Anna Jasińska-Piątek: Kropka, już nie tylko „pl”

20 września 2011 10:512 komentarze

Kropka, już nie tylko „pl”

czyli

Netkultura przekracza granice

[relacja z Halifax Festival 2011 w Sofa Cafe]

/plakat Halifax Festival w Sofa Cafe skomponowany ze zdjęcia A. Kolasińskiej. W lewym dolnym rogu - logo Netkultury.pl

  Tak to już bywa… Tak to już bywa, że dbające o swą reputację inicjatywy kulturalno-internetowe (takie jak chociażby nasza Netkultura.pl) realizując sny o potędze, decydują się na patronaty medialne oraz inne jakże zacne działania o charakterze mecenatu kulturalno-artystycznego. Kiedy się jeszcze ma zapędy imperialne – wspiera się z podwójną chęcią wydarzenia poza granicami własnego kraju. Z potrójną chęcią mamy natomiast do czynienia, gdy rzecz dzieje się w sporej wielkości kraju, leżącym na dodatek w zachodniej części Europy – ściślej – we włościach Jej Królewskiej Mości zwanych Wielką Brytanią.

/fotografie barbary Wilczyńskiej czyli Lublin w Halifax - fot. XXX/

     „Jukej” niejedno ma imię, nic więc dziwnego, że znudzeni wielkimi stolicami skierowaliśmy swoją uwagę na północną Anglię. Na Halifax. Od kilku lat to właśnie tutaj odbywa się festiwal. o którym będzie tu mowa. Wydarzenie to łączy w sobie rożne sztuki absolutnie piękne oraz te bardziej zwyczajne o urodzie wcale nie gorszej a na pewno nie mniej ciekawe. Po raz pierwszy i miejmy nadzieję nie ostatni, duży wkład w przedsięwzięcie wnieśli nasi rodacy, przedstawiciele nowej fali emigracji tzw. „wyjechanych”. Pokolenie to nadspodziewanie szybko okrzepło na obcej ziemi, z rozmysłem przejęło metody działania miejscowych, wzbogacając je szczyptą słowiańskiego polotu i odwagi (ale już nie ślepej brawury). „Główną areną” polskich działań w ramach festiwalu stała się „Sofa Cafe”, klub już raczej tylko z nazwy polskiego, jako że większość dzisiejszych „sofowiczów” stanowią Anglosasi o korzeniach skandynawskich. W 2011 roku właśnie w polskie na jukejskiej ziemi progi zawitał po raz pierwszy angielski Halifax Festival.

/wymiana uwag pod fotografią Anny Kolasińskiej - fot. XXX/

     W jego ramach zaprezentowano w Sofie prace kilkorga naszych twórców: Anny Kolasińskiej (redaktorki Netkultury), Barbary Wilczyńskiej (portofolio lutego 2011) czy wreszcie Filipa Żywicy (nowolondyńczyka również udzielającego się twórczo na naszych łamach). Wymieniając zaś organizatorów „polskiej części” festiwalu nie sposób pominąć Pawła Faszcza (właściciela Sofa Cafe) oraz Macieja Piątka (netkulturowy nasz człowiek na Wyspach) – pomysłodawcę oraz dyrektora artystycznego festiwalu oraz kuratora festiwalu filmów krótkometrażowych Not2Short odbywającego sie w ramach Halifax Festival 2011.

     Ponieważ głównymi celami, tak klubu jak i całego festiwalu, są integracja oraz promocja kultury, nic dziwnego, że organizatorom tak bardzo zależało na tym, aby nie zamykać się tylko w gronie emigracyjnym lecz otworzyć się na miejscową społeczność. Z tego właśnie powodu pierwszy dzień festiwalu rozpoczęto sofowymi występami młodych angielskich muzyków, starannie wyselekcjonowanych spośród wielu chętnych lokalnych twórców. Selekcja była nader ostra, pod uwagę brano nie tyle CV muzyków, często na początku drogi twórczej, co talent każdego z nich. Wystąpili m. in.: Hugh Gunningham i Patrick McCallion.

/występ Patricka McCalliona - fot. Anthony Sutcliffe/

      Słuchacze mogli jednocześnie podziwiać prace wymienionych już, a związanych z Netkulturą twórców. Co nas szczególnie cieszy i napawa optymizmem na przyszłość – wystawa została przyjęta entuzjastycznie. Odbiorców szczególnie urzekło w pracach „naszych ludzi” udane nad wyraz małżeństwo tego, co stare i zaniedbane (starannie wyszukana zapomniana architektura Wrocławia i Lublina) z tym, co nowe i żywiołowe (ludzie, wyostrzona kolorystyka tak szczególnie widoczna w pracach Barbary Wilczyńskiej). W fotografiach wyczuć można było ducha minionych epok, historie niedokończone z różnych względów, utracone i zapomniane (często z powodu zawirowań historycznych). Nostalgiczne opowieści i dynamizm współczesnego życia (tu choćby wybrane na plakat imprezy zdjęcie bawiących się „dzieci ulicy” autorstwa A. Kolasińskiej). W niejakiej opozycji (wszakże dopełniającej całości obrazu) do fotografii obu autorek stały prace Filipa Żywicy, którego fascynują postaci nierealne, baśniowe. Styl jego bliski jest poetyce fanatasy, przywołuje na myśl najlepsze gry komputerowe czy komiksy tego gatunku. – Świetna kreska oraz technika naprawdę warta uwagi – co podziwiający wielekroć podkreślali.

/"Świetną kreskę ma ten Filip!" - komentowano prace Filipa Żywicy - fot. XXX/

     W ramach sofowego festiwalu filmowego pokazano niemało filmów krótkometrażowych z najwyższej światowej półki, fabularnych, animowanych. Nie mogło zabraknąć oczywiście polskich klasyków m.in. „Tanga” Zbigniewa Rybczyńskiego (Oskar z 1983 roku za najlepszą krótkometrażową animację). Odbyła się również projekcja filmu krótkometrażowego „Punctuated” Dermonta Daly’ego z muzyką Johna Dorra (wywiad z artystą dostępny w nr 6 Netkultury). Co budujące, kontakty z wieloma twórcami filmowymi zaowocowały m. in. nawiązaniem współpracy animatorów Not2Short z producentami filmu „Zero” w reż. Christophera Kezelosa (pokazywanego w ramach festiwalu animacji). Australijska firma Zealous Creative udzieliła organizatorom festiwalu sublicencji na pojedyncze projekcje swoich filmów na terenie Wielkiej Brytanii. Działo się wiele…

     Ukojenie po bardzo intensywnym weekendzie ze sztuką, przyniosło nieco tylko wszakże mniej artystyczne festiwalowe after party z udziałem polskich i angielskich didżejów a wśród nich Antony’ego Ellisa, Chrisa Neila, Marcina Słupka oraz Dawida Ledzińskiego. Całość okrasił swoimi wizualizacjami Maciej Piątek (angażując do głównych ról Hansa Klossa, bohaterów filmów Kubricka oraz braci Cohen a także załogę „Rudego” 102).

/plakat Not2short autorstwa Macieja Piątka/

Niestety, co dobre, co festiwalowe, nawet w Sofa Cafe szybko się kończy (choć codzienna działalność wcale nie zamiera), ale na szczęście powróci za rok. Chcielibyśmy, aby wydarzeń takich jak te w Halifax było więcej… Dlaczego? To proste. Nawet zapominając (tylko po co i niby dlaczego?) o poziomie artystycznej oferty polskiej części festiwalu, warto podkreślić, że jednym z zasadniczych walorów przedsięwzięcia było (oby trwałe) wniesienie niejakiego powiewu świeżości w często cokolwiek nieświeży (czy jak kto woli – mocno przeterminowany) wizerunek Polski w Europie, w UK w szczególności (na szczęście ostatnio jest z tym już dużo lepiej). Być może już za 12 miesięcy pojawimy się tam znowu, by wesprzeć organizatorów (może efektywniej jeszcze, niż tym razem), a relacja z tego wydarzenia znów ukaże się na naszych łamach.

 

/charakterystyczne gorejące oczy widzów Not2Short - fot. Barbara Langowska/

Organizatorom tak angielskim jak i polskim niniejszym serdecznie się – w imieniu redakcji – dziękuje, usiłując ukryć zdumienie oraz podziw dla ich samozaparcia i energii, życzy się też wytrwałości oraz sukcesu również w roku przyszłym. Być może Netkultura pojawi się wówczas w Halifax „szerszym frontem”, również w osobach tych z redaktorów, którzy jeszcze (?) nie wyemigrowali.

Anna Jasińska-Piątek

Tags:

2 komentarze

Zostaw odpowiedź