15 listopada 2011 19:01
Do tegorocznej akcji „Szlachetna Paczka” zgłosiło się ponad 9000 (!) wolontariuszy, a to oznacza, że świąteczna pomoc trafi przynajmniej do 9000 potrzebujących rodzin. Na szkoleniach wolontariusze dowiedzieli się, jak docierać do osób faktycznie potrzebujących pomocy, takich, dla których bieda nie jest sposobem na życie, a jedynie jedną zapisaną w nim kartą. Istotą akcji jest mądra pomoc – głównie tam, gdzie bieda jest ukryta, bo celem Szlachetnej Paczki jest pomoc tym rodzinom, które nie mają postawy roszczeniowej. Pomagamy rodzinom, co do których mamy nadzieję, że Szlachetna Paczka będzie impulsem do zmiany. Pomagamy rodzinom, które chcą wziąć odpowiedzialność za swoje życie. Jak to zweryfikować? Na pewno nie ma na to złotego środka, a kreatywność ludzka nie zna granic. Wolontariusze kierują się pod poszczególne adresy i przeprowadzają ankietę. Do akcji kierują […]
Czytaj więcej ›
18:57
Zdrowie Wasze w gardła nasze czyli My się nie oburzamy – filozofia rolowania Pic and roll opiera się na współpracy dwóch graczy, najczęściej „niskiego” (z pozycji 1 lub 2) z „wysokim” (z pozycji 4 lub 5, rzadziej 3), dzięki któremu zmylony zostaje zawodnik obrony przeciwnika. Po postawieniu zasłony i „urwaniu się” rozgrywającego piłkę, zawodnik wysoki „roluje się” ( odwraca się i zbiega) w stronę kosza, pamiętając o tym aby wziąć na plecy zasłoniętego obrońcę. Podczas „rolowania się” gracz wysoki musi pamiętać o odpowiednim obrocie, tak aby od razu wziąć zasłoniętego obrońcę na plecy i stać po obrocie pomiędzy nim a koszem. Rolowanie Najistotniejszy – jak widać – element takiej taktyki grupowej to rolowanie. Nieodłączny też od naszej rozwiniętej demokracji. Ważne przy tym jest, że posługują się nim wszyscy […]
Czytaj więcej ›
18:57
Swoje święta i swój język ponoć mają. A jak już o świętach, to za nami Święto Niepodległości (niesnaski zostawmy komu innemu, bo zaraz się okaże że i redakcja Netkultury, albo nawet czytelnicy zamieszkom są winni). Aczkolwiek nie o gęsinę na Świętego Marcina, też mi chodzi. Wprawdzie zapożyczeń z obcych języków mamy już tyle, że w codziennych konwersacjach nawet nie zwracamy na nie uwagi, rzucając a to ok., a to inne (byle krótsze od naszego polskiego) słowo. Zauważyłam, że córka znajomych, którzy już raczej na stałe zamieszkali na wyspach, w bardzo sprytny sposób zaczęła sobie radzić z językiem mówionym. W domu dziewczynka, mówi po polsku, jednak chodzi do anglojęzycznego przedszkola. Kiedy pozjeżdża do Polski na wakacje, układa zdania w dwóch językach. Niby mówi po polsku, ale słowa, które w […]
Czytaj więcej ›
18:56
I w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz. Niestety. ładnych parę lat temu padły nieśmiałe sugestie, żeby nie narzekający na brak pieniędzy polski kościół katolicki finansował się z podatku kościelnego płaconego przez wiernych. Prymas-kynolog Glemp (ekspert od szczekania kundelków) założył weto i sprawa – jak to zwykle bywa u nas – upadła. Nawet „lewicy” z SLD nie przyszło do głowy, by ten nieszczęsny pomysł forsować. Zapewne G. Napieralski teraz sobie w metroseksualną brodę pluje, że on te jabłka, te tańce, te grzyby… A tu kościół ubiegł go ustami rzecznika Konferencji Episkopatu – zaproponował, by wierni 1% swoich podatków odprowadzali na konto kościoła. Wtedy chcieli jedni, teraz drudzy i nijak konsensusu nie widać nawet na horyzoncie. A wyglądało, że się dogadamy. Tylko propozycja KK padła, a […]
Czytaj więcej ›
16 października 2011 14:58
Wśród wielu ważnych osób Europejskiego Kongresu Kultury przemknęła Dorota Masłowska. Przemknęła chyłkiem wraz z Krystianem Lupą i „Poczekalnią.O.” w ramach Projektu Trickster 2011, obejmującego teatr i sztuki wizualne. Trickster – niepokorny duch, niepoprawny żartowniś, który łamie zasady, który podważa to, co chce uchodzić za święte i nietykalne. Prawda, że Masłowska pasuje tu idealnie? Nie odniosę się do spektaklu, bo nie widziałam, ale już sam fakt, że młoda pisarka i dramatopisarka z wrodzonym socjologicznym zacięciem została zaproszona do projektu, którego celem było „przyjrzenie się pięknej idei zjednoczonej Europy” (jak mówi się w założeniach kongresowego programu Trickster) jest nader znaczący. Choć nie dziwi, bo w Europie Masłowska jest znana, jej sztuki wystawiane, a książki przetłumaczono na kilka języków. W Polsce wciąż wzbudza kontrowersje. Jedni jej twórczość uwielbiają, obsypują pochwałami […]
Czytaj więcej ›
14:54
W poprzednim numerze Netkultury pisałam o akcji „Szlachetna Paczka”. Kampania pozyskiwania wolontariuszy ruszyła pełną parą, w całej Polsce rekrutowani są chętni do udziału w tegorocznej akcji. Jednak ogólnie rzecz ujmując – idea promowania wolontariatu, nie jest niestety zbyt powszechna – bynajmniej dużo mniej niż reklama podpasek czy proszku do prania. A szkoda, bo jest co promować, reklamować i do czego zachęcać, o czym przekonałam się rozmawiając z dwiema wolontariuszkami Szlachetnej Paczki, wolontariuszkami dość niezwykłymi, bo 50+. Zachęcam do lektury tego mini wywiadu, może skłoni to nas do refleksji. Skąd pomysł na wolontariat w „Szlachetnej Paczce”? Maria: Pierwsze zgłosiły się moje córki, spytałam – czy też mogę i tak się zaczęło. Violetta: Ja wzięłam udział dzięki mojej przyszłej synowej. Zostałam wolontariuszką i cieszę się z tego niezmiernie. A więc wolontariat […]
Czytaj więcej ›
14:53
Choć, wielu czytających ten tekst zacznie się zastanawiać, kiedy ostatni raz napisali do kogoś własnoręcznie list… albo takowy otrzymali – to jednak spieszę ogłosić, że ludzie listy piszą… Jednak. Takie bardzo prawdziwe, prawdziwym długopisem, na prawdziwej kartce papieru… własnoręcznie. I choć w mojej skrzynce to naprawdę rzadkość, to mam to szczęście, że jeszcze mi się przydarza kolorowa koperta w kwiatki, kotki czy inny motyw, zaplątana między bezduszne komputerowe rachunki. I choć czasem, szczególnie jesienią – za sprawą częstych opadów deszczu zamazują się długopisowe literki – taki list nic a nic nie traci na wartości. Od zawsze cenię papier (ekolodzy pewnie podniosą bunt), a z roku na rok coraz bardziej zaczynam doceniać tekst pisany własnoręcznie. W czasach iście komputerowych liter, czy to oglądając receptę wypisaną (chociaż teraz bardziej odpowiednie […]
Czytaj więcej ›
20 września 2011 10:53
Postanowiłam sobie, że spróbuję opowiedzieć o duszy ateuszowskiej za pomocą oczywistych oczywistości, które, w świetle danych mi przez los kontaktów z bliźnimi, wcale dla wszystkich oczywiste nie są. Niechaj będzie to, drodzy bracia i siostry wspólnej ziemskiej niedoli, rodzaj – tak ukochanego przez Jana Pawła II – ekumenizmu. Ateista wśród polskich chrześcijan, zaglądający w ich dusze i w ich pełne sprzeczności umysły, właściwie nieustannie się dziwi. Często ma on wrażenie, że mimo zewnętrznego podobieństwa, posiada inne niż chrześcijanin zmysły albo też jego umysł inaczej przetwarza zebrane z otoczenia dane. Ustalmy na początek jedno: ateista zakłada, że dusza i umysł to nieodłączne składowe natury ludzkiej, niezależnie od wyznawanych poglądów, bo dusza i umysł są dane każdej (!) istocie ludzkiej – prawem natury. Przeciętny ateista wie o tym „od zawsze”, […]
Czytaj więcej ›
10:47
Akcji charytatywnych w Polsce nie brakuje, tak jak stowarzyszeń i fundacji. Wszystkie za cel obierają sobie pomoc słabszej jednostce, niekoniecznie słabej w ogóle, ale w tej danej chwili. Przykłady nieszczęść można mnożyć, zapewne w nieskończoność, za to wszelkich pomocowych instytucji zawsze będzie zbyt mało, by pomóc wszystkim w takim zakresie, jakby tego oczekiwali. Wbrew pozorom nie tylko o pieniądze tutaj chodzi. W wielu miejscach liczy się człowiek. Nie ten, który pomocy oczekuje – a ten, który pomocną dłoń wyciąga. Nie dłoń oblepioną forsą (może brzmi drastycznie, ale tam gdzie jest nieszczęście z reguły drobne kwoty niczego nie zmienią) a dłoń gotową do pomocy. Tak po prostu, z dobroci serca – bezinteresownie. Nie znam tal do końca zasad, jakimi w Polsce rządzi się idea wolontariatu – jest tyle […]
Czytaj więcej ›
10:46
Dobre samopoczucie to podstawa. Rzecz oczywista. Obcując z zabytkową architekturą mam się z reguły świetnie, ponieważ stare cegły i kamienie spojone zaprawą uwielbiam oglądać. Bywa jednak, że wolałbym nic nie widzieć, bo strach, bo niesmak, bo samopoczucie złe – ale to się okazuje post factum. Nie lubię tak. Gdybym był masochistą, do tego zamku pojechałbym już dawno. Ale nie jestem. Ruszyłem tam dopiero parę tygodni temu. Trochę sobie wcześniej, wprawdzie niedokładnie, poczytałem i spodziewałem się architektonicznej perełki. I pewnie taką zamek był, póki dychał. Teraz już tylko agonalnie rzęzi. Jedyne „dychanie”, z jakim ma się tu do czynienia, „czuje się” w rozmowie z przewodnikiem, który oprowadza po ruinie. Ruina sama w sobie jest bardzo malownicza, a przerażenie ogarnia na myśl, że niebawem ten jej walor zasadniczo wzrośnie. Na […]
Czytaj więcej ›