Posty otagowane: "felieton"

Tandemonium: Nie czekajcie na barbarzyńców. Oni już tu są.

20 września 2011 10:515 komentarzy
Tandemonium: Nie czekajcie na barbarzyńców. Oni już tu są.

     Byliśmy, proszę Państwa, niemal pionierami Internetu. Byliśmy też jego  apologetami. Kiedy zadawano nam pytania o poezję internetową, zaklinaliśmy się, że nie różni się niczym od każdej innej, że tak samo może być dobra lub zła, a Internet, dzięki zapewnieniu błyskawicznej łączności z czytelnikami, może ją ożywić, przybliżyć, upowszechnić. Radość nasza z tego powodu była wielka, albowiem kochamy poezję miłością pierwszą aż po grób. Jakże się myliliśmy!      Pierwsze symptomy pojawiły się wraz z upadkiem Usenetu. Grupy dyskusyjne wypączkowały w niezliczone portale, a te stworzyły potwora. Potwór jest wszystkożerny, odbija mu się tylko  po dobrej poezji. Z grubsza można wyróżnić dwa typy potworów: – potwór poczciwy – potwór oświecony Potwór poczciwy występuje w literaturze od wieków. To nasza dobrze znana, oswojona grafomania, układne rymowanki, niezmienne od stuleci wierszyki sztambuchowe, liryczne […]

Czytaj więcej ›

Mirek Sójkiewicz: Obywatele na stadion!

Mirek Sójkiewicz: Obywatele na stadion!

     Chociaż rzecz nie do końca dotyczy sportu, przytoczony poniżej, a zakrawający na felieton, list czytelnika – publikujemy w dziale sportowym. Redakcja   Mirek Sójkiewicz – Czytelnik   Obywatele na stadion im. arcyks. Ferdynanda „No to zabili nam Ferdynanda – rzekła gosposia panu Szwejkowi […]. – Którego Ferdynanda, pani Müllerová? – spytał, nie przestając masować kolana – ja znam […] Ferdynanda Kokoškę, co zbiera psie gówienka.”* „Niezwykłe widowisko. Niesamowita walka, wielka sympatia dla Tomka Adamka, który nie uległ łatwo obrońcy tytułu! Gratulacje dla zwycięzcy. To wszystko działo się na oczach kilkudziesięciu tysięcy widzów na wspaniałym stadionie we Wrocławiu, ale także przed wielomilionową publicznością przed telewizorami na całym świecie. Warto było! Dobrej nocy.” – napisał na Facebooku prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz o godz. 1.03. „Niezwykłe korkowisko zachodniej części miasta, niesamowita decyzja […]

Czytaj więcej ›

Jolanta Sztejka: Krótka rzecz o paczce- Szlachetnej Paczce

Jolanta Sztejka: Krótka rzecz o paczce- Szlachetnej Paczce

     Akcji charytatywnych w Polsce nie brakuje, tak jak stowarzyszeń i fundacji. Wszystkie za cel obierają sobie pomoc słabszej jednostce, niekoniecznie słabej w ogóle, ale  w tej danej chwili. Przykłady nieszczęść można mnożyć, zapewne w nieskończoność, za to wszelkich pomocowych instytucji zawsze będzie zbyt mało, by pomóc wszystkim w takim zakresie, jakby tego oczekiwali. Wbrew pozorom nie tylko o pieniądze tutaj chodzi.       W wielu miejscach liczy się człowiek. Nie ten, który pomocy oczekuje – a ten, który pomocną dłoń wyciąga. Nie dłoń oblepioną forsą (może brzmi drastycznie, ale tam gdzie jest nieszczęście z reguły drobne kwoty niczego nie zmienią) a dłoń gotową do pomocy. Tak po prostu, z dobroci serca – bezinteresownie.      Nie znam tal do końca zasad, jakimi w Polsce rządzi się idea wolontariatu – jest tyle […]

Czytaj więcej ›

Jolanta Sztejka: „Cześć! Jak leci?”

/fot. Wikimedia/

     ,,Wszystko dobrze, dziękuję” – taka odpowiedź padła na powyższe pytanie, kiedy zadałam je przypadkiem napotkanej koleżance, której nie widziałam kilka lat. Nieprzyzwyczajona do takiej odpowiedzi… zapowietrzyłam się…      „A co u ciebie?”- padło pytanie w rewanżu. – ,,Eeee jakoś leci”- odpowiedziałam jak zwykle… ,,Jakoś? A co się dzieje?” dociekała zatroskana koleżanka… No, właśnie – co się dzieje? Czemu tylko jakoś? W pracy jest faktycznie jakoś, ale poza tym nie  głoduję, w podartych łachmanach nie chodzę, na wakacjach nawet byłam, zdrowie – mogłoby być lepiej, ale póki siły mam pracować… Więc właściwie jest ok. Co ciekawe – między moim ,,jakoś leci” a koleżanki ,,wszystko dobrze” można by postawić znak równości. Bo kolorowo u niej nie jest, dzieci trochę chorują, kredyt  mieszkaniowy wraz ze wzrostem kursu franka mocno podrożał… W pracy […]

Czytaj więcej ›

Jarosław Kolasiński: ESKalacja kultury czyli…

19 lipca 2011 20:333 komentarze
/ilustr. - Katarzyna Rymarz/

ESKalacja kultury czyli Najbardziej  nie  chodzę  na  konkursy  polskie        Nad pobojowiskiem zapadł zmrok wyborczo-parlamentarny. Pokonani liżą rany, starając się by nikt o nich nie zapomniał; zwycięzcy świętują na wszelki wypadek dyskretnie, jako że znaleźli się – a to Polska właśnie! – w kręgu podejrzeń. Bitwa skończona, wojna trwa. W Internecie wrocławianie nakręcają red. Kamilowi Durczokowi blogolicznik odsłon, a ziomkowie bojowego dziennikarza dzielnie dają odpór dolnośląskim agresorom. Dochodzi tym samym do niespotykanej ESKalacji kultury – powerdyktowe hektolitry kulturalnych pomyj, chlupocząc fuckami, płyną rynsztokiem polskiego internetu. Strumień tym bardziej jest wartki, że min. Zdrojewskiego poturbował palec boży, spychając go ze schodów (o, zgrozo! – wrocławskich). A że ostro się poturbował, wywołało to feerię cud-chrześcijańskiego współczucia przyprawionego humorem z najwyższej półki (idącego do likwidacji gieesu). Niestety, minister po raz kolejny rozczarował […]

Czytaj więcej ›

MiKasa: Czy wzleciał z nami trener?

MiKasa: Czy wzleciał z nami trener?

     Cuda jednak się zdarzają. W tegorocznej Lidze Światowej brąz zdobyła grająca w okrojonym składzie polska reprezentacja. Medale wręczono drużynie pozbawionej takich zawodników Skry B. jak: Wlazły (tradycyjnie), Pliński oraz Winiarski (też już, niestety, tradycja). Na boisku nie pojawił się również gracz Zagumny (również nie nowość). Bez czterech podstawowych tuzów, z rekonwalescentem Gruszką, Możdżonkiem o pokancerowanej stopie, z Bartmanem ekspresowo edukowanym na atakującego, który sobie w najmniej odpowiednim momencie doznał kontuzji… i medal? Cud? Cud, który mógłby nawrócić najbardziej zatwardziałego ateistę. Ale nie nawróci. Dlaczego? Ano dlatego, że Liga Światowa to przecież zawody w siatkówce – z reguły triumfuje Brazylia – cudów zatem deficyt.       Nie brak natomiast cudotwórców, którzy nie przemieniają jednak wody w wino (no, ewentualnie wieczorkiem w hotelu), ale sportową rywalizację w jej karykaturę. Wprawdzie siatkówki nie […]

Czytaj więcej ›

Z-M-P: Między atomem, a kropidłem

19 czerwca 2011 22:5161 komentarzy
/fot. Michał Zięba/

Człowiek wierzący bywa w naszym kraju niczym ten góral spod samiućkik Tater. Wie, gdzie jego korzenie i wcale się ich nie wstydzi. Wręcz przeciwnie. Całkiem nieźle mu się mieszka w Poroninie, wierchy, turnie i hale odwiedza często i z lubością, a czasem, od święta, może nawet wcisnąć na siebie te przykuse kalesony i fikuśny kapilinder. I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie jego pobratymcy, których rozwściecza do białości, gdy nasz bohater – znużony nieco Szpiglasowym i Orlą Percią – rad by skoczyć sobie w Gorce, czy Pieniny. Ba, czasem wybrałby się, tak dla relaksu, gdzieś na płaskie, może nad sam Bałtyk nawet. Ale wtedy to już musowo wypisaliby go z rodziny. Z kolei ceprom z nizin wydaje się, że on w tych kalesonach i kapilindrze paraduje dwadzieścia cztery na siedem, zupełnie […]

Czytaj więcej ›

Joanna Kołodziejska: Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie…

/importowano z http://filozofy.blox.pl/resource/41_Zawod_filozof_blog.png/

Polska studentem stoi. Niestety, ten powszechnie znany fakt napawa optymizmem jedynie samych zainteresowanych. Oczywiście do czasu, a konkretnie do momentu opuszczenie murów szacownej placówki. Wtedy to bohater tej opowieści, czyli średnio wyedukowany (najczęściej), lecz zadowolony z siebie młody człowiek (to zależy ile razy powtarzał rok, ale powiedzmy, że młody) odkrywa, że nie jest zwykłym absolwentem. Jest bezrobotnym absolwentem. Zewsząd co prawda kuszą jakże intratne propozycje stażów, jednak za tą zgrabną nazwą kryje się  zwykle wolontariat, czyli ulubiona forma wyzysku pracowników. Szukamy więc dalej. Handel! To ok. 80% rynku pracy, według najnowszych informacji ekonomistów. Im „dziwniejszy” kierunek skończyliśmy, tym większa szansa kariery w owym sektorze. Co ma bowiem robić filozof, czy filolog jakiś tam (pani, tej nazwy to się nawet nie da zapamiętać..)? Owszem, zawsze może pofilozofować, ale wiadomo, że to […]

Czytaj więcej ›

Weredyk Klinker: Jeden procent ale na co?

Weredyk Klinker: Jeden procent ale na co?

Kocham polską kulturę, chcę konsumować polską kulturę, może nawet w jakimś maleńkim stopniu, choćby przez publikacje w Netkulturze, ją tworzę. Dlatego też na wieść o podpisaniu Paktu dla Kultury ogarnęła mnie euforia. 1% na kulturę! Jak rozumiem jeden procent wydatków budżetu. I to nie licząc środków europejskich i samorządowych. Ileż to pieniędzy! Wydatki budżetowe  w 2010r. wynosiły ok. 300 miliardów złotych. Nawet przy cięciach wydatków w budżecie uchwalanym w tym roku mówimy o kwocie bliskiej 3 miliardów złotych. Nie da się ukryć, że robi to wrażenie. A jeśli dodamy do tego fakt, że u nas wydatki na kulturę rosną gdy gdzie indziej w Europie są bezlitośnie obcinane /np. w Wlk. Brytanii cięcia budżetowe sięgały 25%/. Brzmi nieźle. Na stronie Obywateli Kultury możemy przeczytać: „14 maja o godzinie 12.00 w Muzeum […]

Czytaj więcej ›

Jarosław Kolasiński: Kuracja gazem

/ilustr. Magdalena Skiba/

Na urzędowstręt nagminny cierpię od niepamiętnych czasów. Nie, nie zaraziłem się od nikogo – to schorzenie nabyte w trakcie lektury wiadomej powieści Tadeusza Brezy, parę lat później dodatkowo zainfekował mnie Franz Kafka, aż wreszcie do gry weszła autopsja – to zadecydowało. Już pierwsza moja wizyta w urzędzie zaowocowała traumą, jako że kartę rowerową wystawiono mi na Mirosława. Wielokrotne próby naprawienia sytuacji niczego nie dały, co popchnęło mnie na drogę przestępstwa – za pomocą żyletki oraz pióra „zenith” wróciłem do prawdziwych personaliów. Wyliczanie kolejnych (i wciąż trwających) potyczek z rodzimą biurokracją zanudziłoby nawet w sztok pijanego koalę, więc sobie daruję. Od jedenastu lat pocieszało mnie jedno – z gromady wpędzających mnie w chorobę urzędników mam z głowy „gazowych”. W zajmowanym przeze mnie (wraz z rodziną) mieszkaniu funkcjonuje się bez gazu. Swoisty […]

Czytaj więcej ›