Joanna Kołodziejska: Hymn dla indywidualizmu

15 listopada 2011 18:550 komentarzy

Mario Vargas Llosa
„Zeszyty Don Rigoberta”
tyt. oryg. Los cuadernos de Don Rigoberto
tłum. Filip Łobodziński
Znak, Kraków 2010

    „Bogate życie duchowe zakłada ciekawość, przebiegłość, fantazję i niezaspokojone pragnienia, a więc duch nieczysty, złe myśli, przywołujące zakazane obrazy, euforię wiodącą do eksploracji nieznanego i przemeblowująca znane, systematyczne nieposłuszeństwo wobec odziedziczonych idei, opatrzonej wiedzy i modnych wartości”.

     Jeśli Twoim życiem jest praca, jeśli osobowość wyrażasz w nowych projektach dla prezesa korporacji i dobrze ci z tym, nie jest to książka dla ciebie. Tytułowy bohater powieści Llosy, Don Rigoberto jest urzędnikiem w firmie ubezpieczeniowej. W żaden jednak sposób nie określa to jego osoby. Ba, nie znosi on wręcz swojej pracy, jednak wykonuje ją by mieć zasoby potrzebne do…No właśnie, tu zaczyna się robić ciekawie. Nasz bohater bowiem, świat fantazji, sztuki i nieskrępowanej wolności uważa za nadrzędny wobec wszystkiego innego. To jego własny świat, zbudowany według jego zasad, do którego dostęp ma jedynie ukochana żona Lukrecja. Jest ona zarazem jego częścią składową, ponieważ ów świat fantazji dotyczy w głównej mierze ich alkowy.

     Ważną postacią jest syn Rigoberta, Fonsito. Przewija się przez całą powieść, sieje zamęt i zniszczenie, co z jego fizjonomią cherubinka zdaję się tworzyć mieszankę wybuchową, która jest równie niebezpieczna co pociągająca (czy również dla macochy Lukrecji?).

     Wiele tu intryg, podanych jakby „podskórnie”, atmosfera zmysłowości aż paruje z tej książki. Gdy bohater akurat nie oddaje się fantazjom, czy też studiowaniu literatury i malarstwa w swoim sanktuarium (książki jego zdaniem są ważniejszym elementem w mieszkaniu niż ludzie, którzy są przedmiotami pomniejszej wagi), pisze listy. Wykłada w nich swoją filozofię życiową, swoje obsesje i nawyki. Czasem dotyczą spraw błahych, jak ten gdzie opisywał swą dozgonną niechęć do dziewczyny, która jadła w jego obecności winogrona wypluwając pestki, i widok ten sprawił, iż z obiecującej znajomości pozostało obrzydzenie, czasem ważniejszych. Może coś o sporcie? „W zdrowym ciele zdrowy duch. A kto powiedział, że zdrowy duch to pożądany ideał? Zdrowy w tym przypadku znaczy głupi, konwencjonalny, pozbawiony wyobraźni, ujednolicony przez stereotypy narzucone przez powszechną moralność i oficjalną religię. To ma być zdrowy duch? Duch konformisty, dewotki, notariusza, agenta ubezpieczeniowego, ministranta, dziewicy i skauta. To nie zdrowie, lecz niedomaganie”. Listów jest wiele, więc jeśli ktoś jest ciekaw wywodów Rigoberta na inne tematy (od stowarzyszeń po pornografię) gorąco zachęcam. Powieść ta jest pochwałą indywidualizmu, tylko tyle i aż tyle. Jeśli jest to manifest, to jeden z piękniejszych jakie czytałam.

Wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki.

Joanna Kołodziejska

Zostaw odpowiedź