Weredyk Klinker: Głupiej głowie pustosłowie. „Regifting”.
W jednej z najpoczytniejszych polskich gazet codziennych /której Redaktor Naczelny ma nazwisko identyczne z nazwiskiem pewnego polityka/ znalazłem artykuł, a w nim zdanie, które natychmiast przyciągnęło moją uwagę.
Brzmiało ono:
„Co zrobić z nietrafionymi upominkami, które dostaliśmy pod choinkę? Możliwości są dwie: wymienić w sklepie na inny albo podarować go drugiej osobie, czyli zrobić tzw. regifting.”
I nie było to wcale zdanie ostatnie w tej materii, instytucji regiftingu poświęcony był cały artykuł.
O Świętej Pamięci Reju Mikołaju! Jakże moje życie było do tego momentu bezbarwne i puste. Przez całe lata z okazji świąt państwowych i kościelnych, z okazji urodzin, imienin, ślubów czy nawet drobiejszych towarzyskich wizyt, wręczałem bliźnim prezenty i upominki nie wiedząc, że dokonywałem GIFTINGU. Och, oczywiście można utyskiwać, że i „prezent” z francuzszczyzny wzięty, ale „giftu” wciąć jeszcze w języku polskim nie ma i, da Bóg, nie będzie.
Tymczasem nasze media mają taki dziwny gift, który pozwala im wtryniać nam do języka wszelkie „–ingi” i to im głupiej tym lepiej. Zapewne w przekonaniu PT Redaktórów mamy się poczuć dzięki temu bardziej zachodni, bardziej anglosascy i ogólnie bardziej. Można powiedzieć, że luminarze naszej prasy mają w tym względzie niezwykły gift przekonywania. Przyszła pora na regifting i za jego sprawą dotąd jedynie korporacyjny, ingujący bełkot, wciska się nam nie tylko pod polskie strzechy, ale i pod choinkę! Oburzony tym faktem postanowiłem działać i dokonać internetowych poszukiwań, pardon, RISERCZU, tropiących ów nieszczęsny regifting. Podejrzewałem bowiem, że nie jest to tylko niewinny efekt rozbuchanej wyobraźni polskiego dziennikarza.
Nie myliłem się, chociaż efekt poszukiwań i tak przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Regifting jest bowiem pojęciem już dawno zakorzenionym, opisanym, zbadanym i, o zgrozo, zjawiskiem, rzekomo, powszechnym. Oto co podaje nasza szacowna polska Wikipedia:
„Regifting – przekazanie otrzymanego prezentu innej osobie, często w roli kolejnego prezentu. Jest to coraz częściej stosowana metoda pozbywania się niechcianych podarunków. W 2005 roku prezenty poddane regiftingowi mogły stanowić nawet jedną piątą wszystkich otrzymanych prezentów, podczas gdy w roku 2004 dotyczyło to tylko co dziesiątego prezentu. Termin regifting został zapożyczony z kultury amerykańskiej, po raz pierwszy wystąpił w sitcomie Seinfeld telewizji NBC.
Acha, oto naszą polską kulturę kształtować ma nam amerykańśki sitcom. Nic nowego. Szukam dalej i nie zawodzę się. W anglojęzycznej wersji Wikipedii macki regiftingu oplatają już całe życie społeczne jako od dawna ukształtowany proces. Co więcej, dowiaduję się, że istnieją już kulturowe odrębności regiftingu i w poczciwym europejskim Zjednoczonym Królestwie niechciany prezent krążący drugim życiem po grupie społecznej nosi piękną nazwę „Matham”. Z wpisu dowiadujemy się, że regifterem jest nawet burmistrz Wilmington, a poważne badania nad regiftingiem prowadzi Fairleigh Dickinson University.
Regifting oczywiście nie może odbywać się ot tak, ma sztywne reguły etykiety. Oczywiście nie zgadliby Państwo jakie. Podaję w oryginale, gdyz w oryginale brzmi to nie tylko błyskotliwie, ale i jakże nobilitująco tajemniczo.
“Several rules of etiquette are proposed in popular media regarding regifting; they include rewrapping the gift, not using the gift before regifting it, and not giving the gift back to the original gift-giver”
Tłumaczenie odkrywa przed nami prawdy na które nigdy zapewne byśmy sami nie wpadli – prezent należy ponownie zapakować /rewrapping/, nie wolno go przed aktem regiftingu użyć /not using/ I nie należy go dawać osobie od której się go otrzymało /not giving back to the original gift-giver/.
Gdybyście Państwo mieli jeszcze jakieś problemy ze zrozumieniem zasad regiftingu księgarni internetowe oferują przewodniki po regiftingu, regiftingowe ABC, myślę, że niebawem ukaże się „Regifting dla opornych”.
Opuszczam Wikipedię lekko przerażony.
Dalej jest tylko gorzej. Internet odkrywa przede mną dalsze obszary regiftingu. O regiftingu prowadzone są blogi, w wielu krajach obchodzi się Dzień Regiftingu /przypadkowo najczęściej 26-go grudnia/, w sieci pojawiają się również profesjonalnie opracowane filmy instruktazowe. Myliłby się jednak czytelnik, gdyby lokował regifting jedynie w obszarach hedonistycznego konsumpcjonizmu. Regiftig ma bowiem głębokie podstawy ideowe jako działanie proekologiczne /jest zresztą jego odmiana eko zwana Grenn Regiftingiem”/, funkcjonują ekologiczne strony regiftingowe i regiftingowe organizacje społeczne.
Jak widać mamy tu do czynienia z kolejnym medialnym i socjotechnicznym idiotingiem, czyli robieniem z człowieka idioty. Anglosaska /co tu dużo gadać, amerykańska głównie/ kultura masowa, do perfekcji doprowadziła zbieranie i porządkowanie najprostszych społecznych zachowań w różne „–ingi”, spłaszczanie ich w pseudosocjologiczne typologie, formułowanie jakichś kretyńskich prawideł i kodeksów tych zachowań dotyczących. Jest to oczywiście cyniczna, obrzydliwie bałamutna praktyka wprzęgnięta w marketingowo-promocyjną machinę, obrastająca od razu samonapędzającymi się mechanizmami rynkowymi, sztucznie kreowanymi modami i doprawianymi do tego ideologiami mającymi cały ten obrzydliwy zabieg uszlachetnić.
Polski obywatel /zapewne jako wierny sojusznik USA/ odrabia zadaną lekcję znakomicie. Przejęliśmy błyskawicznie korporacyjną terminologię i, co gorsza, zachowania w sferze ekonomii i mediów. Anglosaski bełkot wylewa się całymi wiadrami dalej, w kierunku uczelni wyższych, szkół i polityki itd. Jak widać za chwilę opanuje nasze elementarne, domowo-rodzinne relacje, nie tylko w Walentynki. Jest to proces nie do zatrzymania, bo potężna jest siła lenistwa i ludzkiej umysłowej inercji. Regifting dopadłby nas więc i tak, ale nie wiem czemu tak usłużnie i bezmyślnie otwiera mu drzwi redaktor jednej z największych polskich gazet z opiniotwórczymi ambicjami.
Z drugiej strony gdyby nie ten dziennikarz-erudyta z codziennej gazety, regifting nigdy nie odsłoniłby mi swoich tajemnic. Moje życie od tamtej pory wygląda zupełnie inaczej. Dzisiaj zdaję sobie sprawę, że krismesa miałem udanego, był niezły tradycyjny iting, niezobowiązujący gifting, co zrekompensowało mi wcześniejszy klining mieszkania i inwajting gości wigilijnych. Jednak przy późniejszym łoszingu do zlewu kapały moje gorzkie łzy. Niestety poprzez pochopny wcześniejszy konsulting z zainteresowanymi, otrzymałem gifty wyjątkowo mi odpowiadające /skarpeting z urokliwym pidżamingiem/ i z regiftingu wyszły nici.
Może w tym roku się uda.
Weredyk Klinker
————————————————
Cytaty pochodzą z polskiej i angielskiej wersji wikipedii.




11:03
Nieźle pan to ujął, Panie Weredyk, dwa w jednym – niestety i język, i „wdrażane” obyczaje zsmucają jednakowo.
21:05
Hehehehehe, niezły rajting. Media głupieją coraz bardziej.
23:05
Brawa dla autora za obronę języka polskiego.
Temat trafny, ciekawie pisany problem.
Ale mam pytanie, czy w ostatnich latach zmieniły się zasady stawiania przeciwników w języku polskim??
Cyt:
„Przyszła pora na regifting, i za jego sprawą dotąd jedynie korporacyjny, ingujący bełkot, wciska się nam nie tylko pod polskie strzechy”
„Regifting jest bowiem pojęciem już dawno zakorzenionym, opisanym, zbadanym i, o zgrozo, zjawiskiem, rzekomo, powszechnym.”
Czy w przytoczonych cytatach przecinek przed „i” wydaje się być uzasadniony…
Czytając w ostatnich latach czy prasę, czy książki, zaczynam mieć wątpliwości czy to, co wyniosłam ze szkoły jest jeszcze aktualne..
02:25
No, w drugim zdaniu chyba w porządku jest:)
W pierwszym może dla wzmocnienia pauzy;)?
09:01
Dla wzmocnienia pauzy miało być ale chyba jednak błędnie. Gdyby Redakcja wyedytowała zły przecinking byłbym wdzięczny.
09:07
Redakcja wyedytowała, sporo ją jeszcze czeka poprawek edycyjnych, którym to częściowo jest sama winna i za co przeprasza. Natomiast przecinki przed i po „o zgrozo” są chyba uzasadnione, to przecież wtrenting zwany wtrąceniem jest. 🙂
07:23
Ja, to tam to, nie wiem. Chyba najważniejsze jest zfocusowanie się na właściwym plejsie, absolutnie.