Jola Sztejka: „Możnych kochanie” – recenzja.

21 maja 2011 00:2715 komentarzy

Trudno mnie przekonać do czytania książek historycznych. Po trosze wynika to chyba z mojej skromnej wiedzy, gdyż szczęścia w szkole do historyków z prawdziwego zdarzenia nie miałam, a po trosze z tego, że skoro już mam wybór to wybieram bardziej lubiane przez siebie gatunki – i wcale nie są to romanse. Choć, jeśli wrócić pamięcią do czasów licealnych to przecież Sienkiewiczowskie powieści czytałam niemal jednym tchem, więc może wygodniej jest mi zwalać winę na nauczycieli historii.

Po raz kolejny dałam się zaskoczyć. Chociaż nim na dobre zatopiłam się w lekturze musiałam najpierw odrobić zaległą lekcję z historii. Odświeżyć pamięć wydarzeń z czasów panowania rodu Piastów. Przypomnieć sobie władców rządzących polskimi ziemiami.

„Możnych kochanie” opowiada o wydarzeniach z czasów Ludwika Węgierskiego. Autor skupia się nie tylko na wydarzeniach historycznych z tej epoki, ale przede wszystkim na relacjach międzyludzkich. Komu wierzyć, komu ufać? Kto jest naszym sojusznikiem a kto wrogiem, czy jutro nasze relacje ulegną zmianom.. ? Kto nas ochroni przed wrogiem a kto w rzeczywistości sam się nim okaże. Każdy dzień może przynieść rozczarowanie.

 

Co okaże się silniejsze? Więzy krwi czy pilnie strzeżona tajemnica? Czy małżeństwa wielkich to związek z miłości czy z wyrachowania? Dodatkiem jest miłość czy chęć posiadania władzy? Czy ? Za dużo tych pytań. Zdecydowanie mniej odpowiedzi. Bycie dzieckiem z nieprawego, choć królewskiego łoża nie ułatwia życia. Co bycie królewskim bękartem może zmienić w życiu człowieka.. czy rodzice wtedy kochają bardziej, czy mniej…

Relacje miedzy ludźmi mogą być skomplikowane bez względu na czasy. Książka Wiesława Karasińskiego nie wyjaśni tych wszystkich wątpliwości, ale skłoni do zastanowienia, czy lepiej żyłoby się nam wtedy czy może jednak teraz…

Wątpliwość, co do tego, czy Kazimierz Wielki rzeczywiście był ostatnim z rodu Piastów i czy koło historii mogłaby się potoczyć inaczej pozostawiam większym od siebie znawcom historii. Zaciekawiły mnie jednak kwestie żądzy władzy. W tej kwestii od tamtych czasów niewiele się zmieniło. Marzenie o władzy może przysłonić cały świat i wszelkie „rycerskie” zasady…choć może dzisiaj nepotyzm jest mniejszy, choć i w tym stwierdzeniu nic pewnego.

Czasy się zmieniły, lecz czy ludzie aż tak bardzo? Małżeńskie zdrady, walka o wpływy i potrzeba podejmowania decyzji.. choć zmieniły się bardzo środki umożliwiające dojście do celu, mimo, że rozwój techniki pozwolił nam na błyskawiczną bezpośrednią komunikację- czy ludzie są teraz lepsi?

Jednak zaskoczyło mnie trochę zakończenie powieści Karasińskiego. Ale na otarcie łez został mi jeszcze skorowidz postaci historycznych występujących w powieści. Zapewne gdybym dojrzała ten skorowidz wcześniej zaoszczędziłam bym kilka chwil, ale czas na poszukiwanie wiedzy historycznej nie był jednak czasem straconym.

Dlatego nie do końca zgodzę się z Jarkiem Kolasińskim, który napisał:, że „to lektura obowiązkowa dla każdego, kogo historia nie dość, że nie nudzi, to jeszcze choć trochę interesuje. A im większe jest owo „choć trochę”, tym lepiej.”

Ja bym tu jeszcze zdecydowanie poszerzyła krąg odbiorców o tych, którym historia w szkole wydawała się nudna i których (zapewne przez to) owa historia niekoniecznie interesuje. Być może odkryją oni, że wydarzenia historyczne mogą być ciekawym tłem a jeszcze lepiej, jeśli dzięki tej lekturze wiedzę tę zechcą poszerzać.

A kto wie, może za parę lat „Możnych kochanie” obok trylogii Sienkiewicza znajdzie się w kanonie lektur szkolnych 🙂

 

Jola Sztejka

15 komentarzy

  • Myslę, ze do pewnego stopia masz rację – chyba niesłusznie zawęziłem krąg tych, którym książke polecm. No ale ja tak juz mam – tyle sie wciąż nasłuchuje testó w rodzaju „eee mnie historia nudzi… eee od szkoły nie lubie historii” ze się skrzywiłem.

    • mnie nudziła.. dlatego jak wspomniałeś, że to powieść historyczna..
      możesz sobie pogratulować.. w przeciwnym razie nigdy bym po nią nie sięgnęła
      😉

  • stary krab

    Jarku, znam takich, których nudzi czytanie jakiejkolwiek książki. Dostają boleści, kiedy zrozumienie treści wymaga zastanowienia się.
    Jolu, przekonałaś mnie w stopniu umiarkowanym. O tym, że będę się jesienią rozpytywał o tę pozycję (bo sobie nie kupię), przesądziła sugestia, że „Możnych kochanie” może stać się lekturą szkolną. Ja w to wątpię, ale przeczytam choćby po to, iżby się przekonać, czy przyznać Ci rację.

    • skoro w stopniu umiarkowanym, to może znaczyć że recenzja do niczego, a nie że książka nudna 😉
      nie była to dla mnie łatwa lektura, ale trud się opłacił

      no byłoby nudno, gdyby wszystkim podobało

      a z ta lekturą.. to jak buźka wskazuje

  • Spoko, spoko, recenzja Joli i recenzja Jarka tworzą całość kompatybilnie zachęcającą. Jola ujmuje rzecz w perspektywie ludzkich emocji i psychologii władzy, Jarek koncentruje się na tle historycznym. Taki odbiór zdecydowanie wskazuje, że krąg odbiorców może być szeroki,oczywiście odbiorców czytających coś w ogóle.

    Ja natomiast chciałem jeszcze oddać honor Mariuszowi Wolnemu i jego „Kacprowi Ryxowi” który do mnie trafił dzięki Łukaszowi Stadnickiemu swego czasu. Bardzo dobrze mi sie to czytało, tyle, że to w zasadzie historyczny kryminał, choć solidny na obu polach. Tak, że może z tym odrodzeniem powieści przynajmniej awanturniczej nie jest tak, źle.

    A nasz system oświaty potrafi znudzić historią jak mało który. Podobnie jak geografią. A tak niewiele trzeba.

    • Trzeba jednak wiele, moim zdaniem. Ot, chocby żeby na belfrów nie było negatywnej selekcji no i niech się ten zawód wreszcie odfeminizuje(

      • Masz rację ,Jarku,feminizacja = mniejsze płace nawet wg feministek..I mniejsze wymagania ,skoro akceptujemy kapitalizm w XVIII wiecznym wykonaniu.
        Zfeminizowany zawód lekarza też dołuje. I prawnicza profesja coraz bardziej.
        Trudno byłoby ustalic z czego to tak naprawdę wynika.

    • Osobiście bardzo lubię historię ale uważam,że akurat największym mankamentem oświaty nie jest niski poziom nauczania historii lecz niski poziom nauczania dyscyplin
      indukcyjnych oraz „science”. Brak rózróznienia nawet w języku, w przeciwienstwie do angielskiego między „arts”,”letters” (w sumie humanistyka),social science, natural history, powoduje taką glątwę. U nas wszystko jest nauką,nawet nieudolna ekpsozycja indywidualnych poglądow,a nie rygorystyczne opracowanie duzej ilosci faktow.

      • ” U nas wszystko jest nauką,nawet nieudolna ekpsozycja indywidualnych poglądow,a nie rygorystyczne opracowanie duzej ilosci faktow.”
        Siur. of kors!
        Ale jak to zmienić?
        Jak zrobić tak, żeby ten co chce pisać, najpierw się, nawetprzez chwilę, zastanowił?
        A potem, jak napisze, żeby jeszcze popatrzył: jak ten tekst wygląda.

        I bardzo słusznie mówisz pan, Panie Bkasie, że problemem jst „niski poziom nauczania” – czy takich nauk, czy innych.
        Dlaczgo on się tak obniżył.
        Ten poziom.

        ?

        • No i zrobiłem sam sobie koło pióra.
          Nie popatrzyłem, jak tekst wygląda!
          Powinno być ” Panie Bekasie”.
          Też „nawetprzez chwilę” powinno mieć przerwę.
          Nie jest łatwo pisać.
          Ja ………………………………………

        • się obniżył, bo się nie czyta i się nie podniesie jak nawyk nieczytania się utrwali
          a się utrwali jak rodzic będzie siedział przed wielkim ekranem kina domowego zamiast (przynajmniej czasami)z otwartą(!!!) książką

          • bingo. Ale nie byłbym tu pesymistą, że tylko kino domowe. Godzinę temu pod moim oknem, na łąwce przy piaskownicy siedziała babunia, mamunia i tatuś. Jedeno dziecko spało w wózeczku, drugie bawiło się w piasownicy, robiąc rabatki kwiatowe poprzez wtykanie zrywanych na skwerze kwiatków. Rabatka udała się m. in. dlatego, że tatuś z buteleczki podlał rabatkę piwkiem „żuberek”, hura! Babunia i mamunia ze swoich butelek nie nalały. A szkoda;) To tak na marginesie i nieco o skorupkach i nasiąkaniu. Dodam jeszcze, że nie była to rodzina lumpów, ale taka lepsza (na ławce „Newsweeka” mieli. No to na zdrowie!

      • Ideałem byłoby połączenie „rygorystycznego opracowania dużej ilości faktów” z udolną (!!!) ekspozycją poglądów.
        Zazwyczaj, jedno lub drugie wypada słabiej.

        • Problem polega niestety i na tym,że historia to nauk anader polityczna. Juz sama selekcja faktów (wszystkich sie podac nie da) decyduje o tym, co dalej. Plus niezwykle trudna przeszkoda – sympatie i antypatie. Patrzmy na Jasienicę (którego uwielbiam), ilekroć szczerze (aon to akurat faktycznie szczerze robi) napisał coś o polskich negatywach, zawsze czuł się zobowiązany do zauważenia, że na zachodzie Europy wcale nie było lepiej. Tylko co to zmienia:)?
          Niestety – nie da się do końca oddzielić ekspozycji faktów od poglądów. Można twierdzić, iz jest inaczej, ale to pobożne zyczenia. I najgorsze, że nie jest to tożsame z brakiemobiektywizmu;) Zgroza – generalnie rzecz biorąc. W kwestii nauczania hisotrii w szkole, to jest mi coraz bliższy poglad Marcina Kuli, któren postuluje zerwanie z nauczaniem „chronologicznym” na rzecz problemowego. Takie podejści eostro krytykuje Davies pokazując, że w Brytlandzie tym sposobem wyprodukowało się stada historycznych osłów. niestety – zdaje się, że obaj mają rację.

  • aaa co do tej polityki…
    nawet historia widać może być różna
    znaczy się widzenie tej historii
    co kolejna klasa, kolejny historyk.. kolejny pogląd na jedną i tę samą sprawę..
    to czasem lepiej było się wyłączyć..

    a ci myślący samodzielnie, wyrabiający sobie pogląd..zawsze dostawali po głowie dwa razy bardziej

Zostaw odpowiedź do I.W.