Leć, Adam, leć!

4 marca 2011 14:588 komentarzy

     W związku z tym, że polski narciarz wszechczasów ogłosił wczoraj koniec kariery, nasza redakcja sportowa zaraz po wykręceniu dywanów zalanych łzami, przystąpiła do akcji, zwracając się do odchodzącego Mistrza:

     Najdroższy panie Adamie! Odpowiednio podziękować za wszystkie wzruszenia i radości jakie przeżyliśmy dzięki Panu – po prostu nie sposób. Jedyne co możemy dziś zrobić, to wyrazić solidarność z Panem, kiedy mówi Pan o swoim żalu do tych, którzy usilnie prąc na szkło nie pozwolili Panu osobiście ogłosić końca kariery.

     Drogi Mistrzu! Dla pseudoprzyjaciół  z medialnego podwórka był pan jedynie zwierzęciem medialnym, okrętem co to do niego przylgnąć można, wobec którego wszelkie chwyty rzekomo są dozwolone. Po Turynie wysyłali Pana na emeryturę, później udawali nieustannie wierzących w to, że Pan powróci na podium. Teraz natomiast pokazali, że pańskie uczucia mają w celebryckich czterech literach i ważniejsze jest dla nich, by po raz tysięczny móc pomachać łapką do telewidzów i rzec:

– Oto my! Big redaktorzy, co z mistrzem jest są na ty, a nawet bardziej. Wy nie wiecie, a my wiemy, że Małysz kończy karierę! Patrzcie jacy jesteśmy wielcy, odbitym świecący blaskiem małyszowych medali.

     Panie Adamie! Gratulujemy umiejętności podjęcia trudnej decyzji, będąc na szczycie, a nie w dołku. Gratulujemy wspaniałej kariery a w dalszym posportowym życiu życzymy Panu kilku prawdziwych przyjaciół, a nie tłumu szakali.

     Wielkie wyrazy uznania również dla wspaniałego fińskiego trenera. Może kiedyś ktoś z naszych mu dorówna, bo dorównać Panu, to się raczej nie da. Mamy jednocześnie nadzieję, że lepiej będzie się w Polsce szkolić Pańskich następców, niż na załączonym poniżej obrazku!

Leć, Adam leć – już nie nad bulą a całkiem prywatnie!

Sportowe Skrzydło Redakcji

/rys. Michał Zięba/

Tags:

8 komentarzy

  • I oby empatia i fachowość dziennikarzy sportowych była odwrotnie proporcjonalna do współczynnika użelowienia ich fryzur…

  • Jedno piórko sportowego skrzydła redakcji w mojej osobie chciałoby zgłosić delikatne votum separatum. Ale to tylko dlatego, że nigdy hopsania na długich nartach nie uważało za sport. A skoro już tym tropem idziemy, toż samo piórko chciałoby zasugerować wiadomym panom ekhmmm… dziennikarzom (palcami, panie Włodku, nie będziemy pokazywać, prawda, panie Maćku?), że skoro już zajęli się tak nie-sportową dyscypliną, jak skoki, to mogliby na dłużej, a najlepiej na zawsze, pozostawić sport w świętym spokoju. Istnieje przecież wiele innych pól działalności, na których wiadomi ekhmmm… dziennikarze doskonale się realizują: taniec z gwiazdami, KCP i inne takie…

    • reszta SkSp red

      Skoro pływanie synchroniczne jest sportem, to wara panie votum separatum od kwestionowania kicania na deskach. na jakiej zasadzie to miałby nie być sport?
      Od Włodka wara, świętości nie szargać i zamiast mleć ozorem jazda mi wysyłac smsa żeby żelboy-Kurzajewski okazał się, za przeproszeniem, telewizyjną osobowością roku:))))

      • No bez takich:) Pływanie synchroniczne? To może jeszcze tap madl uznamy za sport, co?;)

        Dla mnie sport to jest wtedy, gdy Ty osiągasz jakiś wynik, ja osiągam jakiś wynik i ten z nas, którego wynik jest lepszy, wygrywa. A ewentualny sędzia jest tylko po to, by żaden z nas nie kantował.

        Tymczasem w skokach narciarskich jest jakby inaczej. Wyobraź sobie teraz konkurs skoku o tyczce, gdzie taka Isinbajewa bije kolejny rekord świata i już-już się cieszy, aż tu nagle wyskakuje pięciu smętnych panów, kręci paluchem i mówi: „o nie, droga pani! Przy rozbiegu niedostatecznie zawijała pani bioderkami, w fazie wznoszącej skoku kąt nachylenia pani brody względem klatki piersiowej był wyższy, niż zezwala regulamin, potem zaś wylądowała pani na dwie łopatki. Odejmujemy pani za to szybernaście punktów. A dodatkowo podczas pani skoku ciśnienie atmosferyczne spadło o pół hektopaskala poniżej normy, z czego wynika, że należy od pani wyniku odjąć dziewięć cm. Wreszcie, pani rozumie, pani jest Ruska, a tu są Niemcy. Zatem, droga Jeleno, jaki tam znowu rekord?!” Wracając do skoków narciarskich: sam fakt, że zawodnik z wynikiem, powiedzmy, 116m, może wygrać z kimś, kto skoczył 120m, w moich oczach dyskwalifikuje tę działalność jako dyscyplinę sportu. Kij mnie obchodzi, czy ten drugi trzymał w locie narty tak, jak się panom sędziom podobało, czy wychylił się bardzo, czy tylko troszeczkę, czy lądował telemarkiem, czy czarnym smarkiem (samo określenie „lądowanie na dwie nogi” wydaje mi się komiczne. Spróbowałby który, tak naprawdę, wylądować na jednej). Grunt, że poleciał dalej, niż ten pierwszy. I dopóki ta prosta zasada nie będzie obowiązywać w skokach narciarskich, żaden to dla mnie sport.

  • A na co od razu ta gruba pała?:)
    No to futbol wykreslamy z listy sportów:) Bo jak mowa o sędziowskim kantowaniu, to nie trzeba pięciu mistrzów z ocenami stylu ale jeden, co karnego w 90 podyktuje;))
    Noty za styl wymuszają (ponoc) bezpieczeństwo. I tu można się zgodzić (ale tylko w przypadku lądowania). Reszta „stylu” – do wyrzucenia.
    Jajka sobie pan robisz z kicania nartowego, a szczególnie z punktów wiatrowych. Te punkty letko ten sport wirują (czynią mniej czytelnym), ale przynajmniej nie muszę zamiast skoczków oglądać herr Hofera. Sędziowanie to problem wielu sportów, a jak sie popatrzy po ostatnich wielkich mprezach – w wielkim stopniu dotycza sportów, które pan za sporty uznajesz. Z futbolem na czele. Nie trza, panie, od razu grubo pało, że coś nie sport, tylko się reform domagac. Np. we futbolu – zamiast słusznie pyszczyć za reformami w kwestii ilosci sędziów, diagnozowania spalonego albo (patrz pan jak pięknie) czy bramka padła czy nie padła – sędziowie wypaczaja wyniki meczów – won z futbolem z listy sportów. Mnie sie podoba hokej (który mnie nudzi), że tam się reformuje reguły gry i coraz mniej miejsca na szwindle, niz np. futbol w którym rzekomo „błędy sędziowskie również stanowią o istocie tej dyscypliny” – nie pamietam któren miszcz futbolowy to powiedział, ale chyba jais nasz rodzimy klasyk.
    I nie róbmy jajek: punktowanie w skokach małyszowych jest elementem wyniku, a go nie zastępuje, czego o jajcarskich karnym w ostatniej minucie powiedzec sie nie da. Kwestii „tu są niemcy i ma wygrac niemiec” – nie rozwijajmy. Przynajniej po futbolowych masterstvach w Korei i japonii nie wypada.:) Sędziowe maja mikre mozliwosci wypaczac wyniki partii szachów a do sportów trudno szachy jednakowoz zaliczyc;)

    i jeszcze: nie ma takiej skoczni, na której (bez kwestii wiatrowej) mozna skoczyc o 4 metry bliżej i przez brzydką sylwetke w locie przegrać. Zerknij pan na przeliczniki. Co do ocen za lądowanie – niestety – one musza być i słuszne jest odejmowanie za upadek (zwróć pan uwagę, że po kilkunastu metrach juz się wycyndolić można). Niestety – po szmal by poleciec za daleko by ustac, zawsze by sie tłum chętnych znalazł, więc nie róbmy jajek.

    • Ale jaka tam znowu gruba pała:)

      OK, z tym sędziowaniem pod swoich przeholowałem, bo to faktycznie jest wszędzie i wszędzie jest uznawane za przekręt. Ale już subiektywna ocena konkretnych sytuacji zdarza się o wiele częściej w skokach, niż w futbolu. Co więcej, w skokach sędzia ma prawo (ba, obowiązek!) po swojemu ocenić, czy zawodnik ładnie trzymał narty w locie, za to w piłce jak sędzia gwiżdże po swojemu, to z mety jest uznawany za kanciarza. Poza tym, w skokach oceny bezpośrednio tworzą wynik. A w piłce sędzia, nawet największy kanciarz, nie może orzec, że ta bramka warta jest pięciu punktów, a tamta tylko trzech.

      Co do rzekomej kontroli bezpieczeństwa za pomocą not – patrz, takie narciarstwo alpejskie, zwłaszcza konkurencje szybkościowe, również jest dość ryzykownym sportem, a mimo to – i dobrze, tego tylko by brakowało – nikt nie postuluje wprowadzania not, ani karnych dziesiątych sekundy za zbyt kozackie wchodzenie w zakręty.

      Z tym klasykiem to ja też nie pamiętam, co to za złote usta zrodziły tę sentencję, ale ja się z nią generalnie zgadzam. Przynajmniej w tym sensie, że futbol jest przez ludzi i dla ludzi, stąd też zawsze będą się w nim pojawiać błędy. Błędy sędziów też. Póki to są właśnie błędy, czyli efekty niewłaściwej oceny sytuacji, złego ustawienia, etc., etc., a nie świadome wypaczenia i póki jest ich mało, raczej nie mam nic naprzeciw. A w każdym razie nie chcę dehumanizacji w postaci chipów, kamer i reszty tego technicznego tałatajstwa.

      Co do relacji hokej-futbol, pamiętam wypowiedź pewnego szanowanego hokejowego eksperta sprzed paru lat, który stwierdził, że zazdrości futbolowi stabilizacji. I ma chłop rację, jak na moje. Tzn. wg mnie futbol m.in. dlatego jest najpopularniejszym sportem na świecie, że jest niezmienny. Oglądasz dziś mecz na żywo i jest on rozgrywany wg circa tych samych zasad, co spotkania w sezonie 1966/7, czy 1985/6. I zdecydowanie wolałbym, aby w sezonie 2044/5 dalej było mniej więcej tak samo.

      Jasne, jakaś tam ewolucja jest. Za mojego żywota zmieniło się tyle, że bramkarzowi nie wolno łapać podań od własnych zawodników, można wprowadzić więcej rezerwowych (i więcej mieć ich na ławce), za ligowe zwycięstwo dostaje się 3, a nie 2 punkty, wprowadzono pojęcie biernego spalonego, zaostrzono nieco przepisy dyscyplinarne plus może coś tam jeszcze, o czym w tej chwili nie pamiętam. A, no i tych pięciu sędziów teraz, niewątpliwie potrzebna inicjatywa. Ale to wszystko kosmetyka.

      A w takich skokach, żeby uczynić z nich sport pełną gębą, potrzeba by totalnej rewolucji, czyli zupełnego usunięcia sędziów. Bo może i masz rację z tymi 116toma i 120toma metrami. Aczkolwiek wg mnie starczy, że zawodnik z wynikiem 119,5 może wygrać z takim, co skoczył 120, by dokonał się swoisty gwałt na rozsądku:)

  • Pała gruba, bo nie cienka;)
    Zacznę od prawdziwego sportu, czyli futbolu. Potem o skokach.
    Masz pan 100% racji, ze w futbolu „sędzia, nawet największy kanciarz, nie może orzec, że ta bramka warta jest pięciu punktów, a tamta tylko trzech.” Może natomiast uznać, że czyjeś kopnięcie zasługuje na to by dać mu tytuł mistrza świata, czy tez nie zasługuje;))) Tu wyższość prawdziwego sportu nad skokami jest najbardziej wyraźna. Gdzie pan dostrzegasz różnicę na korzyść kopanej, doprawdy nie wiem.
    Co lepszego w tym, ze w majestacie przepisów z XIXw. pan sędzia przyzna de facto medal tym, których woli, a cały świat będzie (włącznie z oficjelami FIFA czy UEFA) mówił „tak, tego gola nie było (lub) był, ale takie mamy od stu lat ustabilizowane przepisy, ze choć wszyscy wiemy, ze wynik powinien być odwrotny – musimy go uznać. Po prostu boskie i – zgadzam się – pełny humanizm. na tej zasadzie wszystko, co homo nieczęsto sapiens zrobi zasługuje na miano humanistycznego posunięcia. No, czasem wynik (np. usuniecie Zidane’a z boiska) powstaje na podstawie przepisów nieistniejących i wypadałoby to zanegować, ale przecież się nie da. Gdzie tu wyższość? Że futbolowy sędzia jeśli kantuje to jest kanciarzem? No jasne. A co z tego wynika, np. w przypadku pana Coliny i wielu innych? Spora część z nich gwiżdże dalej. Np. u nas tak jest. Sędzia w futbolu tworzy wynik w większym stopniu, proszę pana, niż w skokach. Ocena za styl – jak pan zapewne wie, jest tylko cząstka tych „17,5”, „18” czy „19,5”. Jedna nieuznana bramka w futbolu natomiast przesądza w całości o wyniku meczu, całego turnieju, cały czterech lat w historii tej dyscypliny. Myślałem, że to problem, ale jak widzę – myliłem się.
    „futbol jest przez ludzi i dla ludzi, stąd też zawsze będą się w nim pojawiać błędy. Błędy sędziów też. Póki to są właśnie błędy, czyli efekty niewłaściwej oceny sytuacji, złego ustawienia, etc., etc., a nie świadome wypaczenia i póki jest ich mało, raczej nie mam nic naprzeciw.”
    [wielkośc futbolu to to, ze nie tyle co gdzie indziej zalezy od sprzętu]
    Wstaw pan zamiast „futbol” termin „skoki na nartach” i o co będzie chodziło? Chyba, że pan udowodnisz, że w skokach „mylą się częściej” no ale to trudno będzie udowodnić. Przecież nie tylko w futbolu (biega ta się nieco wolniej niż na skoczniach lata) sędzia może się źle ustawić, źle widzieć, nieprawdaż? Dlaczego ci od skoków to wypaczenie, a misiowie z boiska to już nie? Nie rozumiem. Dla mnie pomyłki i „pomyłki” to skaza na sporcie obojętnie którym i mam gdzieś dehumanizację, w sporcie to ja uczciwość lubię, ale tu ze mnie stary pryk wyłazi, jak sądzę. Ustabilizowanie przepisów w piłce? Mam ją gdzieś jako wartość, jeśli dzięki temu może wygrywać ten, co przegrał. Panie To nie może być tak, ze to, co w futbolu jest pięknem (plus ustabilizowanom tradycjom) w przypadku innych dyscyplin dyskwalifikuje je jako za mało sportowe.
    Piszą o hokeju (na lodzie) miałem na myśli rewelacyjną zdolność tego nudnego sportu w którym krążka nie widać do eliminowania kiszki z tafli. Mam na myśli rozmnożenie sędziów oraz brak problemu z powtórkami sytuacji (łącznie z uznawaniem bramek).
    W kwestii „rzekomej kontroli bezpieczeństwa” – niesłusznie bazowałem na wypowiedziach Leppistoe i Małysza), ale jako faceci niemający z prawdziwym sportem nic wspólnego – zapewne łżą jak jezuici.:) Nawiasem mówiąc chwalili oceny lądowania (z pewną modyfikacją), krytykując ocenianie sylwetki w locie. Modyfikacja miała być taka: kiedy zawodnik sprawia wrażenie, że dotknął podłoża przy lądowaniu – sędziowie powinni dopiero po ripleju odejmować lub nie punkty.
    Przykład z narciarstwem alpejskim adekwatny jest tyko poprzez śnieg, na którym rozgrywa się zawody i na tym koniec. Zbyt kozackie wchodzenie w zakręty oczywiście fajny chwyt, ale ominąłes pan bramkę. Zdrowia u alpejczyków chroni się stawiając bramki hamujące;))) i zapewniam – dzięki nim jest do wyboru: albo kozaczyć nad miarę, albo dojechać. Dotyczy to również biegu zjazdowego. Przykład z alpejskim jest nieadekwatny również i dlatego, że nawet jadąc z prędkością komety, zawsze można się (byle w czas) puknąć w pałkę i wyhamować, w ostateczności zatrzymać się i zejść z trasy. O skoczku, zrezygnował zlotu na ścieżce podejścia do lądowania – nie słyszałem. Może poseł Macierewicz w tej kwestii coś zaproponuje, nie wiem. On się zna na wszystkim i więcej;) To tak dla rozluźnienia i jedziem dalej.
    W narciarstwie alpejskim chroni się zdrowie zawodników niwelując muldy (by skok nie był sic! przymusowo za długi!) siatkując obrzeże trasy – w skokach sobie tego nie wyobrażam. Nawiasem mówiąc kraksy w alpejskim to bardzo rzadko są efektem kozackiego wchodzenia w skręty), spóźnione wejście w skręt to zupełnie co innego. W tym sporcie największym kozaczeniem jest jazda po optymalnej trasie;) Nie pamiętam czegoś takiego od czasów Franza Klammera (a ściślej Rolanda Colobin) żeby przez kozaczenie coś się komuś stało. No, chyba ze będziemy się upierać, że ideałem narciarza jest pan Bode Miller, to co innego. Mnie, w odróżnieniu od GW, oczy nie wilgotnieją z miłości na widok tego zawodnika. W każdym razie walki o zdrowie zawodników poprzez ocenę sylwetki – nikt nie postuluje bo w wypadku TEJ dyscypliny nie ma to sensu. W skokach owszem.
    W futbolu „pięciu sędziów teraz, niewątpliwie potrzebna inicjatywa. Ale to wszystko kosmetyka.”
    No masz. Znaczy lepsze rozstrzyganie o tym czy bramka jest czy nie w sporcie, gdzie można wygrywać 1:0 to kosmetyka? To ja już nic nie rozumiem, albo rozumiem.
    „może i masz rację z tymi 116toma i 120toma metrami. Aczkolwiek wg mnie starczy, że zawodnik z wynikiem 119,5 może wygrać z takim, co skoczył 120, by dokonał się swoisty gwałt na rozsądku” Nie być może, ale na sto procent mam rację. Każda skocznia ma swój przelicznik punktowy na metry;) Stąd np. na mamutach rola sędziów jest dużo mniejsza, jak wiemy. To nie jest tak, że słynne „17,5” to nota w stu procentach dowolna, jak nie przymierzając gwizdniecie spalonego Albanii kiedy ma szanse wygrać z Argentyną i zrzucenie tego potem na faceta z boku, co go komar uwalił i dlatego chorągiewka machnął.
    Częścią noty jest kwestia przekroczenia czy nie pktu K. potem się dodaje (odejmuje) za metry powyżej (poniżej) K, i za styl. Skoki (w ramach podziwiania imprez pozasportowych) oglądam mn. w. od 1972 roku i niezwykle mało pamiętam zawodów wypaczonych przez sędziów. Więcej przez Hofera jak ostatnio w Oslo. Ale tu Hofer jest taki raczej futbolowy jak pan Austriak co nam z Niemcami kazał w 1974 kopać w basenie i włos z głowy mu za to nie spadł. A poza Niemcami i nim wszyscy mieli jedno do powiedzenia – że niemiecki szmal zaważył. To tak w kwestii co jest sportem, a co nie jest.

    Też bym chciał, żeby ten, co skoczył 120 wygrywał z gościem co kicnął 119,5. Ale pod warunkiem że sie nie wywrócił i że wiatr miał w miare podobny;))) no i nie był na spalonym (nawet na niebieskiej)

    • Ja może zacznę od kwestii lądowania, bo wydaje mi się, że tutaj aż tak bardzo się nie różnimy. Znaczy ja absolutnie nie uważam, aby należało akceptować każdy sposób zetknięcia zawodnika z ziemią, a ewentualny medal za zwycięstwo dla skoczka, który po dwustumetrowym locie wyrżnął z dyńki w śnieg, przekazywać zapłakanej wdowie. Wystarczyłoby natomiast, moim zdaniem, odejść od kompletnie nonsensownej skali ocen 0-20 i zastąpić ją prostą, zrozumiałą dla wszystkich i obiektywną skalą 0-1. Albo wylądowałeś, albo nie. Jeśli tak – super, mierzymy odległość. Jeśli nie – sorry, ale to są skoki narciarskie, nie nadupne, czy naplecne. Możemy cię odwieźć do szpitala, zapraszamy na następny konkurs, jak się wykurujesz.
      Tak to wygląda w nartach alpejskich, prawda? Gdzie mimo hamujących bramek (guzik, tak naprawdę, dających w SG i zjazdach), wciąż można się zdrowo pokancerować, a jakoś wszyscy alpejczycy, łącznie z Szurniętym Bode’em (też nie przepadam, ale uważam, że z różnych względów ktoś taki jest na stoku potrzebny) mają na tyle oleju w łepetynach, by jednak tak kompletnie na krechę nie cisnąć.

      Co do futbolu – stoję na szarym końcu kolejki chcących bronić sędziowskich wałków. Tyle, że w futbolu te wałki znajdują się jednak poza prawem, a przynajmniej poza obyczajem. Natomiast w skokach odbywają się jak najbardziej w majestacie przepisów. Piszesz, że nie pamiętasz zbyt wielu wypaczonych konkursów. I nic dziwnego, przecież sytuacji, gdy koleś skaczący 119,5 metra wygrywa z tym skaczącym 120, nie uznajesz za wypaczenie:) A wg mnie tego się po prostu inaczej nie da nazwać. To jest prawnie umocowany przekręt.
      OK, nieskromnie przyznam, że i bez Twoich wyjaśnień miałem jako-takie pojęcie o systemie oceniania w skokach. Tyle, że przeliczanie metrów na punkty uważam za zupełnie nonsensowne komplikowanie rzeczy prostych. Ale to jeszcze pół biedy. Znacznie gorzej wygląda sprawa z tymi punktami za styl. Przecież to jest niedopuszczalny subiektywizm. Pewnie, sędziowie mają jakieś wytyczne. Ale te wytyczne też się zmieniają na podstawie subiektywnych opinii. Kiedyś dawno temu skoczkowie machali w powietrzu rękoma. Potem wciąż trzymali narty równolegle. Od jakiegoś czasu skaczą „stylem V”. A co będzie, jeśli ktoś kiedyś wymyśli jakiś „styl X”, albo „styl Y”? Skakanie takie, jak dziś, zrobi się passe? To to w końcu sport jest, czy tap madl? ;)))

Zostaw odpowiedź