Aleksandra Kunkiewicz: Z notatek tłumacza (2) – Warto znać języki obce

19 marca 2011 18:124 komentarze

     Tłumaczem może zostać każdy, kto ukończył studia filologiczne. Starzy tłumacze na ministerialną listę weszli z klucza. W chwili obecnej młodzi adepci sztuki translatorskiej muszą zdać bardzo trudny  egzamin i dopiero wówczas są wpisywani na listę Ministerstwa Sprawiedliwości. Tłumacze dzielą się kategorie: kabinowi, konferencyjni oraz tacy, którzy prowadzą swoje biura i wykonują zlecenia w domu.

     Tłumacze kabinowi muszą znać perfekcyjnie język z różnych dziedzin. Poznałam kiedyś panią, która bardzo sobie chwaliła ten rodzaj pracy. Oczywiście były w tej pracy plusy i minusy. Do pierwszych pani zaliczyła choćby to, że nie musiała się elegancko ubierać, mogła pić kawę, siedzieć w kapciach i robić na drutach. Minusem była duchota w kabinie. Natomiast na konferencjach wyskakują różne kwiatki. Występujący nie liczą się z tłumaczem i wygłaszają swoje kwestie w zawrotnym tempie. Trzeba to wszystko zapamiętać, znaleźć odpowiedniki w języku obcym, a ten już wygłasza następne kwestie. Pociąganie za rękaw mało skutkuje. Osobiście lubię spoglądać na wygłaszany tekst i w kilka sekund później zaczynam równolegle tłumaczyć. Kto porywa się na takie tłumaczenie bez znajomości tematyki jest po prostu zarozumialcem. Jednego dnia tłumaczy się tekst dotyczący chorób na trawach dwuliściennych, innego dnia o bejcach i ich kolorach, następnie jakiś akt oskarżenia, a na konferencji na temat współpracy gospodarczej pomiędzy Polską i Rosją przydzielono mnie do grupy „rolnej”. Niby dużo wiem na ten temat, a jednak i ja zaliczyłam „wpadkę”. Wytłaczanie oleju z rzepaku było dla mnie nie lada problemem. Po pierwsze nie wiedziałam jak brzmi słowo wytłaczać i rzepak. W domu można zajrzeć do wielu słowników, ale konferencja toczy się własnym trybem. W końcu w sposób opisowy jakoś udało mi się do tego dojść.

     Pamiętam jedno spotkanie tłumaczy, podczas którego poznałam wiele ciekawych osób. W kuluarach wymienialiśmy się doświadczeniami. Jeden z tłumaczy języka angielskiego kilkakrotnie towarzyszył Lechowi Wałęsie podczas jego zagranicznych wyjazdów. Jak się tłumaczyło pana prezydenta łatwo się domyślić. Podczas jednej z wizyt w Japonii L.W. Zapytano o sytuację polityczną w Polsce. Tu padło stwierdzenie, że „wiecie, teraz w Polsce rządzi neokomuna, a oni są jak rzodkiewka, z wierzchu czerwoni, a w środku biali”. Tłumacz znający realia japońskie doskonale wiedział, iż nie można tego dokładnie przetłumaczyć, bowiem Japończycy nie używają czerwonych rzodkiewek, a długą białą. Znając te realia tłumacz błyskotliwie przetłumaczył – neokomuna jest jak krewetka z wierzchu różowa, a w środku biała.

     Czytając kiedyś ścieżkę dźwiękową podczas projekcji rosyjskiego filmu natrafiłam na wiele kiepsko przetłumaczonych idiomów. Jedno ze zdań brzmiało w języku polskim tak: chodzili po lesie i zbierali białe grzyby. Białe grzyby to typowy rosyjski idiom i oznacza nic innego jak prawdziwki. Dosłowne tłumaczenie całkowicie zmienia sens.

     Innym problemem jest język prawniczy. Wystąpiłam kiedyś na rozprawie, gdzie oskarżonymi było kilku bandziorów, władających językiem rosyjskim. Panowie reprezentowali różne republiki. Zapowiadał się długi proces. Był to mój debiut w sądzie, ale i sędzia prawdopodobnie nigdy nie miał okazji współpracować z tłumaczem. Kazano mi zasiąść na ławie obok oskarżonych, których wprowadzono na salę rozpraw skutych w kajdanki. Do dziś na wspomnienie tej rozprawy mam gęsią skórkę. A zaczęło się od pytań do mnie. Nazwisko, imię, adres. Zbaraniałam. Wysoki sądzie, a moje bezpieczeństwo? Rozprawa trwała ponad 3 godziny. Dopiero po niej zadzwoniłam do znajomej pani mecenas, ta podyktowała mi scenariusz rozprawy, ja przetłumaczyłam go sobie w domu przy pomocy słowników i rosyjskiej prasy, tak przygotowana zupełnie inaczej, pewniej czułam się na następnej rozprawie. Uniwersytecka znajomość języka gwarantuje poprawność, ale równocześnie jest tylko kroplą w morzu potrzeb tłumacza. Na drugiej rozprawie ten sam  sędzia zapytał mnie: na jaki temat pani tak peroruje z oskarżonymi. Tymczasem ja tłumaczyłam dokładnie słowo w słowo co wysoki sąd raczył powiedzieć. I tu dochodzę do końcówki moich studiów. Był rok 1970. Uwielbiany przez całą grupę dystyngowany pan dr, wykładowca praktycznej nauki języka rosyjskiego, kończąc swoje zajęcia powiedział: – Moje panie, starałem się nauczyć was wielu niuansów językowych, nauczyć myślenia w języku obcym, biegłego posługiwania się tym językiem i panie sprostały stawianym wymaganiom. Jestem z was zadowolony, ale tylko ten może powiedzieć, że zna język obcy, kiedy potrafi nawet śnić w danym języku. Nie nauczyłem was wulgaryzmów i dziś przyszedł na to czas. Dystyngowany pan bez zahamowań pisał na tablicy wulgaryzmy w obu językach. Po spisie najbardziej popularnych wyrażeń nastąpiły całe zwroty i wyjaśnienia jak i gdzie stosować. Żadna z nas niczego nie notowała, oblewałyśmy się rumieńcem i byłyśmy oburzone jak taki gentelman może używać tylu wulgaryzmów w obecności kobiet. To nieeleganckie! Z niesmakiem i oburzeniem wyszłyśmy z zajęć.

rys. Katarzyna Rymarz/

     Od tamtej pory minęło ponad 30 lat. Nagle któryś komisariat policji prosi mnie o wystąpienie w trybie pilnym na przesłuchaniu obywatelki rosyjskojęzycznej. Zapytałam co przeskrobała abym mogła przygotować się z tematyki, ewentualnie wziąć odpowiedni słownik (mam ich ok. 30). Okazało się,  że pani o polskim nazwisku (wyszła za Polaka), posiadała dwoje dzieci, już dość dobrze władała językiem polskim i …wynajęła willę w Toruniu. No i co w tym dziwnego? Tymczasem pani, eksprostytutka, wraz mężem mieszkała w blokowisku, ale w willi za miastem urządziła dom publiczny. Jak wiadomo prostytucja nie jest karalna, sutenerstwo – owszem. Była to młodziutka, piękna, zadbana, elegancka Ukrainka z zawodu księgowa. Przesłuchanie trwało długo, policjant dwoma palcami spisywał wszystko na maszynie, a ja w zasadzie nie miałam nic do roboty, bowiem pani doskonale rozumiała, o co ją pytają. Tylko na koniec, po przeczytaniu protokołu oświadczyła, że nie podpisze: „ja nie rozumieju”. I tu moja pomoc była niezbędna. Kiedy tłumaczyłam protokół policjant wyszedł na papierosa. Po przetłumaczeniu miałyśmy jeszcze chwilkę czasu na rozmowę. Jako stary pedagog i wychowawca, z macierzyńską troską zapytałam panią, dlaczego zajmuje się tym procederem i zatrudnia nieletnie osoby? Dzieliły nas dwa biurka. Rozjuszona Ukrainka wstała i wyzwała mnie po rosyjsku za wtrącanie się nie do swoich spraw, potem padły jakieś biblijne stwierdzenia na temat osądzania… Ponieważ nie przebierała w środkach, wówczas i ja zobaczyłam ową tablicę z wulgaryzmami i odpowiedziałam jej wiązką niewybrednych wyrażeń. Wcale nie miałam zahamowań. Pani dziwnie zbladła i jak trusia usiadła na swoje miejsce.
Czasem śni mi się ta scena w języku obcym.

 Aleksandra Kunkiewicz

Tags:

4 komentarze

  • Nie wiem co to znaczy ministerialna lista i w jakim ministerstwie(Sprawiedliwosci?) jest taka lista.Chyba chodzi tu o tłumaczy przysięgłych tłumaczących przeważnie dokumenty pracująch w domu lub częściej mających własne biura ,niekiedy pracujących dla spółdzielni.
    Nie wiem jak jest teraz;stawki dla tłumaczy kabinowych
    i konsekutywnych,których autorka nazywa konferencyjnymi, a przecież są również tłumacze niekonferencyjni,tłumaczący na żywo w kontakcie „face to face”,zostały w latach 90-tych bardzo wyśrubowane.
    Szkoda,że autorka nie podaje nie podaje np godzinowej stawki.
    Z większością zawartych tu uwag całkowicie się nie zgadzam. Np z jakiego klucza i na jaką listę.
    ministerialną weszli „starzy tłumacze”?
    Czy rzeczywiście sa (byli) oni gorsi niż absolwenci filologii.W PRL-u byli tłumacze potocznie zwani rządowymi
    będący na liście stałych wspołpracowników MSZ ale reprezentujący bardzo wysoki poziom.Jeden z nich A.H był
    tłumaczem w Kwaterze marsz. Zukowa. Rumun nienagannie znający polski,rosyjski i ,naturalnie,swój ojczysty język.BYł „rządowym ” tłumaczem z niemieckiego. O ile wiem nie miał ukończonych żadnych studiów.Poznałem też”rządową” tłumaczkę z rumuńskiego.dziś funkcjonującą dobrze w strukturach 'zachodnioeuropejskich.Ona akurat kończyła romanistykę i germanistykę.Sam na własne uszy słyszałem jak prawie jednocześnie rozmawiała w większej grupie ,prawie jednocześnie po francusku,włosku i rumuńsku. A to jest bardzo trudne;podobne słowa często jednak znaczące co innego, inne akcenty,inne rodzajniki.
    Wpadki zdarzją się każdemu. Wspomniany już „Sasza” opowiadał mi jak na początku lat 70 odwiedziła Polskę delegacja parlamentarzystów „zachodnioniemiech”. Wsród nich był słynny przedstawiciel „wypędzonych” Hubert Czaja,nota bene przedwojenny absolwent polonistyki na UJ
    I gdy H. coś poplątał :Czaja odezwał się w nienagannej polszczyznie:” Panie tłumaczu,proszę nie przekręcać.Ja tez znam język polski” Po czym przeszedł na niemiecki,bo to wizyta oficjalna.
    Nie wiem dlaczego sutenerka z Ukrainy była przesłuchiwana nie po ukrainsku,do czego miała prawo,a po rosyjsku. Może to nie była jednak Ukrainka ,a mieszkająca na Ukrainie Rosjanka?
    Zresztą ,a na skutek wynarodowiania w ZSRR ,pochodzących z populacji nie rosyjskiej,nie znało swego ojczystego języka.A Pani tę rzeczywistość fałszuje.Sprawa jest jasna; Ukrainka,wolała mówić po polsku,bo lepiej rozumiała nasz język niż rosyjski.A „rugatielstwo po matuszkam” odebrała prawidłowo,bo tak do nich mówili ich rosyjscy władcy.
    Dziwi mnie ta niechęć do slów uwazanych powszechnie za obelżywe (derogatory terms).To jakaś obłuda. W języku nie ma „brzydkich słów”. Treba je tylko stosować z umiarkowaniem.Pozdrawiam.

    • Panie Bekas.

      Wydaje mi się, że jest Pan zbyt surowy i pryncypialny w ocenie merytorycznej tego tekstu. Może wynika to z pewnego zawodowego usztywnienia?

      Dla mnie tłumaczowego laika, wytknięte przez Pana niuanse mają jedynie znaczenie poboczne. Zwłaszcza typu „Nie wiem jak jest teraz;stawki dla tłumaczy kabinowych
      i konsekutywnych, których autorka nazywa konferencyjnymi,” Ja laik rozumiem o co chodzi.

      Wulgaryzmy. Jest tak jak Pan mówi, ale nie wszyscy przecież, studenci medycyny lubią chadzać do prosektorium.

      Ja Pana pryncypialność rozumiem, też mnie czasem głowa boli gdy pan mgr inż. mówi np. ten wymiar jest z tolerancją +/- 0,01, anie z odchyłką.

      Tak na marginesie – Tańce Kumanów – są nadal piękne.

      Pozdrawiam

    • „Szkoda, że autorka nie podaje np godzinowej stawki.”
      Przepraszam, a Bekas to może z urzędu podatkowego?

      Ponadto tak długi komentarz świadczy o mocnym zaangażowaniu w temat jak i parciu na udział w publicznej dyspucie. Chętnie przeczytam artykuł autorstwa Bekasa (może być i na temat tłumaczy, choć ambitniej byłoby znaleźć temat własny). Ja głównie czytam Tinę, bo lubię czytać ze zrozumieniem. Polecam. Ale tu też mi się podoba.

    • Witam!
      Odpowiem tylko na zapytanie w sprawie listy ministerialnej.
      Od 2005 roku wszyscy tłumacze przeszli pod skrzydła Ministerstwa Sprawiedliwości. Tłumacze Przysięgli ustanowieni wcześniej przez Sądy Wojewódzkie, zgodnie z zarządzeniem musieli do 31 lipca złożyć stosowne dokumenty i deklarację, że będą dalej prowadzić swoją działalność. Po tym terminie trzeba było stanąć przed komisją i zdać egzamin. Wszystkim nadano numery. Zainteresowanych odsyłam na stronę Ministerstwa Sprawiedliwości w celu odszukania listy tłumaczy wszystkich języków. Każdy Tłumacz Przysięgły, udający się na tłumaczenie do sądu, prokuratury, na policję, do biur notarialnych musi okazać się zaświadczeniem, że posiada uprawnienia do wykonywania takiego zawodu. Stawki za tłumacznie przysięgłe np. z języka rosyjskiego (1 str. 1125 znaków)na stronie wynosi 27 zł.37 gr. Tak stanowi prawo.
      POzdrawiam A.K.

Zostaw odpowiedź