Andrzej Janiak: Życie codzienne superszpiega

16 kwietnia 2011 16:480 komentarzy

Mieczysław Z. Rygor Słowikowski
W tajnej służbie
Rebis, Poznań 2011, wyd. II
(pierwsze w kraju, wyd. pierwsze – Londyn 1977 )
s. 565, oprawa twarda
ISBN 978-83-7510-621-3

 

     Przedwojenna „Dwójka” (II Oddział Sztabu Generalnego), czyli polski wywiad wojskowy, uchodziła za świetnie zorganizowaną i efektywnie działającą instytucję. Generał „Rygor” Słowikowski w swych niedatowanych pamiętnikach, bo za takie należałoby uznać książkę „W tajnej służbie” wspomina o „dwójkarzach” z Bremy, Hamburga i Moskwy, którzy w 1940 r. znaleźli się w walczącej (jeszcze) Francji, a później w Anglii.

     Szkoda, że władze PRL-u już od samego początku nie zadbały o dziedzictwo „Dwójki” (bezcenną dokumentację), bo już w kilka godzin po wyzwoleniu Częstochowy Niemcy przekazali „swoje” zdobyczne archiwa sowieckiemu NKWD.

     Według mnie to „koronny argument”, że nowe „socjalistyczne” państwo nie potrafiło zadbać o własne interesy. A później NKWD i UB „likwidowały” agentów „Dwójki”. A gdzie ciągłość władzy państwowej? Inna sprawa, że ci ludzie na ogół wiedząc co ich czeka w bierutowskiej Polsce, raczej zostawali na emigracji. Tak też postąpił Autor omawianej książki. I dożył ładnego wieku – 93 lat.

     W chwili wybuchu II Wojny Światowej major dypl. Mieczysław Z. Słowikowski pracował jako sekretarz konsulatu generalnego R.P. w Kijowie. Uważny czytelnik spostrzeże bez trudu, że we wspomnieniach M. Słowikowskiego wymienia się sporo nazwisk „dwójkarzy” pracujących w polskiej dyplomacji, a więc  była to pewna zasada powszechnie stosowana, nie zaś wymysł autorów powieści szpiegowskich czy przebrzmiałych rewelacji na temat KGB.

     Spojrzenie na przypisy lub chwila refleksji pozwolą nam zauważyć, że wśród „elity” wojskowo-dyplomatycznej II RP było sporo ludzi powiązanych więzami rodzinnymi. I tak na s. 17 Autor wymienia praktykanta  konsularnego Henryka Słowikowskiego, na s. 34 generała Rudolfa Dreszera przypuszczalnie kuzyna generała Gustawa „Orlicz Dreszera”, czy gen. Juliusza Kleeberga, brata bohatera spod Kocka.

     W historiografii polskiej znane są dość rozgrywki „sikorszczaków” z „sanacyjnymi” wojskowymi i politykami, ale o karnym obozie dla  sprawców klęski wrześniowej położonym w Rothesay na wyspie Bute, mało kto słyszał. Komisja do Badania Spraw Klęski oraz spory wśród rodaków też nie znalazły uznania w oczach Mieczysława Z. Słowikowskiego. Czy wobec tego można się dziwić antysanacyjnej propagandzie bierutowskiej albo temu, że większość Polaków dość szybko zaakceptowała narzucony ze wschodu PRL?

     M. Słowikowski w swej obszernej relacji ujawnia wiele ciekawych rzeczy, ale głównie koncentruje się na stworzeniu przez niego we Francuskiej Afryce Północnej, tzn. w Algierii i Maroku, polskiej siatki wywiadowczej. Jej początki były dość trudne; zdobycie Paryża przez Niemców i działania petainowskiego rządu Vichy  zmusiły do ewakuacji z płd. Francji żołnierzy polskich, którzy się tam znaleźli (m.in. „podhalańczyków” wracających z Narviku), a chcieli dołączyć do będących już w Anglii oddziałów Sikorskiego. Robiono to, korzystając z prywatnych znajomości, bo na ogół władze Vichy nie sprzyjały Polakom. „Naród francuski był jak letargu: zadowolony, że „wojna o Gdańsk”, jak ją nazywano, się skończyła i że można znowu zażywać rozkoszy spokojnego i wygodnego życia” (s. 33). Z tej ewakuacyjnej akcji przeprowadzonej samodzielnie traktuje I część książki (s. 13-106). Później jako kontynuacja nielegalnych działań powstała siatka wywiadowcza podporządkowana i finansowana przez Polskie Siły Zbrojne. Jej członkowie nie mieli łatwego życia, to już pierwsze poważne informacje o przygotowujących się do ataku na wojska angielskie w Libii oddziałach hitlerowskich zostały zlekceważone (s. 87). Ekspozytura Wywiadowcza „Afryka Północna” działała pod kierunkiem majora Słowikowskiego, który został zwolniony ze swych zadań organizatora ewakuacji żołnierzy polskich do Anglii. O jej pracy opowiada II część wspomnień, które „nie są powieścią szpiegowską” ani „opisem bohaterskich czynów”(s. 109). W tej  części jest również sporo informacji i polskich kryptologach i konstruktorach maszyn deszyfrujących (s.150-152), a także o zatajeniu w literaturze przedmiotu nazwisk polskich kryptologów (s. 154).

     Wspomnienia majora Słowikowskiego obfitują w szereg momentów dramatycznych, np. aresztowanie i przesłuchiwanie, w rezultacie którego Polak werbuje przesłuchującego komisarza do realizacji zadań kontrwywiadowczych, zleconych mu sukcesywnie przez londyńską Centralę (s. 196 -206), mimo odrębnego charakteru tej działalności. Drugą była wpadka placówki w Tunisie. Największym jednak sukcesem całej siatki było gromadzenie danych, umożliwiających operację „Torch” (Pochodnia), czyli wyparcia Rommla z Afryki Północnej.

     Czy ofensywa amerykańska rozpoczęta 8 listopada 1942 r. jednocześnie w różnych miejscach Francuskiej Afryki Północnej pozostawiała Tunezję jako strategiczną pułapkę na Africa Korps? (s. 409). Słowikowski wątpi w takie rozwiązanie, dość realistycznie przypisując rozwój sytuacji przypadkowi. Drugą wyraźnie już „szpiegowską” część książki (s. 107-460) kończy realistyczny opis amerykańskiego desantu i ofensywy, która oswobodziła Maroko i Algierię spod władzy rządu Vichy oraz pozwoliła „naszemu” dzielnemu superszpiegowi na ujawnienie się i legalną pracę. Słowikowski zostaje wezwany do Londynu, do Sztabu Naczelnego wodza celem przedłożenia sprawozdania i otrzymania dalszych rozkazów. Opis personalnych intryg i nieudolności oraz braku inicjatywy, lizusostwa wobec Anglików, to jedna z mocniejszych stron tej długiej relacji. Autor osobiście jest zniesmaczony takim stanem rzeczy. Jako Polaka  ze wschodnich rubieży II RP drażni go i smuci entuzjastyczny stosunek Anglików do „wujka Joe’go” (Stalina). Z Londynu major wyjeżdża w polskim mundurze i z nowymi zadaniami, które tak, jak poprzednio przerastają jego realne możliwości. Ale sztabowa biurokracja, jak zwykle, żyje fikcją. Trudno bowiem, aby z Algieru prowadzić pracę wywiadowczą, skoncentrowaną na pozyskiwaniu danych potrzebnych do ofensywy na Sycylię lub Sardynię.

     Część III traktuje właśnie o tych nowych zadaniach (s. 473-499), z których jedynym wykonalnym było przesłuchiwanie wziętych do niewoli Polaków przymusowo wcielonych do Wermachtu, bo możliwości pracy bezpośredniej w kierunku Italii, Sycylii i Sardynii były „prawie żadne” (s. 475). Ciekawe są uwagi Słowikowskiego na temat życia w wyzwolonej Algierii: „Ogólnie społeczeństwo francuskie było mocno rozczarowane zajęciem kraju przez aliantów. Warunki bytowe znacznie się pogorszyły. Kwitł czarny rynek, przynoszący duże zyski kupcom arabskim, gdyż alianci wykupywali wszystko. Algieria musiała wyżywić się sama, ponieważ zaopatrzenie i  dostawy szły przede wszystkim dla wojska” (s. 482). W pokojowych warunkach major Henryk Słowikowski odebrał wysokie odznaczenie angielskie Legion of Merit (s. 485-486).

     „W tajnej służbie” to ciekawa  książka wspomnień, wzbogacona indeksami osób występujących w obu jej częściach oraz paroma dokumentami, informacją o dalszych już powojennych losach członków ekspozytury „Rygora”, a także odpisem dziennika meldunków wysyłanych do polskiego sztabu w Londynie (s. 517-556). Z tych dokumentów najciekawszy jest list otwarty por. Adama Doboszyńskiego skierowany do prezydenta RP i generała Kazimierza Sosnkowskiego (s. 529-531), zamieszczony w endeckim tygodniku „Walka”. List ten stał się podstawę do odwołanej później dymisji premiera Sikorskiego. Ważna jest depesza gen. Bora-Komorowskiego z dnia 29 sierpnia 1944 r. skierowana do premiera rządu londyńskiego z walczącej Warszawy (s. 531). Wszystko to czyni z książki M.Z. Słowikowskiego lekturę ogromnie interesującą. A przygody szefa ekspozytury „Rygor” mogłyby stanowić kanwę do sensacyjnego filmu, znacznie lepszego niż fałszywa i przereklamowana „Stawka większa niż życie” czy jakieś bajdurzenie Stirliza z „Siedemnastu mgnień wiosny”.

     Największym atutem tych wspomnień pisanych naturalnie ex post, ale w oparciu o skrzętnie przechowane dokumenty, jest pokazanie codziennego życia, inicjatywy rozwagi i przemyślności, starań o zdobycie  funduszy niezbędnych do pracy wywiadowczej. Autor bowiem, nie mogąc doczekać się przesyłek pieniężnych z opieszale działającej Centrali, dwukrotnie był przedsiębiorcą, współwłaścicielem fabryki płatków owsianych w Algierii i konserw rybnych w Maroku. Zapewniło to mu regularność w dopływie funduszy przeznaczonych na …. działalność szpiegowską.

Andrzej Janiak

Tags:

Zostaw odpowiedź