Smacznego numeru siódmego!

20 września 2011 10:549 komentarzy

 

/fot. Anna Kolasińska/

    W połowie lat osiemdziesiątych pewien doktor politologii UWr na każde niewygodne pytanie studentów odpowiadał: – Różne źródła różnie podają. Trudno się z takim postawieniem sprawy nie zgodzić. Idąc tropem politologa stawiamy brawurową tezę: jednym jest lepiej, innym gorzej. Czy człowiek zawsze wie, jak mu jest naprawdę – to już inna sprawa – jak zastanawia się w jednym ze swoich felietonie Jola Sztejka, w drugim natomiast pokazuje, że komuś może być lepiej, gdy drugiemu wcale nie jest gorzej, a wręcz przeciwnie.

     A my? Cóż – jakkolwiek nieprawdopodobnie by to zabrzmiało – nam jest dobrze, co wynika z faktu, że innym jest gorzej. My tu sobie spokojnie publikujemy numer 7, a takim uczniom już dwadzieścia dni temu skończyły się wakacje! Skoro o wakacjach mowa, to warto przypomnieć, że już budowniczowie piramid wiedzieli, iż najzdrowszy jest wypoczynek czynny, szczególnie poprzez pracę. Wychodząc z tego arcysłusznego założenia wysłano redaktorów w cztery strony świata.

      Zwykle jest tak, że objętość reportażu jest wprost proporcjonalna do długości podróży, więc skoro wierszówka nie spływa na konto – nie ma powodu się nadwyrężać. Z tej prawdopodobnie przyczyny Jacek Gulanowski zrezygnował z Tahiti, stawiając na Bułgarię, inny natomiast reporter nie w Andy wyruszył a w słowackie Tatry, o czym doniesie w kolejnym numerze i wówczas się okaże, o kim tu mowa. Na większy dystans – do Halifax-  oddaliła się Anna Jasińska-Piątek (debiut), oddaliła się zresztą bez polecenia z naszej strony, zapewne na jakieś profity. Próżne nadzieje – rychło odkryliśmy, iż było to oddalenie fikcyjne, jako że autorka po prostu obecnie mieszka w Halifax. Winę okupiła relacją z festiwalu kulturalnego (organizowanego również i w zaprzyjaźnionej Sofa Cafe),  któremu to przedsięwzięciu z przyjemnością patronowaliśmy.

     Żadnej natomiast nie sprawowaliśmy opieki nad Jarkiem Kolasińskim, który nawiedził pewien zamek, a potem uparł się, by złowieszczo zatytułowany owoc tej eskapady koniecznie publikować w dziale krajowym. By pogodzić wojażujących za granicę z podróżującymi po kraju,  niezawodny Sławek Olzacki poszedł na kompromis – w Rumunii zawitał do żyjących tam Polaków. Sarkazmu w jego opowieści nie ma za grosz. Nie da się tego powiedzieć o felietonie Tandemonium pastwiącego się nad internetową poezją.

     O tym, nad czym pastwiono się na zakończonym we Wrocławiu Europejskim Kongresie Kultury, a ściślej: jak oceniamy jego sens, przebieg oraz konsekwencje – napiszemy lub nie w numerze kolejnym. Z pewnością warto, jest jednak sporo miejsc, gdzie można tę wiedzę zdobyć. Dla nas wiążące jest zdanie profesora Zygmunta Baumana (niewątpliwe najistotniejszej postaci Kongresu), że „współczesna kultura składa się z ofert i propozycji, a nie nakazów czy norm” – i niniejszym, jedną z ofert tu właśnie staramy się smacznie podać.

     A w bieżącym numerze publikujemy satyryczną wizję związku kultury wysokiej z hm… niewysoką. Czyni to Michał Zięba tradycyjnie trzymający rękę na pulsie „Życia kulturalnego dzikich”, które – w odróżnieniu od Michała – rzadko bywa uduchowione. Jak rzecz uduchowienia wygląda w przypadku ateistów, zastanawia się w swoim felietonie Bastelki, której dotychczasowe refleksje na podobne tematy cieszyły się szczególnym czytelniczym zainteresowaniem. Niewykluczone, że i tym razem będzie podobnie. Impreza masowa.

      Być może aż tak masowa, jak poznański finałowy koncert „Męskiego grania”, który relacjonuje dla nas Małgorzata Maciejewska (debiut). Fakt, iż kobieta pisze o typowo męskim przedsięwzięciu destrukcyjnie wpłynął na wenę dr Wtorka, który tym razem milczy. Nie można tego powiedzieć o recenzentach, którzy znów atakują ławą, a wśród nich debiutujący dziś Damian Kozik.

     Autorzy działu sportowego – niczego tym razem nie napisali. Zajęci byli zaparzaniem melisy i  zmianą okładów na rozpalonych czołach podczas transmisji z siatkarskich ME. Zresztą nie podnieśli się jeszcze, znokautowani klęską naszych na lekkoatletycznych mistrzostwach globu. Nokaut na szczęście nie jedno ma imię (na przykład Witalij) i pewien czytelnik z Wrocławia powalony na deski premierą tamtejszego stadionu, rzecz opisał w liście, który – choć nie do końca o sporcie w nim mowa – pozwalamy sobie zaprezentować w dziale sportowym. Mamy też nadzieję, że dzięki nam, znokautowany czytelnik stanie na nogi.

     Wątpimy jednocześnie, by udało się to komukolwiek po lekturze wywiadu Ani Kolasińskiej (oraz obejrzeniu ilustrujących go fotografii) z bohaterem portofolio września – Pawłem Legawcem. Korzystając z jego uprzejmości (nowość!) zadajemy też czytelnikom przygotowaną przez niego niekonwencjonalną filmozagadkę.

     Jak widać, po wakacyjnej diecie, okraszonej jedynie sensacyjnym wywiadem z Wielkim Mistrzem z Malborka, refleksją o finale wojny o tytuł ESK oraz zaledwie anonsami wystaw, które warto obejrzeć, serwujemy czytelnikom solidną porcję strawy duchowej. Mamy nadzieję, że smakować ona będzie co najmniej tak, jak Richardov pečený bok (s chrumkavou kožičkou) koneserowi-sybarycie, którego pełen łapczywej zadumy konterfekt wykonany w kolibie „Tri Studnički” w Demianowskiej Dolinie prezentujemy obok.

Podano do stołu! Smacznego!

J. Kolasiński

9 komentarzy

  • I ten biedak to wszystko dał radę wtranżolić?????

  • Dziękuję za spowodowanie wzmożenia apetytu. Tak jakoś ostatnio głodny się czułem, niby jadłem to co lubię (jadłem i piłem), ale czegoś mi brakowało. I do sklepu zaglądałem, co by tam kupić…
    A dzisiaj? Karkóweczka kupiona, obiadek na jutro (i pojutrze zapewne) się przyrządza. Smaczny będzie.

    A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
    Bo znalazłem numer.

    Myślałem: dobrze jest tym twórcom – se zrobią wakacje prawie 3 miesięczne… Co im zrobisz?
    Nic.
    Twórca to jest twórca.
    No.
    Ja nawet zakładkę założyłem w przeglądarce i co jakiś czas sprawdzałem, czy się coś zmienia.

    Ale wreszcie! Smacznego życzą!

    To jutro, po obiedzie, zacznę czytać.

  • bardzo dobre jest te powiedzonko profesora, aż mi się japa w górę wykrzywiła, co też niezwłocznie dokumentuję, nie darowałbym se

    zdrówka!

    🙂

    R.

  • mnie w tym barze smakuje 😉

    • nie wiem, czy fakt, iz myszkom w jakims barze smakuje nie powinien budzić obaw, ze sanepid tam wpadnie „na kontrol”;))

    • Że on jest bar, (a sobie myślę, że też i prawie restauracja), to mnie w nim jeść bardzo smakuje.
      Dają jedzenie smaczne.
      Czytam i zajadam … chleb ze smalcem na ten przykład.
      I czytam…
      Jest co czytać…
      Nawet aż tak bardzo pić się nie chce, żeby przeczytać.
      Bo przecież, normalnie, żeby przeczytać cokolwiek?
      Łatwo jest?
      Nie wielbłądem jest człowiek.
      No!
      To czytajcie.

  • czyli w pewnym sensie, można powiedzieć, że bar trąci myszką..:))

    a taki żart głupi, wiem wiem

    R.

Zostaw odpowiedź