Netkultura poleca: Kolejne wieści o Maciej Fortuna Trio

15 lutego 2012 11:414 komentarze

Clarence Penn /fot. GRAżyna Studzińska-Cavour/

     Ledwie co podaliśmy krótkie informacje o grających w Trio wraz z Maciejem Fortuną muzykach [tutaj], a już dotarły do nas kolejne ciekawostki. Oto fragment wywiadu z 2010 roku – Clarence Penn mówi o współpracy z polskimi jazzmanami, w tym z Piotrem Lemańczykiem.
A jak pięknie i ciepło wspomina przy tej okazji nasz kraj!

Clarence Penn, jeden z najbardziej pożądanych perkusistów w dzisiejszym świecie jazzowym, rozmawia z Grażyną Studzińską-Cavour o swoim stylu gry, autorytetach, pracy w Polsce i dalekosiężnych planach, przed dwuczęściowym koncertem w różnych składach na Palm Jazz Festival w Gliwicach, 7go października 2010

.
GSC: Witam Cię w Polsce i w moim rodzinnym mieście, Clarence!

CP: Miło Cię widzieć! Cieszę się, że znowu tu jestem!

GSC: “Znowu”? To znaczy, że często bywasz w naszym kraju?

CP: Może “często” to niewłaściwe słowo, ale byłem tu chyba trzy, czy cztery lata z rzędu. Grałem w zeszłym roku z dwoma polskimi muzykami.

GSC: No, to opowiadaj! Jak to się stało, że pracujesz z polskimi muzykami i jak Ci się to podoba? Wiem, że chodzi o Grzywacza i Lemańczyka…

CP: Wydaje mi się, że było tak: Maciek (Grzywacz) z Piotrem (Lemańczykiem) usłyszeli moje nagrania na mini płytach i kiedy Maciek decydował jaki projekt chcą zagrać, pomyślał o mnie, bo gram w wielu różnych stylach. On sam nie chciał stworzyć czegoś w jednym stylu, chciał połączyć różne rodzaje muzyki. Skontaktował się więc ze mną, wysłał parę swoich kawałków i kiedy usłyszałem jak gra, pomyślałem sobie „kurczę, to dobry muzyk!”. Nie znałem go osobiście, ale kiedy przyjechałem do Polski, obaj byli niesamowicie opiekuńczy. Byli nie tylko sympatyczni, ale też okazywali wielkie serce. A dzięki temu, że jeździliśmy z koncertami po całej Polsce, miałem szansę zobaczyć prawdziwe wnętrze waszego kraju. Zwykle muzycy jazzowi jadą do Warszawy, do Katowic, do dużych miast, a ja byłem w naprawdę głębokiej, prawdziwej Polsce. W małych miejscowościach, w Tychach, w Sopocie… Bardzo mi się podobało.

GSC: A polska publiczność?

GRAżyna Studzińska-Cavour i Clarenc Penn

CP: Świetna! W każdym miejscu niesamowita! Nie tylko obserwowali zespół i naprawdę cieszyła ich muzyka, ale też klaskali, stukali, emanowali energią. Takie nastroje sprawiają, że i my gramy lepiej. Kiedy gramy, odbieramy energię od publiczności i dzięki temu robimy co możemy, staramy się, żeby ludziom zrobić przyjemność. Mam więc bardzo dobre doświadczenia z pobytów w Polsce. Macie świetne jedzenie! Pierogi, barszcz… Naprawdę je kocham, szczególnie, że normalnie nie cierpię buraków. Żona Maćka ugotowała barszcz i w pierwszej chwili grzecznie odmówiłem, ale namawiali, więc spróbowałem. Pyszny! Ten smak kompletnie zmienił moje nastawienie!

Wywiad publikowany był w The Jazz Times w 2010 r.  http://jazztimes.com/articles/26879-clarence-penn-a-natural-approach

W najbliższym czasie będzie go można przeczytać także w Netkulturze.

Tags:

4 komentarze

Zostaw odpowiedź do I.W.