberalnego (i memów w stylu „mniej państwa w państwie”) to, co zaraz napiszę, może się wydać co najmniej dziwne. Niemniej, przeraża mnie, że demokratycznie wybrany rząd usiłował po gówniarsku schować przed opinią publiczną negocjacje w sprawie ACTA. I to w czasach, gdy politykowi trudno jest ukryć plamkę na krawacie męża swej kochanki, a co dopiero poważny traktat. Przeraża mnie też to, że gdy tylko fala internetowych protestów zaczęła przybierać na sile, ów rząd, jak gdyby nigdy nic, okrakiem się z ACTA wycofał, nie podając w zasadzie żadnych wyjaśnień. Coś na zasadzie: „no tak, chcieliśmy to przepchnąć bez waszej wiedzy, ale skoro już wiecie, to zapominamy o sprawie”.

    Owszem, z jednej strony można się cieszyć, że rząd reaguje na vox populi. Z drugiej, jeśli ktoś miał jakieś nadzieje na to, że podczas bieżącej kadencji doczekamy się jakichkolwiek sensownych reform, powinien je chyba odłożyć, heh, ad acta. Ostatnie wydarzenia pokazują bowiem, że czeka nas kilka kolejnych lat inercyjnego trwania i słupkofilii. Osobiście nie łudziłbym się co do wzrostu rangi społecznych protestów. Ot, po prostu politykom zaleciało przypaloną sierścią, więc postanowili jakoś ugłaskać ciemnego luda. To się wielokrotnie zdarzało w przeszłości i pewnie, niestety, jeszcze nie raz się zdarzy.

    3. Bardzo wątpię, Macieju, czy społeczna wiedza nt. ACTA wzrosła wskutek całego zamieszania. Mam wrażenie, że przeciętny protestujący nadal „wie” tyle, że ACTA jest złe, że wredne jankeskie korpy, że teraz będą kompa zabierać, a posiadacza do mamra wsadzać za dwie piosenki Rihanny i trefny film na dysku etc. Tymczasem najistotniejszy wg mnie aspekt sprawy, czyli kwestia własności intelektualnej, pozostał w sumie nietknięty. Nieliczni odważni, którzy odważyli się podkreślić niezdrowe przyzwyczajenie internetowej społeczności do tego, że w sieci wszystko jest za darmo, zostali potraktowani jak jacyś heretycy. Wyniesienie spodni ze sklepu, podprowadzenie komuś auta z parkingu, wyciągnięcie komuś portfela z kieszeni w dworcowym tłoku – to wszystko są przestępstwa/wykroczenia karane tak wg kodeksu, jak i społecznym odrzuceniem. Natomiast utwór muzyczny/filmowy, który – nawiązując do najnowszych reklam dostawców sieci – w trymiga możemy mieć na swoim dysku i zazwyczaj nie powoduje to żadnych negatywnych implikacji. A to przecież też produkt. Ktoś go musiał skomponować (napisać scenariusz), wyreżyserować, zagrać, nagrać, wyprodukować etc. W związku z czym, żądanie opłat za korzystanie z tegoż produktu nie jest żadnym tam neoniewolnictwem, tylko zachowaniem zupełnie normalnym w gospodarce rynkowej.

    Jasne, znów można – nie bez dużej racji – powiedzieć, że to wszystko wina megakorpów. Że gdyby taka płyta cd nie kosztowała x-dziesięciu złotych, z których 90% zagarniają grube rekiny, tylko powiedzmy x-naście, sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. Bo teraz (i od lat) przeciętny (polski) odbiorca kultury (masowej) stoi przed następującym dylematem: „kraść, czy dać się okradać?” I to wszystko prawda. Część (mała) twórców i wydawców już proponuje swoje dzieła w sieci po cenach zupełnie akceptowalnych. Ale to wszystko ginie w powodzi bredni o zamachach na wolność i innych takich.

    4. Podobnie, jak Roja, intryguje mnie kwestia asymetrii w umowie ekstradycyjnej US-UK. „Od zawsze” wydawało mi się, że Stany nie cieszą się przesadną sympatią pośród przeciętnych Brytyjczyków. A mimo to, Zjednoczone Królestwo wyraźnie i aktywnie bierze udział w zmaganiach o bycie ulubionym siostrzeńcem Wuja Sama. Czy mógłbyś, jako UK resident:), odnieść się do tego zagadnienia?

  • Najistotniejsze jest co innego – nie tyle własność intelektualna ile to, że ACTA jest rozwiązaniem prawnym przystosowanym (stworzonym dla) do systemu anglosaskiego! Gdzie jak wiadomo dominują precedensy, a pozycja sędziego jest niezwykle silna. Nasz system (jak i innych państw europejskich oraz nie-europejskich) jest inny – tutaj sędzia ma się trzymać litery. A ACTA ma w swej treści wieeeele nieprecyzyjnych i nieostrych stwierdzeń, pozostawiających dowolność – ale nie korporacjom!..tylko potencjalnie sędziom, ale nie u nas.. tylko tam: w USA, UK, Kanadzie, Australii, N.Zelandii. Ponad to, z jakiegoś powodu ACTA sprowadza się tylko do działalności internetowej – tak jakby innych gałęzi gospodarczych to nie dotyczyło: leki, częsci do aut, gdzie istnieją wszelkie możliwe – zamienniki. Mam wrażenie, że w całej tej zadymie ACTA odezwali się najgłośniej ci na których… czapka gore :/ Sam słyszałem argument – pojęcia piractwa nie ma w polskim kodeksie – aha, no to 5-te przykazanie może się iść paść.. dobrze że pojęcia takie jak morderstwo, kradzież, gwałt istnieją..

    • Święte słowa z tym systemem anglosaskim. Stąd cały zamęt i /po szkodzie/ dywagacje z czym ACTA byłaby czy nie byłaby sprzeczna, od naszej Konstytucji po prawo Unii.

      Z drugiej strony nasze prawo autorskie nadaje się od dawna do potężnej korekty. Na razie jest niekonsekwentne i nieprecyzyjne /choć piractwo w nim jest/. Konia z rzędem temu kto jednoznacznie powie co to jest „dozwolony użytek osobisty”.

      Z literą prawa w tym obszarze więc w Polszcze nie najlepiej a co do ducha… Piractwo rzecz naganna, ale z drugiej strony nikt się nie zatroszczył o ducha kompromisu konsumentów i producentów.Choćby rynkowego /duża skala= mniejsza cena/ albo publicznego /cyfryzacja bibliotek,otwarcie archiwów medialnych za znośną odpłatnością/. Wtedy prawo mogłoby być nawet jeszcze bardziej restrykcyjne.

      W ogóle z takim równoważącym duchem prawa u nas krucho.

      Może duch z innej beczki ale to oddaje mechanizmy, pewien policjant trałował allegro w poszukiwaniu sprzedaży pianin sprzed któregoś tam roku w celu… ścigania nielegalnego handlu kością słoniową /klawisze/. Łańcuszek ścigaczy zamykały skazujące wyroki sądowe dla właścicieli pianin.
      Jakie tu dobro wspólne zyskało ochronę? Jaki szczytny interes? Polskiej diaspory słoni? Chyba w zakresie pielęgnacji pamięci o przodkach 🙂

      I jak tu edukować ludzi do praworządności?

  • o Boże!…errare est humanum, ale.. plama – oczywiście mi o Siódme Przykazanie chodziło, a nie o 5-te 🙂 Co do ducha – ucha, ucha.. haha.. Prawo w Polsce nie jest i nie będzie reformowane czyli uporządkowane – bo nikomu się to nie opłaca; Ludzie w demokracji (co widać po zachodnich) ulegają preferencji czasu (H.H.Hoppe) – czyli liczy się tu i teraz ..mają w d—- całą resztę bo się przyzwyczaili że zawsze ktoś im coś do tej michy wrzuci, bo obiecał w wyborach (tak się rodzi wtórny merkantylizm – z którym przecież walczył wolny rynek), ergo – jedni kombinują aby prawo było jak najbardziej kiepskie bo na tym zyskują (różne grupy społeczne); a ci wszyscy „wykluczeni” (trochę na własną prośbę, bo głosują wiecznie na tych samych głupków) kombinują: albo jak obejść durne prawo, albo jak się przyłączyć do tych którzy mają pełną michę — tym samym psuje się wszystko; Ten cały ruch demonstracji o ACTA, „oburzeni” to są właśnie wszyscy ci, którym nikt nie nasypał do michy (a przecież głosowali) – tu i teraz; Nikt nie protestował kiedy powstawały i wchodziły w życie co raz bardziej absurdalne regulacje, gdzie aparat urzędniczy włazi nam jeszcze bardziej na plecy i głowę kontrolując co się da.. dlaczego? bo skutki tego są nie-od-razu i są rozproszone, uderzają we wszystkich ale nie w jednakowym czasie -więc nie ma poczucia zagrożenia jakiegoś „interesu”; a ACTA niewątpliwie jest interesem.

    • Eeee, no ja bym tu nie generalizował że wszystko jest tylko grą interesów i manipulacją. Nie docenia Pan inercji systemu i zwykłego bałaganiarstwa 😉 A poza tym to też efekt degradacji kultury, również kultury prawnej i to w skali globalnej. Takie czasy po prostu, czasy w których nikt nie ma czasu, a bombardowanie informacją nie pozwala na racjonalną i rozważną reakcję. W takich warunkach nie ma miejsca na społeczną samoregulację, choćby przez odwołanie się do zwyczajów, tradycji itd. Co dzisiaj znaczy „etos zawodu”, „dobry obyczaj handlowy” itd. W braku takich regulatorów i kapitału zaufania wszystko się chce regulować, regulować i regulować, a potem kontrolować, kontrolować, kontrolować.

  • Panie Roju, inercja to pochodna.. więc interesy jak najbardziej, a bałaganiarstwo jest zmienną środowiskową w tym równaniu 😉 Nie wierzę też w zaklęcia „takie czasy”.. chociaż to symptomatyczne stwierdzenie podkreśla tylko rezygnację ze swoich naturalnych praw czy etosów (też wynikających z naturalnych zachowań społecznych – uścisk dłoni przybija interes, czy solidna robota bo hańbą byłoby sprzedać komuś szajs.. itp.) – a symptomatyczne dla ludzi, którzy NICZEGO nie produkują, tzn. nie wnoszą żadnych nowych dóbr do podziału w gospodarce ..są konsumentami (nadstawiając michy) ..

Zostaw odpowiedź