Czytelnik nie pyta – redakcja odpowiada. Maj 2011

18 maja 2011 10:062 komentarze

Niestety – kontynuujemy wątek szczeciński, jakbyśmy nie mieli niczego sensowniejszego do roboty:

Oburzony pan Rafał Ród z Oleśnicy ponownie do nas nie zadzwonił by nie stwierdzić, iż na szczecińskim remontowanym głównym (sic!) dworcu PKP jego noga więcej nie postanie.

Panie Rafale kochany! I na co się tak zaperzać? I dworcem wyjeżdżać w nas, i rzekomym remontem? Sugerujemy zmniejszenie dawek napojów wyskokowych podczas zwiedzania Szczecina, ewentualnie zmianę okulisty. Przejrzyj pan na oczy! – to nie żaden remont. Po prostu zarządca dworca kolejowego Szczecin Główny najpaskudniejsze fragmenty budynku zasłonił bilbordami ukazującymi remontowane dworce w takich miastach jak: Wrocław, Katowice, Poznań itd. Tak, tak. To te same bilbordy, które podziwia pan we Wrocławiu właśnie, kiedy czeka pan na połączenie do domu i zastanawia się pan, gdzie tym razem podstawią pański pociąg, w sytuacji kiedy jedyną informację o tym może pan uzyskać z peronowego głośnika, a ten skutecznie jest zagłuszany sykiem kärcherów będących tam non stop w użytku.

***

I znów ten Szczecin. Matka jednego z funkcjonariuszy tamtejszej straży miejskiej (stopień i nazwisko znane redakcji) nie zatelefonowała do nas z pytaniem: Dlaczego nowiuteńkie szczecińskie uliczne dystrybutory prezerwatyw zostały zamknięte szybciej, niż ktokolwiek zdążyłby dzięki skorzystaniu z ich oferty nie począć chłopca, dziewczynki czy choćby bliźniaków.

Szanowna Pani! Udało nam się dotrzeć do informacji, że w niewyjaśnionych okolicznościach zaginęły 3 kontenery prezerwatyw, a zakup kolejnej partii nie jest w tegorocznym budżecie przewidziany, w związku z tym dalsze utrzymywanie dystrybutorów na ulicach prowadziłoby do ich niszczenia, raz przez nieprzewidywalną aurę, dwa przez zdesperowanych amatorów skorzystania z oferty niepoczęcia. Natomiast, kto jest odpowiedzialny za uprowadzenie kontenerów możemy tylko (choć z dużym prawdopodobieństwem) przypuszczać. Wiadomo, w jakich środowiskach towar ten jest nie tylko deficytowy, ale wręcz zakazany.

***

Pani Halina Z. znana już naszym czytelnikom pisuardessa, która po likwidacji wrocławskiego POUP, znów podjęła działalność gospodarczą, przesłała (!!!) do nas obszerny list, który w całości za jej zgodą (!!!) cytujemy.

„Jako to jest, że redakcja potrafi odpowiedzieć na niezadane pytania, a ja codziennie zadaję ich sobie nawet kilka, a odpowiedzi jak nie ma, tak nie ma. Nie rozumiem na przykład, czemu klient rzuca we mnie gazetą i krzyczy, że nie bedzie głosował na Kaczyńskiego. Patrzę, a to ten sam tygodnik, jakim już raz oberwałam, bo leżał na stoliku z prasą, którą gromadzę, bo zamierzam obok czytelnię-archiwum prasy kabinowej otworzyć. Zbieram, znaczy, po kabinach, bo zostawiają  jak mają te… obstrukcje (sorki, ale to w mojej branży codzienność). Wtedy gość wrzeszczał, że takie świństwo w szalecie trzymam. A ten tu z Kaczyńskim znowu. Zaglądam i Kaczyńskiego zdjęcie, uśmiechnięty i coś o pisuarze Duchampa pisze. No to akurat wiem, bo raz jeden gość taką książkę zostawił grubą w kabinie i był tego Duchampa obrazek, znaczy pisuaru. Ale czemu był gościu wściekły i rzucał we mnie gazetą, to nie wiem, bo wszystko się zgadzało. Kaczyński napisał to co zawsze mówi, a wtedy nikt się nie złości, tylko wszyscy chcą na niego głosować.”

Bardzo nam, pani Halinko, przykro, możemy tylko współczuć, że ma pani taką niewdzięczną pracę. Odpowiedzi na pani pytanie nie znamy, przecież dotychczas, to właśnie pani nam wyjaśniała niejasne sprawy.  I lepiej niech właśnie tak pozostanie

***

Gorzkich żalów czytelnika z Polski południowo-wschodniej, pana H. – ciąg, niestety, dalszy. Tym razem przysłał nam sms z pytaniem, co w pewnym sensie należy podziwiać, gdyż redakcja nie posiada ani jednego telefonu komórkowego. A jednak doszło, a jednak przeczytaliśmy co następuje:

„Kochana Redakcjo,
znów mnie w pracy coś spotkało. Niesprawiedliwość! Dlaczego tak jest, że świat jest taki niesprawiedliwy? Wiedzieliśmy (niby wszyscy pracownicy), że kierownik się uczy. W końcu dowiedzieliśmy się, że koniec nauki. To kwiatki i życzenia. Składali inni, nie słuchałem. Podchodzę, ściskam rękę, gratuluję skończenia enbieja! I nagle patrzę i widzę! W klapie marynarki wpięta mała, niebieska odznaczka – w niej literki MBA! Ha! Już widzę… pomyliłem się o jedną, małą literkę. Trzeba było powiedzieć nie enbiej tylko embiej! No i niesprawiedliwość szybko mnie spotkała – już żadnej premii nie mam. Za pomylenie dwóch literek: n i m. Dlaczego?

Szanowny Panie H.!

Z pewnością to Pana nie pocieszy, ale nie wydaje nam się, by brak premii był konsekwencją pomylenia literek. Doświadczenie uczy, że kierownicy na ogół sami nie są pewni, co ukończyli, a po drugie – nie słuchają zbyt dokładnie, co mówią pracownicy.  Najprawdopodobniej przyczyna leży gdzie indziej. Radzimy siąść i spokojnie pomyśleć, może przypomni Pan sobie inne niefortunne sytuacje. A jeśli zauważy Pan nowe buty u którejś z koleżanek z pracy, proszę pomyśleć, że są wystrzałowe. I tylko tyle pomyśleć, nic więcej.

***

Pewien notorycznie nietrzeźwy magister prawa z Polski centralnej nie spytał nas (gdyż nie był zdolny wyartykułować słów z powodu miotającego nim ataku śmiechu), dlaczego jeden z jego studentów zwrócił się do niego z prośbą o wyjaśnienie i skonkretyzowanie: „kiedy będzie można dostąpić zaliczenia z [nazwa przedmiotu znana redakcji]”

Panie magistrze! Kiedy już pan wytrzeźwieje (a przecież istnieje taka ewentualność, prawda?), z pewnością ucieszy pana nasze rozwiązanie tej zagadki. Nie powinien się śmiać ze studentki, że tępa jak chamski scyzoryk, że głupia jak laczek na naradkach, że… A nawet gdyby… Ona przecież zdała maturę z napisania 100 słów o czymś tam i dobrze wie, jakich słów (byle nie powyżej setki!) używać w każdej sytuacji. Jej chęć „dostąpienia zaliczenia” ma korzenie zupełnie gdzie indziej, niż się panu wydaje. Otóż przyszła (?) prawniczka, czyli pańska koleżanka po fachu,  zbyt długo oglądała w terminie 1-3 maja 2011 telewizję i stąd to wszystko. Niejeden, który w te dni nie wyłączył w porę telewizora, usiłował potem niejednej rzeczy dostąpić. Pragniemy też zauważyć, że jeśli pana studentka będzie jednak miała kiedyś problem z pracą w zawodzie wyuczonym (?), zawsze może poszukać dostąpienia w TV. Taka np. red. Ziętkiewicz z Polsatu, kiedy tylko jest ku temu okazja – dostępuje w pełni. Choćby 1 maja br., kiedy to podrygując przed kamerą  z siłą wodospadu oznajmiała (trzymajmy się stosownej stylistyki), iż „newsem dnia jest tu (w Rzymie – dop. red.) ponad 300 cudów i uzdrowień”.  Czego właśnie (na jeszcze większą skalę) życzy czytelnikom maksymalnie dostąpiona redakcja niniejszej rubryki, dziękująca jednocześnie Rysiowi i Helence za dostąpione rysunki, z których część cudownie (!!!) dostąpiła przetrwalnikowej formy wielkanocnej. I to jest dopiero dostąpienie! Na miarę naszych czasów, oczekiwań i na odpór niedowiarkom.

cdn…

2 komentarze

Zostaw odpowiedź