Inka Walkowiak: Maria skoczna w rozmowie

15 grudnia 2011 14:147 komentarzy

Artur Andrus, Maria Czubaszek
Każdy szczyt ma swój Czubaszek
Prószyński i S-ka,
W-wa 2011

     W nieustannych zmaganiach z  materią życia doświadczamy sytuacji zabawnych, komicznych, a  czasem tak bliskich abstrakcji, że nie do uwierzenia;  nierzadko też ocieramy się o absurdy graniczące z surrealizmem. Tym bardziej dziwi, że coraz liczniejsze grono osób z kręgów satyrycznych ugniata, wałkuje i wypieka wciąż to samo ciasto skeczów, zwietrzałe, przeterminowane, pozbawione migdałów ironii i rodzynek puenty. Takie ciasto zje człek jak głodny i nawet się (syty) uśmiechnie. Jednak o prawdziwej uczcie mowy być nie może.

    Smakoszy o wyrafinowanym podniebieniu pocieszę, że wydawnictwo Prószyński i S-ka, przygotowało dla nich coś specjalnego – rozmowy Artura Andrusa i Marii Czubaszek o zupełnie, ale to zupełnie niezaskakującym tytule: „Każdy szczyt ma swój Czubaszek”.

     O ile tytuł zaskakujący nie jest, o tyle zawartość trochę. Wydawało się zapewne niejednemu, że zna Marię Czubaszek, bo i z radia i z telewizyjnych występów, tymczasem wyłaniająca się w trakcie tego specyficznego dialogu osobowość zdaje się być taka sama i inna zarazem od znanego z wymienionych mediów wizerunku. W radiowym IMA, Ilustrowanym Magazynie Autorów (nie mylić z IMA w logo z pegazem tej tu strony) z wyniesionych w abstrakcyjną przestrzeń satyrycznych kawałków trudno wymiarkować płeć autorki. Szczególnie, że przemawiała do słuchaczy głosem aktorów.

      A jest Pani Maria niezwykle kobieca jak i niezwykle męska zarazem, a jakby trochę jeszcze dociekać to i feministka z kart książki się wyłania i to zaprzeczająca  zdecydowanie, by choć kroplę feminizmu miała w genach. Jednak historia jej życia świadczy dobitnie, że o równouprawnienie kobiet i mężczyzn nikogo nie pytała, po prostu zrównała sobie te prawa sama i sobie z nich  korzysta. Niewykluczone, że postawiła sobie kiedyś pytania: czy muszę gotować albo mieć dzieci, skoro mężczyzna nie musi? W dodatku zawsze marzyła, żeby mieszkać w hotelu na stałe – ktoś posprząta, pościeli. Papierosy, których za nic się nie wyrzeknie, też świadczą o męskim podejściu do życia: robię, co lubię (wyjątki od reguły nie są przedmiotem niniejszych rozważań). Może nie jest to feminizm wojujący, ale na pewno ewidentna obojętność na ideał Matki Polki.

      Męskie też jest mówienie o własnym życiu bez emocji, jakby nie było złych chwil, bo te „złe” są właśnie takie i to ich uroda. Każdą przyjmuje z dobrodziejstwem inwentarza.

      Kobiecość przejawia się głównie w tym, że „mężczyzna w tańcu mniej ją kręci niż koń w galopie”.  Ciekawe, co powiedziałyby na ten temat feministki walczące. Wolałyby mężczyznę bardziej męskiego od tancerza czy mniej?

      W przypadku Marii Czubaszek opowieści o życiu a kawałki kabaretowe nie różnią się wiele. Ten sam dystans, ironia i zadziwiająca logika nieco absurdalnego wywodu. Znakomicie się stało, że rozmowa przeplatana jest fragmentami satyrycznej twórczości – w takim komplecie widać jeszcze wyraźniej, że Maria Czubaszek miłość i talent do zabawy słowem ma w genach. „Marysia jest precyzyjna w tym, co pisze” –  mówi o żonie Wojciech Karolak. Z rozmów z Andrusem wnioskujemy, że jest „precyzyjna” także w tym co mówi. Za tańcem nie przepada, twierdzi, że jest skoczna, ale raczej w rozmowie.

     Jak bardzo miłośnicy satyry cenią sobie językową precyzję, świadczy popularność Kabaretu Mumio, któremu może i nie mamy za złe, że swój kabaretowy potencjał władował w reklamy (bo reklamuje, co ma reklamować, z klasą) jednak wolelibyśmy spotykać go w innych okolicznościach. Słowem też, jakże poetyckim urzeka prawdziwy Stańczyk  wśród błaznów –  Andrzej Poniedzielski, przedstawiciel nurtu będącego w satyrze tym, czym kino moralnego niepokoju w branży filmowej.

[Hej, to wyście ten pokój zbudowali? No, no, no! Możecie zapalić. Ale ten pokój jest przechodni. „Wy! – oda do imperialistów”]

      Niestety, spektakle kabaretowe oparte na słowie – eufemistycznie rzecz ujmując – nie dominują w ostatnich czasach na rozrywkowej arenie. Częściej oglądamy ledwie zabawne, nieco cyrkowe numery. I oznacza to tylko tyle, że nasi kabareciarze nie wykorzystują swego potencjału, bo wielu z nich (i to nie raz) pokazało, że potrafią. Może też oznaczać, że oceniają publiczność jako mało wymagającą i zbyt nisko ustawiają poprzeczkę. I tu się mylą, jak powiedziałaby Maria Czubaszek, bo nawet czytelniczka Teletygodnia (podpisana Jadwiga Gabryś) nie jest z telewizyjnych występów kabaretowych zadowolona. Jednakże winą obarcza publiczność właśnie. W jednym z październikowych numerów pisma czytamy: „W tej całej sprawie upadku polskiej kultury kabaretowej najbardziej dziwi aprobata dużej części społeczeństwa dla prostactwa i chamstwa.”

     Nie przeczę, że istnieje kwestia upadku polskiej kultury, nie tylko kabaretowej, zresztą. Ale będę bronić tezy, że wina leży po stronie satyryków, którzy publiczności nie doceniają. Posłużę się ledwie dwoma przykładami (a mamy kabaretów „jak mrówków”).

      Satyryczne monologi wygłaszają często popularni aktorzy. W tej kategorii nieciekawie zapisał się w mej pamięci Cezary Pazura, który opowiada o operacji plastycznej biustu dawniej i dziś. Plastycznie opowiada, wykonując obrazujące rzecz gesty i naśladując ruchy tułowia operowanej, by wyeksponować poruszanie, podrzucanie, czy nawet zarzucanie tym wymarzonym przez operowaną organem, o pieszczeniu którego równie wyraziście (tyle że bardziej słowem niż gestem) śpiewała w zamierzchłych dla młodzieży czasach Ewa Demarczyk (jedno tę, drugie tę, pół na pół). Trudno się oprzeć refleksji, że Cezary Pazura (czy raczej autor monologu) daleki jest od spojrzenia na siebie z zewnątrz – a to istota rzeczy dobrej satyry – i sprawia wrażenie rozbawionego młodzika, dla którego cała kobiecość jest wynikiem ukradkowej wiedzy zdobywanej w podwórkowej wymianie doświadczeń. Co gorsza, czuje się w tej roli jak ulał, jakby to była jedyna z możliwych do przyjęcia męskich ról. Wszak jest w tym jakieś echo znakomitej kreacji Edwarda Dziewońskiego, który bawił nas do łez rolą męża „wylewającego”zawartość kolejnych butelek (Kabaret Dudek „12 butelek”).  Ma się jednak opowieść Pazury do opowieści Dziewońskiego jak literatka z likierem do musztardówki z czystą.

      Drugi przykład – Bałtroczyk, znany z TVP Piotr – prezenter, z pewnością znakomity, tyle że podobnie jak Pazura świadomie schlebiający gustom publiczności. I tu warto Pana Piotra ostrzec, że być może tylko jemu się wydaje, że takim właśnie gustom schlebia. Nie da się ukryć przed okiem kamery, że siedząca na sali publiczność jest chwilami zażenowana. W jednym z programów po dłużej trwającej wirtuozyjnej opowieści prezentera z unikaniem określeń dosadnych, a zastępowaniem ich zabawnymi, wysublimowanymi zwrotami nieoczekiwanie następuje zwrot akcji i pada kawa na ławę (sorry) „z rurą w dupie”. Zamiast gwałtownej salwy śmiechu i oklasków zapada niemrawa cisza i ledwie gdzieniegdzie jakieś poświsty na kształt gwizdnięcia. I właściwie tak do końca nie wiadomo czy była to ze strony Bałtroczyka zamierzona gra na zestawienie przeciwstawnych konwencji, czy może raczej zwyczajna wpadka, chwilowa nieuwaga, która z zamierzonej konwencji wytrąciła. Piotr Bałtroczyk, pojawiający się też w licznej ekipie robiącego ostatnio furorę serialu”Spadkobiercy” (wraz z wciąż aktywną satyrycznie Marią Czubaszek i Arturem Andrusem) potrafi zachwycić; jednak wrażliwszy widz siedzi podszyty niepokojem czy nie dojdzie do kolejnego niefrasobliwego wyskoku prezentera. Niepokój widza jest jak najbardziej uzasadniony, bo jak pisze w swoim blogu Maria Czubaszek: „Mężczyzn można zmieniać jak rękawiczki. Ale Mężczyzny zmienić nie można.”

Pani Marii Czubaszek też nie można zmienić. I całe szczęście!

Inka Walkowiak

Tags:

7 komentarzy

  • Pobiegnę czym prędzej do księgarni. Aby poczytać jak ona tę linę ciągnie.
    Pamiętam co nieco z tamtej Trójki. I niestety, właśnie.
    Takie to już lata…?
    Słuchali wszyscy! (znajomi). I mówiło się – dobrowolskim, rossem, rycerzamitrzema itd. itp. Nawet Świnkę Wolskiego mam w biblioteczce.
    Więc przeczytać – mus.
    Zwłaszcza, po takiej recenzji.
    Ale też i rozmówca dobrany. Kto mógłby pytać Panią Marię, pytam?
    Ha! Pytać to pewnie mógłby każdy. Ale zrozumieć odpowiedź? I następne pytanie zadać? Adekwatne??
    Też i Marek Przybylik mógłby to zrobić, nie wiem jednak czy się znają.
    Jest jeszcze kilku, co ich mam na myśli, ale…
    Nie ma co myśleć – do księgarni biegiem marsz!

    Pazurą to bym się nie martwił – aktor, więc musi odegrać i potrząsać.
    Bałtroczyk raczej nie trzęsie, no może coś tam, czasem, „powie”. Ale wywody ma spójne, raczej.

    A Dziewoński i 12 butelek…
    Ja bym chciał (i jestem pewny, że mogę!) odegrać to nieraz…
    Ale pod pewnymi warunkami: żeby zlew był na niby i żeby się nic nie straciło (nie zlało);
    i żebym nie poniósł, później, konsekwencji – że to dom chciałem trzymać, bo się poruszał…
    A przecież wykonywałem tylko polecenie?

    • I jak? Ksiązka kupiona i przeczytana? Bo zabraknie! We Wrocławiu jest juz problem z kupnem, schodzi szybciej niż mann+materna. Co mnie nie tyle nie dziwi, co cieszy, bo czubaszkowa ciekawsza.

      • Książka nie kupiona ale przeczytana.
        W księgarni teraz nie jest prosto książkę kupić.Trzeba zamawiać. Zeby zamówić trzeba wiedzieć co.
        Dawniej.

        Dawniej, to po pracy pierwsze kroki tam się kierowało, czy co nowego rzucili? I kupić mógł każdy. Przepraszam, czy są książki? To poproszę dwie.

        No,przeczytałem.
        I nie polecam młodym.
        Bo jak to? Ledwo do pracy przyjdę (na dziewiątą)to już około dziesiątej rozmawim przy stoliku?
        Wiadomo, stolik mały, więc mieszczą się tam: dwa kieliszki koniaku (bo z kimś rozmawiam) i, ewentualnie, dwa naczynia z zawartością inną.

        Smutek ogarnia po przeczytaniu. Że już te śniegi stopniały.

    • Z tym „odgrywaniem” (12. butelek) to radziłabym raczej „na sucho”, bo „podtrzymywanie ściany” to zadanie dla Atlasa 😉

      A Pazura nie jest aktorem, który musi brać role jak leci, chyba.

  • A swoja drogą – Andrus jest w tej książce równie skoczny, co p. Maria.

Zostaw odpowiedź do Yarre