Kasia Czekot: Stówa zamiast miliona

17 maja 2011 19:062 komentarze

„Milion dolarów”
reż. Janusz Kondratiuk
Polska 2010
107 min.

Noblesse oblige. A nazwisko Kondratiuk to w polskim kinie nazwisko arystokratyczne. Z nadzieją na iście książęcą ucztę udałam się więc do kina na „Milion dolarów” komedię, która wyszła spod ręki Janusza Kondratiuka. Plejada gwiazd, reżyseria w rękach twórcy „Dziewczyn do wzięcia” czy „Jak zdobyć pieniądze, kobietę i sławę”, jak cokolwiek mogłoby pójść źle?! A jednak się udało i to udało  wyjątkowo dobrze tzn. wyjątkowo dobrze film zepsuto.

Materiał wydawałoby się dla dowolnego z Kondratiuków znakomity. Podupadająca kamienica w biednej dzielnicy Gdańska, sąsiedzki mikroświat w którym każdy zna każdego, bezradna w finansowych sprawach staruszka niespodziewanie dziedzicząca milion dolarów po dawno zbiegłym do USA małżonku, wystawiona na wielką próbę uczciwość jej sąsiadów ludzi mniej lub bardziej odrzuconych przez tzw. „wielki świat”. Sąsiadka staruszki, pracownica banku, obmyśla plan zawłaszczenia pieniędzy, a w rozkręcającą się komedie pomyłek wplątani zostają pozostali sąsiedzi.

Można było z tym zrobić wszystko od farsy po groteskę, od pamfletu po moralitet. Wyszedł film nieudany, prostacki i nachalny, który jedynie w kilku krótkich przebłyskach potwierdza klasę reżysera i aktorów. Kto wie może po kolejnym seansie okazałoby się nawet, że te przebłyski są nieco dłuższe, ale szczerze mówiąc na drugi seans nie miałabym specjalnej ochoty. Nawet jeśli tych lepszych miejsc jest w filmie więcej niż ja mogłam dostrzec to przytłoczone są one momentami wręcz żenującymi, kretyńsko slapstickowymi, nie waham się powiedzieć chamskimi. I nie chodzi mi o estetykę /brzydkie wyrazy itd/a o  łaszenie się do najgorszych gustów widza, którego Kondratiuk najwyraźniej nie docenia. Na dodatek film przypomina zbiór nieumiejętnie połączonych grepsów, które nachalnie  wciskane są widzowi po to by uznał film za tzw. „kultowy”.  Były już podobnie nieudane konstrukcyjnie  filmy, filmy złe ale sympatyczne,  ale ich „kultowość” wiązała się z dowcipem i charyzmą poległych w miarę  godnie twórców /np. Hi-Way Mumio/ a nie z nachalnym wciskaniem dziadostwa.

[youtube ENHUcqHeAlE]

Dziadostwem jest bowiem bawienie publiczności striptizem głównych bohaterek /a przecież Joanna Kulig i Hanna Konarowska to dobre aktorki młodego pokolenia zasługujące na znacznie więcej/ pod postacią castingu na tancerkę dla zespołu muzycznego z domu starców ponieważ jest to numer ni przypiął ni przyłatał. Ot fajnie popatrzeć /w zamyśle scenarzysty zapewne/ na majtające się biusty. Dziadostwem zupełnie nieśmiesznym jest uśmiercanie starszej pani /przecież to sama Barbara Kraftówna!/ kreską koki /którą inna z „babć” /Grażyna Zielińska!/ zwinęła wnusiowi /taka była cool balanga na potańcówce seniora/. Dziadostwem jest zatrudnianie zwalistego i sympatycznego mięśniaka  Czecha /Jiri Pomeje/ głównie po to by mógł powalić interlokutora cięta, po czesku zniekształconą ripostą – „wolić to ty możesz kozę pie…”. Dziadostwem jest wreszcie wmanewrowanie grającej główną bohaterkę Kingi Preis w taką w stosunku do całości filmu nieadekwatność, że w moim odbiorze praktycznie przechodzi, mimo ogromnej ekspresji, obok roli.  To aktorka takiej klasy, że film do niej nie dorasta i absolutnie widać, że nie jest Pani Kinga na swoim miejscu, chociaż wydawałoby się, że rola Bożenki jest w sam raz dla niej. Jeszcze gorzej potraktował Kondratiuk Rafała Mohra i Andrzeja Grabowskiego robiąc z nich zwykłych pajaców. Tomasz Karolak strat wielkich nie poniósł ponieważ „leci Karolakiem” jak zwykle co zawsze gwarantuje tyleż nijakie co sympatyczne wrażenie. Dodajmy do tego Krzysztofa Maternę, Bogdana Łazukę, Wiktora Zborowskiego, Jacka Recknitza, Joannę Kurowską, Krystynę Rutkowską-Ulewicz a zobaczymy jak olbrzymią aktorską  fortunę Kondratiuk przepuścił.

Jednym z niewielu prawdziwych plusów tego filmu jest rola Jakuba Gierszała, świetnego jako neurotyczny Pawełek. Dla Pawełka zdecydowanie warto ten film obejrzeć bo to jedyny w tym filmie epizod skonstruowany z jakimś staranniejszym zamysłem i wdziękiem. Czy zrekompensuje to marne wrażenie jakie pozostawia całość? Moim zdaniem nie, film to zbiór gagów z których tylko nieliczne trzymają poziom.

Ten dens sensu  za wiele nie miał. Spodziewając się miliona dolarów dostałam stówę i to drobniakami.

 

Kasia Czekot

 

PS

Zamiast polecam widzom oparty na zupełnie podobnej historii świetny, wyśmiewający ludzką chciwość satyryczny thriller hiszpański „La Comunidad” /polski tytuł „Kamienica w Madrycie”/ ze świetną Carmen Maura. Tam udało się wszystko to co nie udało się Januszowi Kondratiukowi w „Milionie dolarów”.

Tags:

2 komentarze

  • Nie chcę nikogo pomawiać, ale niektóre wychwalające recenzje tego filmu tak urągają faktom, że…

    • No własnie. Pierwsza goląca film recenzja jaka czytam. Brakuje mi w recenzji oceny Kraftówny, której jakże w naszym kinie (pewnie nie bez powodu) tak bardzo nie ma. Przez litość oszczędzona, czy przypadkiem?

Zostaw odpowiedź