Portfolio miesiąca: Paweł Legawiec

20 września 2011 10:5319 komentarzy

Paweł Legawiec w kręgach foto i internetowych zwany „Papą” lub „Papardelle”. Lat 44, Krakowiaczek jeden, ale o skomplikowanej proweniencji (emigrował i wracał, i znów emigrował), ciągle w drodze między kilkoma miastami. Dość dobrze – jak sam twierdzi – łączy ogień i wodę w każdej sferze życia, edukacja artystyczna i ekonomiczna pozwala mu to bujać w obłokach, to znów twardo stąpać po ziemi, z natury zgrywus, lekkoduch i leń, zatem prawie wszystko, co robi, o ile robi – jest wbrew jego naturze. Największa aktywność publiczna – do 1993 roku. Współzałożyciel i kierownik artystyczny grup twórczych: „Nasza Firma Portretowa” (1985) – kilka wystaw zbiorowych oraz „Optymiści Dnia Pierwszego”  (1987-1993) – kolejnych kilka wystaw. Grafiką użytkową zajmuje się nieprzerwanie od 1996 roku, ze względu na wzgląd, między 1993-2010 wyłączył się z aktywnego życia publicznego. Od piętnastu lat kończy książkę na temat znaczeń, kontekstów i zagadnień semiologicznych w architekturze XX w. Nie lubi konkursów, więc niechętnie bierze w nich udział – zatwardziały materialista – woli wynagrodzenie od nagród. Członek kilku stowarzyszeń, w tym Amerykańskiego Towarzystwa Fotograficznego (PSA), obecnie najczęściej pokazuje swoje prace na jednym polskim i dwu zagranicznych portalach fotograficznych. Wystawę indywidualną planuje na trzydziestolecie pracy tzw. twórczej – w Krakowie, w roku 2012.


/pełna net kulturowa galeria Pawła legawca – tutaj/


Niczyjej gęby nie znam tak dobrze, jak swojej


Z Pawłem Legawcem dla Netkultury.pl  rozmawia Anna Kolasińska

"Prawie jak Wajda" - fot. Paweł Legawiec

     Do Pawła napisałam w kwietniu tego roku. Widząc, iż ostatnio fotografuje głównie siebie, postanowiłam mu pomóc: – sfotografuj mnie – zaofiarowałam się altruistycznie. Zaraz otrzymałam pozytywną odpowiedź. Spakowałam się, pojechałam do Tarnowa i już.

     Tkwimy teraz w improwizowanym atelier w 50m mieszkaniu – pracowni Pawła. Jeszcze niewiele się dzieje. Paweł, z rozwianym włosem,  w rozpiętej koszuli – stoi przy ścianie.  Poza niedbała, mina jakby lekko zdziwiona. Milczy. Ja przycupnęłam. Naprzeciw. Też już milczę, bo ileż można gadać do ściany. Nawet jeśli opiera się o nią artysta. Artysta milczący – być może nawet – milczący znacząco. To deprymuje, nie powiem. W końcu On. W końcu łaskawie odzywa się do mnie:

Paweł Legawiec: No, dziewczynko, kawał drogi przejechałaś, ale jakbym się teraz wziął za zrobienie ci portretu, to straciłabyś o mnie dobre mniemanie /śmiech/. Chodzą plotki że maltretuję modelki chcąc wydusić z nich zaplanowany efekt.

Anna Kolasińska: Czyżby?

/ A - fot. P. Legawiec/

PL: No tak, jest w tym coś prawdy, cenię sobie profesjonalne podejście do rzeczy. Jeśli modelka przychodzi nieprzygotowana znając wcześniej założenia, natychmiast przerywam pracę.  Wobec profesjonalistów mam bardzo wysokie wymagania a debiutantów uczę, naprowadzam i robię to z największą cierpliwością jak na Papę przystało. Niektórzy moi koledzy robią setki zdjęć podczas sesji, ja robię kilka, a najwięcej 20 – ale to przy trudnym temacie. Czasem już po pierwszym ujęciu wiem, że mam to, o co mi chodzi, robię na zapas jeszcze dwa, trzy z pełną świadomością, że to pierwsze jest właśnie tym. Już się wyleczyłem z zaśmiecania przestrzeni moimi gniotami. Z zasady nie portretuję zawodowych modelek, bo jako facet starej daty w dodatku solidnie rozeznany w historii sztuki wciąż uważam że portret ma mówić coś o portretowanym a modelki zawodowe mają cały zasób manier trudny do przeskoczenia.  Więc Aniu, droga moja – zrobię ci kiedyś portret prawdziwy, ale jeszcze za mało się znamy. A tymczasem na potrzeby mediów uznajmy, że nie masz twarzy dobrej do moich wizji.  Dajmy spokój. Może ja jednak samego siebie trzasnę kilka razy, a tobie kawę zaparzę. Rozpuszczalna czy sypana?

AK: No tak… Myślałam, że zrobię karierę jako modelka… Kawa? Sypana. Portret? No, szkoda. Mam nadzieję, że uda się następnym razem. Pawle, powiedz mi, dlaczego ty fotografujesz ostatnio głównie siebie? W ten sposób oszczędzasz na honorariach dla modelek? Robisz tak, bo tak bardzo się sobie podobasz? Czy może tak bardzo się sobie nie podobasz? Bo wszystkie trzy wytłumaczenia w jednym, to byłby absurd.

/"Podrywając Carlę Bruni" - fot. P. Legawiec/

PL: Bo to jest absurd, czysty absurd. Oszczędzam owszem ale nerwy a nie na honorariach. Już ci trochę napomknąłem o modelkach a sprawa jest bardzo prozaiczna. Jako niecierpliwiec chroniczny mam potrzebę natychmiastowej realizacji pomysłu, muszę być w tym stanie euforyczno-maniakalnej chęci zobaczenia efektu końcowego żeby w ogóle coś z tego wyszło, w przeciwnym wypadku tracę zapał. Ponadto fotografuję głównie wieczorami i nocą a normalni ludzie zwykle w nocy śpią. Poza tym konsekwentnie opowiadam o życiu za pomocą swojej twarzy i przyjętej przeze mnie konwencji pastiszu i groteski. Niczyjej gęby tak dobrze nie znam jak swojej i w dodatku nie mogę się na siebie obrazić jak źle wyjdę. Inni ludzie lubią na zdjęciach wyglądać korzystnie.

AK: To chyba dość zrozumiałe, nieprawdaż? A może się mylę?

PL: Nie do końca to takie oczywiste. Trzeba mieć świadomość topografii twarzy jak co najmniej fryzjer, który ma cię ogolić brzytwą – musi wiedzieć gdzie „pod włos” a gdzie „za włosem”. Mój obiektyw jest moją brzytwą a ponieważ do wielu portretów używam fish eye’a, to tym bardziej pracuję na wszelkich zniekształceniach perspektywy z pełną kontrolą nad efektem – dlatego na każdym zdjęciu wyglądam inaczej – czytaj: upodabniam się do kogoś innego – bo brzytwa chodzi po mojej gębie tak, jak ja chcę, a nie na odwrót. To samo tyczy się portretowania innych ludzi, dochodzi do tego świadomość mimiki, świadomość pewnych ograniczeń związanych z fizjologią (łzawiące oczy na przykład) to wszystko oprócz aspektów psychologicznych, emocjonalnych, interpersonalnych czy socjologicznych portrecista musi brać pod uwagę.

/"Barbarzyńca w ogrodzie" - fot. P. Legawiec/

AK: Nie lubię sztampy – skoro zawsze w wywiadach się pyta, kiedy i dlaczego ktoś zaczął fotografować, to ja wolę się dowiedzieć, jak długo jeszcze będziesz to robił?

PL: To ja ci niesztampowo odpowiem: nie wiem! Ale póki co, robię to od blisko 30 lat z przerwami i aktualnie nic nie wskazuje na to, bym łatwo przestał.

AK: A co musiałoby się wydarzyć, żebyś jednak przestał? /śmiech/ Tak pytam w imieniu tych, którym się twoje fotografie nie podobają.

PL: Nie ma się z czego śmiać /śmiech/, moi odbiorcy są spolaryzowani zero-jedynkowo. Albo są zachwyceni albo zniesmaczeni i to jest proporcja fifty-fifty. Wyleczyłem się jakiś czas temu z podejścia „dla każdego coś miłego”. Ale kiedy fotografuję akty, to wiem, że te proporcje się zmieniają na korzyść zwolenników. Żartowałem, oczywiście. A żebym przestał fotografować? Nie potrzeba wiele – wystarczy poprosić /śmiech/

/zwykły portret chłopca w średnim wieku, który pije z bólu po tym jak koleżanka trzasnęła drzwiami, że aż mu włosy stanęły dęba" - fot. P. Legawiec/

AK: Aha. A kiedy i jak zacząłeś fotografować?

PL: Kiedy po raz pierwszy uświadomiłem sobie, że upływa czas, że warto go zatrzymać, zarejestrować, opatrzyć odpowiednim opisem ten obrazek i zachować tę chwilę w pamięci. Byłem wtedy małym chłopcem i miałem aparat Ami66. A potem przyszedł czas na eksperymenty nazwijmy to artystyczne – to było w 1982 roku – wtedy się narodził Papa fotograf.

/"Zwykły portret chłopca w średnim wieku w sportowym stroju, udającego WueFistę, na granatowym tle, czego zupełnie tu nie widać, bo zdjęcie jest czarno-białe" -fot. P. Legawiec/

AK: Dlaczego „Papa” i jeszcze do tego „rdelle”?

PL: Bałem się tego pytania /śmiech/. Odpowiadam: bo to mówi wszystko o mnie (teraz się czuję obnażony). Papa – wiadomo: łojciec, przyjaciel, nauczyciel, mentor, ciepły, dobroduszny, a jak trzeba to opieprzy i przyleje. Papardelle – bo leniwy i ciągnący jak makaron, w dodatku po kądzieli o włoskich korzeniach. No, ale możemy przyjąć, że największego znaczenia słowu „papardelle” nadano w filmie „Ciało” – cytuję – „…mówił, że ci urwie te… no… papardelle ci urwie…”. Więc wszystko chyba jasne /śmiech/

AK: Pejzażysta wstaje przed świtem, żeby „zdjąć mgiełki”, street-reporter pstryka „z brzucha”, żeby go modele nie pobili, makrowiec mchem porasta, kiedy tropi te swoje pszczółki, mrówki itp.. Czy „fotoinscenizator” też ma swój dekalog warsztatowy? Czy np. tzw. złote godziny fotografii mają kontrolę nad Twoim umysłem? Czy mają wpływ na treść i „technikę” twoich dzieł? Większość Twoich prac, które znam, powstała w studiu. Rozumiem, że technikę studyjną masz w małym palcu?

PL: Nie myślę już o technice, ale to kwestia praktyki, skupiam się na ważniejszych kwestiach, kreacji, inscenizacji, dowcipie. Złote godziny? – owszem mam – zawsze rano – oddaję, jak na artystę przystało, dług społeczeństwu. To poranne skupienie zawsze dodatnio wpływa na moją twórczość. To ważne, aby mieć świadomość, że się nie robi nic nadzwyczajnego. Ot, po prostu coś z ciebie wychodzi i szukając analogii, można w zasadzie uznać, że skoro wychodzi, to nie jest już potrzebne i wtenczas dopiero konstatujesz, że zachodzi sprzężenie zwrotne, które rozpoczyna niekończący się proces – dawania i brania – im więcej dostajesz, tym więcej dajesz /śmiech do rozpuku, dłuższa przerwa w rozmowie/. Kontynuując – większość mych zdjęć powstaje wpierw w głowie, ale oczywiście światło zawsze trzeba pomierzyć i zawsze ustawić odpowiednio sprzęt. Jedyne przykazanie jakie mam – dobrze się przy tym bawić.

/"zwykły podwójny portret chłopca w średnim wieku, który nie jest na ogół bokserem, ale codziennie musi stoczyć ze sobą walkę" - fot. P. Legawiec/

AK: Naprawdę chodzi o zabawę, czy to jednak kamuflaż? Zwykło się w każdej artystycznej zabawie doszukiwać drugiego dna, trzeciego, czwartego…

PL: Nie zabraniam szukać dna, ale też do tego specjalnie nie zachęcam /śmiech/ i jak na prawdziwego błazna przystało, nie zdradzę, jak jest naprawdę i w ogóle nie wiadomo czy warto się czegokolwiek doszukiwać, może czasem lepiej i zdrowiej jest się tylko pośmiać. Nasz mózg wydziela wówczas endorfinę, a ta z kolei zmniejsza ból fizyczny i cierpienie psychiczne zwiększając poczucie zadowolenia. Gelotologia się tym zajmuje – polecam publikacje Normana Bevina – ja natomiast odkrywam terapeutyczne właściwości i oddziaływanie moich zdjęć, ale gadanie o tym, to megalomania, więc już milknę.

AK: Ciężko się ogląda twoje zdjęcia. Kiedy ryczeć śmiechem – obraz skacze przed oczami. Znasz zasady udzielania pierwszej pomocy umierającemu ze śmiechu?

PL: Jasne, uratowałem wielu ludzi – najlepszy sposób, to opowiedzenie jeszcze śmieszniejszej historii, w pewnym momencie organizm nie daje już rady /śmiech/.

AK: To może dobić!

PL: Ależ skąd, z tego zawsze są korzyści /śmiech nieomal spazmatyczny/

AK: Strach nawet pomyśleć, jakie. Wolę więc spytać – a dlaczego musi być śmiesznie?

/"Cała matka" - fot. P. Legawiec/

 

PL: To trudne pytanie, hmm.. i zmuszasz mnie jednak żebym puścił farbę… Dlaczego musi być śmiesznie? Dlatego, że jak się gada poważnie to mało kto słucha, a jak się udaje wariata to łatwo można przemycić wiele poważnych kwestii i masz ten komfort, że zawsze możesz powiedzieć – przecież żartowałem. To instynkt samozachowawczy.

AK: Poczucie humoru masz hm… takie mocno brytyjskie. Między Bugiem a Wisłą? Macie u siebie jakąś żyłę wodną, czy to opary powstałe przy produkcji nawozów sztucznych? Skąd wziął się pomysł przypomnienia postaci z kultowych filmów fabularnych i seriali. No, może ściślej – znanych. Nie wszystko kultowe, co się świeci.

PL: Z głowy czyli znikąd, doznałem olśnienia czy coś tam…

AK: Rozumiem, że film kształtował twojego ducha demokracji, wszystkiego liznąłeś, co należy, Eastu, Westu…

PL: Tak jakby. Wschód, Zachód, bogactwo i ubóstwo, skrajne stany emocjonalne: od depresji po euforię i wiele innych rzeczy jak lęki i frustracje – czyli to wszystko, co powoduje, że człowiek łapie dystans do świata, a głównie do siebie.

 

/"Nie mów 2" - fot. P. Legawiec/

AK: Kiedy tak sobie tu siedzimy, kawę siorbiemy i gaworzymy – stwierdzam, że jesteś zaskakująco podobny do innych ludzi… Tymczasem w wielkim świecie fotografii jesteś absolutnie rozpoznawalny, nie da się twoich zdjęć pomylić z jakimikolwiek innymi. To jaki w końcu jesteś: taki jak inni, czy całkiem odmienny?

PL: /śmiech/ Nie słyszę pytania… Halo?! Proszę o następne.

"Przygody psa Cywila" - fot. P. Legawiec/

AK: Powiedziane zostało: „W naszej piramidzie jesteśmy zarazem tworzywem i twórcami. Otóż gdyby ktoś był niedoskonały fizycznie nie wiedziałby gdzie kończy się i gdzie zaczyna się jego brzydota. I nie sposób żeby miał właściwy dystans do samego siebie.” Cytowany mędrzec stwierdził, że w konsekwencji nie może „już dłużej brać udziału w tej gimnastyce”. Oglądając twoje fotografie widać, że z gimnastyką nie masz problemów a także z dystansem do samego siebie. Czy fotografując, jesteś filozofem? Może niekoniecznie tym z „Rejsu”.

PL: Już po części dałem odpowiedź na to pytanie, nie jestem, chciałbym być. Kładąc coś odbiorcy na tacy, wydaje mi się, że tak trzeba, że przedstawianie prawd uniwersalnych w prostej i strawnej dla każdego formie jest powinnością twórcy, ale to guzik prawda. Wszystko jest dozwolone. Nie mówienie o niczym – także jest mówieniem o czymś. A celem samym w sobie może być wywoływanie określonych, dość przewidywalnych reakcji. No, dobra. Już sobie szukajcie tego drugiego, czy trzeciego dna, jest tam.

/Różowa pantera" -fot. P. Legawiec/

 

AK: Podkreślasz rolę wyobraźni w projektowaniu swoich zdjęć, które w wielkiej części są inscenizowane. Istnieją jakieś tej wyobraźni granice? Czym swoją imaginację stymulujesz? Dopalacze? Gazowana mineralna? Sałatka z selera?

PL: Całkiem serio, zawsze na noc smaruję całe ciało nacią pietruszki, pietruszka bardzo pobudza wyobraźnię, a samo słowo „nać” jest dla mnie wielce inspirujące. Co najmniej tak inspirujące, jak słowo „śmietana”. Smarując się nacią i powtarzając jak mantrę: śmietana, śmietana, śmietana – zasypiam, a rano budzę się już z nowym pomysłem.

AK: Twoje zdjęcia znam. Trochę się więc boję, gdy mówisz o nowych pomysłach. Mimo to, życzę powodzenia w ich realizacji, ale z góry ostrzegam, że nigdy, kiedy będę miała zajady – na twoje folio nawet nie zerknę. Tak na wszelki wypadek. Dziękuję ci, Pawle, za rozmowę.

PL: I ja dziękuję

Myślałam, że to koniec. Byłam w błędzie. Pawłowi przyszło do głowy, że mogę się nieźle komponować ze schodami, kiedy mnie z nich spuści. Jak pomyślał, tak zrobił. Udało się! Przynajmniej w ocenie chirurga, który mnie zoperował, a także prokuratora prowadzącego sprawę Pawła L..

poświęcając swe zdrowie dla Netkultury.pl – rozmawiała Anna Kolasińska

[zachęcamy do rozwiązywania filmowej fotozagadki miesiąca zadanej przez Pawła Legawca]

/Bez tytułu - z cyklu "Co w trwie piszczy" - fot. P. Legawiec/

———————

Wszystkie zdjęcia stanowią własność Autora i umieszczane są na stronie Netkultury.pl na zasadzie licencji niewyłącznej. ©Paweł Legawiec 2011. Wszelkie prawa zastrzeżone.

Tags:

19 komentarzy

  • bomba!

    /śmiech nieomal spazmatyczny/

  • Autoironia, inteligencja, humor i znajomość rzeczy. Z przyjemnością poczytałam i pooglądałam.

  • czy sportretowane tu dziecko ma coś wspólnego z autorem fotografii:)”? Mam wrażenie, że o jabłku i jabłoni można by tu coś rzec;) Strach się bać, jakie zdjęcia robić będzie młodsze pokolenie, skoro starsze robi az takie, jakie tu widać.
    Dodatkowe oklaski za cykl o zwykłym chlopcu w wieku średnim. Cos tu z siebie odnalazłem:)) szczególnie w tym podwójnym portrecie. Drugie oklaski dodatkowe za podpisy pod zdjęciami oraz nazwy cykli;)
    Żądam konkretnej informacji o tej wystawie w 2012. Oby jej nie przygotowywano w czasie porównywalnym ze wspomnianą w notce książką na ukończeniu””. :))))))))

  • Bardzo dziękuję, 2012 jest nieodwołalny !! ]:>

    • 2012 nieodwołalny, ale ma 365 dni, więc…;)
      Mamy nadzieję, że informacja dotrze do nas w porę (albo dużo wcześniej) i zrobimy wszystko, by waliły na nią tłumy, a my gdzieś pomiędzy oglądaczami, przycupniemy sobie w kącicku paszczęki rozwierając z zpodziwu;)

  • miód na moją próżność lejesz hehehe – jesień, jesień, złote liście spadają w dół… 🙂

    http://www.youtube.com/watch?v=2UVy5Z-AAAo&feature=related

  • 🙂 na początek bo sobie jeszcze poczytam a reszta na 2 i 3 dnie

  • Lubię ludzi z poczuciem humoru i potrafiących podejśc do siebie z dystansem. Widać również, że dobrze się czuje w tym co robi i nie oczekuje od ludzi, że każdy będzie we wszystkim się z nim zgadzał. Ma swoją drogę i styl w fotografii, ukształtowane przez rozmaite przeżycia i dobrze, że nie daje się bezkrytycznie kształtować przez poglądy innych ludzi, ale bada je i sam podejmuje decyzje czy są one zgodne z tym czego oczekuje od własnej egzystencji na tym ziemskim padole. Ciekawy wywiad i z przyjemnością mi się go czytało. 🙂

  • No super, świetny wywiad 🙂

    Czytając „śmiech nieomal spazmatyczny” już słyszałem to w głowie 😀

  • Swietny tekst, wielki szacunek.
    pozdrawiam 🙂

  • wszystkim jeszcze raz bardzo dziękuję i postaram się jakoś Wam zrekompensować Wasz stracony czas 🙂

  • urzeknięta jestem 😉

  • Świetny wywiad.
    To teraz nie spoczywaj nam Papa na laurach bo na ta wystawę na 35 lecie musisz jeszcze prac trochę „zrobić”. Normalnie czułem że ten facet z Krakowa musi być, bo tylko tam taką fantazję i talent mają ludziska 🙂

    • Z ostatnim zdaniem dyskutowałbym;)) O czywiści enie w tym sensie, że podobne predyspozycje mają akurat warszawiacy, bo to oczywisci ebyłaby nieprawda ale parę jeszcze polskich miast podobnych w tej kwestii do Krakau bym znalazł;)

  • Duża czytelnicza satysfakcja :), bo Ania z wywiadu na wywiad coraz głębiej wnika w naturę rozmówcy. Na ile się Paweł Legawiec, performer, się otworzył, na ile to kolejna forma artystycznego wyrazu – on jeden wie 😉

Zostaw odpowiedź do Jola