Kasia Czekot: Historia wcale nie na opak

19 marca 2011 17:520 komentarzy

„Dziewczyna i chłopak wszystko na opak”
tytuł oryg. „Flipped”
USA 2010
90 min

     Naczelny Netkultury twierdzi /ponoć na własnym przykładzie/, że prawdziwy męski urok  mieści się w triadzie: „duże, grube, sympatyczne” i, że w harmonii tego pojęcia jeden element wynika z drugiego. Nie znam na tyle Naczelnego by ową tezę potwierdzić, ale wiem, że w przypadku Roba Reinera sprawdza się to znakomicie.

     Rob Reiner reżyserował już chyba każdy rodzaj filmu /no, może poza space operą/. To oczywiście żart, ale dla Roba Reinera niestraszna jest ani romantyczna komedia, ani dramat sądowy czy klasyczny melodramat. To on jest reżyserem kultowej „Narzeczonej Księcia” /swoją drogą czas przypomnieć ten film i książkę na łamach Netkultury/, „Kiedy Harry spotkał Sally”, czy „Misery” albo „Choć goni nas czas”. We wszystkich jego filmach widać doskonałą reżyserską rękę i świetny kontakt z aktorami, a z większości z nich bije młodzieńcza wręcz energia, ciepło i pogoda ducha. I choć w dużej mierze jest to „typowe” kino amerykańskie z jego wyidealizowaniem rzeczywistości i kliszami, to jednak w przypadku filmów Reinera trudno mi się na to gniewać.

     Tym razem sięgnęłam na półkę z dvd po wydany niedawno w Polsce film „Flipped”, polski tytuł „Dziewczyna i chłopak wszystko na opak”. Tym razem polska, lingwistyczna ułańska fantazja, znana szeroko w świecie tłumaczy tytułów filmów /”Wirujący seks” itd :)/, sprawdziła się całkiem znośnie. Trudno przekładalny angielski tytuł w krótkim słowie „flipped” zawiera sporo znaczeń. „To flip” to po angielsku „prztyknąć”, ale i „wkurzyć się” czy „zwariować”, więc na pewno z porządkiem i harmonią nie ma to nic wspólnego. I bohaterowie filmu, jak bohaterowie każdej komedii romantycznej, są właśnie, przynajmniej początkowo, poprztykani, zirytowani sobą, niezsynchronizowani jak Żuraw i Czapla, czyli zdecydowanie flipped.

© Warner Bros Pictures

    Komedii romantycznej… No właśnie, wiele rzeczy by do takiego określenia filmu Reinera pasowało gdyby nie to, że w chwili poznania dwójka głównych bohaterów jest w wieku zerówkowym, a ich historię film przestaje opowiadać gdy mają po lat naście. Okazuje się, że w tym czasie bardzo wiele może się wydarzyć. Towarzyszymy głównym bohaterom i ich rodzinom w świecie amerykańskiego przedmieścia wczesnych lat sześćdziesiątych. Film wspaniale pokazuje czas gdy dzieciństwo zamienia się w młodość, a młodość zaczyna powoli hartować się w dorosłość. Pokazuje jak rodzą się uczucia, jak zaczynamy je rozumieć, jak kształtują się nasze charaktery, jak zmienia się postrzeganie świata. Dorośli są w tym filmie tylko tłem, koncentrujemy się na parze dziecięcych bohaterów, wkraczamy w ich świat, a właściwie dwa oddzielne światy /dziewczynki różnią sie jednak bardzo od chłopców i, nie ma co ukrywać, o wiele szybciej się rozwijają/, które powoli dojrzewają do spotkania. I na tym spotkaniu film się kończy pozostawiając historie /a może jednak wspólną historię/ młodych ludzi otwartymi. Nie ma tu więc cukierkowego happy endu. Nie wiemy czy za kilka lat chłopak nie zginie w wietnamskiej dżungli, a dziewczyna nie przedawkuje LSD w hipisowskiej komunie, czy też może zniszczą sobie życie w sposób znacznie mniej spektakularny. Wiemy za to, co powinni w swoją przyszłość zabrać by nie spotkało ich nic złego i wiemy, że i oni zaczęli to dostrzegać. Żegnamy młodych bohaterów w czasie gdy kończy się  ostatecznie ich niewinne dzieciństwo i pomni własnych doświadczeń trzymamy za nich kciuki.

© Warner Bros Pictures

     O sukcesie filmu przesądzają doskonali młodzi odtwórcy głównych ról, a zwłaszcza fenomenalna /mało powiedziane/ Madeline Carroll w roli młodej Juli, choć Callan McAuliffe w roli Bryce’a dzielnie jej sekunduje. Radzę Państwu zapamietać te nazwiska, bo jeśli wybiorą oni karierę filmową na pewno o  jeszcze je usłyszymy. W drugim planie pojawiają się bardzo znane twarze – John Mahoney, Penelope Ann Miller, Rebecca de Mornay, Aidan Quinn, Anthony Edwards – ale nie ma co ukrywać, dzieciaki ukradły im film co do klatki.

© Warner Bros Pictures

     Sporo w tym filmie  klimatu, który znamy z „Cudownych lat” czy „Dnia za dniem”, ale film Reinera jest chyba nieco głębszy, choć i tak więcej w nim baśni niż realności. Ale to piękna baśń o dojrzewaniu w nas tego co najlepsze. Jeśli nie jesteśmy właściwymi dla naszych czasów  prymitywnymi macho, czy sfeminizowanymi modliszkami, dajmy się niewinności i ciepłu tego filmu uwieść, choćby po to by móc zobaczyć ile ich jeszcze w nas zostało. A jeśli jesteśmy rodzicami koniecznie obejrzyjmy go z dziećmi zanim zamienią sie w nastoletnie emo.

 „Flipped” to piękny, ciepły, mądry, familijny w pełnym znaczeniu tego słowa  film. Bardzo polecam.

   Kasia Czekot

Tags:

Zostaw odpowiedź