Wywiady Netkultury: Dorota Kędzierzawska – Aleksandrów Kujawski spadł nam z nieba…

15 grudnia 2011 14:282 komentarze

Dorota Kędzierzawska /fot. Paweł Gołębiewski/

Dorota Kędzierzawska – reżyser. Absolwentka kulturoznawstwa. Autorka takich obrazów jak m. in. „Wrony”, „Nic”, „Jestem” czy „Pora umierać”. Laureatka Wielkiego FeFe na Festiwalu Fefe Felliniada w Warszawie w 2007 roku. Wielokrotnie nominowana i nagradzana na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz na festiwalach zagranicznych. Laureatka Paszportu „Polityki”.
W roku 2011 uczestniczka Polski światłoczułej*

 

 


Aleksandrów Kujawski spadł nam z nieba…

z Dorotą Kędzierzawską
dla „Netkultury” i „Hybrydy”** rozmawia Małgorzata Maciejewska

Małgorzata Maciejewska: Scenariusz „Jutro będzie lepiej” został oparty na prawdziwej historii małych uciekinierów, deportowanych przez polskie władze. Jak poznała pani tę historię?

Dorota Kędzierzawska: Oryginalna historia zdarzyła się 8-9 lat temu i skończyła tak samo jak kończy się w filmie. Znajoma usłyszała w radiowej Trójce audycję o tym, co wydarzyło się z chłopcami i jak cała historia się zakończyła. Słuchacze dzwonili do radia, wyrażając swoją opinię o decyzji władz. Jedni uważali, że dobrze postąpiono, odsyłając chłopców z powrotem, a inni byli  przeciwnego zdania. Te głosy się zrównoważyły, było 50 na 50… Trochę mnie to zdenerwowało, że już nie pamiętamy, że przed chwilą to my prosiliśmy naszych sąsiadów o pomoc i tej pomocy nam udzielano.

MM: A jak wyglądała współpraca przy realizacji filmu? W napisach końcowych pojawiają się podziękowania dla  urzędników.

DK: To było podziękowanie dla życzliwych urzędników i z Ambasady Ukraińskiej w Warszawie, i z Konsulatu Polskiego w Charkowie, i z Ambasady Polskiej w Kijowie, no i oczywiście dla urzędników z Dniepropietrowska, wyrabiających paszporty chłopców…  Trwało to wszystko bardzo długo, prawie dwa miesiące i nie wiadomo było tak naprawdę czy    paszporty zostaną wyrobione – ale udało się.

MM: „Jutro będzie lepiej” to kolejny pani film, kręcony częściowo w Toruniu. Pierwsza scena filmu rozgrywa się natomiast na dworcu w Aleksandrowie Kujawskim, a przecież w Łodzi, z której pani pochodzi i gdzie mieszka, jest również dużo ciekawych i pięknych miejsc.

DK: Nie mieliśmy  pieniędzy na to, żeby wyjeżdżać do Rosji na zdjęcia, więc szukaliśmy dworca, który mógłby udawać dworzec rosyjski. Znaleźliśmy aleksandrowski dworzec kolejowy, który był dla nas fantastyczny. Po pierwsze jest piękny, po drugie bardzo „rosyjski” w klimacie, bo to  carski dworzec. Aleksandrów Kujawski spadł nam z nieba… Szczerze mówiąc, wiele razy przejeżdżałam przez ten dworzec, ale  z zewnątrz wygląda niepozornie, nic nie wskazuje na to, co jest w środku, jakie cuda. Ale część obiektów do zdjęć znaleźliśmy w Toruniu. I tu znaleźliśmy nasze miejsca (prysznice, podwórko policji). Nie mogę też nie wspomnieć  o jednej z bohaterek filmu – Laluni, którą moim zdaniem  fantastycznie zagrała Torunianka, Kinga Walenkiewicz.  Zagranica się nią zachwyca; zobaczymy jak to będzie w Polsce.

/fot. Paweł Gołębiewski/

MM: Wracając do Laluni – udział Kingi w filmie nie był wcześniej zaplanowany?

DK: Nie. Mieliśmy inne plany obsadowe, ale ponieważ zdjęcia musieliśmy przesunąć, okazało się to niemożliwe… Byliśmy trochę spanikowani. Kiedy przyjechaliśmy do Torunia ogłosiliśmy szybki casting. Wieszaliśmy ulotki,  radio nadawało komunikaty, moja córka chodziła po ulicach Torunia i zapraszała młode  Torunianki do przyjścia na spotkanie z nami. Casting dzięki gościnności naszych starych znajomych z Plus Camerimage   zorganizowaliśmy   w przepięknej siedzibie „Tumultu”. Tam po raz pierwszy zobaczyliśmy Kingę i choć było bardzo dużo chętnych, od razu wiedzieliśmy, że da sobie radę z rolą.

MM: Czy zatem z powodu dobrych wspomnień wraca pani do Torunia?

DK: Sentyment do miasta mam już od czasów mojego absolutorium… Wiem oczywiście, że istnieją jakby dwa Torunie, to znaczy ten sprzed lat 20 czy 18 kiedy robiliśmy „Wrony” i Toruń dzisiejszy, zupełnie inny. Ale jest coś w tych ulicach, zaułkach, murach, że mogę   godzinami chodzić i na nie patrzeć, do tego  są to niezwykle fotogeniczne miejsca… więc na pewno będziemy wracać do was (uśmiech).

MM: A jak trafił do filmu Stanisław Soyka? Ma za sobą przygody z muzyką filmową, ale jako aktor w samych filmach nie pojawia się często.

DK: Staszka poznałam bardzo dawno i to wspaniała postać i  człowiek, nie mówiąc co tym, że uwielbiam to co robi. Film jest takim momentem, kiedy można  się trochę bliżej poznać.  Pisząc scenariusz tak jakoś się stało, że zaczęłam wyobrażać sobie Staszka w roli policjanta. Kiedy mu po raz pierwszy zaproponowaliśmy tę rolę, odmówił,  ale zgodził się przeczytać scenariusz. A kiedy  go przeczytał, to powiedział, że jest nasz.

MM: Angażuje pani do swych filmów dorosłych, niekoniecznie aktorów. Przede wszystkim pracuje jednak pani z dziećmi. To na pewno trudne, zamierza pani teraz trochę odpocząć?

DK: Tak, chciałabym troszkę odpocząć od pracy z dziećmi po pierwsze dlatego, że nie sądzę żebym szybko znalazła dziecko bardziej utalentowane od Pietii, które dawałoby tak dziką satysfakcję, jak praca z nim, po drugie jest to rzeczywiście bardzo wyczerpująca praca, trzeba mieć ogromnie dużo cierpliwości przy pracy z dziećmi. Nie mówię tylko o sobie, ale też o całej ekipie. Porównując do pracy z dorosłymi, to pięcio-, sześciokrotnie dłużej przygotowujemy jedno ujęcie. Chciałabym mieć troszkę łatwiejszy plan  tym razem.

MM: A myśli już pani o nowym filmie?

DK: Oczywiście myślę, mam trzy scenariusze, jeden bardzo chciałabym zrealizować, ale też jest o dzieciach, więc go na razie odkładam. Teraz siedzę nad pisaniem czegoś zupełnie innego, ale nie mogę zdradzić.

MM: Ach, a liczyłam na chociaż jedno-dwa zdania…

DK:  Nie, nie mogę nic zdradzić,  nie mówię nic nikomu, dopóki nie jest gotowy scenariusz. Nawet Arthur [Reinhart – od „Wron” autor zdjęć do filmów D. Kędzierzawskiej – MM] nie wie, co piszę. Tak mi się wydaje, że jak zacznę opowiadać to już nie będzie mi się chciało pisać. Ale zdjęcia na pewno będzie robił Arthur.

rozmawiała Małgorzata Maciejewska

Za pomoc dziękuję p. Aleksandrze Grażyńskiej – MM.

 

 

–  –  –  –  –  –  –  –  –  –  –  –  –  –  –  –  –  –  –
*”Polska Światłoczuła” w toruńskim kinie Tumult

 „Kręcimy się kinem przez cały rok! Kręć się razem nami…” to hasło projektu „Polska Światłoczuła”, którego koordynatorem jest Aleksandra Grażyńska. Jak czytamy na stronie internetowej akcji, „Projekt Polska Światłoczuła rozpościera filmową sieć nad krajem, odkrywa i lokalizuje miejsca, do których warto dotrzeć z dobrym polskim kinem. Chcemy stworzyć niepowtarzalną atmosferę wokół projekcji, dlatego będą one odbywały się w nietypowych miejscach: w więzieniu, w kościele, w małych zapomnianych salach operowych, domach kultury. Promujemy dobre, polskie kino (…) zapraszamy do dyskusji o sztuce filmowej, ale również szeroko pojętej polskiej kulturze”. Jednym z uczestników projektu była Dorota Kędzierzawska, której najnowszy film, „Jutro będzie lepiej”, pierwszego października oglądali torunianie w kinie „Tumult”.

** – Toruński kwartalnik społeczno-kulturalny. Publikowany powyżej materiał ukazał się również na jego łamach – nr 3/2011

Tags:

2 komentarze

  • Cenię sobie p. Kędzierzawską,bo zrobiła sporo.Natomiast nie podoba mi się (chyba) już „etatowy” zwyczaj pisania scenariuszy przez reżyserow. Zwyczaj nieznany ani w Holy ani w Boly-woodzie.Jest to po prostu nieprofesjonalne.

    • Dość często można usłyszeć głos reżysera, który skarży się na brak dobrych scenariuszy. Dlatego sam sobie pisze.

      Pan zdaje się nie wierzyć, że wybrany człowiek ma więcej talentów nuż jeden. Niedobrze 😉

Zostaw odpowiedź