Jolanta Sztejka: Po co komu 1 procent?

18 maja 2011 10:0911 komentarzy

Już pod koniec roku kalendarzowego wszelkie instytucje, które posiadają status organizacji pożytku publicznego rozpoczynają wielką akcję propagującą ideę oddawania jednego procenta podatku na swoją działalność. Fundacje i stowarzyszenia, czy to wspierające dzieci, zwierzęta, osoby bezdomne czy działające na rzecz kultury prześcigają się w pomysłach, marketingowych trikach, aby tylko przyciągnąć uwagę podatników. Dla tego typu instytucji jest to niemały grosz i warto o niego walczyć szczególnie wtedy, gdy chodzi o zdrowie a  nawet życie małych pacjentów, których owe organizacje często mają pod swoją opieką.

Swój jeden procent oddaję od początku, od kiedy tylko owa idea została wprowadzona do naszego systemu podatkowego, a więc o ile się nie mylę od 2004 roku. Niestety na początku ustawodawca robił wszystko, aby podatnikom, a przez to i OPP utrudnić życie. Najpierw trzeba było rozliczyć PIT, wyliczony 1% podatku samemu wpłacić na konto wybranej instytucji a dopiero potem cierpliwie poczekać aż organ podatkowy zwróci nam z łaski swojej owe pieniądze. Zapewne i urzędy skarbowe roboty miały więcej, bo gdyby akurat dany podatnik nie miał zwrotu, to nie byłoby trzeba niczego mu oddawać, a tak zapewne jakaś dodatkowa pieczątka, podpis pracownika, akceptacja księgowej, przekaz albo przelew i niewiadomo, co jeszcze. Na szczęście absurd po 3 latach zlikwidowano i urząd skarbowy sam przekazuje środki bezpośrednio do OPP. Więc wydawało się, że od tej pory podatnicy lawinowo będą przekazywać swój procent podatku na cele społeczne, a wygląda na to, że mimo wielkiej akcji promocyjnej wielu podatników w dalszym ciągu nie wie, co to jest 1%, jakim celom ma służyć i jak można go przekazać. Nie udało mi się dotrzeć do oficjalnych danych, jaki procent podatników oddaje swój procent podatku, więc oprę się jedynie na tym, co zaobserwowałam „obok siebie”.

W moim najbliższym otoczeniu raczej trudno byłoby znaleźć osobę, która o takiej możliwości nie słyszała i z niej nie korzysta. Osobiście już wiele lat temu prosiłam wszystkich wokół, by w ten sposób wspomogli fundację, do której należy kilkunastoletnia dziewczynka z porażeniem mózgowym. Wszyscy znajomi wiedzieli, że chodzę do Oli raz w tygodniu jako wolontariuszka. W ten sposób mogłam im przybliżyć ideę akcji i zachęcić, choć bardzo nie trzeba było.

Co roku zdarza się tak, że poza swoja deklaracją wypełniam pity innym osobom, mniej lub bardziej mi znanym. W tym roku dostałam do wypełnienia około 30 sztuk i jakież było moje zdumienie, gdy zobaczyłam, że żadna z tych osób nie planuje oddać swojego 1 procenta…
Dlaczego?

No właśnie, dlaczego?

Postanowiłam zbadać to zjawisko. Większość z tych osób nie wiedziała, o czym mówię. Miałam wrażenie, jakby w ogóle nigdy nie słyszeli, że coś takiego funkcjonuje. To smutne, że trud wszystkich marketingowców, wolontariuszy i całego sztabu ludzi idzie na marne. Przyznam, że ta świadomość na kilka dni mocno mnie oszołomiła… wszelkie środki masowego przekazu, ulotki w skrzynkach a nawet billboardy na drogach… osobiście miałam wrażenie, że zewsząd spogląda na mnie 1 procent, a ci ludzie autentycznie nie mieli świadomości, że coś taka możliwość w ogóle istnieje. Część podatników wyraziła brak wiary, że pieniądze trafią do naprawdę potrzebujących, kilku nie bardzo wiedziało komu mogą przekazać swój procent albo jak, a dwie myślały, że musiałyby zapłacić.

Wszystkie te osoby akurat miały problem odwrotny niż ja, bo przekazałabym środki przynajmniej 5 organizacjom, gdybym więcej niż 1 procentem dysponowała. Dlatego poszłam śladem parafialnego zespołu Caritas, działającego na terenie mojej parafii i wypełniłam wszystkie deklaracje bezpłatnie w zamian za możliwość przekazania 1 procenta na wybrane OPP.

Czy to podniesie społeczną świadomość- nie wiem. Ale mam nadzieję, że w świadomości, choć tych trzydziestu osób zasieje, chociaż drobne ziarno.

Niektórzy snują obawy, że im więcej podatników samodzielnie zdecyduje, na co przekazać tę nikłą cześć podatku, to polska dziura budżetowa będzie się powiększać a to z kolei spowoduje podniesienie podatków, więc lepiej do razu tę jedną część pozostawić w dyspozycji rządu. Innych z kolei zniechęca sugestywna kwota, jak choćby na załączonym plakacie… (zwróciłam uwagę na ten plakat w autobusie dzięki zajadłej dyskusji pasażerów)  ile trzeba rocznie zarobić, by 1 procent podatku wyniósł jak na załączonym obrazku 125 zł?  Choć moim zdaniem żadna to sugestia… 1 procent podatku, to jeden procent. Z deklaracji, które wypełniłam kwota ta wahała się między 20-30 zł… a jeśli ktoś szczęśliwie zarabia lepiej albo rozlicza się z małżonkiem i uważa, że 125 złotych to za dużo, może przekazać 25… przecież narzucono jedynie górną granicę. Ale być może marketingowcy, w tym przypadku strzelili sobie w kolano…

Jolanta Sztejka

Tags:

11 komentarzy

  • Mam nieodparte wrażenie – przy czym zaznaczam, że również bazuję wyłącznie na osobistych obserwacjach – że problemy wielu Polaków z 1% wynikają w dużej mierze z jakiegoś dziwacznego wstydu (tak, to chyba wstyd) i certolenia w stylu „a czy to wypada dać tak mało?” Przykład z życia wzięty, choć z „procentem” pozornie niezwiązany – jakiś czas temu moja mama udała się na leczenie do pewnej brytyjskiej instytucji, która generalnie działa w trybie non-profit, acz grzecznie uprasza pacjentów o dobrowolne datki na nowy sprzęt, leki, etc. Mamcia popadła w konsternację, zaczęła liczyć funciaki i zastanawiać się, czy aby na pewno stać ją na takie „co łaska”. Aż wreszcie poszła po rozum do głowy, a po radę do znajomego Anglika. Ów znajomy Anglik najpierw nieci się zdziwił, potem roześmiał serdecznie i rzekł coś w stylu „R., nie przejmuj się. Co łaska to co łaska. Czy dasz im dziesięć, tysiąc, czy dziesięć tysięcy funtów, to i tak uszanują twój gest”.

    Z podobnymi „dylematami” styka się co roku nasza rodzinna „piciara” (ja niby sam umiem, moja małżonka też, ale summa summarum i tak za nas te zeznania wypełnia. Chyba lubi:) „Bo czy komuś naprawdę mogą się przydać te moje dwie-trzy dychy?” Mogą. Dla „mojej tegorocznej” OPP dwie-trzy dychy to np. paczka pieluch. Niby niewiele, ale przecież lepiej mieć, niż nie mieć. Aż dziw, że tak mało ludzi to rozumie.

    Nieco z innej beczki: staram się co roku obdarowywać inną OPP, ale nigdy jeszcze nie wybrałem takiej z billboardów, telespotów i takich tam. A już ci państwo, co to bodaj rok temu (dwa? nie pamiętam) wysłali osobno do mnie, osobno do mojej małżonki, a pewnie jeszcze do krokodyliona innych osób liścik na kredowym papierze, w którym to serdecznie prosili, by to właśnie ich KRS umieścić w PIT’cie, prędzej zobaczą własne uszy, niż mój procencik. Wychodzę z założenia, że jeśli kogoś stać na opłacenie wielkoformatowej reklamy, czy „kampanii epistolarnej”, to najwyraźniej doskonale sobie ów ktoś radzi bez mojego wsparcia.

    • z jednej strony masz rację.. jeśli stać taką opp na szeroko zakrojona akcje marketingową jak piękny papier i kilka listów pod ten sam papier, to zapewne podatnicy nie na ten cel swój 1% przeznaczają.. też mnie to swego czasu zabolało..
      ale patrząc z innej perspektywy.. wiemy jakie cuda może zdziałać dzisiaj marketing.. i takie np bilboardy -może koszty tego typu reklamy przedkładają się jednak na zdecydowanie większą liczbę przekazanych procentów.. być może opp ktoś takie bilboady w prezencie robi, jako swój wkład w pomoc i po trosze reklamę dla swojej agencji reklamowej..
      tak sobie dywaguje tylko, bo dostępu do takich danych nie mam

    • Wypada tylko się zgodzić.
      A ta paczka pieluch to dobry przykład, bo tych naprawdę potrzebujących to i 10zł potrafi ucieszyć.

  • Ja wybieram fundacje z najbliższej okolicy, które znam, a co do kwoty, że niby niewielka – wychodzę z założenia, że będzie nas kilku, czy kilkunastu…

  • skoro akcje marketingowe opp nie działają,fiskusowi nie zależy
    to świadomości i wiedzy Polaków już nic nie poprawi

  • stary krab

    Przekonania i poczynania Joli sznuję. Sam przez parę lat odprowadzałem 1% na konto szanowanego, lokalnego Towarzystwa.
    Zawsze jednak miałem chwilę zwątpienia, czy dobrze czynię. Czy godzi się urywać tych paręnaście złotych z budżetu, wyrażając jakby dezaprobatę dla mojego państwa.
    Ma sens to, że podatnik może zdecydować komu ten symboliczny odpis przekaże, czyjej ulży biedzie. Ale czy naprawdę ja wiem lepiej komu pomóc?
    Najbiedniejsi, pokrzywdzeni przez los – tak czy owak zwrócą się o pomoc do opieki społecznej. Jednostkę wesprzeć może ten, czy ów. Ale wszyscy pozostali są przecież na garnuszku państwa.
    Kontrowersyjny temat, ale dobrze, iż jest taka możliwość.

    • ja natomiast mam wątpliwość czy rząd lepiej by te moje dwie dychy wydał.. może zamiast na leczenie dzieci trafiło by na ministerialne premie
      dopóki mam wpływ nie oddam tych groszy we władanie Państwu

    • To nie jest dezaprobata dla państwa, państwo taką możliwość stwarza, czyli – to poparcie jego (państwa!) poczynań.

  • Im więcej jednoprocentów pozostawionych ecyzji podatnika, tym lepiej. Proponowałbym jeszcze jedną działkę tego typu, ale sobie odpuszczę, bo zaraz będzie zadyma, a nie ma czasu się kłócić (ochotę, to i owszem).

  • może warto odświeżyć temat?wydaje się byćznowu aktualny?

Zostaw odpowiedź do mąż