Andrzej Janiak: „Berberyjscy piraci” czyli USA w Libii

16 kwietnia 2011 16:440 komentarzy

William Dietrich
Berberyjscy piraci
tyt. oryg. The Barbary Pirates
przeł.: Andrzej Sawicki
Rebis, Poznań 2011
s. 389
ISBN 978-83-7510-448-6

     Dziś, gdy samoloty amerykańskie lecą na Trypolis, warto przypomnieć, że niespełna 30 lat po Rewolucji Amerykańskiej, eskadra złożona z trzech amerykańskich fregat dowodzonych przez komandora Preable’a (w powieści komandora Morrisa – s. 173) pojawiła się na Morzu Śródziemnym, aby walczyć w piratami popieranymi i wspomaganymi przez tureckiego paszę, ówczesnego władcę Libii Jussufa Karemanliego, z pochodzenia poturczonego Greka.

     W powieści Williama Dietricha (ur. 1951 r.) „Berberyjscy piraci”. Stanowiącej czwartą i ostatnią część cyklu przygód Ethana Gage’a występuje bohater numer 1 oraz trzy postaci historyczne.  Rodak Gage’a amerykański inżynier i wynalazca Robert Fulton (1765-1815), francuski paleontolog i anatom markiz Cuvier (1769-1832) oraz angielski geolog William Smith (1769-1839).

     Ta doborowa czwórka naprędce zorganizowanych przyjaciół, „nasz uczony kwartet” (s. 204); Francuz, Anglik i dwóch Amerykanów; wynalazca Fulton i fikcyjna postać Ethana Gage’a, przezywa niesamowite przygody, którym towarzyszy zdrada, intryga i pułapki zastawiane przez angielską arystokratkę, byłą kochankę Gage’a i przywódczynię loży masońskiej rytu egipskiego, okultystkę Aurorę Sommerset.

     Nie będziemy tu streszczać typowej powieści akcji, ostatniej części przygodowego kwartetu Williama Dietricha. Czytelnik sam oceni walory tej lżejszej wersji słynnego „Kwartetu aleksandryjskiego” Lawrence’a Durrela. Rzeczywistych wpływów jest niewiele. Wspólny element to tematyka „egipska” lub w jakiś sposób związana ze wschodnią częścią Morza Śródziemnego i prawie doskonała więź fabuły powieści z akcją.

     Tarapaty, w jakie popada specjalista od kłopotów Gage, rozpoczynają się od intrygi wszechwładnego ministra policji Fouche, który na polecenie Napoleona „organizuje” ekipę złożoną z trzech uczonych i półoficjalnego przedstawiciela amerykańskiego rządu Ethana Gage’a wysłanego do Europy w celu kupienia od Francji Luizjany.

     W „Berberyjskich piratach” wspomina się o pokoju zawartym między Francją i Anglią. Dlatego angielski geolog Smith mógł przebywać w Paryżu. Akcja powieści toczyłaby się więc w kilka tygodni lub miesięcy po pokoju w Arniens (27.03.1802 r.) i przed sprzedażą Luizjany (30.04.1803 r.) zaledwie o dwa tygodnie wyprzedzającą wzmocnienie wojny z W.Brytanią. Tych ram historycznych trzyma się autor „Berberyjskich piratów” nie popełniając większych niedokładności faktograficznych. Warto tu wspomnieć, że po klęsce Francuzów w Egipcie, której poświęcone są dwa pierwsze tomy Kwartetu : „Piramidy Napoleona” i „Klucz z Rosetty”,  oraz wycofaniu się Anglików z Egiptu (1803)  w tym kraju dochodzi do władzy dowódca janczarów Muhamad Ali, którego Wysoka Porta w 1805 r. uznała za wicekróla Egiptu. Sąsiadującą z Egiptem Libią (wówczas zwanej Cyrenejką) z poręki sułtana zarządzał Jussuff Karamanlii. Czy korzystał on z usług piratów? O tym historia milczy.

     Naturalnie, po wojnach bałkańskich potęga Turcji była znacznie osłabiona, ale chyba nie do tego stopnia, żeby zarządca prowincji mógł prowadzić samodzielną politykę. A Turcja traktatami międzynarodowymi została znacznie wcześniej zobligowana do zwalczania piractwa i zapewnienia bezpieczeństwa żeglugi na Morzu Śródziemnym. Jeśli w tym akwenie grasowali piraci, to swoje porty mieli w Algierii i Marakeszu. A więc w krajach niepodlegających sułtanowi tureckiemu.

     William Dietrich, wcześniej znany jako autor takich powieści historycznych, jak „Mur Hadriana” czy „Atylla. Bicz Boży”, historyk i przyrodnik, na ogół dość wiernie trzyma się faktów dziejowych, fantazjując tylko tam, gdzie  historia nie zostawiła nam pisanych świadectw. Możliwe, więc, że turecki pasza Trypolisu popierał lub utrzymywał piratów.

     Jak twierdził  aforysta Nicolas Gomez Davila „dla inteligentnego czytelnika każda powieść jest powieścią współczesną”. To powiedzenie sprawdza się również w przypadku „Berberyjskich piratów”. Osią książki są poszukiwania informacji o tajemniczej cudownej broni, czegoś w rodzaju gigantycznego lasera, odnalezienie palimpsestu z tą informacją, wydobycie i przetransportowanie samego zwierciadła; o które rywalizują Gage i jego uczeni towarzysze oraz tajemnicza (i zbrodnicza) organizacja zwana lożą masońska rytu egipskiego, na czele której stoi wspomniana angielska arystokratka  Aurora Sommerset. Po szeregu przygód całość kończy się happy-endem; zbrodniarze z wyjątkiem paszy Jussuffa giną, sprawdzony jako broń i dobrze funkcjonujący giga laser, zostaje zniszczony, a główny bohater odzyskuje ukochaną i dwuletniego synka o istnieniu którego nawet nie wiedział.

     Oczywiście, powieść nie wspomina o tym, że jeden z jej bohaterów amerykański wynalazca łodzi podwodnej, statku parowego i parowego okrętu wojennego – Robert Fulton realizacji części swoich pomysłów doczekał się po powrocie do USA w 1807 r.

     Wprawdzie zbudowana przez niego łódź podwodna Nautilus zanurzyła się na 7 m (i wynurzyła) w Le Havre w 1802 roku, ale daleko jej było do tej sprawności, jaką fultonowski wynalazek odegrał w powieści Dietricha podczas ataku czwórki śmiałków na port w Trypolisie. Prawdziwe łodzie podwodne pojawiły się bowiem w sto lat później.

Andrzej Janiak

Tags:

Zostaw odpowiedź