Jolanta Sztejka: Wcale nie romansidło

19 lipca 2011 20:260 komentarzy

Sara Gruen
„Woda dla słoni”
tyt. oryg.:  „Water for elephants ”
tłum.: Mariusz Ferek
Rebis, Poznań 2011

      Niezwykła opowieść o świecie cyrku, wielkiej przygodzie, miłości, samotności i starości. Teraźniejszość i przeszłość przeplatają się ze sobą na kolejnych stronach książki tworząc specyficzny klimat dla opowieści głównego bohatera.

     Jacob Jankowski ma dziewięćdziesiąt jeden lat – albo dziewięćdziesiąt trzy – sam nie jest tego pewien. Od pewnego czasu przebywa w domu opieki. Rodzina odwiedza Jacoba systematycznie w każdy weekend, ale jedynie z poczucia obowiązku. Ani dzieci, ani wnuki nie potrafią nawiązać głębszych relacji z najstarszym członkiem rodziny. Każde odwiedziny traktują jako dyżury starannie zaplanowane w grafiku. Główny bohater natomiast nie potrafi już odróżnić kolejnych odwiedzających, nie jest już nawet pewien czy odwiedza go córka, czy może wnuczka. Każdego dnia pielęgnuje w sobie uczucie krzywdy i osamotnienia. Czuje się oszukany i coraz częściej wspomina swoją zmarłą żonę.

      Pewnego dnia dom opieki obiega wiadomość o pojawieniu się w pobliżu cyrku. Na tę wieść i Jacob nie pozostaje obojętny, tym bardziej, że świat cyrku to znaczna część jego młodego życia. Od tej chwili Jacob nieustannie wraca wspomnieniami do minionych lat i chyba pierwszy raz tak niecierpliwie wyczekuje odwiedzin bliskich, licząc na to, że zabiorą go do cyrku.

      Co Jacoba łączy z cyrkiem, że tak bardzo przeżywa jego pojawienie się w okolicy?

      Po niespodziewanej śmierci rodziców Jacob stracił zupełnie wszystko. Rzuca studia i zupełnym przypadkiem trafia do cyrku, gdzie zaczyna pracować jako weterynarz i opiekun zwierząt. Musi stawić czoła nowej rzeczywistości, wszakże świat cyrku rządzi się swoimi prawami. Jedną z największych atrakcji cyrku, do którego dołączył Jacob jest widowisko z udziałem pięknej Marleny- żony jednego z cyrkowych dyrektorów.

      Bohaterowi „Wody dla słoni” trudno jest się oprzeć uczuciom, jakie w nim wzrastają. Jakby tego było mało – relacje Marleny i jej męża Augusta budzą wątpliwości co do szczęścia tego związku – a to już rodzi tylko komplikacje.

„Woda dla słoni” to wzruszająca opowieść o miłości. Zabrzmiało ckliwie? Pragnę więc uspokoić – to nie jest typowe romansidło. To historia trudnej miłości, miłości, która w mniemaniu bohaterów nie powinna była się przydarzyć, a która mimo wszystko zakończyła się szczęśliwie, choć zdaniem bohatera za wcześnie. To opowieść o niezwykle skomplikowanych relacjach międzyludzkich. O prawdziwej przyjaźni – na dobre i złe, o lojalności, która coraz rzadziej można spotkać… o cierpieniu, które zostawia swój ślad. Opowieść tak wciągająca, że można ją przeczytać jednym tchem.

      Nigdy nie przepadałam za cyrkiem, od dziecka miałam wrażenie, że zwierzęta są tam wykorzystywane i niezbyt dobrze traktowane. Po lekturze „Wody dla słoni” to wrażenie zdecydowanie się potęguje. Ale autorka zwraca uwagę na inną bardzo istotną rzecz. Ukazuje jak wiele osób zaangażowanych jest w stworzenie takiego widowiska. Przedstawienie cyrkowe to nie tylko pocieszne zwierzątka i ich treserzy, których widzimy na arenie. To cała masa zwykłych pracowników pozostających w cieniu cyrkowych gwiazd, bez których wielkie show nie mogłoby się odbyć. To np. robotnicy stawiający namioty, oświetleniowcy, nagłośnieniowcy, osoby dbające o zwierzęta, kucharze, lekarze… i cała masa innych drobnych specjalistów, których praca jest niezauważalna.

      Film nakręcony na podstawie książki Sary Gruen można już oglądać kinach. Jeszcze się nie wybrałam i mam jednak spore obawy. Zaledwie kilka ekranizacji przypadło mi do gustu. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszystko da się przenieść na szklany ekran. Więc może lepiej nie psuć sobie wrażeń po tak pasjonującej lekturze.

      Ale jeśli ktoś już nawet obejrzał „Wodę dla słoni” w kinie, zachęcam, by dał się zaczarować jeszcze bardziej. A to może zapewnić tylko książka.

 

Jolanta Sztejka

Tags:

Zostaw odpowiedź