Inka Walkowiak: Winrich w leżajskim muzeum

19 czerwca 2011 21:598 komentarzy

Muzeum Ziemi Leżajskiej to znakomite miejsce na prezentację powieści historycznej. Muzeum widziane od strony ulicy Mickiewicza przyciąga uwagę przechodnia rozległym dziedzińcem i kompleksem świeżo odrestaurowanych  budynków, a z historią kojarzy się pierwszorzędnie z uwagi na usytuowanie w miejscu szesnastowiecznego  Dworu Starościńskiego, ówczesnej rezydencji starosty Krzysztofa Szydłowieckiego. Opis Dworu z czasów Szydłowieckiego jak i jego dalsze dzieje aż do roku 2008, kiedy otwarto tu najmłodsze muzeum w Polsce, możemy poznać na stronie www.muzeum-lezajsk.pl .

Przy mikrofonie Robert Żołynia /fot. Muzeum Ziemi Leżajskiej/

Spotkanie z Wiesławem Karasińskim, autorem powieści historycznej „Możnych Kochanie” odbyło się w klimatycznej atmosferze nieco przyciemnionej sali konferencyjnej. Przewodniczący Rady Muzeum, znakomity historyk Antoni Bereziewicz naświetlił tło historyczne epoki, w której rozgrywa się akcja  powieści, po czym pałeczkę przejął Autor. Gawędziarzem jest przynajmniej tak samo dobrym jak pisarzem – przekazał zebranym cenną wiedzę o istocie budowania powieści, o sposobie wyboru głównych i drugoplanowych bohaterów, o problemach jakie towarzyszą  stylizacji językowej, by o osobach żyjących w wieku czternastym nie pisać współczesnym językiem maili i esemesów, a jednocześnie nie popaść w tej stylizacji w przesadę, bo któż wtedy (poza garstką językoznawców) archaiczne słownictwo zrozumie.

Karasiński wyznał też, że pracuje nad kolejnymi książkami… historycznymi, co nie dziwi tych, którzy znają go jako Winricha z portalu literackiego, gdzie szlifował swój pisarski warsztat. To współcześnie dość typowa droga do książkowego debiutu: narażanie się na krytykę, lekceważenie, obojętność, ale też i możliwość otrzymania konstruktywnych uwag od uczestników internetowego literackiego forum na temat prezentowanego dzieła. Zaprawiony w okołoliterackich bojach, nieustannie zmuszany do obrony lub weryfikacji swego stanowiska, amator pisania przepoczwarza się w postać pełnokrwistego, ukształtowanego literata, którego problemem nie jest obawa przed opinią wydawcy, lecz  znalezienie wydawnictwa o odpowiednim profilu. Wiesław Karasiński trafił w odpowiednie miejsce. Wydawca jego książki, obecny na spotkaniu pan Dariusz Dróżdż jest prawdziwym pasjonatem średniowiecza; uważa, że fascynacja wiekami średnimi rozwija się, a jego  wydawnictwo Templum pragnie do tego rozwoju dołożyć cegiełkę.

Wśród zabranych były osoby,  które autora powieści „Możnych Kochanie” znają od lat, ale fakt że „pisze” zaskoczył ich zupełnie. Takie zdziwienie wyraził m.in. Robert Żołynia, wicestarosta leżajski, kolega pisarza z czasów licealnych.

Wiesław Karasiński /fot. Muzeum Ziemi Leżajskiej/

Niepostrzeżenie minęły dwie godziny, a niżej podpisana  zaczęła się zastanawiać, dlaczego tego typu spotkania wyzwalają w niej falę pogodnej życzliwości i akceptacji (trudnego skądinąd) świata. Może dlatego, że wszyscy rozmówcy pięknie używali poprawnej polszczyzny i profesor Miodek z pewnością nie miałby tu nic do roboty poza przekazaniem swego sympatycznego uśmiechu?

Wspomnienie profesora Miodka nasuwa jednak całą serię kolejnych pytań. Czy byłoby dobrze, gdyby wszyscy i to na co dzień posługiwali się tak szlachetną wersją języka? Czyż nie znudziłoby nam się szybko takie nieustanne językowe świętowanie? I czy nie zniknęłyby wtedy z telewizyjnej ramówki programy z udziałem walczącego o ojczyznę-polszczyznę profesora? (Programy, których słupki oglądalności już dziś dryfują niebezpiecznie w kierunku zera.)

Niech już lepiej zostanie jak jest. Esemesujmy i mailujmy w codziennym pośpiechu, a gdy wreszcie wybierzemy się na spotkanie z pisarzem (tym wzmiankowanym wyżej lub innym) albo spędzimy przyjemny urlop zagłębieni w lekturze, nie traćmy wiary, że nasza nieobecność w telewizyjnych igrzyskach obniży oglądalność przynajmniej niektórych widowisk. Jest to bowiem sytuacja analogiczna z odprowadzaniem jednego procentu podatku na rzecz OPP – niby niewiele, a w sumie jednak dużo.

Liczę na to, że prowadzący spotkanie pan Andrzej Chmura, dyrektor leżajskiego muzeum, któremu kondycja polskiej kultury nie jest obojętna, będzie mnożył i rozwijał sposoby odciągania przeciętnego zjadacza chleba od tej najpopularniejszej dziś muzy, jaką jest telewizja, poprzez organizację ciekawych ekspozycji, wystaw, spotkań czy sympozjów. Może dzięki temu słupki uczestnictwa w imprezach muzealnych drgną choć minimalnie w górę, nie tylko w Noc Muzeów.

Inka Walkowiak

Tags:

8 komentarzy

  • Średnia wieku obecnych podejrzanie niska. O co w tym chodzi?:) B. ciekawy passus „Miodkowy” oraz „konsternacyjny” o znajomych autora, któzy nie wiedzieli, że jest (bywa) autorem. Myślę, że takie chwile to dla pisarza frajda podwójna i to natychmiast.

    • Na zdjęciach nie widać wszystkiego (wszystkich), a swoją drogą obecność młodzieży jak najbardziej na takich spotkaniach wskazana.

  • A planowana jest kontynuacja tournee?

  • A gdzie można dowiedzieć się czegoś więcej o trasie promocyjnej? Np. Czy może W. Karasiński zahaczy o Warszawę?

  • Witam!
    Co do trasy promocyjnej, to na razie ogranicza się do Podkarpacia. Niestety ani ja nie mam specjalnie czasu, ani w tym momencie możliwości. Szczególnie, że wydawca nieco mnie przyciska z tomem drugim. Obiecałem mu tekst do końca lipca i teraz usilnie nad nim pracuję! Na dodatek obowiązki służbowe!
    Tak więc, przykro mi, ale do Warszawy się tymczasem nie wybieram.
    WK

  • W takim razie pozdrawiam i życzę owocnego pisania – a co do Warszawy – żałuję, że nie dostanę na razie autografu, ale najważniejsze, że dotarła tu książka.
    Sylwia N.

  • Niestety 5 października pożegnaliśmy Wiesława Karasińskiego – nauczyciela, dyrektora, pisarza…

Zostaw odpowiedź do fastcar