Jacek Toczkowski: „Dedykacja”

12 stycznia 2011 01:046 komentarzy

Dźwięki

      Inaugurując ten dział warto byłoby napisać coś o zamyśle Redakcji w tym względzie. Netkultura jest/ma być periodykiem przede wszystkim nastawionym na słowo, choć silnie inspirowanym również przez inne dziedziny sztuki. Nie będziemy więc czasopismem muzycznym, nie będziemy zachwycać się dźwiękami jak krytycy muzyczni, nie będziemy wprost recenzować płyt, koncertów, jakości arpeggiów, tremoli i wszystkiego innego na czym się nie znamy.  Interesuje nas jednak słowo, wkomponowane w muzykę, muzyka wpisana w historię przez duże H, czy nasze historie indywidualne. Słowem dźwięki uwikłane w szerszy kontekst – literacki, socjologiczny, publicystyczny, biograficzny czy jaki jeszcze sobie zażyczycie kontekst kulturalny wpisany w formułę Netkultury.

    Ponieważ jednak starzejąca się Redakcja /przynajmniej Naczelna/ uważa, że współczesna scena muzyczna prawdziwie wartościowej kultury ze sobą zbyt często nie niesie, zapewne nie doczekasz się w tej rubryce Czytelniku analizy tekstów z płyty zespołu Virgin, podobnie jak niechętnie powitamy esej udowadniający wielkość zespołu Ich Troje. 

     Jeżeli jednak chciałbyś przeczytać tekst o fenomenie Starszych Panów, czy socjologiczną analizę zjawiska Jozina z Bazin, gdybyś miał chwilkę na wycieczkę w rejony podmoskiewskie by posłuchać Lube, czy też chciałbyś się zatrzymać przy tekstach Marii Awarii, albo dowiedzieć się kto to jest Eilert Pilerm i co to jest „humppa”, niewykluczone, że znajdziesz u nas po temu okazję.

     Być może też jakaś stara płyta, audycja radiowa, piosenka, koncert, zaistniały jakoś szczególnie w Waszym życiu, towarzyszyły Wam w okresie historycznie burzliwym, były związane z rodzinną legendą, czy bliską osobą. Jeśli z dźwiękami zaklętymi w płyty, bądź nie,  wiąże się  ciekawa opowieść, również na nią czekamy. Może uda nam się ocalić od zapomnienia nie tylko jakąś zakurzoną muzyczną perełkę, ale i ludzi, zdarzenia, emocje.

 ZAPRASZAMY

 

Z płyt ulubionych: „DEDYKACJA”

  

 
„Dedykacja”
muz. i aranż. Stanisław Syrewicz
LP1794, MUZA, 1978r.

     Płytę tę odkryłem zupełnym przypadkiem w kolekcji mojego Ojca. Do dzisiaj nie wiem skąd znalazła się w jego przestronnej szafie na płyty. Czy była to decyzja w pełni świadoma, czy też Tato kupił ją z kolekcjonerskiej pasji, a może po prostu zdecydowała peerelowska zasada, że kupowało się wszystko co udało się zdobyć. Myślę, że album wpisywał się doskonale w pokłady Jego wrażliwości, ale tej do której, jako „prawdziwy mężczyzna”, raczej wstydziłby mi się przyznać.

      Ja nie mam tych oporów i przyznam się Państwu, że jest to wydawnictwo dla mnie absolutnie wyjątkowe i to z wielu powodów. Zacznę od tego, że kiedyś nauka szkolna potrafiła być momentami fascynująca. Nie wiem jak to wygląda dziś, ale ja swój okres licealny, mimo, iż zatopiony w poststanowojennej smucie, wspominam jako najbardziej chyba stymulujący w życiu.

            Dla mnie to okres intensywnego odkrywania magii słowa, książek, wierszy, ba, nawet niektórych szkolnych lektur. To też niestety okres pisania straszliwych utwórów własnych, które niech zaginą w pomroce dziejów i szuflad. Niska to jednak cena za miłość do rymów, za fascynację Tuwimem, Gałczyńskim, Staffem i… właśnie od tej płyty – Kubiakiem.

     Niepozorna winylowa płyta w jeszcze bardziej niepozornej okładce okazała się dla mnie źródłem niezapomnianych przeżyć poetyckich w sposób  zupełnie nieoczekiwany.

            Zainteresowała mnie fotografia na której uśmiechnięta od ucha do ucha Magda Umer trzyma pod łapki Fronczewskiego i Olbrychskiego, a Wakuliński z Kondratem kucają nad, nieznanym mi zupełnie panem o przyjemnej jednakowoż aparycji, jak się okazało później, kompozytorem Stanisławem Syrewiczem .

            Dodam, że w moich latach szkolnych istniało coś co nazywało się Teatrem Telewizji. To coś nie realizowało nachalnie polityki historycznej, nie grało tylko /choć także i  to świetniej/ fars Ayckbourna i nie trzeba było czekać na nie przez cały kolejny odcinek serialu „Rancho.” Dla młodzieńca z prowincjonalnego miasta pogrążonego w peerelowskiej szarzyźnie lat 80-ych, teatr był miejscem przeżyć fascynujących i do dziś pamiętanych.

            Sięgając po „Dedykację” pamiętałem doskonale ZNAKOMITEGO Piotra Fronczewskiego jako Gila z „Parad” Potockiego i Cyrano de Bergeraca, Marka Kondrata z obu tych spektakli, a ponadto z „Igraszek z Diabłem”. Ach co to były za spektakle, jakaż energia i umiejętności! Krzysztofa Wakulińskiego kojarzyłem już nie pamiętam skąd, ale znałem  ekspresję wszystkich trzech Panów, a znajomość Magdy Umer w kontekście piosenki literackiej była wtedy oczywistością. Pewnym zaskoczeniem był dla mnie umieszczony na płycie Daniel Olbrychski, ale wtedy był to czas kiedy w płytotece wypadało mieć winyl z jego interpretacjami Mickiewicza. A tam danielował on tak, że zapewne i śpiew nie byłby dla niego zbyt trudny.

     Co też takiego mogliby ci wszyscy artyści zrobić razem?

            Po odwróceniu koperty napotykam  istne cudności. Między innymi „Spowiedź kretyna” i „Lirykę” Gałczyńskiego, „Upojenie” Grochowiaka, „Buffo” Szymborskiej, „W malinowym chruśniaku” /ha! słodka młodości!/ Leśmiana, a nade wszystko Kubiaka, Kubiaka, Kubiaka! Nieznanego mi wcześniej, a tu genialnie zinterpretowanego przez Fronczewskiego, Olbrychskiego, Kondrata i Umer.

            W słowie przewodnim, jakim opatrzył płytę kompozytor piosenek Stanisław Syrewicz czytamy: „[…] wybór takich a nie innych piosenek podyktowany został chęcią wyeksponowania umiejętności aktorów, którzy nie tylko interpretują teksty, ale także, a może przede wszystkim sprawnością muzyczną w niczym nie ustepują profesjonalnym piosenkarzom. […] Wykonawcy i ja razem z nimi dedykujemy Państwu tę płytę, a każda piosenka jest jakby autografem – czymś bardzo osobistym […]

            „W niczym nie ustępują” – hehehe, o ważkości tych słów niech świadczy to, że ówcześni „profesjonalni piosenkarze” to Irena Santor, Krystyna Prońko i inne tuzy. Dzisiejsze gwiazdki kompania „Dedykacji” biłaby na głowę nie otwierając nawet ust, samą charyzmą. A „osobisty stosunek” do wyśpiewywanych wierszy wzrusza tym bardziej dzisiaj, kiedy np. Maleńczuk z Kukizem obrażają piosenki Starszych Panów obrzydliwie cyniczną chałturą.

            „Dedykacja” naprawdę jest właśnie taka, jak pisze Syrewicz. Skrojona indywidualnie pod wybitnych aktorów, którzy braki wokalne nadrabiają interpretacją, a przede wszystkim ciepłem i energią bijącymi z całego tego albumu. Nawet gdy nieco szarżują.

            Fronczewski jest tu raz zadziorny jak Pan Piotruś z Kabareciku Olgi Lipińskiej /”Spowiedź kretyna” może Czytelnik pamiętać właśnie stamtąd/, raz liryczny do wzruszenia. Olbrychski „leci  Olbrychskim” przez wszystkie piosenki i jest jak to on, i do szabli /”Koń darowany” Kubiaka/ i do miłowania /”Upojenie” Grochowiaka czy Leśmianowski „Chruśniak”/. Kondratowi i Wakulińskiemu dostało się po jednej piosence, ale Kondrat tak zagrał Polaka-Wagabundę z „Peanu na cześć rodaka” Kubiaka, że Gefreiter Kania-Kaniowski byłby zachwycony. Wakuliński natomiast  śpiewa „Lirykę” Gałczyńskiego tak, że przed oczami mamy jego podługowatą sylwetkę przedzierającą się przez noc z księżycem nad głową. Magda Umer jest w najlepszym tego słowa znaczeniu po prostu  Magdą Umer, choć żywiołową interpretacją „Buffo” Szymborskiej może niektórych zaskoczyć.  

            Na nic by jednak się zdały wysiłki aktorów gdyby Stanisław Syrewicz nie skroił im muzyki na miarę. Z doskonałym wyczuciem poezji i znajomością swoich podopiecznych. Być może nie wszystkim dzisiaj znane jest to nazwisko, chociaż w przypadku Syrewicza jest to świadectwem ogromnego zawodowego sukcesu. Mieszkając za granicą udziela się bardziej na światowym rynku muzycznym, choć i w Polsce notuje spektakularne sukcesy.

            Po ukończeniu Akademii Muzycznej w Warszawie, podjął studia na wydziale reżyserii warszawskiej Akademii Teatralnej, nic więc dziwnego, że największe sukcesy odniósł jako kompozytor muzyki filmowej /stąd pewnie również tak znakomite kompozytorskie „wyczucie” aktorów w „Dedykacji”/. Ale nie tylko.

            Komponował piosenki dla czołowych polskich wykonawców, a każdy z nas zna brawurowe wykonanie przez Jerzego Stuhra piosenki-żartu Syrewicza „Śpiewać każdy może”. A Edyta Górniak z „To nie ja” na Eurowizji? Tak, tak to też Syrewicz. Współpracował z tak wielkimi artystami jak Yves Montand, Jose Carreras czy Marianne Faithfull. W Polsce słyszeliśmy ostatnio jego muzykę w kilku znanych produkcjach filmowych i serialach, a do uszu polskiego słuchacza powróci Syrewicz /zapewne spektakularnie/ muzyką do szykowanego „Grunwaldu 3D”.

            Ech, laurka się z tego robi, ale jak inaczej mogę pisac o facecie, który mi dał do rąk „Dedykację”?!

            Po latach „Dedykacja” podwędzona Tacie gdzieś mi zaginęła. Szukałem jej potem wszędzie, ale niestety była kompletnie niedostępna. Gdy nastały błogosławione czasy internetu, a wraz z nim aukcji internetowych, szukanie stało się prostsze. Renesans winylowej płyty  dopełnił dzieła i upragniony album trafił ponownie do mych rąk. Sięgałem po niego z przestrachem. Jak obronią się dzisiaj piosenki mojej bardzo wczesnej młodości? Kolorowe w szarym, smutnym PRL-u, czy będą barwne i dzisiaj?

            Cóż, dzisiaj nie moda na takie płyty i, co najsmutniejsze, na takie wiersze. Dla większości z Państwa Drodzy Czytelnicy płyta ta będzie ledwie sympatyczną ramotką. Oszczędne instrumentacje, niewydumane i niezbyt wymuszone środki interpretacyjne, rymowana poezja. Dla mnie jest to ta sama płyta co kiedyś. Mam nadzieję, że chociaż dla kilku z Państwa  stanie się tym samym.

PS. Płytę tę uwielbiam również z przyczyny wręcz intymnej. Zawiera ona wiersz Kubiaka „Ach, cacy rodacy” z najpiękniejszą puentą-wyznaniem miłości jaką kiedykolwiek słyszałem. Jeśli kiedyś będę się oświadczał, spróbuję w ten właśnie sposób.

Ach cacy rodacy – fragment *

     Tylko któraż z wyemancypowanych, nowoczesnych kobiet, nie ucieknie z wrzaskiem po takim ładunku męskiej poczciwości…   Ech, Panie Tadeuszu…

 

Jacek Toczkowski

 

*Fragment wiersza Tadeusza Kubiaka „Ach, Cacy Rodacy” z muzyką i w aranżacji Stanisława Syrewicza, w wykonaniu Piotra Fronczewskiego, zamieszczony został na prawach cytatu. Wszelkie prawa twórców i wykonawców utworu zastrzeżone.

**Fotografia okładki płyty pochodzi ze strony internetowej kompozytora –  www.syrewicz.com

Tags:

6 komentarzy

Zostaw odpowiedź