Jarosław Kolasiński: Do trzech metrów żelbetu sztuka

16 października 2011 14:480 komentarzy

J. E. Kaufmann, H. W. Kaufmann, Robert M. Jurga
Fortyfikacje III Rzeszy

tyt. oryg.: Fortress Third Reich
tłum.: Sławomir Kędzierski
Rebis, Poznań 2011

     Lektura do poduszki, to z pewnością nie jest, choć być może znalazłby się niejeden, który przed zaśnięciem lubi sobie poczytać o bunkrach, schronach bojowych, wieżach pancernych czy systemie wentylacji w schronach bojowych piechoty. Rzecz gustu. Kto śpi w bunkrze, nie grzeszy.
Natomiast zupełnie serio oceniając tę książkę, należy podkreślić, że laik, absolutny taki, nie będzie  w stanie jej przeczytać ze zrozumieniem. Do wad bym jednak tego nie zaliczył, jako że nigdzie nie jest powiedziane, że każda książka musi być dla wszystkich. „Fortyfikacje…” są arcysmakowitym kąskiem dla fascynatów II wojny światowej, Wehrmachtu czy dziejów fortyfikacji w ogóle. Pozostałych „chętnych” i tak zniechęci tytuł, więc nie ma nad czym biadać, a warto podkreślić, że wykład J.E. i H.W. Kaufmannów jest w pełni fachowy. Na domiar dobrego – pomimo zajmowania się problemem w mikroskopijnych często szczegółach, nie uciekł autorom sprzed oczu cel główny – ukazanie fortyfikacji jako systemu systemów obronnych w skali mikro i makro. Na tym polu większość wydawanych u nas książek tyczących tematu umocnień stałych ma swoje Waterloo. W przypadku książki Kaufmanów mówić można wyłącznie o Austerlitz. Tym bardziej, że wsparł ich Robert Jurga.

      Kolejną zaletą publikacji jest ukazanie logiki ewolucji fortyfikacji od kresu wojny francusko-pruskiej (1870), aż po II wojnę światową. Autorzy w sposób nader precyzyjny relacjonują odwieczną „wojnę miecza z tarczą”, której końca nie widać: ustawiczny rozwój „miecza” zawsze stymuluje ewolucję „tarczy” i vice versa. Do trzech metrów żelbetu „tarczy” sztuka, lub do 300 milimetrów kalibru „miecza. Jak to wszystko wpływa na doktryny wojenne, a co za tym (oraz przed tym) idzie, doskonale jest w „Fortyfikacjach…” pokazane i wytłumaczone.

     Warto podkreślić, iż współudział Roberta Jurgi w „popełnieniu” tej znakomitej książki zaowocował świetną (i zasadną merytrycznie!) szatą ikonograficzną, ważkimi przypisami oraz tym, że czytelnik polski (potraktowany przez Jurgę i wydawcę specjalnie) dostał do ręki lekturę bardziej (dla Polaka) interesującą, niż byłby nią „suchy” przekład z angielskiego.

Lektura obowiązkowa.

Jarosław Kolasiński

Tags:

Zostaw odpowiedź